o tym jak Felusia życie ratowałam

 

No, nie pisałam wczoraj, że dzisiaj na pewno trafi mi się ciekawy temat ????
I tak, jak zaczęłam tydzień od ratowania szczurka, niestety bez żadnych dobrych wyników, tak wczoraj kończyłam tydzień ( bo weekend to już nie tydzień, a  weekend) do ratowania biednej rybki, tym razem ze szczęśliwym zakończeniem.
A było tak : siedziałam sobie spokojnie w pokoju, gdy nagle usłyszałam   wrzask Zojki, poleciałam przerażona, że może coś drugiemu szczurkowi się stało, ale patrzę,  a ona trzyma w ramionach wyrywająca się Pepę i woła uciekł, łap go. Nie dosłyszałam kto i z czego uciekł, więc poszłam do klatki szczura, ale widzę że klatka zamknięta. Okazało się, że to chodzi o Felusia, który najpewniej łapiąc muchę wyskoczył z akwarium. Jak wiecie, Feluś to pielęgnica Oskar, czyli rybka wielkości małego karpia. Oj, załomotało mi serce z trwogi, bo Felusia bardzo lubię i to  za moim stawiennictwem został w rodzinnym akwarium.  Najpierw sprawdziłam, czy żyje, pysk miał otwarty, ale gdy go dotknęłam, zaczął podskakiwać. Usiłowałam go chwycić, ale ponieważ był okropnie śliski wymknął mi się z rąk i zaczął podskakiwać po całym pokoju, no prawie po całym. W dodatku był cały najeżony i te wszystkie kolce na górnych płetwach powbijały mi się do palców.
Ale na szczęście znalazłam obok gazę, przez która udało mi się schwytać zbiega i wpuściłam go do akwarium. Potem chwilkę go jeszcze poobserwowałam, miał tylko lekko poobijane boki, ale pływał normalnie. No proszę jakiego mamy wspaniałego łowcę much, a dzisiaj rano mucha latała naszej Pepie prosto koło nosa,  ta wodziła za nią tylko oczami i nawet nie chciało się jej klapnąć zębami i natrętną muchę odgonić, już nie mówiąc  złowić. A Feluś własne zdrowie i własne życie poświęcił, by przegonić wstrętne muszysko, inna sprawa, że widać miał ochotę na małą przekąskę, ale ta mu niestety uciekła, a Feluś zaliczyłł twarde lądowanie
Czy nie mam więc ” wspaniałych ” letnich przygód, mimo, że nigdzie nie wyjechałam? Sama adrenalina……..
A do końca wakacji jeszcze sporo czasu, ciekawe co los jeszcze mi przygotował…..

Wczoraj dziennikarzom koczującym pod królewskim szpitalem przygotowano niezłego psikusa, nagle ni stąd, ni zowąd pokazała się tam książęca para Kate i Wiliam, rwetes zrobił się ogromny, dziennikarze chwycili za kamery ale….okazało się, że to nie była prawdziwa książęca para, tylko ich sobowtóry.
Zabawa była przednia i bardzo dobrze, bo przynajmniej na chwilę ożywiła się  sennie – letnia atmosfera pod szpitalem.
A tak swoją drogą, co sobie ta Kate wyobraża ?, to prawda, że jest księżniczką, ale wszystkim Anglikom i nie tylko na nosie gra. Dzisiaj mija juz tydzień od podanego terminu i co????
Ja też zresztą czekam, zawsze rano szukam odpowiedniej wiadomości na Onecie i na Gazecie, niestety jak dotąd bez pozytywnego rezultatu.
Dokąd tak można czekać i czekać?????
A może to i prawda, że Kate już dawno urodziła swojego  dziedzica tronu  i tylko wtajemniczeni o tym na razie wiedzą?
Przynajmniej takie plotki w brukowcach się pokazywały.
Ale nie, takie przekręty z książęcym obliczem nie licują. To  raczej niemożliwe, więc cierpliwie czekamy dalej.

 A teraz to już chyba tylko wypada mi miłej soboty wszystkim życzyć.
A ja za chwilkę ( od godz 7) zacznę oglądać program  TVN – 24 : Wstajesz i wakacje, dzisiaj przeprowadzony będzie z Wrocławia.
Chyba przeszedł mi już ten ongiś wrocławski wstręt do tego miasta, złe skojarzenia odpłynęły. I dobrze, bo Wrocław to bardzo piękne miasto. No, może nie tak piękne jak Kraków, ale….. piękne.

no i znów piątek

 


Czyli dla niektórych weekendu początek, dla niektórych dalszy ciąg laby…

Dzisiaj porządnie się wyspałam, mimo, że i tak się w środku nocy zbudziłam z bólem ramion.  Jest to dziwny taki ból, jakby chwytał mnie skurcz pomiędzy jednym i drugim barkiem, wzdłuż kręgosłupa przechodzący, potem troszkę popuszcza i pozwala na szczęście nadal zasnąć, aż do następnego razu.
Podejrzewam, że nic na to się już nie da zrobić, trzeba cierpieć, nie da rady inaczej, wszak każdy swój krzyż na plecach nosi, a że mój bardzo uwiera? – widać za bardzo w życiu nagrzeszyłam….. ja co prawda niczego takiego nie pamiętam, ale chyba jednak  niebiosa lepiej wiedza.
Od dwóch dni mam prawie pełną rodzinę  plus psa w domu , nie ma tylko Poli, która radośnie odpoczywa w doborowym towarzystwie w Zawoi. ale i tak ci obecni teraz już jutro mnie opuszczą, jada dalej odpoczywać. Byleby tylko pogoda im dopisała, bo coś prognozy różnie prorokują na ten weekend.

