piątkowo

Dziś są urodziny V.I.P-a. Z tej okazji dzisiaj zamieszczam różyczki właśnie tylko dla Niego, wraz ze serdecznymi życzeniami, tradycyjnie życzę dużo zdrowia, bo nam wszystkim ono jest potrzebne, dużo miłości i przyjaźni, bo to są takie motory życia, gdy są człowiekowi po prostu chce się żyć. Życzę też sporo spokoju i mało nerwów, chociaż to nasze życie tak bardzo jest nerwowe i ciągle człowiek poddawany jest stresowi. Kaziku! niech dla Ciebie słonko zawsze świeci, a złe ponure chmury odpłyną gdzieś daleko i nigdy już nie wrócą. Wszystkiego najlepszego Kochany Solenizancie.

Wczoraj powróciłam już ze szpitalnych wojaży do domu, nie ma to jednak jak własny, znajomy kąt, gdzie wszystko jest poukładane według Twojej modły.
Co prawda ledwie weszłam do domu zostałam wywołana do pracy, albowiem nie zostali odwołani dwaj pacjenci i ktoś musiał ich obsłużyć. Na całe szczęście mogłam wsiąść w taksówkę i na Żabiniec sobie pojechać. Piszę na szczęście, bo miałam mieć dopiero wypis ze szpitala na dzisiaj, jednak w ostatniej chwili odwołano u mnie gastroskopię (będę ją miała wykonywaną ambulatoryjnie w Szpitalu, tam, gdzie byłam operowana), więc przyspieszyli moje wyjście o jeden dzień. Prawda, jak to dobrze się wszystko złożyło?, przecież ze szpitala na pewno nie pozwolili by mi jechać do pracy i biedni głodni pacjenci musieliby odejść z kwitkiem. No, ale było, jak było i dobrze się skończyło (by), gdyby nie okropny ból brzucha, który wczoraj popołudniu mnie dopadł. mimo, że nic poza szpitalnym jedzeniem nie jadłam. Wdać raz na jakiś czas mój brzuszek musi zrobić taki protest. Czyli skończyło się jak zwykle, na nocnych biegach do toalety przez całą noc, aż do 7 rano.
Ale za to dzisiaj mam kiszeczki jak u niemowlaczka, byleby tylko znów ta biegunki nie zaowocowała w spadek hemoglobiny i żelaza.
Na odchodnym dostałam wczoraj w szpitalu jeszcze nieco bolesny zastrzyk domięśniowy z Witaminy B, ale zacisnęłam zęby i nawet nie jęknęłam.
Za dwa tygodnie znów muszę taki zastrzyk wziąć, by mi się potem to żelazo dobrze wchłaniało i nie uciekało, inaczej znów wyląduję w szpitalu na przetoczeniu krwi. Tym razem przetoczyli mi „tylko” dwie jednostki, co wystarczyło, bym się poczuła jako ta wampirzyca, która wyssała  nieznanej mi osoby ten drogocenny płyn. Swoją drogą ciekawa jestem, od kogo tę krew dostałam, niestety nigdy tego się nie dowiem – to tajemnica lekarska, a dawca musi pozostać anonimowy.
Ale muszę się przestać nad sobą rozczulać, bo życie nadal trwa i trzeba jakoś szczęśliwie go przebyć.
Wczoraj dostałam bardzo smutną wiadomość o koleżance z Warszawy, która leży umierająca w hospicjum. Halinkę poznałam na czatach w pokoju 50 plus, ale również widziałam się z nią osobiście na spotkaniach krakowskich czatusiów, które wraz z Basią urządzałyśmy parę lat temu.
Boże mój, taka miła, spokojna i przede wszystkim bardzo życzliwa kobieta, oddałaby swoim przyjaciołom całą swoją duszę i całe swoje serce.
Dlaczego Bóg tak bardzo ją pokarał? Halika jest mniej więcej moją rówieśnicą, może dzieli nas 2-3 lata. Czyli już biorą z naszej półki? Niestety rak, to bardzo zdradliwa i wredna choroba, siecze nożem ile wlezie, a potem już po niej przychodzi tylko kostucha.

