słoneczna niedziela

 

Dzisiaj mamy święto Zesłania Ducha Świętego, czyli tzw. Zielone Świątki

Piękna, słoneczna niedziela za oknem. Słoneczko pięknie świeci, wiaterek leciuteńko wieje, niebo błękitne.
Szczęście mają te dzieciaczki, które dzisiaj do I – szej Komunii idą, nasz Jaś takiego szczęścia niestety nie miał.
Między innymi mój netowy kolega spoza Warszawy dzisiaj swoją córkę do I- szej Komunii prowadzi. Obiecałam mu, że zaczaruje na ten dzień 19 maja przepiękną pogodę i słowa dotrzymałam. Grześ bardzo przejęty był tymi przygotowywaniami, bo podobnie jak Magda i Jacek wraz z żoną całe po komunijne przyjęcie przygotowują w domu. I bardzo to pochwalam, szczególnie po pięknym we rodzinnej oprawie przyjęciu Jaśka. Jak to dobrze, że są rodzice, którzy nie ulegają dziwnej modzie i potrafią wykrzesać z siebie maksimum pomysłów, by ten dzień był dla dziecka dniem naprawdę szczególnym.
Rozumiem, że są czasami tak bardzo małe mieszkania, że trudno w nim cokolwiek zrobić, ale od czego pomyślunek?
Ostatnio czytałam sporo artykułów na temat I szych komunii dzieci, rzeczywiście w tej chwili takie uroczystości komunijne można śmiało porównać do uroczystości ślubnych. Na szczęście w wielu parafiach księża zadecydowali, że dzieci będą ubrane w białe i skromne alby, a nie prawie że ślubne suknie, co jest o tyle dobre, że dzieci przynajmniej nie stają w tym dniu na podium mody, czyja sukienka jest piękniejsza, wszystkie wyglądają skromnie, jak na panienkę w tym wieku przystało, no chyba, że któraś mama chce wypromować  swoje ego i zakłada dziecku wymyślny wianek z kryształkami Sworowskiego.
Reszta, czyli i przyjęcia i prezenty to już naprawdę wielka przesada, dziecko wcale nie przeżywa tego swojego święta tak jak powinno, czyli nie najważniejszym jest fakt, że dzisiaj po raz pierwszy przyjął do swojego serca  bardzo ważnego gościa, Pana Jezusa, najbardziej ważne są prezenty, które z tej okazji otrzymuje.
Pewnie, każde dziecko jest zadowolone z prezentów, to jest przecież przywilejem dzieciństwa, ale bogactwo tych otrzymywanych prezentów w postaci laptopów, tabletów czy quadów to już czysta przesada.  To rodzice powinni zadecydować, jaki prezent  dziecko powinno otrzymać, oczywiście w granicach zdrowego rozsądku. Bo w takim tempie rozwoju  ludzkiego oszołomstwa, za kilka lat rodzice chrzestni będą musieli co najmniej mieszkanie  kupować małemu dziecku w dniu jego Iszej Komunii , a może i dodatkowo samolot????
Tylko w takim razie jakie prezenty ślubne mogą być przewidywane?

Dosyć mędrkowania, nie mogę nikomu kazać postępować tak, jak to ja uważam za słuszne, nawet jeżeli jest to akurat mądre.

Jeszcze na koniec wspomnę o smutnej wiadomości, która do nas wczoraj dotarła o śmierci wspaniałego muzyka rockowego Marka Jackowskiego.
Mam sentyment do grupy wokalnej Maanam, której był założycielem, wiąże się ona z moją młodością, z tym co było piekne, a już odległe.
 Mistrz odszedł, ale Jego wspaniała muzyka pozostanie z nami na zawsze i mam nadzieję, że będzie chętnie słuchana też i przez następne  pokolenia.

dzień, noc, dzień, noc…

 Dzisiaj noc podzieliłam na dwa: od 22 – 2.00 w nocy spałam, potem godzina przerwy ( obudziłam się nie z powodu bólu, ale, że poczułam się już wyspana,potem jednak ta cisza nocna mnie zmogła i jeszcze do ósmej rano sobie pospałam. Ale to fajnie, gdy to  nie ból w środku nocy cię budzi.