Właściwe nic specjalnego się nie dzieje ( prócz polityki, bo tam jak zawsze wielka awantura o wielkie i małe problemy), ale do polityki chwilowo się negatywnie ustosunkuję), więc kończę wpis na dzisiaj, może jutro coś ciekawego w mojej głowie zakiełkuje?

 

nieco lepsza passa

 

Chyba jednak przełamałam wczoraj złą passę tego tygodnia, bo wczoraj spędziłam bardzo miły dzionek z Darią i Wiktorią.
Oczywiście była niezbyt dietetyczna pizza i na pewno całkiem niedietetyczna Cola, ale od czasu do czasu można przecież „zgrzeszyć”, prawda?
Trochę grałyśmy na komputerze, trochę rozmawiałyśmy, oglądałyśmy jakiś thriller, no prawie wszystkie oglądałyśmy, bo tak po prawdzie Darka pół tego filmu przespała, zdarza się, mi się  to też często zdarza, zwłaszcza gdy chcę oglądnąć sobie jakiś film w pozycji bardzo wygodnej, czyli horyzontalnej, bardzo szybko jakoś oko mi się samo przymyka i……. budzę się pod koniec filmu 🙂 i to wcale nie koniecznie tak jest  wieczorem, ale o różnych porach dnia też tak bywa. Dlatego najlepiej dla mnie oglądać film na fotelu, chociaż i tu też czasami mnie sen morzy. W ogóle oglądanie filmu obojętnie na TV czy na komputerze działa na mnie jako świetny usypiacz, więc na trudności w zasypianiu nie mam raczej  co narzekać.
A tak w ogóle okazało się, że to nie Nasza Klasa ” zawaliła” i podała mi złą datę urodzin Wiktorii, to tylko ja nie dokładnie doczytałam informację przesłaną od nich w  mailu, oni wczoraj po prostu przypominali mi, że dzisiaj, czyli 18 lipca Wiktoria obchodzi swoje urodziny, a że ja taką wiadomość po swojemu odczytałam, to już moja wina.
No to z tej okazji Wikusiu przesyłam Ci takie same serdeczne życzenia urodzinowe jak wczoraj, samych pomyślności !!!! Nic od wczoraj się nie zmieniło !

Trochę się wczoraj denerwowałam takimi niewielkimi aluzjami a propos szczurka, ale okazało się, że były to tylko zwykłe rodzinne złośliwostki, nikt do mnie nie miał pretensji o śmierć szczurka, po prostu dożył swoich dni, a że tak szybko, no cóż, takie jest  szczurze krótkie życie.
Wczoraj dziewczynki ( Zoja, Mija, Pola) pochowały szczurka w ogrodzie w Zawoi, gdzie został odtransportowany, robiąc mu wspaniały grób, widziałam jego zdjęcie, leżał na nim kamień z napisem Lafi najweselszy i najinteligentniejszy szczurek świata, były też niewielkie kwiatki – bardzo ładnie, że tak pożegnały się ze swoim towarzyszem zabaw.

Za to wczoraj   późnym wieczorem byłam ” nękana” przez ( chyba) nieznanego adoratora, który do mnie wydzwaniał, jak nie na komórkę, to na miejski telefon, jako obiekt niezidentyfikowany , szkoda, że nie chciał porozmawiać……. A może po prostu nie miał mi nic ciekawego do powiedzenia???

A we Władysławowie właśnie plażowicze już rozkładają swoje koce i wiatrochrony, taki obraz przed sekundą widziałam w TV.
Czyli dzisiaj znów powrócę na strony kamerek zamieszczonych na plażach, oznacza to, że dzisiejszy dzień będzie w pełni słoneczny i plażowy, czego wszystkim odpoczywającym życzę, a pracującym życzę wytrwania w  tych ciężkich gorących godzinach dzisiejszego dnia.

I znów mamy kolejną środę !!!!!

No i znów uśmiechy do Uleczki ślę do Poznania, rzeczywiście fajne Ulu są te nasze środy. Przynajmniej na chwilę chociaż zbliżamy się do siebie.
Całuski i serdeczne pozdrowienia z Krakowa. Może kiedyś znów razem usiądziemy na Krakowskim Rynku i w kawiarnianym ogródku napijemy się zimnego piwka ze sokiem imbirowym, jak ongiś??? Pamiętasz???