Dzisiaj pogoda jest nieszczególna, deszczowa i tak ma się podobno utrzymywać, przez najbliższe 3 dni, potem znów powróci wiosna i słonko, ale po tym deszczu zrobi się wokoło zielono i wesoło.
Życzę wszystkim przyjemnego piątku

Dzień dobry w czwartek

 

 

A czy ja wiem, czy dobry, skoro wciąż jestem w szpitalu?
Ale widać tak musi być. W każdym bądź razie ostro się za mnie zabrali. Chcą wyjaśnić, czemu to żelazo nie chce mi się dobrze przyswajać.
Wczoraj dostałam następną porcję krwi, może już ostatnią. Taka kroplówka z krwią trwa ciut dłużej, bo około 2 godziny, ale z każdą minutą nowe życia wraz z nią spływało do moich żył. Ładnie to napisałam, prawda?
Myślałam, że już dzisiaj rano zrobią mi kontrolną morfologię, ale na razie  pobierali krew komuś innemu, na wszelki wypadek pozostanę sobie jeszcze troszkę na czczo. Coś pani doktor mówiła o gastroskopii, jeżeli będę ją miała wykonywaną, to dopiero jutro, ale może, nie, już nic nie będę pisała, że mnie wypiszą do domu, bo co tak napiszę okazuje się, że jeszcze nadal muszę tu pozostać. Ot, taki jest los pacjenta.
Najważniejsze tylko, by ta moja gospodarka żelazem doszła już do normy.
Ale coś musi być w tym, że człowiekowi największy smak przychodzi na to, czego organizm najwięcej potrzebuje.
Wczoraj miałam okropny apetyt na barszczyk ( a w nim jest właśnie sporo żelaza), zaczarowałam i…na obiad podano właśnie czerwony barszcz. Co prawda nie był taki wspaniały, jak domowy, może za mało kwaśny na mój gust, ale i tak bardzo mi smakował.
Muszę sobie po przyjściu do domu kisić buraczki i taki zakwas potem pić, na pewno zaraz do zdrowia powrócę.
Tak samo bardzo mi ostatnio smakują buraczki, a u nawet robią je dosyć często i dosyć smaczne.
Jak to zawsze V.I.P. mawia? Muszę porozmawiać z moim brzuszkiem, żeby dowiedzieć się, czego mój organizm najwięcej właśnie potrzebuje.
Ja też tak robię i okazuje się, że wcale nie są mi potrzebne tłuste frytki, hamburgery, czy kebaby, najwięcej właśnie potrzebuję jarzyn.
A teraz nadchodzi wspaniały ku temu czas, tylko patrzeć, jak pokażą się wszystkie nowalijki, czyli samo zdrowie.
Gdybym mieszkała gdzieś na wsi, pewnie jeszcze zbierałabym pokrzywę, która jest bardzo zdrowa. Niestety ta miejska przesiąknięta jest wszelkimi pierwiastkami dla zdrowia wcale niepotrzebnymi, wręcz szkodliwymi.
Ale na śniadanko biały serek (najlepszy prawdziwy wiejski) do tego zieleninka ; cebulka, koperek, pokrzywa, natka pietruszki, samo zdrowie, niech się nawet najsmaczniejsza szynka, czy kiełbasa schowa.
A potem jeszcze przyjdą owocki: truskawki, poziomki, czarne jagody, no czekam niecierpliwie na tę najzdrowszą porę roku.
Życzę wszystkim miłego czwartku, może prognoza o deszczowych opadach jednak się nie spełni. Grunt, że są nawet dosyć przyjemne temperatury, tylko żeby słonko chociaż na moment zza chmurki wyjrzało…..

środa, środa, środa słychać radosny głos ze wszystkich stron

A skoro dzisiaj jest środa, to…….
Czyżby Ulka dzisiaj znów basen odwiedziła? nie wiem, ale znów dostanie dzisiaj ode mnie kąpiącą się różyczkę.
Dlaczego? bo tak sobie właśnie wymyśliłam.
Uleczku ! Kraków tonie we wiosennej oprawie, aż miło patrzeć i czuć , czy też tak jest i w Poznaniu? Z dochodzących do mnie prognoz pogody wygląda, że tak pięknie jest i u Ciebie.
Całuski i promyczki słoneczne to mój najpiękniejszy dla ciebie Uleczko środowy i zarazem wiosenny prezent, przyjmij go serdecznie, z uśmiechem.

