Wielka Sobota


Dzisiejszy dzień właściwie już zaliczyć możemy do świątecznych.
Aczkolwiek niektóre gospodynie jeszcze dokańczają swoje pomysły, a tu jeszcze skroić trzeba sałatkę, może jednak jakieś ciasto jeszcze upiec, bo jest za mało, jeszcze trzeba ten niewidoczny pył z mebli i podłogi ściągnąć, chociaż przecież cały tydzień na miotłach ze ścierkami w rękach jeździły, ot tak jak przed świętami zazwyczaj bywa.A potem wszyscy radośnie podzielą się jajeczkiem i za stołem wielkanocnym usiądą, zajadając same pyszności od rana do wieczora, no może z małą przerwą na jakiś wiosenny spacer, o ile oczywiście pogoda pozwoli ( a deszczyk czasami ma nam niestety pokropić ),
I ja też uległam tradycji przygotowań, wczoraj zrobiłam paschę, która teraz w lodówce się ” zsiada”, najwyżej jeżeli nie do końca ten etap się powiedzie, będziemy ją jeść jako serowy krem łyżeczką, ale jestem dobrej myśli, że uda się ją jednak pokroić w kawałki,
Poczytałam kilka przepisów  i zrobiłam ją jako „wypadkową”, czyli w mojej wersji, opartej na klasykach.
Prawdziwa pascha powinna być zawieszona  w gazie do ocieknięcia i podana w postaci takiego wałeczka, ale ja uznałam, że po pierwsze ser, który kupiłam w wiaderku ( mielony) już sam od siebie jest „suchy” i mimo dodanej  śmietanki i żółtek powinna się ściąć, a po drugie wygodniej dla mnie i dla późniejszego dzielenia pozostawić ją w tortownicy. Oczywiście prócz sera, żółtek, śmietanki masła są w niej same smakowitości : orzechy, migdały, skórka pomarańczowa, figi, daktyle, suszone  morele , tak więc powinna być pyszna.


Jeszcze za chwilę będę robiła sałatkę z matiasów, przepis kiedyś zamieszczałam na moim Facebooku , prosty: matiasy, grzybki marynowane, papryka marynowana, czarne oliwki, cebula trochę majonezu i musztardy, ja pewnie dodam jeszcze troszkę jogurtu górskiego.

Najgorsze, że pewnie niewiele z tych świątecznych potraw będę mogła jeść, przyplątała się  już kilka dni temu jakaś dziwna choroba jelitowa, dostaję takich skrętów , jakby mi kto te kiszki kijem zawracał, potem przechodzi, i znów za chwilę wraca, pewnie będę tylko o suchym chlebie, bo ten mi raczej nie zaszkodzi.
Wczoraj był już koszmarny dzień, miałam kilkugodzinny dyżur w przychodni i musiałam iść, a tu ból taki, że aż sobie powyłam nawet.
Na szczęście w czasie, gdy musiałam już z domu wyjść mój brzuch się uspokoił troszkę, przynajmniej na kilka godzin.
I tak nawet wieczorem wczoraj pomyślałam sobie, że po co ja właściwie pojadę do Magdy, skoro cały czas muszę polegiwać i pojękiwać, ale dzisiaj jakoś z lepszym humorem się obudziłam, może aż tak źle nie będzie? Najwyżej co, Magda odwiezie mnie do domu, gdzie będę sobie chorowała?
Że też takie przypadłości akurat na święta musiały na mnie najść, gdy wszyscy pyszne zajadać będą, a ja………. ale jeszcze poczekajmy, do jutra wszystko może się zdarzyć, mam nadzieję, że dobrego.
Na wszelki wypadek na śniadanie zjem tylko suchą bułkę, nawet dobrze, że będę miała kilka dni ” odpoczynku” od mojej ulubionej owsianki, bo może to ona takie szuru – buru w moich kiszeczkach robi??

