Róża na czasie

 

Dzisiejsza moja środowa róża dla Uleczki upodobniła się do pogody, też łzy roni.
No cóż, taki mamy klimat, powtarzam po klasyku, a raczej po klasyczce 🙂
Ciekawa jestem, jak masz się po tej całkiem zimowej Wielkanocy.
Ja już wczoraj powróciłam do domku i…zapomniałam, że były święta, wracać trzeba do rzeczywistości.
Zastanawiam się, jak sobie dajesz radę bez tych wspaniałych wiosennych spacerków,  bo pogoda nie za bardzo jest odpowiednia do biegania z kijkami, ale znając Ciebie, na pewno dobrze się dostosowałaś, to znaczy cieplutko  się obrałaś i…na Ciebie przecież nie ma mocnych, byle śnieg, byle deszcz nie za bardzo Ci przeszkadzają. Byle do prawdziwej wiosny Uleczko, w końcu tego ciepełka się doczekamy.
Przesyłam buziaczki 

 

Z wielką przyjemnością obserwuję sobie bocianie szczęście w Przygodzicach. Ale tam kwitnie prawdziwa miłość. Gdy pan bociek powraca po dłuższym żerowisku do gniazda, radość wielka w postaci tańców, kłaniania się głowami i wesołego klekotania nie ma końca. Gdy samica siedzi na jajkach samiec przykuca obok niej i pieszczotliwie czochra jej piórka, gdy ona leci na żerowisko, tata bocian pieczołowicie opiekuje się jajeczkami, wysiaduje je, co chwilę zagarniając pod swój brzuch nowe kłosy sianka i upycha je tak dokładnie, jakby chciał zabezpieczyć jajeczka przed chłodem.
Na małe bocianki musimy jeszcze troszkę poczekać, pewnie będą się kluły dopiero miedzy 7 – 14 maja, bo okres lęgowy u bocianów trwa 33 dni, a pierwsze jajko zostało złożone 9 kwietnia.
Ale łatwo na pewno nie będzie, bo aura, jak widać, nie sprzyja tym sympatycznym ptakom, ale ta rodzinka jest wyjątkowo troskliwa i mam nadzieję, że doskonale wychowa wszystkich 5 bocianków, które powinny wykluć się ze złożonych w gnieździe jajeczek
Tylko, czy ta zima musiała się jednak powrócić?
Wyobrażam sobie taką rozmowie w bocianim gnieździe:

 

 

 

Ale i dla ludzi też nawracająca zima nie jest łaskawa.

Setki połamanych drzew i uszkodzone linie energetyczne to skutki silnego wiatru i opadów śniegu. Od wczoraj w całym kraju strażacy interweniowali blisko 540 razy – poinformowała dziś straż pożarna. Ponad 132 tys. odbiorców nie ma prądu – podało Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.
No masz, a tak cieszyliśmy się piękną wiosną…za wcześnie kwiatku, za wcześnie…….

Dzisiaj znów mocno polityczny dzień, dzisiaj premier Donald Tusk stanie przed prokuraturą, aby złożyć zeznanie w sprawie współpracy Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. 
Przed wyjazdem Donalda Tuska z Sopotu, gdzie przebywał na świętach do Warszawy, gdzie będzie zeznawał Tusk powiedział:
Byłbym wyjątkiem, gdybym uznał, że prokuratura jest neutralna i bez politycznego nastawienia. To element politycznej nagonki. To są zawsze przykre sytuacje, choć mi brak doświadczeń w tej kwestii. Trudno mi nie mieć wrażenia, że sprawa ma jednoznaczny kontekst polityczny, dlatego może być trudniejsza niż rutynowe działania w tej sprawie. A prokurator już wyciąga i inne zarzuty wobec byłego premiera, muszą go koniecznie chociaż upokorzyć, gdyby nie udało się jednak prawdziwych zarzutów postawić, zemsta musi się dokonać, nawet wbrew logice.
Przykra to sprawa, gdy nienawiść zasłania oczy i każe politycznie za niepopełnione czyny, na pewno Polsce splendoru taki proces nie przyniesie. Po prostu Kaczyński coraz bardziej pokazuje światu, że jest bezwzględnym satrapą, a jedyny powód takiego zachowania jest nienawiść i chęć zemsty nie tylko za śmierć swojego brata, ale także za wszystkie niepowodzenia, które dotychczas dzięki Tuskowi poniósł.
Jest takie powiedzenia, gdy chce się kogoś uderzyć, kij zawsze się znajdzie, ale Kaczyński zapomina o jeszcze jednym powiedzeniu: każdy kij ma dwa końce. I oby wkrótce o tym się przekonał!!!!
Dzisiaj na Dworcu w Warszawie oczekiwali na premiera Tuska jego liczni zwolennicy, aby dodać mu otuchy, pokazać, że są razem z nim i popierają jego politykę.
Ja tam też  byłam dziś, tylko że  duchem, z nadzieją, że wszystkie pisowskie szubrawstwa wreszcie kiedyś upadną, a sprawiedliwość, która zwycięży, będzie tą prawdziwą, a nie pisią, oszukańczą, działającą tylko z nazwy, a nie mającą nic z prawdziwa sprawiedliwością wspólnego.
I najwyższy czas, żeby wszyscy Polacy w końcu zrozumieli to, że i prawo i sprawiedliwość z nazwa tej partii nic wspólnego nie mają, to zwykle oszustwo!!!!!
Już raz Kaczyński ośmieszył się przed światem przy zawetowaniu ponownego wyboru Tuska na prezydenta Unii, teraz znów się ośmieszy, tylko przy okazji pociągnie za sobą dobre imię Polski. Żałosne to!!!!

