czyżbym….

Czyżbym znowu coś przegapiła?

Chyba wczorajszy dzień, zbierałam się kilkakrotnie do pisania blogu i….

tak jakoś mi zleciało.

Wczoraj miałam trochę dzień wspomnieniowy, w związku z pogrzebem mojej koleżanki

marzeniee, nie mogłam uczestniczyć niestety osobiście, bo to jednak za daleko dla mnie,

ale cały czas wspominałam i byłam myślami z rodziną Joli.

Wspominałam moją wizytę w Jarorze kilka lat temu, wtedy miałam dietę Kwaśniewskiego,

optymalną i Jola specjalnie dla mnie upiekła optymalny chleb na przywitanie.

Potem w myślach spacerowałam po Jaworze, po uroczym Rynku, bogatym w zabytkowe

domy , z okazałym ratuszem na środku, tam piłyśmy kawusię w ratuszowej kawiarni.

Spacerowałam w myślach po parku, miłe to były dni u niej spędzone.

A potem myślami przeniosłam się do Jastarni, gdzie bylam z moja rodzinką, ale również

i była tam Jola.Mieszkała co prawda oobno i to kawałek odemnie, ale oczywiście

prawie cały dziń spędzałyśmy razem, a to na plaży, a to na spacerach, czy na wspólnym

piwku w przyplażowej kawiarni. Popijałyśmy piwko, patrząc w dal na morze, na

plażę i gadałyśmy,gadałyśmy, gadałyśmy.

Ha, pamiętam, jak raz wieczorem poszłyśmy na spacer do portu,a wróciłyśmy

z całą siatką darmowych rybek.

Jola zauroczyła jakiegoś starszego rybaka, który pod jej urokiem podarował jej

dopiero co wyłowione z morza rybki. Była potem wspaniała kolacyjka.

Miłe są takie wspomnienia, smutn, że te czasy niestety nie wrócą,

juz powtórzyć tych przygód się nie da……

Znów się roztkwiliłam, więc konczę, do pracy pora sie zbierać.

Rzeczywistość też moze być ciekawa, bo z niej potem wspomnienia powstają.

A dzisiaj  już piątek, czyli weekendu początek