I tak to pomału wszystko  leci, byle do przodu.
Pis ogromnie się cieszy, bo dwoma punktami przeskoczył  PO i pewnie już tam świętują i szampana popijają, oby sobie na pohybel.
Nie kryje mojej niechęci do Pisu i nigdy jej kryć nie będę, bo dobrze wiem co nam szykują, na pewno nie ten zapowiadany dobrobyt.
Czasami czuję bezsilność taką, że niektórzy dają się na piękne słówka nabierać.
Dobrze, powie mi ktoś, Tusk też obiecywał i co?
Wiadomo, nigdy do końca żadna partia nie wywiązywała się ze swoich obietnic, ale krew mnie zalewa, gdy słyszę niektóre głosy, jak to Tusk nas okrada i jak to ogólnie jest źle, beznadziejnie.
Nikt mnie nie przekona, że w tych ciężkich czasach, gdy wiele państw upada, nasz kraj może nie jest zieloną wyspą, ale jeszcze całkiem dobrze gospodarczo się prowadzi. A gdy gospodarka całkowicie padnie ( a tak się zapowiada za rządów wszystko wiedzących pisiorków), dopiero będzie nędza,Sami zobaczycie i racje mi przyznacie.
Raz jeszcze powtarzam : oni nie mają wcale żadnych planów na rządzenie, oni mają plany tylko na zemstę i na wystawienie na ołtarze chwały najbardziej nieudolnego dotąd prezydenta Lecha Kaczyńskiego. I oby tak się nie stało, muszę zacząć czarować ta złą rzeczywistość.

Co tam polityka, idę przygotowywać mało co nieco dla gościa ( VIPa)

Dzisiaj  menu przewiduje makaron pszeniczny z całego ziarna ( zdrowy) z łososiem w śmietanie.
Samo pyszne.
Bo nie ma jak dobroć  paru cichych dni, wspaniale oczyszcza atmosferę.
Miłej soboty.

jak dobrze……

Jak dobrze wstać
Skoro świt
Jutrzenki blask
Duszkiem pić
Nim w górze tam
Skowronek zacznie tryl
Jak dobrze wcześnie wstać
Dla tych chwil
Gdy nie ma wad
Wspaniały, piękny świat
Jak dobrze wcześnie rano wstać
Wiosną lat

 

 

Ale jestem radosna od rana, Po prostu dobrze się wyspałam, a wszystko dzięki zbawiennym masażom, już jeden postawił mnie na nogi.
Właściwie to nie jeden, a dwa, bo dodatkowo wykupiłam sobie jeszcze masaż kręgosłupa lędźwiowego, opłacało się, od razu po zabiegu zamiast do taksówki pognałam ( no powiedzmy powlokłam się noga za noga, powolutku, ale jednak) do autobusu,
Jeszcze szaleć nie ma co, jeszcze muszę na zbawienne skutki zabiegów poczekać, ale  już widzę, że będzie o.k.
Najwyżej za dwa miesiące jeszcze sobie masaże powtórzę, co prawda na NFZ pewnie już nie dostanę, bo w tej materii są niestety ograniczenia ( pewnie NFZ uważa, że za zdrowym w Polsce nie wypada być ), ale wtedy sobie wykupię  masaże dwóch odcinków, a co, na coś w końcu pracuję, na coś, czyli na zdrowiu oszczędzać nie muszę..
Chyba już dawno mój wpis nie był taki radosny, prawda??, obym tylko nic nie zapeszyła.