Post piszę rano, nie wiem zatem, co mnie dzisiaj w szpitalnej sprawie czeka, ale mam nadzieję, że tym razem na wizycie usłyszę : dzisiaj idzie pani już do domu. Ale fajnie by było. Co prawda wychodzę na  zewnątrz, aby chwilkę kości i buzię do słoneczka wystawić, ale nigdy nie na długo, bo nie wiem kto i kiedy będzie mnie zaraz potrzebował, zawsze są jakieś iniekcje, pobierania, lekarstwa, wywiady, czy ankiety itp.
Dwa dni temu dostałam do wypełnienia ankietę w sprawie WZW, czyli Wirusowemu Zapaleniu Wątroby, wyglądało to tak, tak jakby szpital na wszelki wypadek ubezpieczał się przeciwko ewentualnymi roszczeniami w razie gdyby pacjent zachorował na to zapalenie, bo na przykład pytania były typu: czy ostatnio byłaś u fryzjera, czy miałaś jakieś operacje,  czy inne zabiegi na przykład kosmetyczne, mogące być powodem zachorowania.
No cóż,  takie ich prawo, lepiej na zimne dmuchać.
A zresztą co to za przyjemność siedzieć na murku przyszpitalnym na ulicy, po której jeździ sporo samochodów?
W takim Szpitalu Kolejowym na przykład był piękny park, udostępniony dla pacjentów, tam miło było sobie na ławeczce posiedzieć, popatrzeć na rozwijające i kwitnące drzewka i posłuchać ptasich pieni. No cóż, ten szpital jest umieszczony prawie że w samym środku Krakowa i nie ma więc miejsca na takie luksusy.
Ba, nawet nie ma miejsc na porządny parking dla odwiedzających i trzeba nieraz wielokrotnie szpital objeżdżać dookoła i czyhać, aż jakieś wolne miejsce się zwolni, mimo, że są parkometry, czyli teoretycznie miejsca postojowe powinny być łatwo dostępne. Ale jak już pisałam, szpital jest kilka kroków od ścisłego centrum, w pobliżu Rynku i wszyscy, którzy tam się udają na sąsiednich ulicach szpitala parkują. Zresztą w całym Krakowie są ogromne problemy z parkowaniem aut, są niby pobudowane gdzieniegdzie parkingi podziemne, ale ceny są tak wygórowane, że rzadko kto się decyduje na pozostawienie tam swojego samochodu.
Aż strach pomyśleć, co będzie, gdy na Światowe Dni Młodzieży zjedzie milion, czy nawet dwa miliony turystów z całego świata.
Pewnie nawet na chodnikach tłok będzie taki, że ludzie z trudem się mijać będą, a o samochodach to nawet nie ma co myśleć. Zresztą na pewno nawet mieszkańcy centrum miasta będą mieli zakaz parkowania w pobliżu domów, będą musieli pozostawiać swoje samochody na obrzeżach centrum, które i tak zapchane już będzie, a ci oporni, którzy będą się przeciwstawiać nakazom i zakazom będą narzucane bajońskie kary. Ale Służba Miasta nachapie się pieniądzorów wtedy. No, ale jakiś porządek w końcu musi być, inaczej nikt nie dałby sobie rady z logistyką miasta.
A to już przecież tak niedługo…..niecałe 3 miesiące…..
Trochę ze strachem spoglądam na ten przyszły czas, bo wiadomo, teraz jest większe niż kiedyś zagrożenie, ale może jednak tylko na strachu się to skończy?

Wczoraj opuściła nas jedna koleżanka z naszej sali, pojechała sobie do domku i już tę noc spędziła na własnym tapczanie.
I tak nagle jakoś cicho zrobiło się w naszym pokoju, ale taka jest kolej rzeczy, ludzie się spotykają, potem rozchodzą, wczoraj poszła pani Emilia, dzisiaj pewnie pójdzie pani Maria, a może i ja? Ale już w nocy opuszczone łóżeczko się zapełniło, przyjęli nam nową panią i znów jest nas komplet.
Za to, gdy wrócę już do domu będę miała nareszcie czas na oglądnięcie zaległych seriali. Co prawda mogłam sobie puścić je na Ipli, czy na Vodzie i w szpitalu, ale szkoda zużywać bajty, gdy się nie ma internetu mobilnego. Musiałabym potem dodatkowo ponosić koszty i dokupować nowe bajty.
A tak będę miała co robić przynajmniej o przyjściu do domu
Rano, skoro świt pobrano mi już krew na kontrolne badanie Życie w szpitalu zaczyna się tak zaraz po 5-tej rano, bo jeszcze pielęgniarki z nocnej zmiany mierzą temperatury, pobierają krew i przygotowują pacjentów do nowego dnia. Kiedyś roznoszono termometry, teraz to już przeszłość, w dzisiejszych czasach mierżą temperatury specjalnymi czytnikami albo w uchu , albo tak jak tutaj czytnik zbliżają do czoła i już wyświetla im się temperatura ciała pacjenta.
Jaka to wygoda, nie trzeba rozespanemu pacjentowi uważać, by termometr nie wyleciał spod pachy, ile takich się w szpitalach narozbijało, a potem to tylko był kłopot, bo rozlaną rtęć z termometru trudno było potem pozbierać.
W ogóle jak się patrzy na tę technikę, którą teraz stosują w lecznicach, a to co było dawniej……. nawet trudno to porównywać, ta technika naprzód już poszła, zresztą w każdej dziedzinie, nie tylko medycznej.
Ale nieraz się zastanawiałam, jakby mój tata, specjalista wojewódzki radiologii bardzo zadziwiał by się takimi badaniami jak tomograf komputerowy, czy rezonans, które teraz są codzienną normalnością. Tomografia owszem już za jego czasów była, ale nie wykonywał jej komputer, tylko zwyczajny tzw planigraf, wykonywany zwyczajną lampą rentgenowską. Też niby pokazywał warstwy badanego obiektu, ale nie tak dokładnie, jak czyni to obecny tomograf.
No tak, mamy XXI wiek, ciekawe co jeszcze ludzie potrafią wymyślić. Na pewno niedługo nie będziemy już jeździć autami po szosach, tylko fruwać sobie swobodnie w powietrzu i szybciej przez to przemieszczać się z miejsca na miejsce. Ciekawe, czy tam w powietrzu też będą takie korki?
Życzę wszystkim bardzo przyjemnej i słonecznej środy, bo taki kolejny dzień nam się zapowiada.
A może jutrzejszy mój wpis będzie już nareszcie pisany w domku?? Oby!!!

