jaką właściwie mamy porę roku ????

 

Taki słoń z zadartą trąbą przytuptał wczoraj do mojego domku.
Trąba zadarta do góry  ma zapewnić mi pełnię szczęścia.
Taki właśnie piękny prezent urodzinowy dostałam wczoraj od Eli i Maćka. Słoń zajął już poczesne miejsce i teraz dumnie na mnie spogląda i przesyła mi same szczęśliwe fluidy 🙂
No, ale zacznijmy od początku.
Ponieważ spodziewałam się gości, postanowiłam, że skoczę kupić jakieś słodkości i…jak zwykle przekombinowałam.
Zamiast iść do pobliskiego Buczka wymyśliłam sobie, że na pewno w niedzielę jest on zamknięty, a przy okazji miałam możliwość sprawdzenie nowo otwartej cukierni na ul Lea. Bardzo się rozczarowałam, ciastka są tam tak piekielnie drogie, że wydaje mi się, że nie utrzymają się za długo w swoim handlowym zamierzeniu, zwłaszcza, że ta cukiernia jest całkiem na uboczu i raczej na liczną klientelę nie ma co liczyć. No, ale skoro właściciel od razu chce  się najeść sporą chochlą, a nie malutką łyżeczką…….może doczekać się opłakanych skutków.
Nie ważne, nie mój cyrk, nie moje małpy, niech robi sobie co chce.
Ponieważ pobliska inna cukiernia była zamknięta postanowiłam wsiąść w autobus i przejechać się te dwa przystanki pod Cracovię, która z pysznych ciastek zawsze słynęła. Co postanowiłam, to uczyniłam i….wylądowałam w „mojej” starej okolicy, ale nie powiem, żebym jakoś specjalnie z tego powodu cierpiała, podeszłam do tematu całkiem spokojnie, czyli nie patrząc na znajomą mi ul Smoleńsk skierowałam się do cukierni, w której niestety też nie było jakiegoś specjalnego wyboru. Wybrałam szarlotkę, już poporcjowaną i znów mijając znajome mi okolice poszłam do autobusu, którym podjechałam już prawie pod sam mój dom, no prawie że, bo od domu dzieliło mnie tylko pół ulicy,   właśnie w okolicę cukierni Buczka, który okazało się jednak, ze jest czynny, po co więc tyle  dziwnych kombinacji dokonywałam – nie mam pojęcia. Nagle….zrobiło się ciemno i zaczął sypać śnieg.
Dziwne to było, bo gdy jakąś niecałą godzinę wcześniej wychodziłam z domu, świeciło piękne słońce, a w Parku, jak to zwykle w niedzielę w nim  bywa, rycerze dzielnie na szpady walczyli.
No tak, pomyślałam sobie, wyszłam z domu wiosną, a wróciłam zimą, taki dziwny jest ten kwiecień plecień.
Goście przyszli dopiero koło 18 – stej, była Ela z Maćkiem, a potem doszli jeszcze Diana z Ksawerym, piliśmy kawę i rozmawialiśmy, wspominając fajne stare dzieje. Oczywiście Ela, Maciek i ja dzielnie trzymaliśmy się diety, to znaczy nie jedliśmy szarlotki, więc po jednym  kawałku tylko zjedli  ją Diana i Ksawery, a ponieważ pozostało jej jeszcze kilka kawałków zapakowałam je Ksawerowi do siatki z poleceniem: zabierz, żeby mnie nie kusiło.
Udało mi się, pokonałam swoje łakomstwo, z czego jestem niezwykle dumna. Ale kusiły okrutnie!!!!!
Musze teraz ponieść karę za to, że wcześniej  troszkę sobie pofolgowałam, nie ma zmiłuj się, te 4-5 kg muszę stracić, choćbym miała pozostać na tym białym serze i na rzodkiewkach. Przyznam, że na razie jest mi nieco trudno, bo chyba już mój żołądek zdążył się przyzwyczaić do nieco większych porcji, teraz musi po prostu wrócić do swoich wcześniejszych rozmiarów. Nie po to tyle przechodziłam ciężkich chwil przy i po operacji, żeby teraz wszystko to zaprzepaścić. DAM RADĘ, a nagrodą niech będzie nowa sukienka, którą już zdążyłam zamówić i to w dodatku zrobiłam to w odpowiednim czasie, bo akurat dostałam upustowy bon z okazji moich urodzin z firmy Bonprix, w której zamówiłam ową sukienkę.
Mam nadzieję, że tym razem będzie dobra, bo po pierwsze zamówiłam ją większa o jeden numer, po drugie jest nieco inaczej uszyta, nie jest taka wąska na brzuchu, no i po trzecie, najważniejsze, wciąż mam nadzieję, że jednak trochę tego tłuszczyku na brzuchu jednak się pozbędę OBY!!!!