Dziewczyna, która mnie masuje jest osobą niewidomą i do pracy ma przydzielonego psa przewodnika, który grzecznie mnie wczoraj przywitał, powąchał ( pewnie wyczuł naszą Peppę) i potem spokojnie  poszedł na swoje legowisko, zupełnie już do końca nie zwracając na mnie uwagi.
Ponieważ wiem, że jest to pies pracujący, więc go nawet nie pogłaskałam, chociaż labrador wyglądał bardzo sympatycznie. Niestety taki pies nie może skupiać się na obcych osobach, musi cały czas być czujny i oddany włascicielowi. Nieraz zresztą takie psy przewodnicy mają przypiętą na szelkach kartkę, ja teraz pracuję, tzn nie wolno go zaczepiać, taki pies jest bowiem okiem swojego pana, za niego musi decydować, czy sytuacja na tyle jest bezpieczna, że jego właściciel może np przechodzić przez ulicę, czy nie jest narażony na żadne niebezpieczeństwo.
Pani masażystka jest bardzo subtelną, ale niezwykle zdecydowaną  osobą, co widać było po wczorajszym masażu, zrozumiałam, że aby masaż był skuteczny wcale nie musi być bolesny.
Sami widzicie więc, że mam powody do radości, no oczywiście nie ujmując, że wiosna to moja najbardziej ulubiona pora roku.
Ale jakie radości mogą płynąć nawet z wiosny, gdy coś boli?
Dzisiaj idę na zabiegi na godzinę 13- stą, ciekawa jestem, czy po nich też nadal będę w takiej euforii?? Bo oprócz masażu mam jeszcze zapisany laser i tens na okolicę szyi, też ważne zabiegi, ale jednak najwięcej sobie cenię te masaże.
Ano zobaczymy, co będzie nadal.
Na razie życzę wszystkim pięknego i słonecznego dnia.

Zosia

 

 

 

Po prostu Zosia, takie piękne imię….

Dzisiaj moja Bratowa i wszystkie Zofie na świecie obchodzą święto swojego Imienia.
Czego im można w tak pięknym dniu życzyć?
Chyba tego, żeby zawsze słonko dla nich promieniało na niebie i ciepło dla nich biło od innych osób.

WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO W  DNIU IMIENIN ZOSIE

Ale czy innym nie mam życzyć wszystkiego naj naj?
Dla Ulki jak zwykle w środę posyłam piękne uśmiechy i kwiaty do Poznania.


Co prawda do października, miesiąca dnia Imienia Uli  jeszcze daleko, ale Ona i tak wie, że zawsze dobrze jej życzę, szczególnie, gdy to jest środa.

A i ja jestem dzisiaj zadowolona, bo słonko wyszła dla mnie zza chmury i nadal  jasno świeci
Nie cierpię burz, mówi Maruda  

Ja też, ani tych na niebie, ani tych międzyludzkich.

 

Ale ja dzisiaj marudzić nie mogę, bo zaraz, czyli prawie  skoro świt idę na masaże.
Co prawda sny, które miałam nad samym ranem były z tych koszmarków, ale piękny dzień, który nadchodzi wszystko wynagrodzi.

Jednym słowem pięknej środy wszystkim życzę.

P.S. o „cyckowej” sprawie pani Angeliny Jolie celowo nie piszę, bo wcale mi się ta cała historia nie podoba.
A skąd owa pani wie, że np nie dopadnie ją nowotwór innej części ciała? Na podobnej zasadzie mogłaby  wyciąć sobie  na wszelki wypadek wszystkie organy,
mniej lub więcej zagrożone, a jednak jeszcze nie chore.
Zresztą uważam, że gdy ktoś ma ciężkie pieniądze, to może sobie  po dziwaczyć, ale żeby aż w taki sposób sławy sobie przyzywać?
Wszak to powinna być jej intymna sprawa.
A może to ja nic nie rozumiem?

 

 

 

dzień niepodobny do dnia…..

 

 

 

 

…. noc nie podobna do nocy.

Ta ostatnia znów była zła, najwyższa pora to zmienić.
Od jutra zaczynam brać  masaże, zobaczymy, wóz, albo przewóz.
Potem trzeba będzie pomyśleć o bardziej radykalnych zmianach leczenia.
Ostatnio radykalizm jest moją nowo nabytą  cechą i wcale tego nie żałuję. Kiedyś trzeba na to się odważyć.
Przecież zawsze można w jakiś sposób poradzić sobie z problemami, nie można pozostać całkowicie, tak do końca nieporadnym  człowiekiem.

Oglądałam wczoraj na VOD-zie bardzo sympatyczny film z Dustinem Hoffmanem i Emmą Thompson „Po prostu miłość”
Jest to historia ojca, który przyjeżdża na ślub swojej córki, los jednak wszystko bardzo komplikuje, musi zmienić swoje decyzje, a napotkana po drodze miłość  całkiem zmienia mu życie.
Bardzo lubię obu aktorów, tutaj ślicznie pokazana jest rodząca się w jesieni życia  miłość pomiędzy dwoma osobami, które już właściwie na żadne wielkie zmiany nie są przygotowani i teraz muszą wbrew swoim przekonaniom z nimi się uporać. POLECAM!!!!, wystarczy wejść na Onet, odszukać VOD i ten film.