a we wtorek w szpitalu…..

 

Wczoraj odwiedził mnie w szpitalu Piotr. Ten sam, z którym byłam operowana rok temu.
Obydwoje padliśmy sobie w ramiona (dobrze, że Karolina, żona Piotra tego nie widziała, ha, ha) z okrzykami : ale schudłeś, ale schudłaś!
No tak  ostatni raz widzieliśmy się rok temu jako 2 grubasy, wczoraj  spotkały się dwa cieniasy. Było mi bardzo miło, że Piotr mnie odwiedził, tyle razy już umawialiśmy się na kawę i zawsze nam coś po drodze przeszkadzało. Dowiedziałam się ciekawej sprawy, a właściwie nawet dwie ciekawe sprawy.
Po pierwsze Piotr przyznał się, że to nasze pierwsze  spotkanie na 3 dni przed operacją, gdy czekaliśmy na rozmowę z anestezjologiem miało kolosalny wpływ na dalsze decyzje Piotra. Wtedy był bardzo wątpiący  w podejmowaniu ostatniego kroku i nawet był zdecydowany odejść od decyzji  operacji, ale po naszej rozmowie doszedł do wniosku, że skoro ja jednak podjęłam takie kroki i w tym jestem zdeterminowana, on pójdzie w moje ślady.
No proszę, jak to nigdy nie wiadomo kogo się spotka na swojej ścieżce życia i jakie potem mogą być tego skutki. Dzisiaj Piotr jest podobnie jak i ja bardzo zadowolony z tej operacji i nawet namawia na takową grubszą część swojej rodziny. Niestety, ja takiego przebicia nie mam, moi najbliżsi są zdecydowanie oporni, a teraz po tych moich ostatnich kłopotach podejrzewam, że żadnymi perswazjami bym ich nie przekonała. Ale jak pisałam już kiedyś, coś za coś.
Może nie miałabym teraz anemii, za to na pewno „siadła” by mi wątroba, nerki i inni flaczki o sercu nie wspominając.
To była ta pierwsza ciekawostka, drugą było dla mnie to, że Karolina, żona Piotra również zdecydowała się na operację bariatryczną  i bardo się z tego ucieszyłam. Mam nadzieję, że jej też się uda i trzymam mocno za nią kciuki. Już zaprosiłam Karolinę i Piotra po wszystkim do siebie na kawusię, oczywiście po czasie, gdy wolno już jej będzie się kawusi napić.
Wiem, że również ojciec Piotra też już ma wyznaczony termin na podobną operację. Jednym słowem Piotr górą w naprowadzaniu na dobrą drogę walki z otyłością..
Mnie się jakoś to nie udaje. I nawet nie będę próbowała.

