słoneczny piątek

 

 

 

Wstał piękny, słoneczny dzień – piątek. Mam nadzieję, że będzie on cieplejszy niż wczorajszy, gdy dokuczał dosyć chłodny wiaterek.
Dzisiaj popołudniu idę wraz z Zojką na zakupy – konkretnie idę kupić bransoletkę na niedzielne urodziny Poli. Ciekawe, czy znajdziemy coś ładnego. Ale myślę, że tak, bo idziemy do dosyć ekskluzywnego butiku Lilou. A kto może lepiej wiedzieć, co się Poli spodoba, niż jej własna siostra.
Dlatego z całą odpowiedzialnością na gust Zojki się zdaję.
Oczywiście wybór jest olbrzymi, od zwyczajnych posrebrzanych bransoletek na sznurku, aż po te srebrne i złote, równolegle do nich cena też jest odpowiednia wykalkulowana, ale przecież wiadomo, że nie kupię tej najdroższej, ani nawet tej bardzo drogiej, ale jakąś pamiątkę od Cioci Ewy musi Pola mieć. Jak osiemnastka, to osiemnastka. Zresztą chyba nie cena odgrywa tutaj największą rolę, tylko to, czy prezent się spodoba, a mam nadzieję, że wraz z Zojką coś sensownego znajdziemy. To jednak był mój wspaniały pomysł, że zatelefonowałam do Zojki, bo tak nadal miałabym problem z tym, co Poli kupić.
No i oczywiscie przy okazji odwiedzę sobie Rynek Główny w Krakowie (butik jest opodal, na ul św Tomasza), zobaczę ile się zmieniło, gdy mnie tam nie było (rym niezamierzony ).  No nie, aż tak dużo czasu wcale od mojej ostatniej wizyty na Rynku nie minęło. Ale gdy tam byłam jakieś 2- 3 tygodnie temu, akurat była okropna, deszczowa pogoda, więc tylko migiem przez niego przemknęłam. A dzisiaj może nawet uda mi się przysiąść na chwilkę w kafejce na kawusi, pooglądam przechodzących ludzi i…. no tak, oczywiście połapię parę Pokemonów. Zauważyłam bowiem, że w różnych rejonach miasta, prócz tych tak zwanych stałych Pokemonów, zaglądają czasami jakieś „dziwaki”, które w innych miejscach nie występują. Będę miała okazję sprawdzić, co nowego w tej okolicy z Pokemonów się kręci.
A z ciekawostek „rynkowych” – otwarli niedawno (chyba kilka miesięcy temu) właśnie na Rynku Muzeum Figur Woskowych. Bardzo jestem ciekawa, jak nasz krakowski oddział Figur Woskowych działa, przypuszczam, że nie jest tak okazały, jak na przykład w Londynie, czy w Paryżu (zresztą obie galerie wiele lat temu w obu tych miastach zwiedzałam), szczególnie, że umieszczony jest on w miejscu po byłej księgarni, więc pewnie zbyt rozległy nie jest.
Musze się kiedyś tam wybrać, ale raczej nie dzisiaj, chociaż kto wie……. Jednak przyjemniej byłoby połazić po tym Muzeum z kimś znajomym.
Ale czuję, że i tak byłabym bardzo rozczarowana. Wspominam to Muzeum Madame Tussauds w Londynie, gdzie prócz figur znanych celebrytów były sale powiązane z różnymi dziedzinami życia, a na mnie jednak największe wrażenie wywarła sala tortur. którym poddawane były osoby oskarżane o czary, czy o zdradę państwa. Brrr, były tak realne, że czasami wydawało się nawet, że słychać  ich jęki i wrzaski.
Na zwiedzanie Muzeum Tuusaud trzeba było poświęcić jednak kilka godzin, żeby dokładnie pooglądać i podziwiać kunszt wykonania tych figur z wosku, które były łudząco podobne do żyjących, lub już nie żyjących ich oryginałów, dopiero dotykając eksponaty można było się przekonać, że nie są to jednak osoby żywe.
Przez okno i otwarte drzwi widziałam te postacie, które są w naszym krakowskim muzeum, ale nie wiem, czy są one tak doskonałe, jak tamte z Londynu, czy z Paryża.
Ale trzeba przyznać, że olbrzymie wrażenie na zwiedzających pozostawiają.

Nie pozostaje mi więc nic innego, jak życzyć wszystkim przyjemnego i ciepłego dnia i wspaniałego weekendowego odpoczynku