Czy widzicie, że znów ( jednak) robi się pogoda? Dzisiaj jeszcze na razie jest chłodnawo ( jest dopiero 9 rano), ale pod koniec tygodnia znów temperatura ma oscylować około 30 stopni. Na wszelki wypadek mam już wyjęty i przetestowany mój wentylatorek – działa.

Nie wiem czemu wydawało mi się, że dzisiaj już jest środa i już chciałam coś sympatycznego do Ulki napisać, poczekam do jutra, na razie posyłam Jej tylko całuska   

 

 

 

A PIS już się cieszy, że w 2015 wygra te swoje wybory, wygra, to wygra, tylko co z tym ( dobrego) zrobi??????  – strach się  bać !!!!!

Życzę miłego i słonecznego wtorku

P.S. I pozdrawiam serdecznie moją Rodzinkę. Dzisiaj szczególne uśmiechy ślę dla Męża Magdy –  Jacka i dla syna Jacka i Magdy – Jasia

 

nareszcie mamy poniedziałek.

 A bez tak pięknie pachnie………


Ale fajnie, skończył się już ten męczący weekend.
Postanowiłam odrodzić się jak Feniks z popiołów i przestać przejmować się ( tu powinno paść inne, brzydsze słowo) głupotami.
Moje gadanie, to jak tłuczenie głową w mur, a z tego IQ wcale nie wzrasta. Co najwyżej można sobie tylko potężnego guza na czole nabić.
Więc zamykam powyższy temat i do niego już nie wracam, szkoda moich wysiłków.

A ponieważ skończył się weekend, zaczyna się cieplutki i przyjemny tydzień pracy , pełny słonka, co od pewnego czasu stało się już tradycją, weekend brzydki, chłodny i łzawy , a dni pracy słoneczne i kolorowe.  Tak przynajmniej zapowiadali, bo….. rzeczywistość nadal  jest łzawa, deszcz, chłód, do diabła, kto układa te prognozy pogody i właściwie po co, skoro wcale się nie sprawdzają??

Już od dawna nie spało mi się tak pysznie, jak tej nocy, przespałam bez bólu i bez nocnych wędrówek całą noc, może dlatego, że wieczorem zrzuciłam z pleców balast  mojej niepopełnionej winy?

Jest dobrze, jest bardzo dobrze, pomału wdrażam w życie  podjęte plany…..
Dobrego tygodnia wszystkim życzę, nawet tym, którzy na wojenną ścieżkę  ze mną wstąpili, może ku opamiętaniu ????

smutna

 

 Smutno mi, Boże! – Dla mnie na zachodzie
 Rozlałeś tęczę blasków promienistą;
 Przede mną gasisz w lazurowej wodzie
 Gwiazdę ognistą…
 Choć mi tak niebo Ty złocisz i morze,
 Smutno mi, Boże!

 

Smutno mi i to chyba jednak się nie zmieni. Nawet jeden głos, którego do końca nie zrozumiałam, tego nie zmieni.
Może rzeczywiście siedzę  przed lustrem i własny nos podziwiam, ale czy mi nie wolno, skoro nie czuję pomocy z czyjejś strony?
 Czy gdy człowiek ma nieco gorszy humor i więcej przemyśleń, naprawdę automatycznie staje się samolubem?
Nigdy taka nie byłam i  raczej nie będę, po prostu mam gorsze dni. A może jednak rzeczywiście się zmieniłam i wcale nie chcę do starej postaci wracać?
Ale na pewno, ktoś kto mi nie podaje ręki, a poddaje tylko krytyce, w niczym nie pomoże, wręcz przeciwnie, tylko utwierdza mnie w moich przemyśleniach.
Zresztą najwspanialszą prawdą jest maksyma: człowiek zawsze samotnie przez życie kroczy i to jest prawda niezmienna
Mnie samej ze sobą jest bardzo dobrze!!!!!!
Dosyć, idę dalej przed swoje lustro, przynajmniej dzisiaj, gdy więcej na to czasu mam i czekam, aż kiedyś tą granicę lustra przekroczę.
Po drugiej stronie lustra jest zawsze ciekawiej.

