Ja zwariuję czyli historia o B U T A C H !!!!!

Buty, najbardziej przezemnie poszukiwany produkt odzieżowy na świecie.

Niby nie taki znów ciężki do odnalezienia w czasach, gdy

towarów w sklepach i na wszelakich straganach mamy pod

dostatkiem, ( tu wspominam czasy, których młodzież pewno nie

pamięta, gdy buty na talony sprzedawano tylko).

Nic bardziej mylnegp.

W całym Krakowie nie uświadczysz odpowiedniego obuwia

na Ewusine, biedne stópki.

Nie rozumiem dlaczego projektant, albo potem producent

silą się  profilować czyjeś stopy.

Przecież każda stopa ( nawet ta życiowa) różni się od stopy

innej osoby, i wymyślania jakiś zagłębień i wzniesień, niby

zdrowotnych , w bucie jest nieporozumieniem, nie każda stopa

to lubi.

Przynajmniej moja nie lubi i już.

Poprzedniej jesieni kupiłam niby super wygodne buty firmy

Ecco. Fakt, nie pochodziłam w nich prawie wogóle, bo zaraz zima

nadeszła i w zimowe ( super wygodne) botki wskoczyłam.

Wczoraj chciałam się po zimie z Ecco półbutami  przeprosić i……

do pracy jeszcze jakoś dotarłam, ale z powrotem musiałam

już w klapkach wracać taksówką do domu, bo każdy krok

w nich był dla mnie mordęgą,  czułam się tak, jakbym gołą

stopą kroczyła po spiczastych gwoździach.

A ja fakirem nie jestem przecież !!!

Ja potrzebuję szerokiego, wygodnego i miękkiego obuwia,

bez żadnych ortopedycznych ulepszeń.

Już nie wspomnę, że oczywiście bez żadnych koturn, czy

nie daj Boże obcasów.

Zrozpaczona, z obolałymi nogami ( nogi do jako takiej normy

wróciły dopiero pod wieczór) zasiadłam przed komputerem i w

Googlach wpisałam hasło:

” bardzo wygodne buty”.

Jasne, że nie można,sczególnie w mojej sytuacji, kupować

butów w ciemno i to w dodatku przez internet, ale ciekawe

oferty oglądnąć można, to nie kosztuje.

Znalazłam fimę Befado w Bielsku Białej, która reklamuje

różnorakie, bardzo wygodne według nich obuwie.

Odnalazłam hasło : kontakt i napisałam im o co mi chodzi,

jakiego obuwia potrzebuję, nie tylko jaki rozmiar. ale

głównie podkreśliłam moje wymogi: wygoda, miękkość

no i przede wszystkim żadnego profilowania stopy,

żadnych wypukłości i zagłębień, but w środku ma być prosty,

tak, by cała stopa była umieszczona na całej płaskiej powierzchni.

Kłopoty z moimi stopami zaczęły sie już w dzieciństwie, już

wtedy pani doktor ortopeda zaleciła mi noszenie specjalnych

wkładek ortopedycznych, robionych na obstalunek.

Mój kochany tata zainwestował w owe wkładki, ale mimo, że

nosiłam je w domu, aby się do nich przyzwyczaić, nie dałam

rady ich używać. Poszły w kąt, nawet mój tata nie mógł nic na to

poradzić.

Każdy krok odbijał mi się w mózgu, tak, jakby mi ktoś wbijał

tam jakieś sęki.

No i tak pozostało do dzisiaj.

Dlatego mam całe stosy butów, o przepraszam, sporo z nich

poszło już na śmietnik, no  i w związku z tym mam kłopoty.

Botki są fajne,  w sumie miękkie, ale i tak tam wkładam

miękką, wkładkę ( nie ortopedyczną, o nie), ale przecież

nie mogę do lata w botkach chodzić !!!!!

Czekam więc na odpowiedź z owej szacownej buciarskiej firmy,

no i czasu, gdy swoje ukochane , wygodne klapki na nogi

założyć będę mogła.