No to zabieram się za robienie mojej sałatki, a wszystkim życzę wiele pogody przy święceniu jajek i innych pokarmów, wszak już wchodzimy w okres Wielkanocny

Reklama

do świąt coraz bliżej

Ale wciąż jeszcze nie czuję tej atmosfery świątecznej. Może to chłodna pogoda tak czyni? A może dopiero poczuję się świątecznie, gdy w Modlnicy będę?
E, jakoś ostatnio dosyć często jestem taka  ” nie dowarzona” jakaś, być może dlatego, że za mną znów ta jedna z ciężkich nocy?
Tym razem w środku nocy musiałam pić mleko i zajadać go suchą bułką ( koniecznie suchą, na żadne dodatki nie przychodził mi smak), bo mój wrzodzik znów sobie postanowił zaszaleć, a na niego nie ma mocnych. Zresztą i tak kilka razy się budziłam, znów byłam księżniczka na ziarnku grochu, której każda zmarszczka na prześcieradle przeszkadza. Okropną malkontentką ostatnio się stałam, prawda? SKS – trudno, taka jest prawda.
I właśnie teraz najchętniej bym sobie pospała, niestety, muszę się już do pracy pomału zbierać, chociaż poduszka kusi ” chodź, przytul swoje liczko do mnie”
Zresztą jeszcze tylko kilka dni i wszystko ma ruszyć z impetem do przodu, czyli będzie  czynne moje stanowisko pracy, już jestem na poniedziałek 5 maja umówiona z moim panem doktorem od kręgosłupów, będziemy razem efektywnie  działać, on będzie  leczyć biedne  schorowane dziecinne  kręgosłupy, a ja je będę „fotografowała”
Z ostatniej chwili : za oknem zaświeciło słoneczko, Na razie jest ” walka” niżu z południa i wyżu ze wschodu, co ma przynieść podobno poprawę pogody, zwłaszcza w święta. Ano zobaczymy
No to życzę miłego czwartku

przedświąteczna środa

 

Dzisiaj dwa zajączki do Ciebie Ulu przykicały, bo dzisiaj jest szczególna, bo przedświąteczna środa. Przyniosły Ci kolorowe jajeczka, którymi z Tobą dzisiaj chcę się  wirtualnie podzielić i życzyć Ci  spokojnych Świąt Wielkiej Nocy. Wiem, że będziesz je spędzać wraz z córką, zięciem i Twoimi kochanymi Wnukami, niech będą miłe, ciepłe, pełne tylko samych przyjemnych wspomnień, które zawsze nas w te święta napajają. Nie smuć się, wszyscy Twoi Najbliżsi będą i tu na ziemi i tam w Niebiosach z Tobą w tych dniach. Na pewno poczujesz ich bliskość, I ja, chociaż daleko, też o Tobie będę myślała przy Wielkanocnym stole i też w myślach będę się z Tobą jajeczkiem dzieliła, złóż ode mnie im serdeczne życzenia, szczególnie Magdzie, która przecież  znam osobiście.

Alleluja, cieszmy się wszyscy, precz smutki na bok ( bo pewnie je każdy posiada), niech wspólnie wszyscy czekamy, gdy za te 5 dni Zmartwychwstały Chrystus przyniesie nam radość i nadzieję.
Szczególnie ta nadzieja w tych ciężkich i nieprzewidywalnych czasach, gdy pokój na świecie  trzyma się na źdźble włosa, jest nam bardzo  potrzebna.
 Wszak czyż jest coś ważniejszego niż pokój?, wszystkie inne polityczne rozgrywki ( które niestety u nas ciągle się odbywają) wydają się o wiele mniej ważne, wręcz banalne…..
I znów uderzam w ten patetyczny ton, ale ciągle mam  taką nadzieję, że zamiast dzwonów trwogi, odezwą się wesołe dzwony Wielkanocne, głoszące nam przecież radość z pokonania pęta śmierci, czy to nie powinno nam wystarczyć, by uznać je za symbolikę nadchodzących czasów? Takie pokonanie śmierci, nienawiści, złości, tu na ziemi  zależy tylko od nas, resztę pozostawmy Bożej Opatrzności, która wszystkie nasze dobre intencje odczytać potrafi i odpowiednio je wykorzysta, Głęboko w to wierzę, szczególnie, gdy słyszę  doniesienia z Ukrainy i skóra na mnie cierpnie, ale wiem, wierzę, że po tych świętach Opatrzność los nasz obróci w dobrą stronę i uchroni od zguby.