Przeczytałam wczoraj w gazeta.pl „rewelacyjną” wiadomość  : otóż : Resort Macierewicza zamawia 1200 pluszowych misiów. I ma bardzo konkretne wymagania. Misie mają być pluszowe, 600 sztuk w kolorze miodu, 600 brązowych. Pluszaki mają mierzyć ok. 30 cm i być odziane w wojskowe mundury z flagą polską na ramieniu, a na głowie mieć berety w kolorze zielonym, z orzełkiem, na plecach zaś wydrukowany napis „Wojsko Polskie”
Co ważne, misie muszą być „kształtne, o miłej aparycji i proporcjonalnej budowie”.
W jakim kraju ja żyję??? Niech mnie ktoś uszczypnie i powie, że to nie jest prawda.
Jak można upodlać tak Wojsko Polskie, jak można narażać  je na utratę powagi, która mu się należy.?????
Widać, że w Pisie wszystkie chwyty są dozwolone, nawet te najbardziej absurdalne, które nawet by mistrzowi Barei do głowy nawet nie przyszły ani na jeden moment, by je potem wykorzystać do swoich komedii.
Czy naprawdę ciemny lud jest na tyle ciemny, że nie widzi, że PIS robi z Polski pośmiewisko?????
Czy to ma oznaczać hołd złożony Miśkowi – Misiewiczowi z podziękowaniem i przeprosinami zarazem za utracone intratne stanowisko????
I niech mi koleżanka (ona dobrze wie, o kim piszę) nie mówi, że jestem stronnicza.
Resztę pozostawiam milczeniem.

Jeszcze ciekawą jedną informację przeczytałam wczoraj tym razem na Onecie i na szczęście nie była ona wcale polityczna. To jest dowód na to, że nie tylko polityka ogarnia mój mózg.
Informacja dotyczyła katastrofy Titanica, który rzekomo zatonął 10 kwietnia 1912 roku po zderzeniu z góra lodową.
Otóż wyjaśnieniem tej zagadkowej tragedii zajmował się pewien Irlandczyk, Senan Molony.
Molony poświęcił ponad 30 lat życia na badanie sprawy zatonięcia Titanica i doszedł do zaskakujących wniosków, które potwierdzili także inni eksperci. Ich zdaniem tragedię, w której zginęło ponad 1500 osób wywołał nie lód, a… ogień. Badacze spierali się jednak na temat tego, na którym etapie rejsu wybuchł pożar.

Zdaniem Molony’ego doszło do niego jeszcze przed wypłynięciem liniowca z portu. Co więcej, przynajmniej część załogi statku zdawała sobie sprawę z tego, że w przedniej części kadłuba rozprzestrzenia się ogień, jednak postanowili nie odwoływać rejsu. Dlaczego? Ze względu na to, że start był już dwukrotnie przesuwany i wszyscy zaczynali się niecierpliwić. Teorię Molony’ego potwierdzać mają zdjęcia Titanica jeszcze ze stoczni w Belfaście, na których widać coś, co może być osmaleniem w miejscu, gdzie statek trawił już ogień. Co więcej, dokładnie ten fragment liniowca zderzył się później z górą lodową. Czy ogień sprawił więc, że niezatapialny tytan uległ zniszczeniu?

Dziennikarze z „Independent” przywołują wypowiedzi ekspertów, z których wynika, że pożar wybuchł w składzie opału znajdującym się za kotłownią statku. Jego gaszeniem zajmowało się 12 mężczyzn, jednak nie udało im się stłumić ognia. Prezes firmy, która zbudowała Titanica nakazał oficerom znajdującym się na pokładzie, by nie informowali o pożarze żadnego z pasażerów. Senan Molony twierdził nawet, że w porcie w Southampton liniowiec został odwrócony tak, by osoby wchodzące na jego pokład nie mogły zauważyć czarnych śladów na kadłubie.

Wokół zatonięcia Titanica krąży więcej teorii. Jedną z nich jest ta, według której liniowiec wcale nie zatonął. Jak to możliwe? Robin Gardiner, który rozpropagował tę koncepcję w 1998 roku zasugerował, że przed dziewiczym rejsem doszło do zamiany dwóch liniowców należących do tej samej firmy. Zamiast Titanica do Nowego Jorku wypłynął Olympic, który następnie został celowo zatopiony. Po co? Podobno chodzić miało o oszustwo ubezpieczeniowe, czyli wielkie korzyści finansowe dla firmy.

Góra lodowa, ogień czy celowe działanie ludzi? Ku której teorii wy się skłaniacie?
Sprawa jest niezwykle intrygująca, obalająca pierwszą oficjalną wersję i mogła rzeczywiście być prawdą, a nie fantazją, jeżeli patrzymy na nią przez pryzmat olbrzymich pieniędzy włożonej w tę inwestycje i możliwości otrzymania potem pokaźnego odszkodowania od firmy ubezpieczającej.
Osobiście nie wierzę, żeby specjalnie, tylko  w celach odzyskania sporej fortuny   statek został zatopiony, ale jednak skłaniam się do teorii, że mogło być tak, że nie do końca tragedia była wyjaśniona, możliwe jest, że sprawy finansowe odgrywały tutaj olbrzymią rolę.
Ale katastrofa ta była przecież ponad 100 lat temu, zginęło wtedy mnóstwo ludzi, ale nie da się już czasu odwrócić. I tak gdyby nawet wtedy nie doszło do tej tragedii, nikt z jej uczestników obecnie już by nie żył, pozostają tylko domysły…..

A pogoda ?  Dzisiaj też temperatura niezbyt, negatywnie na mnie działa. Co prawda było przez moment słoneczko, ale… temperatura niziutka.
W dodatku wciąż ciemne chmury straszą, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby znów nie spadł śnieg.
Czasami mam takie wrażenie, że w Polce już zawsze będzie królowała zima, z małymi przerwami na jesienne dni, o wiośnie i o lecie powinniśmy zapomnieć.
A może jednak aż tak źle nie będzie?
Pozdrawiam wszystkich w poniedziałkowy dzień, który jak wiadomo sam od siebie jest „szewski”, a  w dodatku przy takiej pogodzie……



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s