Elżbieta II

Dzisiaj Królowa Elżbieta II obchodzi swoje 90 – te urodziny. Piękny wiek, nie da się ukryć.
Urodziła się w Londynie, 22 kwietnia 1926 roku, jej ojcem był książę Yorku Albert, późniejszy król Jerzy VI. Jej matką była Elżbieta Bowes-Lyon, córka Claude’a Bowesa-Lyona, 14. hrabiego Strathmore i Kinghorne. Elżbieta została ochrzczona w Pokoju Muzycznym pałacu Buckingham przez Cosmo Langa, arcybiskupa Yorku. Jej rodzicami chrzestnymi byli: dziadek, król Jerzy V, i jego żona królowa Maria, Maria Windsor, Księżniczka Królewska i hrabina Harewood,Artur, książę Connaught i Strathearn, dziadek, lord Strathmore, oraz Mary Elphinstone, lady Elphinstone. Pierwsze imię otrzymała po swojej matce, drugie po swojej prababce, królowej Aleksandrze, trzecie po swojej babce, królowej Marii. Jako dziecko była nazywana przez swoją rodzinę „Lilibet”. Dzieciństwo spędziła na Piccadilly Road 145, gdzie mieszkali wówczas Yorkowie. Jej wychowaniem zajmowała się niania, późniejsza pokojówka królowej, Margaret MacDonald, zwana „Bobo”. Elżbieta była posłusznym dzieckiem, ale przekonanym o swojej wysokiej pozycji i dbałą o należną jej rangę. Kiedy w 1930 przyszły premier Neville Chamberlain zwrócił się do niej Dzień dobry, mała damo, księżniczka odpowiedziała mu: Nie jestem małą damą, jestem księżniczką Elżbietą. Jako wnuczka panującego brytyjskiego monarchy w linii męskiej miała prawo do tytułu „Jej Królewskiej Wysokości”. Jej pełny tytuł brzmiał:Jej Królewska Wysokość Księżniczka Elżbieta z Yorku. W momencie urodzenia zajmowała trzecie miejsce w linii sukcesji do brytyjskiego tronu, po swoim stryju, księciu Walii, i ojcu. Mimo iż jej narodzinom towarzyszyło zainteresowanie społeczeństwa, było wówczas mało prawdopodobne, że Elżbieta odziedziczy tron Wielkiej Brytanii.
Jednak los sprawił, że  po śmierci jej dziadka, króla Jerzego V tron odziedziczył stryj Elżbiety,książę Walii, jako Edward IV, jednak z powodów miłosnych, zakochał się bowiem w rozwódce, z którą chciał spędzić resztę życia, musiał się  zrzec prawa do tronu i Królem Anglii został ojciec Elżbiety, książę Yorku, jako Jerzy VI, a po jego śmierci w roku 1952 tron odziedziczyła jego córka Elżbieta, która już była w związku małżeńskim z księciem Filipem II i na świecie był już ich pierwszy syn Karol, Filip, Artur.
Nie łatwe życie miała Elżbieta II, ale dzięki swojej pracowitości i upartości świetnie dawała sobie radę jako władca Anglii, z jej głosem zawsze liczyła się cała rodzina, gdyż zawsze był i jest to nadal głos decydujący. Mimo swojego wieku nadal Elżbieta II nie chce zrezygnować ze swojej władzy, mimo, że w kolejce po królewską rodzinę niecierpliwie czeka już jej najstarszy syn Książę Karol, a także jego następcy Książę Wiliam i malutki jeszcze jego syn, książę Gregory, który najpewniej w przyszłości królem Anglii pozostanie.
Ale póki co, Elżbieta II cieszy się całkiem dobrym zdrowiem (chociaż podawano już wiele plotek na temat jej ciężkiej ponoć chorobie) i prawdopodobnie Anglicy nadal przez jakiś czas będą mogli nadal wielbić swoją Królową, albowiem cieszy się ina pośród mieszkańców Wielkiej Brytanii sporym szacunkiem i uznaniem.