Tylko czy ten mój dzisiejszy głos dotrze do osoby, której go dedykuję????? I czy należycie ten głos zinterpretuje?

sobotnie dylematy

 

Kilka dni temu byłam u mojego pana doktora Zbigniewa i dostałam następną blokadę. Tylko, że ta blokada coraz mniej działa, niestety, widać moja ręka już się do takiego leczenia przyzwyczaiła i normalnie w nocy mnie nadal boli. Może ten ból jest nieco mniej intensywny, ale jednak jest i tak uciążliwy, skoro mnie potrafi kilka razy w nocy wybudzić? No i ca dalej z taką ręką robić?
Ano chyba powinnam pomyśleć o operacji, czyli naprawieniu tego pierścienia stożka rotatorów, bo tu najprawdopodobniej  tkwi przyczyna moich cierpień.
Nawet znalazłam w Krakowie specjalistę od takich operacji, rzecz jednak w tym, że taka operacja nie jest ( u niego) opłacana przez NFZ, a więc jest też pewnie i droga, skoro sama wizyta u niego kosztuje 200 zł.
Może jednak znajdę gdzieś też taką możliowść wykonania zabiegu w  ramach funduszu, chodzi mi tylko o to, żeby zabieg zrobiony był skutecznie i wreszcie moja mordęga z ręką się skończyła.
Ta noc była podobna do poprzednich, co już nieco wyprowadza mnie z równowagi, bo zgoda, jestem już osobą starszą, ale nie na tyle starą, abym tylko  wciąż musiała utyskiwać na swoje życie.
Na razie czekam na zapisane mi zabiegi, mam nadzieję, że Maciek będzie pamiętał i w końcu załatwi mi jakiś dogodny dla mnie termin, o czym między innymi tu w tym blogu mu przypominam. Może ten laser i masaże nieco ulżą w bólach, chociaż na troszkę, zanim pomyślę do końca, jak skutecznie sprawę raz do konca doprowadzić.

Dzisiaj sobota, niestety chłodna i ponura, nie ma się więc czym cieszyć.
Tomek z dziećmi i psem pojechali sobie do Zawoi, więc w domu cisza i spokój, jesteśmy same z Moniką i jest fajnie.
A miało być gwarnie, bo dzisiaj Mia obchodzi swoje ósme urodziny, ale rodzinna impreza została przeniesiona o tydzien później, czyli dziecinne rumory i tak mnie nie ominą, co się odwlecze to nie uciecze, jak mówi stare polskie przysłowie.

Aha, mamy w domu ” zamontowany” dodatkowy, fantastyczny dzwonek do drzwi w postaci szczekającej Pepy. Wczoraj byłam sama w domu z psem, miałam zamknięte z powodu przeciągów drzwi do przedpokoju, no i oczywiście mój telewizor głośno grał, więc nie słyszałam, że ktoś do drzwi dzwoni. Ale za to dzielna Pepa miała dom pod swoją psią, czujną kontrolą i tak ujadała pod tymi drzwiami, że zmusiła mnie w końcu do wpuszczenia gościa do domu.
No i po co w takim razie montować dzwonki? Tylko co będzie  wtedy , gdy Pepa  będzie poza domem?  Kto mnie zmusi, abym drzwi gościom, albo domownikom otwierała ?, zwłaszcza, że większość domowników własnych kluczy do mieszkania nie posada.

Miłego  odpoczynku.

piątkowy wpis o niczym ciekawym

 

Tradycji stać się musi, bo wpis obojętnie czy jest jakiś temat, czy nie, musi być

Aparat dalej zepsuty, ale jest szansa, że się naprawi i całe szczęście, bo z nudów zginąć już można.

