nie było tak żle

 

Pokonałam wszystkie swoje strachy (no, prawie, że wszystkie) i pojechałam wczoraj do pracy jednak nie taksówką, ale autobusem.
No i bardzo dobrze. Co prawda miałam wyraźnie wczoraj pecha, bo podeszłam na przystanek, gdy akurat autobus pokazał mi ogon, więc wsiadłam w pierwszy lepszy akurat nadjeżdżający autobus z myślą, że przesiądę się na Kleparzu ma tramwaj, który też akurat odjechał, gdy się do niego zbliżyłam. Trudno, pomyślałam sobie i zrezygnowana poszłam zrobić malutkie zakupy na Kleparskim Placu. Tu napotkałam na malusieńkie kłopoty, bo nagle stanęłam przed trzema małymi schodkami i świat zaczął mi wirować przed oczami, niepewnie chciałam postawić pierwszy krok, gdy wsparło mnie jakieś męskie ramię, na szczęście facet zauważył moją niepewność i ruszył z pomocą. Potem już było OK, kupiłam trochę wędliny i poszłam na nieco odleglejszy przystanek autobusowy, ale gdy tam już dochodziłam do niego, właśnie też odjeżdżał z niego „mój” autobus linii 164. Może gdybym podbiegła…. ale nie, postanowiłam nie eksperymentować, żeby znów w jakąś kabałę  przez niepotrzebny upadek się nie wprowadzić i musiałam w związku z tym poczekać na następny autobus.
Trochę prawdę powiedziawszy przymarzłam, bo ubrana byłam w mój niby ciepły, ale nie tak do końca, nowy, długi kardigan, ale to czekanie na przystanku następne 10 minut nieco dało mi się we znaki.
Gdy doszłam wreszcie do przychodni, ręce miałam prawie jak z lodu, ciekawe, kiedy teraz zacznę kichać.
Koło naszej przychodni otworzyli fajny sklep jarzynowo – zdrowotny „U Tadka”, poszłam tam więc zrobić swoje zakupy i  oczywiście kupiłam sobie kiszony barszczyk i tarte buraczki. Podobał mi się nawet ten sklepik, jest tam też trochę zdrowej żywności, więc będę zapewne robiła tam zakupy, chociaż szkoda, że potem taki kawał będę musiała dźwigać stamtąd do domu swoje zakupione wiktuały. Ale ciekawe jest właśnie to, że ostatnio i na barszcz i na buraki taki smak mi przychodzi, widać mój organizm najlepiej wie, co mi do zdrowia jest potrzebne.
Ach jaki smaczny ogórek małosolny tam też kupiłam. Były  ogórki i małosolne i kiszone, ale ja uwielbiam właśnie te mało solne. Na wszelki wypadek kupiłam tylko jeden taki niewielki ogóreczek, bo bałam się, jak mój  żołądek na niego zareaguję, ale na szczęście nie miałam potem żadnych sensacji, więc pewnie i dzisiaj też sobie pójdę tam ogórkowo po łasuchować 🙂 Na szczęście takie ogórki kalorii nie posiadają, więc……. można ich zjeść do woli, byleby tylko potem  mój kapryśny żołądeczek się nie zbuntował.
Tylko  wciąż się martwię, co z tyn zapowiadanym ciepełkiem się podziało. To moje ciągłe przemarzanie, a potem kichanie i smarkanie wcale mi się nie podoba. Ale przecież nie będę z siebie robiła durnia i nie będę nadal w ciepłej, zimowej kurtce chodziła. Dopiero wtedy ludzie patrzyli by na mnie jak na jakiegoś raroga.
A na szczęście na dzisiaj zapowiadają i słonko i temperaturę około 19 stopni, tylko, czy na pewno tak będzie? Już nic, a nic nie wierzę tym wszystkim pogodowym prognozom. Rano nadal było bardzo chłodno, tylko 9 stopni, może się ociepli nieco popołudniu.?
Słonko, nie śpij tyle, przegoń te chmurzyska i wychodź do nas ze swoją uśmiechniętą buźką, ogrzej nasze kosteczki!!!!!
Ale jak to śpiewają? ” Pogoda jest dla bogaczy, dla nie bogaczy są prognozy złe”…….
No  właśnie, 9 kwietnia w Węgrowie ktoś „ustrzelił” główną wygraną, ponad 20 milionów złotych w Dużego Lotka.