Dzisiaj jeszcze chłodny dzionek, ciekawe, czy rzeczywiście w ciągu tych dni według prognoz przemieni się nam w piękne, słoneczne święta?
Wierzyć w te dobre prognozy pogody mogę, chcę, ale czy do końca????
Wszystkim życzę miłej środy, na wielkanocne życzenia jeszcze kilka dni poczekamy 🙂 – Ula zawsze była wyjątkiem 🙂

spozierajcie dzisiaj dokladnie

 

 

Bo jeżeli dzisiaj pokaże się czerwony księżyc ( krwawy księżyc) to znak, że rozpoczął się Armagedon.
Tak przynajmniej głoszą, bo jakoś poprzednie końce świata niezbyt się udały, a czymś brukowce żyć muszą, wiec powtarzają bzdury ( a może nie?) za jakimiś uczonymi, którzy podobno śledzili pisma proroków.
Ale ten Armagedon ma trwać bardzo długo, bo właściwie już rozpoczął się 8 kwietnia, gdy trzy planety Mars, Słońce i Ziemia ułożyły się w jednej linii, drugi znak to ten krwawy księżyc, który ma się ukazać dzisiaj wieczorem, po nim jeszcze mają się ukazać 2 – 3 takie krwawe księżyce, aż wreszcie 28 września przyszłego roku ma nastąpić ostateczny koniec świata i przyjście Chrystusa.
Ciekawe tylko, skąd ci uczeni to wszystko wiedzą, bo prorok też był zwyczajnym człowiekiem i różne rzeczy mógł gadać, a o tym kiedy koniec świata nastąpi wie tylko Bóg. Więc spokojnie, wszak czasu mamy jeszcze co najmniej prawie półtora roku, pewnie teraz żeby być bardziej wiarygodnym wydłużają nam ten czas zagłady, by mieć więcej czasu na straszenie nas, a może na przestrzeganiu przed złem, które nas dopadło????
Już w Polsce nawet księża zaczynają głośno na placach odprawiać egzorcyzmy, co prawda na razie są one wyraźnie o podłożu politycznym, a nie zbawczym przed zagładą i gniewem Bożym, ale… ..zawsze jakieś ziarnko prawdy w tym być może.
I niech nikt sobie nie pomyśli, że urządzam sobie kpiny, Boże broń, z wiary kpić nie można, ja tylko po prostu się asekuruję.
Bo też sprawy polityczne na świecie nie wyglądają pokrzepiająco, więc może o to chodziło w tych przepowiedniach????

Wczoraj już był pierwszy symptom, nagle w południe zrobiło się całkiem ciemno i nadeszła burza, to była pierwsza burza w tym roku, taka z piorunami, znak, że wiosna już na dobre się u nas rozgościła Zresztą pogoda wyraźnie się nam popsuła, ale jest nadzieja, że od środy będzie cieplej, a w Święta… istny raj.
No i jak tu na to popatrzeć, z jednej strony armagedon, z drugiej raj, różnokolorowo ten świat można widzieć, zależy tylko, kto i jak na to patrzy.

A my chcemy na ten świat popatrzeć optymistycznie, więc kwiatek na dobry dzień wklejam


Ojejku, ale Was dzisiaj nastraszyłam, przepraszam, mimo wszystko  miłego dnia życzę

Zaczynamy tydzień przedświąteczny

 