Ale zejdźmy teraz z królewskich salonów na ziemię. Otóż dzisiaj czeka mnie następny ciężki dzień, w którym znów będą ważyć się moje losy.
Nie chciałam tydzień temu o tym jeszcze pisać, dzisiaj już wiadomo, że sprawy zaszły już tak daleko, że nie ma od nich odwrotu.
Pisałam wtedy, że będą to radykalne kroki w moim życiu, bo takie właśnie będą, wszystko w nim teraz się zmieni.
Otóż po 66 latach spędzonych w tym moim obecnym mieszkaniu (nawet urodziłam się w tym mieszkaniu, a nie w szpitalu) jestem zmuszona go opuścić  i iść na poniewierkę. Może przesadzam z tą poniewierką, bo będę mieszkała w wynajętym dla mnie mieszkanku gdzieś w okolicy mojej pracy, ale doskonale zdaję sobie z tego sprawę, że losy w takim mieszkaniu nie są pewne, może pięć, może 10 lat tam będę mieszkała (a może krócej), a co potem? Im człowiek starszy, tym bardziej chce mieć poczucie stabilności, ja niestety takiego poczucia nie mam, właściwie już od pewnego czasu nie mam, ale teraz…….
Taka przeprowadzka ma i swoje i dobre i złe strony. Z jednej strony ta cholerna niepewność i ….samotność w nowym mieszkaniu, z drugiej spokój i w pewnym sensie niezależność.
Samotność…… właściwie nigdy nie mieszkałam całkiem sama, to znaczy przez pewien czas, gdy z ul Smoleńsk wyprowadziła się moja siostra przez kilka miesięcy mieszkanie było puste, ale zawsze miałam świadomość, że tak nie pozostanie  już na zawsze, że prędzej, czy później ktoś się tu wprowadzi. No i tak się stało, w mieszkaniu zamieszkała Monika (moja bratanica) wraz ze swoją rodziną. I tak mieszkaliśmy sobie wspólnie ponad 10 lat (to jednak bardzo długo), ale…. doszliśmy do czasu, gdy z małych dziewczynek zrobiły się już panny i każda z nich potrzebuje swoją życiową powierzchnię, zrobiło się więc nagle ciasno. Ktoś musiał ustąpić i tą osobą byłam ja. Ce la Vie, ktoś powie, to prawda, tylko mi jest bardzo, a to bardzo ciężko z podjęciem tej decyzji. Właściwie nie tyle z podjęciem decyzji, bo ta już została zatwierdzona, tylko z zastosowaniem jej i z wprowadzeniem jej w życie.
Wielokrotnie pisałam, że marzę o własnym, małym mieszkaniu, ale właśnie to słowo „własnym” jest bardzo ważne, tutaj tak nie będzie, zawsze będę zdana na czyjeś decyzje, oby tylko nie fatalne w skutkach w przyszłym czasie. Kiedyś pisałam, że Magda zawsze twierdzi, że marzenia się spełniają, tylko trzeba bardzo tego chcieć. Maje marzenie o małym mieszkanku spełniło się tylko w połowie, wyprowadzam się, ale… właśnie jest to ale.
Pozostaje mi tylko nadal być optymistką, więc nadal wytrwale gram w Lotka, mam nadzieję, że niebiosa i tej mojej prośby wysłuchają i kiedyś rzeczywiście zamieszkam u siebie…….
Na razie chodzę jeszcze póki co po swoim pokoju, po swoim przedpokoju, siadam w kuchni i myślę sobie : Boże drogi, to już są ostatnie takie chwile w tym mieszkaniu. A tyle ciekawych, radosnych i mniej radosnych zdarzeń w między czasie tu było. Wracam pamięcią do tego mieszkania z lat mojego dzieciństwa, gdy byli ze mną rodzice, potem niestety tylko sam Ojciec, moje rodzeństwo, Babcia, niania – Adzik , pani Zosia. Pamiętam, jak zamieszkała tu po ślubie moja bratowa Zosia, ich pierwszą małą choinkę, ubraną w bańki – muchomorki, pamiętam małą Monikę, Michała, Łukasza, Małą Magdę , Marcina i Maćka, którzy tu po urodzeniu mieszkali…….. potem rodziły się tu ich dzieci, Kamila, Daria, Wiktoria. Boże, robię się sentymentalna. Dosyć, to ju było, to już się nie wróci. Każdy z nich w pewnym czasie  się stąd wyprowadził, tylko ja nadal tu tkwiłam, nadal tu byłam, mieszkałam i wspominałam, potem powróciła na swoje pierwsze mieszkanie i Monika, ale jakże teraz całkiem inny jest status tego zamieszkania……
Teraz po prostu nadeszła na mnie kolej. Zawsze tego się bałam, że utracę to, co dla mnie jest takie bliskie, takie kochane, wszystkie moje spędzone tu chwile, moje marzenia, radości i smutki. Nawet żal będzie mi pozostawić ducha tej czarnej damy bez głowy, która od czasu do czasu po przedpokoju się snuje.
Ale to już niestety historia. Tylko im człowiek jest starszy, tym gorzej takie zmiany znosi, tym  gorzej zdejmuje z siebie tę plątaninę wszystkich wspomnień, tym bardziej serce boli………. Bo podobno nie przesada się starych drzew, mnie właśnie będą „przesadzać”, a może to oznacza, że jeszcze nie jestem aż taka stara?
Ale muszę być dzielna, nie mam zresztą innego wyjścia niż z podniesioną głową podjąć nowe życiowe wyzwanie.
Nie piszę tego tekstu, by wzbudzić współczucie dla mnie, nie, to jest mój blog, w którym kiedyś już postanowiłam pisać prawdę o swoich odczuciach.
A teraz czuję ogromny żal, ból, rozterkę, niepewność, już nic nie będzie takie samo, jak kiedyś. Czy ta zmiana nie odwróci się kiedyś przeciwko mnie? Tego nie wiem…. niestety nie wiem. To wszystko czas okaże, czy taka zmiana wyjdzie na moje dobro, czy na moje zło.
Najważniejsze tylko, bym teraz i w nieokreślonej przyszłości  miała jakiś dach nad głową i łóżko, na którym po całym dniu mogła spokojnie się położyć i odpocząć. Bym nie musiała czuć się osobą bezdomną, wyrzuconą poza nawiasy normalnego życia.
Boże Kochany, spraw, aby te wszystkie moje prośby pomyślnie dla mnie się skończyły, oddaję dzisiaj w Twoje i Twojej Matki ręce swój los.

Pod Twoją obronę uciekam się Święta Boża Rodzicielko………..

Idę, muszę iść, dzisiaj pogoda zapowiada się całkiem słoneczna, może to znak, że i dla mnie słońce też zaświeci?
Życzę przyjemnego czwartku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s