Co prawda Magda podarowała mi też jakieś klapki, te same,

w których do domu wczoraj wróciłam, ale nie jestem przekonana,

czy są wygodne, trochę mnie po bokach pilą.

Ech, biedna ta Ewusia, biedna.

A jeszcze biedniejsza będzie, gdy i do pracy i z pracy taksówką

wracać będzie musiała……

Na suchy chleb nie zostanie, już nie mówiąc o opłacie za

ukochany internet i tam jakieś inne opłaty.

P O M O C Y !!!!!  H  E  L  P !!!!!!

Może ktoś wie, gdzie takie super wygodne butki kupić

w Krakowie można???

Przypominam : żadnej ortopedii w butach nie toleruję !!!!!

No proszę, tak za wiosną tęskniłam o o buty się rozbiłam….

Ale wbrew pozorom, taka mała część odzieży, a taka ważna.

Właściwie jak sięgam pamięcią zawsze z obuwiem problemy

miałam, teraz, gdy moje stopy są coraz bardziej wrażliwe

ten problem staje się dla mnie cora bardziej palący.

Ale jakoś trzeba sobie radzić, jak powiadał pewien góral

wiążąc buty glizdą.

Na razie wracam jeszcze do moich botków ( najwyżej stopy

mi się w nich upieką) i ruszam na nowe połowy.

Napiszę wkrótce, mam nadzieję, czy były one owocne , w buty

oczywiście.

P.S. Podglądam w TVP prezenterki, któr prowadzą mój ulubiony

poranny program Kawa czy herbata – Taaaaaaaaaaaaakieeeee

szpilki noszą.Aż mi się w mózgu zagotowało.Na takich

obcasach nawet jednego kroku nie potrafiłabym zrobić.




wpis z odwiedzinami

Można powiedzieć, że wiosnę już czuć.

Wczoraj wracałam do domu wieczorkiem i mimo, że bardzo ciepło już nie było  tak jak

podczas dnia, ale już  powiew wiosny do mnie docierał.

Już wypatruję pierwszych pączków na drzewach. One zawsze mnie radują i rozczulają.

Dzisiaj rano w  programie Kawa czy herbata była krótka wizyta w Kruszynianach.

Tam kilka dni temu, w tatarskiej wsi gościł Książę Karol.

Ciekawe, tam jeszcze widziałam resztki śniegu, leżące na ulicach.

No tak, podczas gdy Książę odwiedzał rezerwat żubrów sporo śniegu padało, a to

było przecież dopiero co, w zeszłym tygodniu..

Ciekawe są te Kruzyniany, trzeba by może kiedyś tą okolicę odwiedzić i posiliś cię

tatarskimi specjałami w agroturystycznym ośrodku Tatarska Jurta.

Zamieściłam zdjęcie zabytkowego meczetu z Kruszynian.

Tam jeszcze prócz wyznawców wiary katolickiej i prawosławnej jest sporo muzułmanów,

Przy meczecie znajduje się stary cmentarz tatarski (mizar). Wszystkie nagrobki na nim są

zwrócone na wschód, dla ścisłości nogi na wschód (mały kamień) a głowa na zachód (duży

kamień).

Poczułabym się wtedy jak co najmniej Księżniczka, no może nie koniecznie

Kamila, bo jakoś nie bardzo mi się podoba, ale ……

A narazie, póki co, idę do prozaicznej pracy, Księżniczki w dzisiejszych czasach też przecież

pracują.

Tym bardziej, że za ścianą znów świdrują, nie da się w domu wysiedzieć !!!!!

coraz bliżej święta, coraz bliżej święta

Do mojego wyjazdu już całkiem niedaleko.

Trochę mnie to przeraża bo muszę zdążyć zaliczyć jeszcze conajmniej fryzjerską wizytę.

No i pomyśleć, co by tu ze sobą zabrać, nie dużo, a elegancko.

Już wiem, że mój maluszek raczej nie pojedzie, bo będzie tam całkiem

nieużyteczny z powodu braku dostępu do internetu.