Ach ta przedświąteczna krzątanina, mycie okien, podłóg. odkurzanie itd.
Jedni siedzą w sklepie, inni już w kuchni niektóre wypieki szykują.
Nie powinnam narzekać, mnie jakoś te ” przyjemności” omijają, nawet sama nie sprzątam ( przyznaję się bez bicia), dzisiaj moja kochana pani Renia robi porządki w moim pokoju, okna już umyte, w pokoju jasno, jakby wszystkie żyrandole ktoś zapalił , ale to nie tyle jest wynikiem mojego lenistwa, raczej niedołęstwa, no bo kto to widział, żebym po drabinie jak jaka kozica skakała, tylko kłopotów bym sobie i rodzinie przed świętami narobiła. Więc wykorzystuję w tym celu Renię i ja jestem szczęśliwa, bo mam czysto i Renia pewnie też, bo zawsze coś zarobi. Jednym słowem interes się kręci. 🙂
Nawet słonko dzisiaj posłuchało moich próśb i wyszło zza chmur, rozjaśniając ślicznie i odświętnie mój pokój…..
A ja mam taki mały zamiar kulinarny, miał być moim sekretem, ale…
Nie chcę tak całkiem na tzw „goły ryj” jechać do Magdy i Jacka na święta, zamierzam zrobić paschę, tylko czy na pewno mi się uda???
Już przeglądnęłam kilka przepisów , jeszcze żadnego konkretnego nie wybrałam, ale zamysł i dobra wola już jest, a to jest najważniejsze.
No to idę dalej szperać po internecie ( no chyba, że ktoś mi wypróbowany przepis podrzuci), życząc wszystkim miłego popołudnia

takie wspomnienie na sobotę

 

 

Ostatnio jestem ciągle pod wrażeniem oglądania i zamieszczania na Facebooku  starych zdjęć, przeważnie tych rodzinnych, ja najchętniej  zamieszczam te z   mojego szczęśliwego  dzieciństwa i  z mojej  młodości.
Jest to taka wzruszająca podróż w przeszłość, tą moją najpiękniejszą, niestety nieodwracalną już przeszłość.
Popatrzcie chociażby na to zdjęcie, jacy tu wszyscy byliśmy szczęśliwi. Siedzimy sobie w tzw grajdołku na plaży w Jastarni, gdzie zawsze jeździliśmy na wakacje, moja Mamusia, Tatuś, i moje Rodzeństwo – Krzysiu i Ania i ja i cieszymy się, że jesteśmy razem, tu i teraz i chciałoby się powiedzieć ” chwilo trwaj wiecznie”.
No, może ja miałam tylko nieco naburmuszoną minkę, ale przypuszczam, że po prostu raziło mnie słońce. Ale chwila przebrzmiała niestety, dzisiaj nikogo prócz mnie nie ma z tego zdjecia, została tylko pożółkła fotografia……..
To były jedne z ostatnich takich szczęśliwych rodzinnych chwil, potem przyszła niestety straszna, nieodwracalna choroba Mamusi  – rak, zakończony niestety Jej zbyt wczesnym od nas  odejściem na zawsze. I nic już potem nie było takie same……….
A dlaczego o tym piszę? Wczoraj  po pracy poszłam sobie na obiad do pobliskiej mojej pracy Trattorii Amici na obiadek.
Nagle otworzyły się drzwi i weszła do lokalu bardzo miła, młoda rodzinka : mama spodziewająca się dziecka z dość już wydatnym brzuszkiem, tata i mała  śliczna ich córeczka, Dziewczynka była beztroska, tak wspaniale zabawiała rodziców swoim ciągłym dziecinnym trajkotaniem, a rodzice wysłuchiwali jej cierpliwie i odpowiadali na jej pytania, których było tysiące. To był obraz takiej bardzo  szczęśliwej rodziny, ten widok  przysunął mi obraz sprzed lat, gdy z Rodzicami i Rodzeństwem też siedzieliśmy niejednokrotnie w restauracji na wspólnym  obiedzie. Nie wiem czemu, najbliższa moich wspomnień była restauracja na Mazurach, które odwiedziliśmy w drodze do Jastarni, tam chyba po raz pierwszy w życiu widziałam raki, może dlatego tak  szczególnie ten obraz utknął mi w pamięci?
Tak sobie więc wczoraj  siedziałam  i wzruszona wspominałam moje stare dzieje, gdy nagle z głośników  popłynęła piosenka „Wonder ful life”, łza popłynęły z moich oczów, tak, świat był, jest i będzie piękny i właśnie po to mamy te wspomnienia……..
Po przyjściu do domu  puściłam sobie raz jeszcze tą piosenkę, znalazłam do niej  tekst i szczególnie słowa, które były tam wypowiedziane trafiły do mojego serca:

Ona mówi:
„Nie odpuszczaj
Nigdy się nie poddawaj
Życie jest takie cudowne”

Tak, to jest potwierdzenie tego, co powyżej napisałam, że należy w sobie pielęgnować te wszystkie wspomnienia, te wszystkie uczucia, bo one stają się dla nas paliwem naszego życia, nie można się poddać i to piękno na zawsze utracić, one muszą być w naszych sercach, nawet gdyby wydawały się teraz niemodne, czy śmieszne.
Może ktoś uzna, że za wiele patosu w ten wpis włożyłam, ale na prawdę pisałam go z otwartym sercem i nie chciałabym, aby ktoś uważał, że zabrzmiała tu jakaś fałszywa nuta.
Zresztą ten, kto mnie dobrze zna wie, że to co tu napisałam, naprawdę czuję.
I tak sobie pomyślałam, że ta malutka dziewczynka z Trattorii  pewnie nie  zdaje sobie jeszcze sprawy z tego, że przeżywa swoje najpiękniejsze chwile życia w otoczeniu kochanych rodziców i mającego się narodzić braciszka, czy siostrzyczki. Nie wie, że otoczona jest takim nimbem miłości, którego prawdopodobnie nigdy już w życiu nie dozna, chociażby w najszczęśliwszym późniejszym życiu.
Czyż nie  można jej tego troszkę pozazdrościć?????

Dlatego dzisiaj zamiast pięknego kwiatka zamieszczam to zdjęcie, które jest mi najdroższe na świecie, jeszcze piękniejsze, niż najpiękniejszy z możliwych kwiatów, aczkolwiek mały cierń bólu , że to tylko wspomnienia, pozostaje w  moim sercu.
Ale takie jest przemijanie,  ja też  kiedyś przejdę do wieczności, ale  ta fotografia jednak pozostanie jako ślad , że wszyscy obecni na tym zdjęciu przodkowie  kiedyś żyli  i byli bardzo szczęśliwi. I może to jest właśnie ta osłoda dla przyszłych pokoleń i nauka, że warto te rodzinne  więzi pielęgnować, zanim staną się tylko wspomnieniami?  Pielęgnować tu i  teraz,  bo  teraz przynoszą szczęście,  a później, gdy pozostają już  tylko  wspomnieniami,  przynoszą łzy nie tylko wzruszenia, ale często  i bólu  nieodwracalności tego, co nie zawsze było między nami najlepsze.
Wszak Seweryn Krajewski pięknie śpiewa w swojej piosence „Tkanina”:

Z jednej tkaniny
Wszyscy jesteśmy,
Co się wyciera,
Strzępi przez lata,
Lecz jeśli chcemy,
te wszystkie dziury
Miłością da się
Załatać. 

Pamiętajmy  o tych ważnych słowach, bo kiedyś, gdy ci  nasi najbliżsi zaczną odchodzić, wiele spraw pozostanie nie załatwionych  już na zawsze.
I nie będzie już od tego  odwrotu, niestety już nigdy!

No cóż, pozostało mi tylko jeszcze życzyć wszystkim miłej soboty, może znajdzie się trochę czasu na rodzinne przemyślenia?

tuż przed weekendem

 

Czy na pewno będzie taki miły jak poprzedni? i bardzo dobrze
Nie, tym razem zakupu nowych kwiatków nie przewiduję, więc raczej , a właściwie na pewno, spędzę go w Krakowie i bardzo dobrze, muszę się koniecznie wyspac, bo jakieś zaległości mam w spaniu. Widocznie jeszcze nie przestawiłam się całkowicie na nowy czas i wciąż jeszcze o 8 ramo jestem śpiąca.
Pocieszenie jest takie, że gdy wreszcie się przestawię, znów będzie trzeba czas zmieniać, tyn razem do tylu, czyli będę o tą jedną godzinę spać dłużej.
No i po co to komu do szczęścia potrzebne?????
Wczorajszy dzień w Warszawie przeszedł dosyć emocjonalnie, ale na szczęście o wiele spokojniej niż  za poprzednich lat.
Tylko naszego niezawodnego Antosia fantazja lekko znów poniosła, na szczęście komisja pana Laska była na taki atak paranoi przygotowany i dokładnie był do bardzo merytorycznej odpowiedzi przygotowany, chyba znów Antoś wyszedł na durnia, pokazując nie wiadomo skąd zabrane zdjęcie i przedstawiając je jako salonkę prezydencką z Tu -154
A niech go…….