W polityce jak to w polityce: PO następne wpadki zalicza, ostatnio okazało się, że koncert Madonny przyniósł straty i niestety trzeba było dopłacić do jej koncertu, na co pani misistra Mucha pieniądze przeznaczone na sport wyasygnowała. Ale oburzenie natychmiast w pisowskich ławach powstały, od razu, dla przeciwwagi w sierpniu będa na owym Stadionie urządzać chcą koncert Muzyki Chrześcijańskiej, na ktory to koncert znów pieniądze pani misnistra Mucha ma znaleźć ze sportowych funduszów oczywiście, a jakże, przecież PIS też musi za państwowe pieniądze sobie do woli poużywać. I naiwny ten, kto nadal wierzy, że Pisowi zależy na Polsce, im zależy tylko naniszczeniu polskiego dobytku, o czym tym bardziej się przekonamy, jak wbrew większości narodu mniejszość zadecyduje, że to właśnie sam Kaczyński premierostwo sprawować będzie ( co nie daj Panie Boże, o ile jeszcze Polskę kochasz), teraz mamy tylko taki przedsmak.
Oj biedna Polska wtedy będzie, ale skoro ci, którzy pogniewali się na Tuska nie chcą brać losu Polski w swoje ręce, wpadnie ona w ręce wilków i wszyscy pysznie będziemy się mieli. Jedni będą PISzczeć, inni zgrzytać zębami z bezsilności i własnej głupoty, czyli braku  społecznej odpowiedzialności.
Czy jest jeszcze jakaś szansa na zmianę ? Chyba tylko trzęsienie ziemi, w postaci jakiś smoleńskich rewelacji –  może jednak ktoś się zlituje i tą rozmowę braciszków przekaże, ale czy to wystarczy przekonać tych nieprzekonanych, a raczej przekonanych o zamachu???
Ale jeszcze pozostaje wiara, że Polska zawsze jakoś z tarapatów dziejowych umie się podnieść, może i teraz też tak będzie??
Oj za prawdę powiadam wam, że jeszcze wielu z tych, którzy na Tuska teraz plują będą za nim tęsknili i powiadali, jak to dobrze za jego czasów było.
Bo trudno nie przyznać, że wszechobecny krach w różnych krajach nie ma odbicia i w naszym kryzysie, dopiero by było, gdyby teraz właśnie Pis o skostniałych poglądach rządził, jednak do tej P0ry to Tuskowi udało się w miarę bezboleśnie nas przez ten kryzys przeprowadzać, czemu nawet inne potęgi światowe wprost się dziwią, w jaki sposób udaje mu się utrzymać wysoki jak na ten kryzys poziom.
A że jest wielu bezrobotnych i głodnych? Tym, którzy tego jakoś nie pamiętają przypominam, że i za Kaczyńskiego miodów nie było, chociaż dostali władzę w kraju nie objętym kryzysem i w miarę dobrze prosperującym no i za krótko  rządzili , aby wszystko całkowicie zepsuć, chociaż  i tak wiele trzeba było po nich nadrabiać.
Będe to pisała aż do końca, przekonana, że mam rację, bo po prostu boję się rządów kłamliwego Pisu – jeżeli nie kłamią, niech wszystkim pokażą te swoje dobre nowe plany na rządzenie, a nie tylko mówią, że je mają Ja też mam na przykład żywego słonia na fortepianie i co, wierzycie mi?
Oni ograniczają się tylko do takich słów: mamy, ale nie pokażemy, wiemy, ale nie powiemy. Chyba każdy to niejednokrotnie już słyszał?

No i co? wyszła mi znów polityka. Tak się składa, że jak już nie mam o czym pisać zawsze podsuwa mi się sama jakaś polityczna myśl.
Pamiętam, jak jeszcze za czasów PZPR, po wprowadzeniu stanu wojennego   wymyśliłam sobie piosenkę ” teraz rządzi świata marność, lecz zwyciezy Solidarność, zapanuje  praworządność, spokój, ład: Niedlugo czekałam, aż PZPR się rozwiązało i do rządów doszła Solidarność.
A co teraz mam zaśpiewać??  ” kiedy przyjdzie czas, gdy Pis nie będzie dłużej już straszył nas?gdy nie rządzić  będzie żaden gad, a w Polsce zapanuje wreszcie ład”
Ładna, prawda?