Życzę wszystkim przyjemnej środy, co prawda jeszcze w zimowym nastroju, ale…….najważniejsze na duchu nie upadać



Święta, Święta i po świętach……czyli znowu w domku

 

 

Rano dzisiaj obudził mnie……. śnieg.Dziwne nieprawdaż? Śnieg w połowie kwietnia????
Gdy czytałam, lub słuchałam prognoz pogody, mówiącej o tym, że zima powraca, uznałam to za dobry (a raczej niedobry) żart.
Ale z zimą żartów jak widać nie ma.
Co prawda w nocy, gdy wyszłam przed dom na papieroska (coś nie najlepiej jednak w tej Modlnicy śpię) śniegu jeszcze nie było,  padał za to spory deszcz.
Pod drzwiami stał okropnie mokry kot, był przemoczony do suchej nitki, więc wpuściłam go do domu, a on z wdzięczności tam i z powrotem ocierał się tą mokrą sierścią i jeszcze bardziej mokrym ogonem o moje nogi, nie powiem, żebym doznawała pozytywnych uczuć, o ten dotyk mokrego i zmarzniętego kota do przyjemnych raczej nie należał, zwłaszcza gdy wyskoczyło się spod ciepłej kołderki. Zamknęłam mu więc drzwi do pokoju, w którym spałam przed nosem i powiedziałam: radź sobie kocie sam, ciesz się, że już masz i ciepło i sucho, a zawsze jakiś przytulny fotelik sobie znajdziesz. Oczywiście włączyłam sobie mojego „usypiacza”, czyli serial Rodzina Zastępcza i jeszcze uderzyłam troszkę w kimono
 Rano, po wypitej wspaniałej ekspresowej kawusi Magda odwiozła mnie do mojego mieszkania, ucieszyłam się, że nareszcie jestem u siebie, bo wszędzie dobrze (no prawie wszędzie), ale jednak we własnym domku jest najlepiej pod słońcem, nawet gdy słonka  nie ma, a za oknem pada śnieg.
Ale narzekać nie mogę, nie powinnam, nie wypada, bo jednak święta u Magdy zrobione były z prawdziwym rozmachem. Zwłaszcza w pierwszy dzień świąt było ogromnie gwarno, bo tyle ludzi naraz się zeszło, tyle dzieciaczków dokazywało, rejwach był taki (od czego już nieco się odzwyczaiłam), że czasami nie słyszałam własnych myśli. Nie szkodzi, było wesoło, a na samotność i ciszę  mam jeszcze czas przez pozostałe dni roku, co już doznaję na przykład dzisiaj.
W drugi dzień świąt nieco „brzuszkowo” zaniemogłam, więc nie poszłam z rodzinką Magdy i Jacka na proszony obiad do siostry Jacka, ale spędziłam całkiem miło ten czas w cichości  i w spokoju, w towarzystwie dwóch zwierzątek Kici i psa Czako. Miło było. Zresztą Rodzinka nie siedziała w gościnie zbyt długo i już o 17 znów się Modlnica zaludniła.
Ot i takie są moje poświąteczne wspomnienia. Oczywiście przez te trzy dni odwykłam od oglądania telewizora i od gry w Pokemony (tam jakoś żaden potworek zabłądzić nie chce), ale taki oddech wyszedł mi tylko na dobre.
Jak pisałam, miałam troszkę kłopotów z internetem, ale okazało się, że wystarczyło tylko przeskanować laptop programem Malware i już wszystko działało jak z płatka.
Szkoda, że nie zrobiłam tego wczoraj wcześniej, przed zamieszczeniem mojego wpisu w blogu, bo rzeczywiście kilkakrotnie wychodziłam z siebie i stawałam tuż obok, gdy napisałam kilka zdań, które natychmiast znikały. Jednak te niektóre złośliwe  wirusy potrafią nieźle namącić.
Ale dzisiaj dosiadłam już swojego stacjonarnego komputera i takich kłopotów na szczęście już nie mam.
Również i telewizor już jest włączony i będę  mogła dzisiaj oglądać swoje seriale do woli.
Czyli po prostu wszystko pomału powraca do normy, tylko ta pogoda……
Oj biedne te moje bocianki z Przygodzic, okropnie muszą marznąć, a tu mama bocianica musi cierpliwie jajeczka ogrzewać, nie ma zmiłuj się.
No i jeszcze jedno, czym właściwie nie powinnam się chwalić, ale….. będę mogła spokojnie otworzyć sobie w kuchni okno i spokojnie, bez wychodzenia na chłód i śnieg, zapalić sobie papieroska, ale ulga.
Nie ma jednak jak u siebie w domu, nikt ci uwagi nie zwraca, nic nie musisz, robisz to co chce.