Wiedziałam, że Ula na tą poznańską potrawę zareaguje i wyjaśni na czym polegają pyry z gzikiem, ale to była tylko taka krakowska odmiana tych poznańskich pyszności.
Nie mniej może kiedyś uda mi się z oryginału kiedyś skorzystać, skoro już zostałam zaproszona????
Tylko dla mnie będzie to okropnie długa  i ciężka wyprawa!!!!

Życzę miłego piątku i szybko lecących godzin pracy, bo potem jest już tylko weekend

pyry z gzikiem

 

Dzisiaj składam specjalne życzenia urodzinowe naszej Kamilce. Wciąż ją pamiętam jako tą mała kruszynkę, która przynieśli do domu, urodziła się 2 tygodnie przed czasem, miała bardzo niską wagę urodzeniową, jeszcze w dodatku przyplątał się jakiś wirus, więc przez kilka dni chodziliśmy w maseczce, gdy do Kamilki się zbliżaliśmy. A teraz proszę, kończy już studia psychologiczne, wyrosła na piękna i mądrą dziewczyną.
Sto lat Kamilko, oby Twoja praca magisterska, która właśnie piszesz, była oceniona na najwyższą możliwą ocenę, życzę Ci abyś znalazła pracę, która będzie Cię  w pełni satysfakcjonowała i aby Twoje prywatne życie zawsze płynęło po bez kolczastych różach.
Właściwie powinnam pisać o niej  Kamila, bo to dorosła już dziewczyna, ale dla mnie w sercu zawsze Kamilką już pozostanie.

 

 

Tak się wczoraj na ten Poznań zapatrzyłam, że zrobiłam sobie iście poznański obiad, czyli pyry z ( prawie) gzikiem.
Ziemniaki młode obrałam i ugotowałam na miękko , właściwie to mogłam umyć i ugotować w mundurkach
Gzik zrobiłam po swojemu: 3 łyżki gęstego, bałkańskiego jogurtu wymieszałam z rozkruszonymi dwoma kostkami czosnku Knorra, dodałam pokrojony, świeży koperek i odrobinę soli. Jeżeli ktoś jeszcze chce odmiany, można zetrzeć na tarce zielonego ogórka.
Do miseczki przesypałam pyry ( fajna nawet ta nazwa ziemniaków) i polałam moim sosikiem z jogurtu, mówię wam, pycha, ta potrawa wcale nie ma żadnych zbędnych kalorii, albowiem ziemniaki nie polewane były masełkiem, tylko suche, polane tym gzikiem.
No i prawie, że już czułam wiosnę, jako i że ziemniaki były już młode.
To jest fantastyczna alternatywa dla schabowego, czy innego tłustego mięsiwa.
Ale trzeba przyznać, że 2 dni temu zostałam poczęstowana przez Monikę duszoną jagnięciną, bardzo delikatne mięso, można porównać w smaku z cielęciną.
Ale mięso, to mięso, mi się już raczej przejadło, może zbyt wiele w ciągu mojego długiego życia go zjadłam????