Wczoraj pani doktor odstawiła mi Glucophage. Podobno nie tylko wpływa on na odchudzanie, ale równocześnie ma ujemny wpływ na wchłanianie żelaza.
Trochę się obawiam, co będzie teraz, gdy rzeczywiście przestanę go zażywać, oby tylko znów mi nie podskoczył do niepożądanych , wysokich wartości.
ale to będzie nie tylko mój problem, ale i problem tych, którzy będą prowadzić moje dalsze leczenie, bo jednak nie mogę zapominać, że zarówno z otyłości jak i z cukrzycy definitywnie wyleczyć się nie da, zawsze jest ryzyko, że oba te schorzenia powrócą.
Stąd moja czujność będzie musiała być jeszcze bardziej wyostrzona.
Ale mimo to, wciąż jestem dobrej myśli, skoro udało mi się definitywnie opanować te biegunki, to i sprawa cukru też będzie możliwa do okiełzania.
Wreszcie nie mam co szaleć, dopiero za 9 dni mija pierwsza rocznica operacji, a i tak już dużo przeciwności  udało mi się opanować, dlaczego nie miałoby tak pozostać nadal, prawda?????
Niecierpliwie czekam na dzisiejszą wizytę i ostateczną decyzję pani doktor, wczoraj dostarczyłam poprzednie badania i karty wypisowi ze szpitali, w których przebywałam w okresie tego mijającego roku, dzisiaj powinny już ujawnić się wyniki z pobranej wczoraj morfologii  krwi, oraz z wykonanych w dniu wczorajszych badań, EKG i zdj klatki piersiowej (czy po tych papieroskach zostało mi jeszcze chociaż troszkę zdrowych płuc?) i wydawało mi się, że pani doktor wyrazi ocenę, że nie ma mnie po co już dłużej w szpitalu zatrzymywać. A jednak okazało się skoro świt, że przede mną następne długie badanie, tym razem mam robioną tzw krzywą obciążenia żelazem, tak więc co najmniej jeszcze jeden dzień dłużej tu pozostanę.
Na razie rano zabawiłam się w prawdziwą wampirzycę, bo wysunął mi się podczas porannej kąpieli wenflon z ręką i zalałam i siebie i całą   łazienkę krwią.
No to się porobiło…. znów będę na nowo kłuta, a właściwie mam tylko lewą rękę z normalnymi żyłami, bo w prawej żyły tylko udają, że są, ale gdy się w nie pielęgniarka wkuje, zaraz żyła ucieka Podobne kłopoty z żyłami miała zresztą moja siostra, też zawsze trudno było jej pobierać krew i wykonywać u niej dożylne  iniekcje, musiała mieć robione tzw centralne wkłucie w żyłę podobojczykową. Tak źle jeszcze u mnie nie jest, ale kto wie…..
Ale jednak  te moje zawroty głowy były nie tylko spowodowane anemią, ale również z nieco obniżonym poziomem cukru. W domyśle jeszcze wiosenne przesilenie też pewno dołożyło się jeszcze do kompletu.
Ale wiosna to wiosna, z niej akurat się bardzo cieszę, chociażby nie wiem jakie wielkie miałabym z jej powodu miewać zawroty głowy.
Dzisiaj skoro świt, no prawie skoro świt poszłam na poranną „wentylację płuc”  i już słonko świeciło, ptaszki świergotały i nawet było całkiem ciepło, nawet dla takiego zmarzlucha jak ja.
Miłego  wtorku życzę wszystkim

niedziela w szpitalu

 

Wydawałoby się, że niedziela w szpitalu powinna być nudna, a tak wcale nie było.
Ta niedziela była bardzo urozmaicona, a to oczywiście przez odwiedzających mnie gości. Oczywiście jako pierwszy przyszedł w odwiedziny V.I.P., potem był Maciek z Wiką, a na końcu jeszcze Magda. Prócz odwiedzin miałam też sporo telefonów i zapytań na Facebooku z toską o moje zdrowie, zarówno od reszty Rodzinki, jak i od osób mi zaprzyjaźnionych. Chyba jednak mnie lubią, co?
Pięknie się ubrałam w nową pidżamkę, którą kupiłam rano w kiosku przyszpitalnym PIGUŁA ( fajna nazwa, co?), odpowiednio nastawiłam się duchowo i czekałam. Muszę przyznać,że po tej przedwczorajszej porcji krwi czułam się już tak znakomicie, że nawet kwitła mi gdzieś tam w głowie myśl, uciekaj stąd, tym bardziej, że akurat mój dom znajduje się 2 ulice stąd. Ale na szczęście rozum zwyciężył, zacisnęłam zęby i wróciłam do swojej sali.
Wczoraj byłam chyba 3 razy przed szpitalem, gdzie napawałam się świeżym powietrzem, świergotem ptaszków i ….oczywiście, że dymkiem z papierosa.
Ale to tylko znak, że już całkowicie zdrowieję.
Dzisiaj będą następne badania, (rano już pobrano mi krew), a potem wyrok, „do domu”, albo „musi pani jeszcze u nas trochę pozostać”. Wolałabym tę pierwszą wersję, więc trzymajcie za mnie kciuki, by to właśnie ona zwyciężyła.
Do aury szpitalnej nawet się lekko przyzwyczaiłam, przynajmniej na tyle, że całkowicie straciłam chęć interesowania się polityką, ale tak między wierszami czytałam, że znów wiele się dzieje w Polsce. A niech się dzieje, może gdy całkowicie już do zdrowia dojdę, znów powrócę do tego tematu, chociaż po co znów mam się zacząć denerwować? Życie bez polityki jest o wiele spokojniejsze, niech inni, przynajmniej na razie tym się denerwują.
Ja mam teraz inne sprawy na głowie.
A propos tej nowej pidżamki, jest fajna, ale w rozmiarze XL, wie się bałam, czy nie będzie za mała. Oczywiście, że była akuratna, ciągle nie mogę się przyzwyczaić, że teraz XL to dla mnie jest dobry rozmiar. No bo to jest trochę dziwne, kiedyś rozmiar XXXL bywał za mały, a teraz tych X-ów jest zdecydowanie mniej.