Widać ten tydzień nie będzie należał do moich najbardziej radosnych tygodni mojego życia, poniedziałek jak wiemy wcale nie był dla mnie miły, również i wczorajszy dzień skończył się dla mnie przykrym akcentem, otóż wieczorem poszłam raz jeszcze odwiedzić szczurki naszych dziewczynek, którymi to szczurkami opiekuję się pod nieobecność ich  właścicieli. Niestety znalazłam białego szczurka zwanego Lafii nieżywego. Bardo przykre to doświadczenie, dopiero będzie lament, gdy dziewczynki wrócą do domu po wakacjach. Niestety szczurki są istotami o bardzo krótkim życiorysie, szkoda, że akurat to się stało  wtedy, gdy opieka nad nimi mi  akurat przypadła? A może i dobrze, że tak się stało, bo zaoszczędził los dziewczynkom niemiłych chwil, one są bardzo wrażliwe. Też mi nie było przyjemnie, nie mniej nie mam sobie nic do zarzucenia,  były należycie karmione i pojone, a już kiedyś wydawało mi się, że Lafi jest po prostu chora, wyglądała tak jakoś inaczej, niż zazwyczaj.
Na razie  otuliłam szczurka  miękkim ręcznikiem papierowym i schowałam do pudełka, jutro Julka będzie musiała go zakopać na działce. Tylko po co kupować dzieciom zwierzątka, które tak krotko żyją, skoro wiadomo, że kończy sie to dla nich wielkim stresem?
Kiedyś, gdy Daria i Wiktoria były jeszcze stosunkowo małe i zginął ich ukochany kotek, ich rodzice wytłumaczyli dziewczynkom, że kot poszedł do reklamy, tzn będzie występował we filme reklamowym, jakoś potem nigdy o tego kotka nie pytały.
Ani Mia, ani Zoja  a tym bardziej Pola w taką bajkę raczej nie uwierzą, trudno, będą musiały pogodzić się, że  białego szczurka już nie ma i koniec.
Przez moment zastanawiałam się, czy nie podrzucić im  na to miejsce innego białego szczurka wszak w hodowli  Ksawera  jest jeszcze podobny szczurek, ale nie, dziewczynki są na to zbyt bystre, żeby takie szacher macher nie wykryły. Niech więc pozostanie tak jak jest, trzeba im powiedzieć, że Lafi biega sobie teraz   szczęśliwie po niebiańskiej szczurzej łączce i jest tam jej bardzo  dobrze,
Żal mi tylko czarnej Rity, która została teraz  w klatce całkiem sama i pewnie jej będzie teraz bardzo smutno, ogromnie się do mnie tuliła, gdy wyjmowałam Lafi z klatki, pewnie też tą śmierć czuła.
Przyznam, że ze strachem wchodziłam dzisiaj rano do pokoju, gdzie jest klatka szczurków, na szczęście czarna Rita ciągle jest a’live. Uff, co za ulga.
Ech, okrutne w sumie jest to życie, nie tylko dla ludzi…..

Ale uśmiechnij się Ewa, świat nie może być tylko czarny, nawet słonko niezdarnie usiłuje przedostać się przez warstwę  grubych chmur
Dzisiaj swoje 15 – ste urodziny obchodzi córka Maćka – Wiktoria. Nie wiem, czy akurat dzisiaj tu zaglądnie, ale życzę  jej samych pogodnych i szczęśliwych dni no i powodzenia w szkole , chociaż wspominanie o szkole w trakcie wakacji  jest troszkę  nie fer.

Uleczko, raz jeszcze do Ciebie przesyłam wielki uśmiech i życzę i Tobie i wszystkim moim czytelnikom miłego dnia.

UFF !!! czyli wspomnienia dnia wczorajszego

 