Dzisiaj jest bardzo smutna,  czwarta rocznica straszliwego wypadku polskiego samolotu pod Smoleńskiem. Zginęło wtedy 96 osób wraz z prezydentem Lechem Kaczyńskim i z jego żoną. To był  straszny wypadek samolotowy, ale niektórzy, dla zdobycia politycznej sławy, na siłę przerabiają ją na zamach, chociaż wszystkie dowody przeczą jakimkolwiek cechom zamachu.
Smutny to będzie dzień, dla niektórych będzie to dzień zadumy nad zmarłymi na grobach i cichych, spokojnych modlitwach w kościele, dla innych niestety znów będzie to tylko polityczna hucpa z wrzaskami i  pokazami swojej głupoty. Najlepiej byłoby, gdyby media poprzestały w jutrzejszym dniu tylko nad zadumą nad zmarłymi i nie pokazywały politycznych rozrób pod Prezydenckim Pałacem, wtedy ci, którzy nie  znaleźliby poklasku w rozróbach szybko i cicho  rozeszła się do domów. Tylko niestety nasze media też mają swój cel, aby podgrzewać sytuację, bo rozgłos w takich sytuacjach przynosi im  popularność, a o to każde pismo, każde radio, czy telewizja  o popularność zażarcie walczy.
Szkoda, że własny interes znów weźmie górę nad rozsądkiem, ale przecież to jest takie polskie……..
Właśnie przed chwilą skończyła się państwowa uroczystość na Powązkach, oczywiście nie było na niej przedstawicieli pewnej opozycji, oni będą mieli swoją własne, alternatywne uroczystości  walczącej Wolski. Bardzo smutne to, bo takie czczenie  tej tragicznej uroczystości  powinno łączyć, a nie dzielić.
Ale pewnie szybko to się nie zmieni, przynajmniej nie, dopóki kilka osób, którym najwięcej zależy na sianiu zamętu nie odejdzie z polityki.

No cóż, tak jak napisałam dzisiaj na Face Booku, za oknem pada deszcz, dzień dzisiejsze swoją datą też nie jest szczególny, więc wypada tylko życzyć spokojnego dnia

poniedziałek, wtorek………. ŚRODA !!!!

Dla Ciebie Uleńko

Bo jakby mogło w środę tutaj dla Uli kwiatka zabraknąć??
Wczoraj były delikatne, białe dla Solenizanta zamieszczone, dzisiaj w kroplach rosy kąpie się dla Ciebie Uleńko prześliczny tulipan.
I chociaż tulipan to niezbyt trwały kwiat, ale nasza przyjaźń przetrwa długie lata i zawsze będzie w środę pięknym obrazkiem, uśmiechem i życzeniami dla Ciebie obfitować.
Wiem, że zawsze mój blog czytasz, ale w środę na pewno tym bardziej tu spieszysz, by dla siebie niespodziankę w nim znaleźć.

A za mną kolejna noc na raty, okropnie jest to męczące, może za wcześnie wczoraj wylądowałam w łóżku?, wydawało mi się, że jestem bardzo śpiąca i……
wszystko odbyło się według znanego mi scenariusza, czyli zgasiłam komputer i sen sobie odszedł w siną dal, chwilę się pomęczyłam, znów wstałam, posiedziałam chwilę przy komputerze, włączyłam sobie  mojego usypiacza czyli „Rodzinę zastępczą”, pooglądałam chwilę, znów zasnęłam, potem obudził mnie skurcz, więc znów wstawać z łóżka musiałam, chwilkę spędziłam na fotelu, znów pooglądałam swój serial, podrzemałam, przebudziłam się, znów podrzemałam, a gdy mi się już tak na prawdę dobrze  przyspało przyszła do mojego pokoju Basia, a to znak, że trzeba już wstawać do pracy.
Ech, to życie, w dodatku za oknem pogoda łzawa, nic tylko spać. Nadchodzi chłodny front atmosferyczny.

Za to wczoraj znów zdobiłam moją cząstkę Magdusinowego ogrodu, znalazłam w necie piękną kamienną donicę dla begonii – dragon, która będzie rosła sobie teraz pięknie i dostojnie, ciesząc nasze oczy.
Oto ta donica, fajna, prawda?


Nawet nie przypuszczałam, że tworzenie ogrodu to taka frajda, ba, byle tylko mieć odpowiednie fundusze……….

Właśnie wypiłam swoją poranną kawusię, więc oczy już troszkę mi się szerzej otworzyły, będę mogła do pracy się pomału zbierać

Miłej środy