Chciałam pożyczyć bezprzewodowy internet od sąsiadki, ale ona ma go w Erze,

a tam są jakieś dziwne zaostrzenia, przede wszystkim ma limit na internet, więc przez

dwa dni ,przy moim uporze na internetowanie ,mogłabym zjeść jej cały miesięczny

limyt, co byłoby bez sensu.

Penie, że dwa czy trzy dni ię obejdę bez internetu tylko ktoś musi się zaopiekowac moimi wioskami.

Jeszcze poczekamy, jeszcze zobaczymy.

Narazie muszę pomyśleć o mojej dzisiejszej pracy. Aparat podobno już naprawiony.

A za moją ścianą znów wiercą, wiec muszę się jak najszybciej z domu ewakuować.

No to dobrego tygodnia życzę

JUŻ JEST !!!!!

To  Ona

 

W  I  O  S  N  A   !!!!!!!

wymarzona, wypatrywana,

Przyszła sobie tak cichutko wczoraj o 18.32  i powitała nas ciepłem.

Dzisiaj słonko i cieplutko na oknem, jak podczas prawdziwej wiosny.

Nareszcie odrazu człowiekowi weselej na duszy się robi.

I chociaż dzisiejszy dzień przywitał mnie ogromnym bólem głowy, musiałam

zażyć tabletki, ale nic nie popsuło mojego humoru.

Nawet dzisiejzy zamęt, którz szykuje się popołudniu  u mnie w domu, albowiem

Pola kończy dzisiaj 11 lat i przychodzą do niej goście.

Znów będzie gwarno, ale co tam.

Niech dziewczyna się cieszy,

Miłej, wiosennej niedzieli życzę.

i JESZCZE POWITANIE WIOSNY PRZEZ PANA KAWUSIĘ:

 

JUŻ WIOSNA

Do mojego ogrodu weszła wiosna skrycie,

zobaczyłem ją wczoraj pracującą w ogrodzie,

sadziła krokusy, przebiśniegi i piękne forsycje,

wszystkie te kwiaty co są wiosną w modzie.

Na zielono maluje trawę i liście na drzewie,

zrazu nieznacznie, delikatnie je muska kolorem,

barwi na żółto tulipany, krokusy kolorem białym,

tylko krople rosy skrzą się ciągle tym samym wzorem.

Otwiera wiatrem pąki na gałęziach bzu i wiśni,

jak czarodziejka wyroczni swojej mocą,

a my na to zjawisko patrzymy z zachwytem,

i podziwiamy jej niezmordowaną  prace coroczną .

Szaro jeszcze i smutno w moim ogrodzie,

lecz słońce swymi promieniami jak kochanka pieści,

już za moment nie stanie nic na przeszkodzie,

by ożywić wszystko co ten ogród w sobie mieści !

a więc…..

 

………a wiec mamy następną sobotę.

Co prawda nie całkiem dla mnie wolną, bo Ważna Osoba zapowiedziała się

już z wizytą

Trochę mi to nie na rękę, bo lubię sobie w sobotę sama pobyć, ale….

niech się dzieje wola nieba z nią sie zawsze zgadzać trzeba.

Jutro sobie poodpoczywam.

A więc zyczę miłej soboty

 

 

 

 

Schowałaś? to szukaj

 

Ale wczoraj się zdenerwowałam.

Kupiłam sobie ( na zapas) kilka paczek papierosów.

A, że mam współpalacza w domu, postanowiłam dobrze je schować.

Co pomyślałam to i zrobiłam.

Tylko……

Skończyła mi się paczka papierosów, a ja zapomniałam, gdzie je tak dobrze schowałam.

Znacie to?

A tu palić się chce jak cholera, a papierosków nie ma.

Już miałam ubierać się i lecieć do nocnego sklepu  po papieroski, ale…

usiadłam spokojnie na fotelu i  zaczęłam sobie przypominać, o czym to myślałam wtedy,

gdy te papieroski  tak dobrze chowałam, żeby nikt nie znalazł.