Na szczęście już cały ten  sądowy stress za mną. Jak było? beznadziejnie, bo chociaż zeznawałam tylko prawdę i całą prawdę, tak wiele straciłam wczoraj nerwów, że po wyjściu i potem przez cały dzień czułam się, jakby po mnie przejechały dwa czołgi i cztery ciężarówki. Przede wszystkim najpierw było bardzo długie oczekiwanie na moje wejście, gdy wreszcie tam się dostałam, okazało się, że czas wokandy przeznaczony na ten dzień  niedługo się kończy, więc po mnie mogła zeznawać jeszcze tylko jedna osoba, a następna została przeniesiona na jesienną sesję. Jak to dobrze, że udało mi się jednak wejść wczoraj, bo gdybym miała jeszcze czekać te następne kilka miesięcy, na pewno skończyłoby się to jakimś udarem, a może i gorzej?
Co ja poradzę, że tak wręcz histerycznie podchodzę do Sądów? Powinien być taki przepis, że jest możliwość odmawiania zeznań nie tylko osobom  tzw  wstępnym i zstępnym ( czyli najbliższej rodzinie), ale też takim, wśród których zeznania prorokują  możliwość zagrożenia zdrowia i życia (nadmierna nerwowość), oczywiście nie tyczy to spraw karnych.
Tak bardzo chciałam być bezstronna i nie brać udziału w żadnych sądowych  rozgrywkach, niestety, dostałam wezwanie i musiałam zeznawać, ale
m u s i a ł a m   zrobić to  tak, żeby było to zeznanie zgodne z moim sumieniem, z prawdą, którą tak znam i tak pamiętam, nawet gdyby ktoś potem miał o to do mnie pretensje.
Czy przesadzam? Nie, nie przesadzam, w pewnym momencie czułam się tak, że już miałam prosić Wysoki Sąd o przerwę ( a Sędzia był wyjątkowo sympatyczny, trzeba mu to przyznać), ale gdy sobie uprzytomniłam, że znów musiałabym  wszystko zaczynać od nowa, powiedziałam sobie ” wytrwam jakoś”
No i jakoś wytrwałam, ale odkupiłam to  swoim zdrowiem i okropnym stresem, który natychmiast umieścił się na odpowiednim do tego miejscu, czyli na moich barkach, bo dzisiaj  też noszę na plecach i barkach kilka ton tego stresu, a tak już dobrze było po tych masażach…….
A tak w ogóle to życie jest bardzo trudne, zawsze muszą na drodze znaleźć się mniejsze, czy większe kłody, które trudno bezstresowo przekroczyć, zwłaszcza dla osoby, dla której pewne wartości jak  np. prawda i Rodzina są święte. Zawsze byłam taka wrażliwa i często przez to te kolce na moich plecach wyrastały, stąd nawiązałam do nich w dzisiejszym moim powyższym  zdjęciu.
Czas leczy rany, tępi kolce i  mocno wierzę w to, że przyjdzie czas, gdy wszystko się rozpłynie gdzieś w czasoprzestrzeni, ale wczoraj i dzisiaj było i jest nadal  bardzo, bardzo mi źle, szczególnie teraz czuję jakąś pustkę i cierpiąc tęsknię do dni minionych, w których też nie raz  pewno spotykałam wiele przeciwności, ale one już teraz się nie liczą, te miłe wspomnienia wyraźnie je przykrywają.
Kiedyś, gdy skończyłam 18 lat, powiedziałam do mojego Taty : no teraz już jestem pełnoletnia i mogę sama decydować za siebie.
A no to mój mądry Tata odpowiedział : oj córeczko, przyjdzie jeszcze taka pora, że będziesz marzyła,  o czasach, gdy  nie musiałaś sama do końca o czymś decydować. Jaka to życiowa prawda. Ale cóż, przychodzi dzień, gdy najpierw pomału, ostrożnie robi się pierwsze kroki w dorosłość, potem tak już jest
zawsze, przez całe nasze dorosłe  życie, chociaż bardzo częste te kroki są bardzo poplątane i trudne do wykonania. Ale jak to już nie raz w moim blogu pisałam, nikt nie dał nam gwarancji, że życie będzie  łatwe  i zawsze  będzie nam bezboleśnie  po różach płynęło. Bo każda róża jednak jakieś  kolce posiada.
A przecież to taki piękny kwiat…..

I znów nie lubię poniedziałku

 

Czemu wszystkie przykre sprawy właśnie w poniedziałek muszą się odbywać ?
Tak bardzo się starałam, żeby już nigdy nie mieć nic do czynienia z żadnymi ważnymi Urzędami, a przede wszystkim z Wysokiem Sądem i….
Niestety, w ten poniedziałek wyraźnie mi się to nie udaje, bo muszę w tejże instytucji jako świadek wystąpić.
Brr, na szczęście rano, około 9-tej i bardzo dobrze, niech to okropieństwo jak najszybciej mam już za sobą.
Mam nadzieję, że szybko taka ” przyjemność ” znów mnie nie spotka. Całą dzisiejszą noc walczyłam z panią prokurator, która do kicia koniecznie mnie wsadzić chciała i nie wiem, jakby to się dla mnie nie skończyło, gdybym na szczęście się nie obudziła 🙂
 Tak w ogóle mam za sob trudną noc, długo nie mogłam zasnąć, spałam dość nerwowo, nie tylko z powodu dzisiejszej wizyty u Temidy, po prostu już przestają działać  zbawcze masaże i znów odzywa się ból, tym razem już w obu ramionach, mimo zażywanego Nimesilu. Pewnie łzawa pogoda też ma wpływ na moje dolegliwości, strach pomyśleć, co będzie np. w jesieni, gdy pada właściwie prawie  przez cały czas. Bo przecież NFZ nie pozwoli, abym mogła co 2 miesiące brać zabiegi, a szkoda, bo trochę jednak pomagają ( szczególnie masaże), ale niestety, jak widać, na krótko,
Pozwolić może nie musi, ale  na pewno za te zabiegi płacić nie zechce, stwierdzi bowiem na pewno, że zbyt nadużywam zdrowotne fundusze. Jednym słowem, chcesz chorować i się leczyć – płać sobie sama !!!!!
Tak więc  jestem całkiem niewyspana, mam nadzieję, że przed samym obliczem Wysokiego Sądu nie zasnę i szczęśliwie ten gmach dzisiaj jednak opuszczę.
Bo jak powtórzył na sejmowej sali  po swoim koledze Benku  inżynier Karwowski w Czterdziestolatku, gdy stawał jako świadek : człowiek wie gdzie się obudził, nie wie gdzie zaśnie.
Mam nadzieję, że ja tą wiedzę akurat posiadam, ale przyznam, że nerwy mnie zjadają, chociaż nic specjalnego, albo  i nie specjalnego nie mam na sumieniu.
Po prostu nie lubię Temidy i już, wolno mi!!!
No to pomału zbieram się i idę odważnie, z podniesionym czołem w stronę przeznaczenia, szkoda tylko, że pada deszcz, niestety nie mam parasola, gdyż nioostrożnie pożyczyłam go kilka dni temu Julce, pewnie na wieczne nieoddanie. Będę więc sobioe mokła, trudno.
Dobrego dnia życzę.
A  książę Wiliam i księżna Kate nadal nie mają potomka, mimo, że już jest po terminie. Wszyscy Anglicy wyczekują z niecierpliwością, ja też 🙂