No to wstał nowy poniedziałek, nowy tydzień, co nam on przyniesie???? Mam nadzieję, że będzie dla mnie co najmniej  dobry, jak nie wprost znakomity.
A tego wszystkim Wam życzę nie tylko na poniedziałek, ale i na cały nadchodzący tydzień

ocieranie się o starość

 

Taki pobyt na internistycznym oddziele szpitalnym jest dobrą nauką pokory dla życia.
Tamte oddziały, na których przedtem bywałam nie miały takiego przekroju ludzi po prostu starych, z wszystkimi cechami tej starości, zdziecinnienie, brak pamięci (co może jeszcze nie jest takie straszne), ale najgorsze są te wymyślania rzeczy zupełnie niezaistniałych.
Sama  zastanawiam się, czy ja już tez taka jestem? Może jednak jeszcze nie, ale im dłużej będę tu przebywała tym więcej będę „czerpać” takich rewelacji. Nie, marzę już stąd wyjść jak najszybciej i do normalnego życia powrócić.
Wczoraj dostałam już świeżą porcję krwi, czy ja iem czy już zadziałała Na razie byłam wczoraj z Magdą na krótkim spacerku po szpitalnych  korytarzach.
W naszej sali ciągle jest ta duchota szpitalna. Mały spacerek dobrze mi zrobił, lepiej mi się spało, chociaż nie mogę powiedzieć, że  cierpię na brak snu. Ale to jest chyba objaw osłabienia, na pewno będzie lepiej, byle tylko stąd jak najszybciej uciec. Poczekam na wyniki badań, które albo dziś, albo jutro mi przeprowadzą i myślę, że około wtorku,środy będę już w domku, co daj panie Boże amen.
Bo za oknem tak pięknie wiosna się rozrasta,  a ja  czas tu „marnotrawię” pośród nocnych jęków, odgłosu wózków  itp. koszmar.
Ale dobrze, że mam tu przynajmniej kontakt z normalnym światem poprzez mój ukochany laptop, oczywiście nie zapominając o tych, którzy mnie tu licznie odwiedzają I całe szczęście, bo inaczej można by to tu zwariować !!!
Ale jedno, co muszę przyznać, to personel jest tutaj wspaniały i bardzo serdeczny  dla tych biednych pacjentów, chociaż na pewno bardzo trudno jest opiekować się osobami nieporadnymi, nie mogącymi sami poradzić sobie na przykład  z toaletą. Podziwiam panie, które bez żadnego skrzywienia zmieniają pampersy, podmywają chorych i w dodatku zawsze dla nich mają jakieś dobre słowo. To jest naprawdę sztuka.Jestem pełna uznania!!!
I to już koniec wpisu na dzisiaj, może jutro znów będzie lepiej, na tyle, że okaże się, że już nie potrzebuję następnego przetaczania krwi, może ta jedna dawka, którą dostałam wczoraj wystarczy????