I tak po nitce do kłębka znalazłam kryjówkę.

Oh, co za szczęście zaciagnąć się papieroskiem!!!

Nawet ten złowieszczy napis Palenie szkodzi Tobie i osobom w Twoim otoczeniu

jakoś mało mnie przeraża.

Odwijam  papieroski z folli, otwieram, wyjmuję jednego Voyage, zapalam zapalniczką

i juz moje płucka radośnie podskakują z radości.

Ech, ten nałóg…….

Ale po cichu powiem Wam, że chyba wiosna rzeczywiście nadciąga.

Jest tak słonecznie i cieplutko za oknem.

Więc wszelkie rozterki pana Kawusi były niepotrzebne.

Na szczęście

No i dzisaj weekend się zaczyna.

Same dobre wieści od rana.

Nawet moje nałogi nie są w stanie tych radosnych wiadmości zatrzeć.

A więc dobrego weekendu

Bociany, czyli spełnienie marzeń

 

 

BOCIANY

Nie wypatrujcie bocianów, bo to ptaki cwane,

wymościłeś  im gniazdo na powitanie,

żeby ci domek od złego chroniły,

a one marne niecnoty ,

dzieci ci podrzuciły…

 

następna fraszka Pana Kawusi.

 

Oj, Panie Kawusia, mnie już na szczęście  to ” niebezpieczeństwo ” nie grozi he,he.

Wczoraj aparat zastrajkował.

W piątek dopiero będzie serwis, więc mam przed sobą 2 dni laby od pracy.

To znaczy dokładnie jeszcze nie wiem, ale……co bym tam miała niby robić?

I jeszcze jedna ciekawostka: dostałam kuszące zaproszenie od Reader’s Digest

do wzięcia udziału w konkursie – loterii.

Nagroda główna to…bagatelka 570 000 zł i zaproszenie na 3 dni do Warszawy.

A w programie przejazd ekskluzywną limuzyną z miejsca zamieszkania do samej

Stolicy, 3 dniowy pobyt w pięcio gwiazdkowym hotelu z 2 osobami towarzyszącymi,

z pełnym wyżywieniem na ich koszt i zwiedzanie Stolicy.

Zbyt piękne, żeby było prawdziwe……..

Ale zgłoszenie wyślę, co mi tam.

Nawet wiem kogo ze sobą zabiorę…..Magdusię i Ważną Osobę!!!!

Ba, nawet obydwoje moich potencjalnych współtowarzyszy wyrazili swoją aprobatę.

No to wygrywam i jedziemy.

Pomarzyć zawsze można………..

Ale by była heca, gdyby się to sprawdziło.

Ale kciuków nie trzymajcie bo… rzadko kiedy wygrywam

O przepraszam, raz w  jakiejś zdrapce wygrałam 24 godzinną podróż do Pragi.

Wróciłam okropnie wymęczona, bo nie dość, że jechałam tam i z powrotem niewygodnym

autokarem, w nocy, to w dodatku program wycieczki był tak ułożony, że dostalismy

przewodnika na 2 godziny i w tym czasie musieliśmy zwiedzać starą Pragę

W praktyce to wyglądało tak, że ciągle rozglądałam się, gdzie jest ta moja grupa,

która mknęła za przewodnikiem lotem prawie błyskawicy, zanim do nich dotarłam,

oni już wyruszali w następny etap zwiedzania. W dodatku było tam tak wiele innych

grup, nawet polskich,a ja swojej za dobrze nie znałam ( bo niby skąd, skoro

spędziłam z nimi tylko  noc w autobusie), więc na koniec już mi się myliło, za kim

właściwie mam gonić.

W końcu umęczona tym bieganiem poprosiłam przewodnika, żeby nieco zwolnił, bo ja

przyjechałam zwiedzać Pragę, a nie robić po niej maratonowe biegi.

Nic nie pomogło, pan miał za mało czasu,a chciał sie wykazać , że jest dobrym

przewodnikiem.