LA VIE EST BELLE !!!!

A gdy jeszcze do nas prawdziwa  wiosna powróci będzie jeszcze piękniej.
No to czekamy na tę wiosną pełni nadziei, że święta majowe nie skończą się…..kuligiem. 🙂
Miłego wtorku

drugi dzień Świąt, czyli Lany Poniedziałek

 

Oj,przestrzegałam przecież, że Śmigus Dyngus dobry jest dla dzieci i młodzieży, a nie dla ludzi godnego wieku!!!!!!
Nie cierpię być polewana zimną wodą, można ewentualnie lekko skropić mnie dobrymi perfumami.
Że o?, że mam wygórowane wymagania? Może i tak, ale przecież jakby nie było jestem już tą seniorką rodu.
No i udało mi się, potraktowali mnie bardzo ulgowo, zostałam  tylko lekko pokropiona. I całe szczęście, bo i tk ju kicham, a gdybym jeszcze  dodatkowo zmokła…mogłoby się skończyć dla mnie tak, jak w dzisiejszym śnie, pobytem w szpitalu z zapaleniem płuc.
W dodatku jadąc na prześwietlenie klatki piersiowej okazało się, że podejrzewano mnie o guza w klatce piersiowej albo o stwardnienie rozsiane.
Tym bardziej się ucieszyłam, gdy rano obudziłam się jednak w Modlnicy, a nie w żadnym szpitalu.

Wczorajszy dzień był wręcz zimowy, co prawda śnieg padał w Zakopanem, a nie w Krakowie, ale ten mróz od Tatr do nas dopływał, nasilając się w dodatku nie  przyjemnym i nasilającym się wiatrem. Dzisiaj jest chłodno,ale nie wieje, tak więc na niewielki spacer można sobie pozwolić.

Nie da się dzisiaj robić wpisu, co najmniej 7 -8 razy zaczynałam od nowa wpis, mimo, że po każdym wpisanym zdaniu naciskałam zapisz.
Nie wiem, czy to wina serwera, czy mojego laptopa, ale ile razy można to samo pisać?
No to kończę wpis na dzisiaj, może jutro będzie lepiej?????

Jeszcze raz wszystkiego najlepszego życzę, świętujmy i radujmy się dzisiaj, bo jutro już…..idziemy do pracy.
WESOŁEGO ALLELUJA

A L L E L U J A

 

Oto wstał dziś dzień wspaniały, w którym każdy z nas się raduje ALLELUJA
Dziś zmartwychwstał Pan Prawdziwy A L L E L U J A