Życzę przyjemnej niedzieli wszystkim

dzień ne podobny do dnia

 

 

I wcale nie przypuszczałam, ze znów w szpitalu wyląduję, tym razem dobrała się do mnie anemia i „rzuciła mnie na podłogę”
No oczywiście w przenośni, bo na szczęście nie zemdlałam, ale jestem słaba  Za to całkiem dobrze mi się śpi
Warunki nie sa taksie luksusowe jak w szpitalu poprzednim, to raczej siermiężny szpital z czasów socjalizmu, co prawda pokoje 4 osobowe, ale jedna łazienka i jedna ubikacja na całe pół piętra. Ale w holu automaty na kawę i jakieś tam słodycze są, a jakże Czasami widać nawet zagląda tutaj normalność, tylko, że ceny…. lepiej w tej machinie jednak nie kupować, bo za 4 zł za kawę to lekka przesada?
A co ze mną? Ano nic, we łbie mi się zatacza, czuję się, jakbym wypiła małe co nieco. Oczywiście kłuto mnie już kilkakrotnie, miałam już podłączoną kroplówkę i za niedługo będą mi przetaczali krew.
A potem będę już całkiem zdrowa i znów będę długie posty pisała.
Na razie idę dalej pochorować sobie troszkę, pozdrawiam

Róża dla Uli

Czy dzisiaj znowu jest może  środa??
Nie!  Przecież dzisiaj jest piątek, ale za to  mamy przed sobą bardzo ciekawy dzień, albowiem  dzisiaj  jest

PRIMA APRILIS, PRIMA APRILIS, NIE WIERZ NIKOMU, BO SIĘ POMYLISZ!!!!!

I to w pierwszej kolejności Ulce chcę dzisiaj zrobić psikusa i zamieścić Jej „środową” różyczkę.
Oczywiście w następną środę też róża obowiązkowo dla Uli będzie w blogu załączona, ale mam nadzieję, że ta dzisiejsza też  Ciebie Ulu ucieszy i w głos się z mojego figla roześmiejesz.
Pozdrawiam Cię primo-aprilis-owo Uleńko i wszystkie promyczki, nie, nie te rentgenowskie, ale te  słoneczne, zgodnie z Twoją prośbą  podsyłam Ci do Poznania, wraz z  licznymi całuskami.

A czy już wiecie, że z dniem 1 kwietnia, tego oczywiście roku Pańskiego 2016, Jarosław Kaczyński przeszedł na zasłużoną emeryturę ?
W odprawie emerytalnej dostał nowe, ciepłe bamboszki, aby mu nóżki, gdy będzie na fotelu bujanym siedział,  nie marzły,  a także olbrzymi, ciepły pled w kratkę, by się miał czym  w chwilach rozmyślań nad swoim smutnym losem emeryta  otulić i….jeszcze jednego kota, żeby mu się w tym wolnym czasie za bardzo nie nudziło. W pakiecie dostał też darmowe wizyty u psychologa, który z nim ma omawiać problem: czym właściwie ma  się zajmować w czasie wolnym od polityki, a także przydzielono mu osobę przysposabiającą go do samodzielnego życia, w tym obsługi konta, robieniu zakupów i innych codziennych czynności, których do tej pory wykonywać samodzielnie nie musiał.