Za to potem wywieźli nas na tą drugą, nowoczesną część Pragi  i pozostawili

samopas na conajmniej 10 godzin, do starej części było za daleko, żebym sama

tam wróciła, nie znam przecież Pragi, mogłabym się zgubić, więc poniewierałam

się po tej nowej części Pragi ( tam nie było co zwiedzać) i przeklinałam ta wycieczkę.

Jeszcze miałam  małą przygodę w McDonaldzie, gdzie pozłam umyć ręce, bo zaciął

się kran z wodą i nie mogłam go zamknąć, okropnie się tym zdenerwowałam, a to potem

okazało się , że woda puszczana jest na fotomokórkę, wystarczyło tylko odejść,

ona sama po chwili się wyłączała.

No i czekała mnie powrotna  całonocna droga do domu autokarem, koszmar, wróciłam

zmęczona i połamana od niewygodnego siedzenia , tak, że można w sumie powiedzieć,

że użyłam na tej wycieczce jak pies w studni.

Ale to juz było i nie wróci więcej, teraz najwyżej co limuzyną mnie powiozą…..

Dosyć tych  podróżniczych dewagacj, pora do rzeczywistości wrócić i na wszelki

wypadek zgłoszenie do Rieade’s Digest wysłać.

Czasami los warto kusić………

 

Rozterki Pana Kawusi, czyli gdzie ta wiosna

 

 

GDZIE TA WIOSNA ?

Wśród  śniegu i mroźnych dni,

chodzę i oznak szukam wiosny,

przecież to już marzec w pełni,

a gdzie pąki na drzewach i śpiew skowronka radosny ?

Słońce już mocno świeci,

ale jeszcze przez zimę utulone,

na trawie śnieg zamrożony,

a gdzie zapachy wiosny i listki na drzewach zielone ?

Przechadzam się wśród drzew,

Śpią  pod zimową korą,

i ptaków nie słychać jeszcze,

a gdzie pierwsze wiosenne kwiaty  okryte trawą zielona ?

Śnieg nocami przykrywa pola,

Nie szczędzi zimna nikomu,

Tęsknię już do spotkania wiosny,

Przyjdzie i wraz ze swymi zapachami zawita do mojego domu !

( wiersz autorstwa Pana Kawusi)

 

Tak, tak, nie tylko Pan Kawusia tęskni za wiosną

Ja już zaglądałam na bocianią stronę.

Jasne, że nic tam jeszcze się nie dzieje, jeszcze nie pora, ale…

Jest juz telegram od naszych bocianków, że właśnie lecą do Polski ,

a do Przygodzic przylecą pod koniec marca, czyli juz całkiem nie długo.

Będę ich wypatrywała z utęsknieniem……

A potem znów będę śledziła bocianie jajeczka, czy już małe bocianki

nam się wykluły – fajna zabawa, ale napiszę o niej dopiero, gdy będą bociany

już w gnieździe.

….. jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie śpieszmy….

Hurra !! Słonko już świeci i pomimo, że jeszcze troszkę straszą nas opadami

śniegu, nie jest to już wizja jakiś strasznych zasp śniegowych, najwyzej  będą

to drobne gwiazdki, które zaraz i tak się roztopią.

I jak dzisiaj w TVP powiedzieli wiosna idzie do nas dużymi krokami.

A ja do pracy na 14 mam dopiero, więc przedemną jeszcze parę miłych godzin

spędzonych przy…. wiadomo….

 

kapie z nieba

Bo są dni
gdy z nieba kapie deszcz
nie mówię wtedy nic
telefon milczy też.
Bo są dni
gdy z nieba kapie deszcz
zamykam wtedy drzwi
po prostu nie ma mnie.

 

Wszystko pasuje do słów pioenki:

deszcz kapie z nieba,a ja zamykam dzisiaj drzwi na klucz, telefon wyłączam i…mnie nie ma.

I już !!!!!

Kawa już wypita, z mleczkiem, a nie śmietanką, ciasteczek nie jadam, a więc

Wam je ofiarowuję.

Mogę zacząć udawać nieobecność.