Życie na kaszce

 

Życie na kaszce nie jest wcale różami usłane, zwłaszcza, gdy wokoło roznoszą się przyjemne zapachy jedzonka innych domowników.
Ale cóż, sama sobie taki los spreparowałam. I bardzo dobrze mi tak, chociaż wydaje mi się, że już te kaszki do końca życia będę jadła, a  na samą myśl, że mógłby stanąć przede mną np. kotlet schabowy z kapustą, już się otrząsam ze wstrętem. Zresztą prawdę mówiąc, kaszki mi też niezbyt już smakują, ba ale komu by smakowały? Nie można je niczym przysmaczyć, no może prócz odrobiny soli, bo potem gniecie niemiłosiernie, mam nudności i….
W dodatku cukier też bardzo mnie ogranicza, robię sobie jego pomiary trzy razy dziennie i w sumie nie jest źle, chociaż bywa, że są  dni, że stąd, ni  zowąd trochę ponad siedem cukier mi wyskoczy.  Dlatego coraz bardziej ograniczam jakość, przy i tak całkiem niewielkiej ilości, bo co to jest dla jakby nie było zdrowej osoby jeden 190g słoik warzywnej zupki Gerbera? Mucha dla słonia, gdyby jeszcze powiedzmy rok temu ktoś mi powiedział, że ta można jakoś wyżyć, pewnie bym nie uwierzyła.
Ale z drugiej strony bardzo dobrze, że taki Gerber czy Nestle  istnieje, bo  matki nie mają tyle kłopotów z przyrządzaniem potrawy dla dzieci – pamiętam, gdy dawniej gotowało się maluchom te cielęcinki ledwo gdzieś zdobyte z jarzynkami, a potem je się miksowało, a dzieci nimi i tak pluły.  No i maluchy sobie nimi całkiem dobrze pojedzą i osoby po operacji bariatrycznej……. Same korzyści z tych firm tylko płyną……..
Zresztą te owocowe Gerberki też nie są złe, nie trzeba nic przecierać, nie mają prawie w ogóle cukru, a smakują jak prawdziwy owoc.
Zresztą nie z samego jedzenia życie się składa, teraz rozumiem pytanie zadane mi przed wielu, wielu laty przez Ciocię Jutę : ty żyjesz, żeby jeść, czy jesz, żeby żyć??????
Ja stanowczo teraz odpowiadam: myliłam się przez bardzo długi czas mojego życia, ja teraz jem, żeby żyć.
Dlatego najwyższa pora opuścić cieplutki i milutki gościnny dom Magdy i czas stanąć na własnych nogach, by zakończyć definitywnie okres rekonwalescencji. Pewnie, że nie mam jeszcze na tyle sił, żeby w stu procentach powrócić  do poprzedniej postaci życia, jeszcze czasami muszę się na moment położyć, by uspokoić jakiś tam niepotrzebny ferment w moim brzuchu, ale dalsze rozpieszczanie siebie nie ma sensu, trzeba stanowczo sobie powiedzieć: pora wracać o normalności, do pracy, czyli jednym słowem zabrać się za życie. Wszak we wtorek minie mi już dwa tygodnie od operacji !!
Tylko ciekawe, co beze mnie zrobi ten śliczny, malutki, dwumiesięczny kotek,który wyraźnie uznał mnie swoją mamę i z wielką przyjemnością siedzi i śpi  na moim ramieniu. Ona tak pięknie mruczy mi do ucha kołysanki….

Życzę przyjemnego piątku

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s