W związku z powyższą decyzją prezesa, w PIS nastąpiła całkowita dezinformacja i panika i partia ta postanowiła samowolnie i dobrowolnie poddać swój rząd do dymisji.
Wszyscy ministrowie oddali już swoje teki, a pani Szydło wlazła z powrotem do worka i nie chce teraz z niego wyjść, gdyż boi się Trybunału Stanu. Na wszelki wypadek pooddawała już do depozytu bankowego wszystkie swoje droższe broszki, żeby nie uległy potem przypadkiem konfiskacie.
W najbliższych  dniach mają być przeprowadzone następne wybory, w których PIS nie będzie już brał udziału.
Oczywiście Andrzej Duda również zdecydował się zrezygnować z pełnienia funkcji prezydenta Polski, wystosował już odpowiednie pismo do obecnego jeszcze Sejmu, zrzekając się praw do ewentualnej reelekcji na to stanowisko. Wszystkie kuferki z Pałacu Prezydenckiego zostały już wywiezione do Krakowa, a para prezydencka najpóźniej jutro popołudniu opuści pałac. Do czasu wyboru nowego prezydenta, funkcję tę będzie prowadził poprzedni prezydent, Bronisław Komorowski.
Również Jacek Kurski zrezygnował z pełnienia funkcji prezesa TVP i na to miejsce został już powołany nowy prezes , Tomasz Lis..
Pani Danuta Holecka przestała być już naczelną dziennikarką TVP i  dostała już  angaż w nowej telewizji, będzie teraz pracowała jako…babcia klozetowa, a w okresie zimowym będzie również obsługiwała szatnię.
Dotychczasowi reżimowi dziennikarze PIS-u dostali posady ogrodnika, względnie monterów samochodowych, po uprzednich przeprowadzonych testach, czy na te stanowiska się nadają. Jako ogrodnicy będą mieli  świetną okazję wykazać swój kunszt w przesadzaniu, jako monterzy będą kłaść główny nacisk na sprawdzaniu stanu ogumienia powierzonych im samochodom, obsługą pozostałych ważnych elementów samochodowych zajmować się będą specjaliści w tej dziedzinie, którzy dotąd pełnili ważniejsze funkcje partyjne, czyli tak zwani byli ludzie, na byłych stanowiskach.
A co z Trybunałem Konstytucyjnym? Nadal pozostaje pod dozorem obecnego  prezesa pana Andrzeja  Rzeplińskiego, aż  do czasu wyboru nowego prezesa, ale wszystkie ustawy, które były po przeprowadzane w czasie nocnych zmian jeszcze obecnego, a już niebawem byłego rządu,  zostały unieważnione.
No i jeszcze jedno, partie PIS i Kukiz-15 zostały zdelegalizowane, jakie wrogie dla Racji Stanu Rzeczpospolitej Polski.
Będzie więc nieco inaczej niż teraz, z tym, że na razie PO pełni tylko obowiązki rządzących, bez prawa przeprowadzania żadnych reform, ustaw itp, do czasu, gdy się ukonstytuuje całkiem nowy rząd, z nowym premierem.
Trochę to  potrwa, gdyż każdy kandydat startujący do wyborów parlamentarnych będzie musiał obowiązkowo przechodzić badania psychiatryczne i psychologiczne, dopiero pozytywny ich wynik pozwoli umieść kandydata na liście wyborczej. Ale ponieważ obecna sytuacja polityczna  na świecie wymaga natychmiastowej obsady rządu, gdyż państwo musi mieć opanowane stery rządzenia, weryfikacja kandydatów i wybory muszą odbyć się w przeciągu najbliższych dwóch tygodni.
Lista wyborcza podzielona będzie na dwie grupy przyszłych parlamentarzystów, na tej pierwszej, zasadniczej, będą umieszczani kandydaci w wieku 25 do 50 lat, czyli Ci z prawami do przeprowadzania  zmian ustrojowych, a na drugiej liście będą wyszczególnione nazwiska kandydatów na posłów , w wieku 51- 70, tylko z głosem  doradczymi, ich opinie będą brane pod uwagę, ale nie będą miały bezpośredniego wpływu na przeprowadzanie ustaw sejmowych.
Ale wraca stare – w nowym wydaniu, cieszycie się?

A jakie będą  dalsze losy Macierewicza? Otóż zostanie on samodzielnym pilotem samolotowym, ze specjalnością  obsługi samolotów – bombowców 🙂

Chyba jednak fantazja trochę mnie poniosła, co? A może to nie fantazja, ale przeczucie???
W każdym bądź razie, tak, czy siak, mamy dzisiaj 1 kwietnia, czyli Dzień Zwodziciela i tego na razie się trzymajmy.

A tak na serio, wczoraj był naprawdę prawdziwie cieplutki dzień, bez cienia wiatru, czy deszczu, chociaż wczesnym porankiem wcale się tak pięknie nie zapowiadało.
Promyczków słonecznych było tak wiele, że mimo, że na specjalne życzenie Uli podesłałam większą ich ilość do Poznania i tak sporo  u nas w Krakowie ich pozostało.
Dzisiaj mam zaplanowaną wizytę w przychodni i wykonanie wszystkich możliwych badań krwi, bo fakt, że trochę mi się ostatnio zbyt często w główce zawraca, a w dodatku wszyscy mówią, że jestem blada jak ściana i mam podkrążone oczy.
Nie rozumiem czemu, przecież jem tych witamin w tabletkach i we warzywach i owocach chyba w wystarczającej ilości. A może to tak wiosna na mnie działa?
Ale niebawem się przekonam, jaki jest powód mojego zamętu w głowie. Dzisiaj robię badania, w poniedziałek już będę miała wyniki i będzie wszystko wyjaśnione.

To już by było chyba tyle na dzisiaj, pozwólcie, że mój blog dzisiaj zakończę krótką rymowanką:

Nie bądźcie dziś Kochani naiwni jak  dziecię
Bo jak wszystkim wiadomo, mamy  pierwszy kwiecień.
Będą Was nabierać bardzo różne ludy
Lecz nie każdy uwierzy w głoszone te cudy
Bo kto nie chce być wzorcem przodka homo habilis
Głośno będzie dziś krzyczał: przecież PRIMA APRILIS !!!!!!

P.S. skromnie dodam tylko, że ta rymowanka jest moim własnym  wytworem i to wcale nie jest primaaprilisowy żart.