Na Barykady

Dzisiaj idziemy burzyć Bastylię……..

Dzisiaj Święto Narodowe Francji.
Nucę więc Marsyliankę i życzę wszystkim Francuzom samych pomyślności  nie tylko w dzisiejszym świątecznym dla nich dniu, ale i na co dzień w spełnianiu swoich marzeń zarówno w polityce, jak i w codziennych trudach. Niech Wam się wiedzie !!

Ostatnio w ogóle w blogu wiodę zagraniczne wpisy, dzisiaj  francuskie, wczoraj kibicowałam Anglikom w oczekiwaniu na Royal Baby i….
Dziecku, jak widać wcale na ten świat nie jest pilno się wydostać, czemu trudno się dziwić, póki jest jeszcze w brzuszku swojej mamy, co prawda księżnej, ale jeszcze nie obowiązuje to nienarodzone dziecko żadna dworka etykieta, dopiero po narodzinach zaczną się dla tego  królewskiego dziecięcia ( córka???) ciężkie, dworskie życie, co prawda będzie mieć cieplarniane warunki i ptasiego mleka mu nie zabraknie, ale równocześnie przez całe swoje życie będzie otoczone twardymi
dworskimi prawom, zakazom i rytuałom. Tak więc na prawdę można by się zadumać nad tym szczęściem, które na niego spada.
A może to przebywanie w złotej klatce akurat mu się spodoba? A jeżeli nawet nie, to i tak będzie się musiał do takiego życia przyzwyczaić, tak jak przywyczaiła się jego dworska rodzina. No wyjątkiem była może babcia nienarodzonego jeszcze książątka, Księżna Diana, ( ale to dziwnie brzmi – Diana babcią), która bardzo ciężko  znosiła tą krepującą ją etykietę, która starała się wyłamać te złote kajdany, w które została „zakuta”, ale niestety do jej ciężkiego życia dołączył się jeszcze brak uczuć i brak zrozumienia przez własnego męża Księcia Karola, być może, gdyby miłość księcia była prawdziwa, nie udawana, życie Diany byłoby spokojniejsze i nie zakończyłoby się  taką tragedią. Diana przepojona była miłością, zarówno do najbliższej swojej rodziny, czyli do męża, a potem do swoich dwojga synów, kochała ludzi,co wyrażała swoją działalnością dla dobra innych dzieci, czy poszkodowanych, ale zawsze szukała tej prawdziwej wielkiej Miłości  (przez duże M) od mężczyzny jej życia. Niestety nie znalazła jej u Karola, a gdy wreszcie spotkała wielką i odwzajemnioną Miłość w postaci Dodiego All – Fayeda , niestety ta miłość przyniosła śmierć obojgu kochankom. Tragiczne to było życie tej wielkiej i wspaniałej księżnej, nazywanej przez Anglików i nie tylko Królową Serc.
Na szczęście rodziców Royal Baby połączyła prawdziwa i nieudawana miłość, tak więc i życie królewskiego  maleństwa powinno być piękne i długie ( szczególnie, gdyby byla to dziewczynka, która po swojej babci i prababci odziedziczyła by długowieczność), a  że w złotej klatce ma ono się odbywać? – cóż, dzisiaj ta królewska niewola  nie jest na szczęście tak bardzo restrykcyjnie przestrzegana, jak ongiś, więc patrząc na życie  chociażby wujka Harreygo, który często swoim niefrasobliwymi wyczynami zatrważał dwór i  ten następca tronu powinien jakoś dobrze w swoim życiu radzić, nawet pod okiem bardzo surowej prababki Elżbiety.

Ciągle wypatruję w TV i na forach wiadomości, że Księżna Kate przebywa już w królewskim szpitalu, gdzie wszyscy dziennikarze od tygodnia tkwią na swoich stanowiskach, takie wieści na razie nie dochodzą, natomiast wiadomo, że księżna przebywa w domu swoich Rodziców i wcale nie zdziwiłabym się, gdyby jednak zrobiła ” kawał” dziennikarzom i urodziła dziecko w całkiem innym, niż planowano pierwotnie szpitalu, aczkolwiek i taka możliwość była brana pod uwagę, więc i pewno wielu dziennikarzy wykazuje w tym monnecie bardzo wzmożoną uwagę i takiej okazji też  nie przegapią.

Ale się dzisiaj rozpisałam.