Co prawda akurat w ostatnią sobotę nie obsadzałam Lotka, uznałam, że i tak nic nie wygrywam, to i tym razem nie wygram, ale jednak komuś się udało, komuś pogoda dla bogacza zagrała. Dlaczego to nie byłam ja??? No jak dlaczego?, przecież nie kupiłam kuponu, prosta sprawa.
Ale co mi tam, niech ten Ktoś się cieszy, a może następnym razem to właśnie będę ja?????
Nawet ostatnio miałam wizję mojego nowego, trzypokojowego mieszkania z aneksem kuchennym i olbrzymim tarasem, ale skończyło się jak zwykle, na wizji.
Chociaż w moich marzeniach to mieszkanie już istnieje, ba, nawet jest umeblowane, a  na tarasie  oczywiście stoją dwa wygodne fotele, zgrabny stolik  i parasol przeciwsłoneczny i tam będę z moim gościem, na przykład z Magdą, czy z V,I,P,-em popijała sobie pyszną kawkę, ale nie taką rozpuszczalną, ale taką prawdziwą, z ekspresu. Balkon cały obsadzony jest pięknymi kolorowymi kwiatami i jest na nim wprost cudownie sobie posiedzieć w miłe sobotnie, czy niedzielne popołudnie.
Tylko jest jeden mały szkopuł w tych moich marzeniach, muszę tę sporą zresztą wygraną wreszcie w Lotka trafić.
Żeby tak jakiś dobry duszek  z wysokiego  niebiosa  zstąpił na mnie i podyktował mi te szczęśliwe numery……
No  dobra, gotowa bym była wtedy nawet z każdym z Was, czytających ten blog jakąś sumką  się podzielić, ale jednak w pierwszej kolejności, oczywiście już po kupnie i po umeblowaniu mieszkania, podzieliłabym się z najbliższą mi Rodziną i z V.I.P – em, z którym popłynęłabym  na wycieczkę  ekskluzywnym statkiem dookoła świata. Ale miałabym wtedy masę czytelników na moim blogu, pewnie jego poczytność tak by wtedy wzrosła, że w rankingu zajmowałabym pierwszą   pozycję 🙂
Fakt, wyobraźnię mam,  i to nawet całkiem wybujałą, pewnie dlatego tak fajnie pisze mi się te blogi.
Ale Magda kiedyś powiedziała mi, że gdy się czegoś bardzo pragnie, wtedy marzenia się spełniają, więc już rano, przed pójściem do pracy idę nadać ten kupon Lotka, chociaż teraz w puli będzie „tylko” dwa miliony złotych. No, na moje nowe mieszkanie i umeblowanie go  a razie wystarczy, gorzej z tym rozdawnictwem i z wycieczką dookoła świata 🙂 Ale na pobyt z Magdą w SPA na pewno by starczyło i to nawet w Spa pani dr. Ireny Iris. V.I.P-a też bym zabrała ze sobą, mógłby codziennie pluskać się w basenie i zażywać kąpieli w saunie. A i mnie nareszcie byłoby cały czas gorąco po takich wizytach w saunach.
Magda, czuj się już zaproszona! V.I.P. musi jeszcze na tę wycieczkę dookoła świata trochę jeszcze  poczekać, aż pula pieniędzy wzrośnie. Ale ma to jak w szwajcarskim banku. Na razie musiałby się zadowolić pobytem w SPA. Ale w takim miłym towarzystwie, moim i Magdy, na pewno by świetnie odpoczął sobie i radośnie z nami czas  oczekiwania na ten all world trip, dzielił.

Dzisiaj są urodziny mojej Bratowej, Zosi. Co prawda Ona tutaj, do blogu nie zagląda, ale pozostawiam Jej dzisiaj tutaj życzenia i piękne róże, może ktoś z Rodziny  Jej je przekaże??

Świat dookoła nas robi się coraz piękniejszy, coraz bardziej kolorowy. Usiadłam na moment wczoraj na papieroska i patrzyłam z podziwem na te białe, różowe i czerwone korony drzewek owocowych, jak ja lubię ten czas. Podziwiałam piękne krzewy magnolii, które już zdecydowanie królują sobie w krakowskim krajobrazie. Chyba Mama wiedziała, co robi, skoro właśnie mnie w kwietniu urodziła 🙂

Życzę zatem wszystkim kolorowych wiosennych doznań.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s