No to tyle na piątkowy dzień daję Niech cieszą się Ci, co już weekend zaczynają, inni jeszcze troszkę popracowćc muszą. A przed nami znów dwa dni odpoczynku, ciekawe tylko z jaką pogodą?

smutna rocznica

 

Dzisiaj mija 26 sta rocznica straszliwej katastrofy samolotowej w Laskach Kabackich, podczas której zginęło 183 osoby.
Lot miał odbywać się z warszawy do USA, niestety tuż pod Toruniem okazała się, że jedna turbina uległa zniszczeniu ( jeszcze nie wiedzieli wtedy, że również przez tą pierwszą i druga  przez nią  również została uszkodzona),  kapitan Pawelczyk postanawia wrócić na Okęcie, niestety, około 5 km przed  pasem lądowania samolot uderzył w ziemię, wszyscy zginęli. Przejmujące jest ostatnie zdanie prowadzącego samolot kapitana, nie jakieś tak brzydkie słowo na k ( patrz Smoleńsk), ale zdążył powiedzieć: cześć, dobranoc, do widzenia,  giniemy. Wykazał się wielka galanterią nawet w tak tragicznej dla niego chwili.  I to była największa dotychczas samolotowa katastrofa, pewnie, że rangą nie odpowiada może tej z 10 kwietnia, ale i tu i tu zginęli ludzie, a wobec śmierci wszyscy już jesteśmy przecież  równi, czy to jest prezydent, premier, minister, król czy zwyczajny człowiek.
Dlatego dzisiaj na moment chociaż odstąpmy od smoleńskiej tragedii, tak chętnie nagłaszanej przez PIS, albowiem została paliwem wyborczym tej formacji, a pochylmy głowę nad tragedią tej katastrofy w Lasku Kabackim i wieloma innymi, podczas których nagle traci życie wiele osób i które przysparzają bólu rodzinom i przyjaciołom osób, których w tych katastrofach zginęli. Jakże często przerwane zostają w nich nici żywota osób młodych, mających przed sobą  wielkie życiowe plany, jak często  zostaje przerwane życie małych dzieci, którym nie dane było poznać tajniki ziemskiego  życia
CZEŚĆ ICH PAMIĘCI.

A życie idzie na przód. Tak już jest, jedni przychodzą, inni odchodzą, jakaś równowaga na tym świecie być musi.

Ja na razie testuję nowe sandałki, które wreszcie do mnie dotarły, są tak samo wygodne, jak i poprzednie z tej firmy Befado – dr. Orto. Wydawały się za duże, ale trzeba po prostu dobrze dopasować  do szerokości stopy aż trzy paski, na palcach, na podbiciu i na pięcie, żeby potem nie  klapały. Wczoraj poszłam w źle dopiętych paskach i o mało co nie zaryłam nosem  o glebę. Niestety nie da się tak, by je dopasować raz na zawsze, trzeba jedne paski jednak otwierać i zapinać, co przy moim „malutkim brzuszku” sprawia mi nieco kłopotu, ale  przy okazji mam dobra gimnastykę na brzuch, coś za coś.
Przecież  czyż  tyle razy nie  pisałam, że nikt  nam nie zapewnił, że życie będzie łatwe????
No nie jest łatwe, trudno,  czasami i przepraszam jest trudno powiedzieć, zwłaszcza gdy się nie wie, za co właściwie powinnam przeprosić.
Cóż, czekam nadal i trwam w tej niewiedzy, aż do momentu wyjaśnienia sprawy.
Tylko nie mam wcale  pewności, że te słowa do adresata trafią, bo w momencie, gdy adresat się obraża, przestaje mój blog czytać, przynajmniej tak twierdzi.

Życzę wszystkim miłego czwartku, na szczęście bzy już zakwitają i robi się pięknie i pachnąco wokoło, lubię tą porę roku,
Kasztany też już zakwitają, chyba troszkę za późno, bo trzy ważne egzaminy maturalne są już właściwie za zdającymi w tym roku maturę, pozostają tylko ustne.
Oby miały  tak samo dobre wyniki, jak te pisemne. W tym roku mniej nieco przeżywam   ten maturalny okres, bo nikt z najbliższej rodziny jej nie zdaje, dopiero za 2 lata zacznie się szaleństwo.

Szkoda  tylko, że na weekend znów ma się pogoda popsuć i deszczem ma pokropić, byleby ten deszcz za zimny nie był.