No cóż, dzisiaj niedziela, dzień miłego odpoczynku nie tylko dla tych na wakacjach, a więc  wszystkim w dniu dzisiejszym życzę słonka i pogody.

 

trzynastego

Trzynastego, wszystko zdarzyć się może…..

 

A ja zawsze trzynastego lipca wracam wspomnieniami do tego samego  dnia w roku 1967, dnia, który był dla mnie dniem bardzo ważnym, w pewnym sensie w dużym stopniu wywierającym pewien wpływ na moje życie, ale już cicho sza, to było tak dawno temu…..
Tajemnica pamiętnika, nie wie on niej nikt…….

Tegoroczne 13 lipca też pewnie dokona pewne zmiany w życiu królewskiej rodziny Dzisiaj Księżna Kate ma termin porodu, czyli prawdopodobnie następca tronu ( w trzeciej kolejności) przyjdzie na świat A.D. 13 lipca 2013.
Zauważcie, ciekawy zestaw trzynastek, czy to dobra, czy zła prognoza dla przyszłego Króla albo przyszłej Królowej????
No właśnie, odwieczne pytanie, dziewczynka, czy chłopczyk? Musimy jeszcze troszkę poczekać, ale przyznam, że i mi się udzielił niepokój przed tym ważnym życiowym momentem królewskiej, angielskiej rodziny.

O polityce niezbyt chce mi się dzisiaj pisać, może tylko tyle, że cieszy mnie wiadomość, że wg prognoz CBOS PO odrabia swoje straty i co prawda nie jest na prowadzeniu, ale…

Na pewno wczoraj Jarosław zawiódł wieś, głosując za ustawą  o zakazie boju rytualnego, a tu mam akurat dosyć podobne poglądy jak on ( dziwne, że to powiedziałam), może dlatego, że kocham zwierzątka i uważam że zadawanie im bólu i  stresów przed śmiercią jest straszne.
No tak, ktoś powie, że mogę w takim bądź razie przenieść się na wegetarianizm, ale to nie jest tak do końca, bo każda kobieta nosi torebkę, portmonetkę, panowie skórzany pasek do spodni i… to też przecież wytwarzane jest ze skóry zwierzęcia, pewnie i wiele innych produktów, czy przedmiotów codziennego użytku   wytwarzanych ze zwierząt  można by znaleźć, więc taki ubój nie jest związany tylko z poborem mięsa.  Zresztą jesteśmy częścią natury, to znaczy, że codziennie  staczamy walkę o ” przetrwanie”, dzikie zwierzęta też pożerają swoje ofiary, zresztą i w świecie ryb, ptaków, czy owadów taki proces też się odbywa.
Jest to zgodnie z hasłem ” chcesz żyć – musisz jeść”, ale tym różnimy się od pozostałych ‚drapieżników” w przyrodzie, że mamy umysł i możemy, ale też i powinniśmy wykorzystywać go do tego, aby zapewnić otaczającemu nas światu jak najmniejsza wyrządzaną krzywdę, w momencie, gdy już ją musimy komuś wyrządzać. Dlatego według mnie bardziej humanitarne jest ogłuszanie zwierząt przed śmiercią, niż zadawanie jej w pełni świadomemu zwierzęciu, chociaż smierć zawsze jest bolesna, obojętnie w jaki sposób jest zadawana.

To tyle na sobotnie przedpołudniem, idę na stanowisko czuwania przed londyńskim szpitalem św Marii 🙂

Miłego dnia

jakbym mogła sobie odpuścić????

 

znalezione w prasie:

– Uwaga, dzieci, dochodzimy do ulicy Lecha Kaczyńskiego, która przez wiele lat była nazywana Krakowskim Przedmieściem – mówi pani nauczycielka.
– Jak to? Przecież przed chwilą byliśmy na ulicy Lecha Kaczyńskiego!
– Oj, Piotrusiu, znowu nie uważałeś. To nie była ulica, tylko aleja, i nie Lecha Kaczyńskiego, tylko Prezydenta Kaczyńskiego.
– Psze pani, a co to za budynek?
– To Sanktuarium Lecha Kaczyńskiego Jedynego Prezydenta IV RP, dawniej był to Pałac Prezydencki. Chciałabym wam zwrócić uwagę na stojące przy bramie krzyże. Wiecie skąd się wzięły?
– Kogoś tu ukrzyżowali?
– Nie, Wojtusiu. No jak to? Nie wiecie?
– Nie wiemy, psze pani.
– No przecież macie w tygodniu po 5 lekcji z historii życia Lecha Kaczyńskiego.
– No tak, ale w podstawówce przerabia się tylko młodzieńcze lata Kaczyńskiego, ostatnio mieliśmy lekcje o Pierwszej Komunii pana prezydenta.
– Jak to młodzieńcze lata? A reszta?
– Resztę żywota Lecha Kaczyńskiego przerabia się dopiero w gimnazjum i liceum, psze pani.
– Aaaa, chyba, że tak. No więc słuchajcie, drogie dzieci. Ten wielki krzyż postawiono tu po śmierci pana prezydenta, aby oddać cześć jego pamięci i przez długie lata toczono walki, aby mógł tu pozostać. Na szczęście teraz może tu stać i nikt go nie zabierze.
– Psze pani, a można sobie przy nim zrobić zdjęcie?
– Można Martynko, ale uważaj, aby go nie dotknąć, bo jest na nim metalowa siatka, która jest pod wysokim napięciem. To takie zabezpieczenie, gdyby ktoś próbował zabrać stąd krzyż.
– A ten mniejszy krzyż to skąd?
– Ten mniejszy postawiono, aby uczcić pamięć tych, którzy bronili tego dużego krzyża.
– Psze pani, a wejdziemy do środka pałacu?
– Niestety, nie możemy, bo właśnie jest w nim remont. Włoscy malarze malują olbrzymi fresk na suficie.
– Psze pani, a co to jest fresk?
– Takie malowidło na suficie, widzieliście przecież fresk w Kaplicy Sykstyńskiej.
– Ja nie widziałem.
– Jak to, Wojtusiu? Nie byłeś z nami rok temu na wycieczce Śladami Wielkiego Męża Stanu – misje zagraniczne Lecha Kaczyńskiego?
– Nie, bo byłem wtedy chory.
– A, psze pani, a co będzie na tym fresku namalowane?
– Arcydzieło, moje drogie dzieci. Będzie na nim przedstawione jak Bóg przekazuje Lechowi Kaczyńskiemu berło i koronę, aby zaprowadził porządek na Ziemi.
– Oj, to szkoda, że nie można wejść do środka i zobaczyć.
– Mówi się trudno, ale możemy obejrzeć pałac, to znaczy sanktuarium z zewnątrz, też jest co oglądać.
– Ooo, a co to są za tablice?
– To 14 stacji przedstawiających mękę Lecha Kaczyńskiego, jaką przeszedł w czasie swojego życia.
– „Stacja 7 – Lech Kaczyński kłóci się z Donaldem Tuskiem o krzesło w Brukseli po raz drugi” – fajne!
– A patrzcie tu: „Lech Kaczyński przez Niemców kartoflem nazwany”!
– No już starczy, musimy iść dalej – mamy jeszcze tyle do zobaczenie w Warszawie.
– O kurcze! Patrzcie to! Co to za wielkie bryły, psze pani?
– Oj, Piotrusiu, przecież widać, że to buty.
– A po co ktoś postawił taki wielki pomnik butom?
– To nie jest pomnik butów, tylko pierwszy element budowanego pomnika Lecha Kaczyńskiego. Na razie zrobili mu tylko buty, ale cały czas budują resztę postaci.
– Ale psze pani, ten pomnik będzie tak wielki, że jego głowy w ogóle nie będzie widać z ziemi!
– No, w Warszawie na pewno nie da się zobaczyć twarzy pana prezydenta, ale za to z Moskwy jego srogie spojrzenie będzie widoczne doskonale...

he he, musiałam troszkę podrażnić moja koleżankę poskromioną, a nuż znów do mnie wpadnie? nie będzie zawiedziona, jeszcze jad posiadam.

A nad morzem zimno. Dzisiaj wpadłam na moment do Łeby na plażę, a tu wszystko pozamykane, ludzi brak, wiatr hula, fale z białymi grzywami królują nad Bałtykiem.
Jak to dobrze, że nadal tkwię w swoim wygodnym fotelu 🙂

Przez moment podglądałam sobie nasz sejm, ciekawa byłam o czym mówi się na sejmowej sali, no o czym? myślisz, że o gospodarce, o kryzysie itd?, ale skąd, to posłów  w s z y s t k i c h   opcji nie interesuje, oni zajmują się teraz ludobójstwem na Wołyniu i tym, czy nową nazwę Związek Sowiecki utrzymać, czy przemianować na Związek Radziecki.
No to jest rzeczywiście wielki problem, to tylko gdy są wybory wszyscy posłowie udają, że chcą Polskę zmienić, na co dzień zajmują się sprawami mniejszymi, tak, jakby to były te najważniejsze problemy  dla Polaków. Bo co obchodzi np mamę, która nie ma co do garnka wsadzić , czy związek był sowiecki, czy radziecki, czy Wołyń to było ludobójstwo, czy nosił znamiona ludobójstwa, jakby to nie to samo znaczyło.
Nie przeczę, że sprawa Wołynia to była tragedia dla wielu Polaków, ale po co stale do tego samego wracać?, co to zmieni? To było, to historia, przeszłość można ją jednym krótkim słowem potępić, to zrozumiem, ale żeby aż kilka sejmowych sesji temu problemowi poświęcić? – gruba przesada.
Nic nie są warci niestety nasi politycy, zajmują się sprawami drugorzędnymi, te najważniejsze zostawiają sobie tylko jako bicz do zdobywania wyborczych punktów.
Polacy zazdroszczą np Niemcom, że ich kraj jest w pełni rozwoju, że króluje tam na ogół dobrobyt, zgoda, oni też nie mieli chlubnej historii, ale nie zajmują się nią w koło Macieju, zastanawiają się nad tematem teraz i przyszłość. A u nas? jak nie powstanie warszawskie, to wszelakie inne  rzezie, które w przeciągu stuleci Polskę dotknęły, nie wspominając już o największej tragedii świata, gdy polski prezydent „poległ” w Smoleńsku. W ten sposób nigdy przyszłości Polski nie zbudujemy, zawsze będziemy zakompleksiałym narodem, rozdrapującym co chwilę od nowa zabliźniające się rany i podczas gdy inne narody będą przeć na przód, my stale będziemy się cofać i gryźć wszystkich tych, którzy są innego zdania o  naszej przeszłości.
Domeną Polski jest więc nie przyszłość, a nasza przeszłość, z której ciągle nie potrafimy i nawet nie próbujemy  się wygrzebać.
Już mamy wrogów w postaci Rosjan, Niemców, teraz Ukraińców, to cofnijmy się jeszcze dalej i wypowiedzmy wojnę za potop Szwedom, albo Turkom za najazdy na Polskę, a może i po drodze oberwie się też coś Austriakom za to, że brali udział w rozbiorach Polski? Dlaczego nie? zawsze byłby jakiś ciekawy temat do sejmowej debaty, bo ile mamy partyjnych opcji tyle mamy różnych zdań na temat naszej historii.

Historia – nauka humanistyczna i społeczna, która zajmuje się badaniem przeszłości, a w znaczeniu ścisłym badaniem działań i wytworów ludzkich, aż do najstarszych poświadczonych pismem świadectw, w odróżnieniu od prehistorii, archeologii, antropologii lub historii naturalnej. Wynikiem badań historycznych jest opis dziejów (historiografia).

Metoda pracy historyka polega na badaniu zjawisk minionych poprzez krytyczną interpretację ich pozostałości i świadectw (źródeł), w celu dotarcia do pewnych faktów, które ułożone chronologicznie przedstawiane są w postaci narracji.

Z definicji historii wynika więc, że powinni nią się zajmować historycy, a nie politycy !!!!!!!
Niestety nasi politycy nie są wcale zainteresowani tym, co teraz dzieje się w Polsce, lubią sobie pogaworzyć na o wiele mniejszej powagi sprawach, bo to nie od nich, w odróżnieniu od spraw bieżących, zależy co się działo, nie muszą ponosić więc żadnej  o d p o w i e d z i a l n o ś c i 

No, ulżyło mi !!!!

Miłego piątku życzę, ładna pogoda podobno wraca już od poniedziałku!

Fioletowy świat

Prawda, że fiolet jest piękny????
Niestety dzisiaj za oknem nie jest fioletowo, czyli nie jest optymistycznie. Po prostu pada deszcz, tak ma być przez cały weekend. Szkoda, bo Jarek Kuźniar wraz ze swoim programem „Wstajesz i wakacje” wybiera się w ten weekend na Mazury, bo co to za przyjemność siedzieć pod białym namiotem, gdy wokoło  jest mgławo i deszczowo – ponuro? żadnego piękna polskich jezior pokazać nie można?
Ale mi to nie przeszkadza, bo ja mam swój sposób na spędzanie wakacji : puszczam sobie za plecami wiatrak ( taką morską bryzę), na cały ekran monitora daję obraz z kamerki zamontowanej na jakiejś plaży, nawet nie koniecznie w Polsce i już czuję się na wakacjach. A gdy mi się znudzi jakieś miejsce, po prostu go sobie zmieniam i już jestem całkiem gdzie indziej. Prawda jakie to przemyślne? a jakie tanie!!!!!! Nie muszę się pakować, jechać wiele godzin autem, pociągiem, czy tam czymkolwiek i potem nie muszę wydawać ciężko zarobionych pieniędzy. Czyli jednym słowem  są to wspaniałe wczasy dla emerytów……
Jest tylko jedna sprawa, którą ciężko w tak spędzanych wczasach zamienić, to podłe, smogowe, krakowskie powietrze. No ewentualnie mogłabym sobie gdzieś pożyczyć butlę tlenową, mogą być  tylko jednak  z tym lekkie kłopoty……..
Wczoraj rano na przykład byłam na plaży w Łebie, popołudnie spędziłam na skwerku w Jastarni……. ech wspomnienia, moja ukochana Jastarnio!!!
Dzisiaj też podejrzałam kilka polskich plaż, mniej ciekawszy obraz niż wczoraj, no może z wyjątkiem Łeby, gdzie jest taki tłok na plaży, że przypuszczam, że puścili obraz z wczorajszej kamerki. Bo na innych plażach raczej pustawe, wieje spory wiatr, więc morze jest nieco wzburzone, gdzieniegdzie nawet deszcz kropi. Tak to na polskich plażach niestety bywa, czasami jest cudnie, czasami mokro, zimno i nieprzyjemnie, ale jak tu dobrze trafić? najlepiej pojechać gdzieś na południowe morza, tam pogoda jest przynajmniej zawsze zapewniona.

No dosyć tych wakacyjnych przemyśleń, trzeba wracać do sfer realnych i zabierać się za coś pożytecznego.

Miłego czwartku życzę, niech Wam będzie dzisiaj fioletowo…….