Z pięknie słonecznej, ale bardzo wietrznej i zimnej Modlnicy Wszem Wobec przesyłam serdeczne życzenia, aby ten miły, Rodzinny czas w miłej, radosnej  atmosferze.
Wczoraj wieczorem niebo było pięknie różowe, potem pokazały się na firmamencie gwiazdy, co wróżyło na dzisiaj   przepiękną pogodę
I rzeczywiście dzień wstał słoneczny, ale tak zimny, że raczej na spacery nie będzie można liczyć, szkoda, bo wiele osób pewno czekało na takie miłe rodzinne spędzanie wspólnego czasu nie tylko za stołem, ale również i na łonie natury.
Ale widać, że nie zawsze może być tak, jak to sobie człowiek zaplanuje.
Nawet wpisu dzisiejszego nie mogę porządnie zamieścić, bo co chwileę Error dzisiaj wyskakuje – Gazeta ma najwidoczniej świąteczne kłopoty.
Stół już pięknie ustrojony, same smakołyki już czekają na stole. Część Rodziny już przyjechała, czekamy jeszcze na pozostałych i zasiadamy do Wielkanocnego Śniadania.

WESOŁYCH ŚWIĄT

Wesołych Świąt

Dzisiaj mamy Wielką Sobotę, a więc już pora złożyć Wszystkim świąteczne życzenia.

Zdrowych, wesołych i szczęśliwych Świąt Wielkiej Nocy, miłego rodzinnego biesiadowania i spacerowania, Smacznego Jajeczka i bardzo mokrego Śmigusa- Dyngusa Wam życzę. Oczywiście nie myślę o deszczowej pogodzie (chociaż akurat taką w drugi dzień Świąt prognozują), ale o wesołym polewaniu (wcale tego nie lubię) No i przede wszystkim pogody ducha i sporo uśmiechów i życzliwości, tak mało nam okazywanej podczas codziennej krzątaniny, gdy nikt na to specjalnie nie ma za wiele czasu.
Bawcie się wesoło, cieszcie z pięknej pogody (!!!!) z wiosny i z możliwości, że macie koło siebie swoich Ukochanych Najbliższych.

W E S O Ł E G O        A L L E L U J A  !!!!!

Ja tradycyjnie na święta jadę do Modlnicy. Właśnie czekam, aż przyjedzie po mnie Magda, wsiadam w samochód i… jedziemy.
Po drodze trzeba jeszcze odwiedzić punkt Lotto, bo akurat spora kumulacja jest w te Sobotę, a nuż mi się uda???
Wczorajszy dzień spędziłam głównie w kuchni, krojenie sałatek to bardzo żmudna praca, szybko się nudzi, ale jak trzeba, to trzeba.
Zrobiłam oczywiscie tę Paschę, jestem ciekawa, czy mi się udała, to znaczy czy się „zsiądzie” Gdy była jeszcze w misie, smakowała wybornie, ale skoro tam tyle dobroci w nim było…… nie mogło być inaczej. Dobrze by było, by zrobił się z niej rodzaj torciku, który da się w całym kawałku przenieść na talerzyki, ale co najwyżej będziemy jeść je jako deser z miseczek, spożywany jako pudding. Taka moja inna tradycja – Pudding Paschalny !!!!! 🙂 🙂 :-). Przecież nie tylko wygląd jest najważniejszy, ważny jest przede wszystkim smak. Ale myślę, że aż tak źle to nie będzie.
Przeraża mnie jednak ten chłód za oknem, a ja już myślałam, że to będzie piękne wiosenne  świąteczne śniadanie wielkanocne na tarasie, niestety, jak zwykle pogoda figle płata.
Cóż, dzisiaj rozpisywać się nie będę, bo muszę jeszcze popakować kilka swoich „strojów” na świąteczny czas, popakować lekarstwa, laptop oczywiście, bo bez niego ani, ani, wszelkiego rodzaju ładowarki – ważne, by o niczym nie zapomnieć.
No więc jeszcze raz wszystkiego dobrego, odezwę się znów w moim blogu jutro z Modlnicy.

Dzisiaj Wielki Piątek

 

Dzień zadumy, dzień rozmyślań, dzień postanowień.
Czy naprawdę jestem dobrym człowiekiem?
Czy czasami złe myli, złe słowa nie są dominantem w moim życiu?
To jest taki jeden z najważniejszych dni w roku, pogranicze życia i śmierci dla każdego z nas, który w ferworze prac przedświątecznych chociaż na chwilkę może się zatrzymać i pomyśleć: co dalej? Którą mam iść drogą?
Nie jest to wcale łatwy dylemat, bo tyle pokus na naszej drodze codziennie staje, tyle przeciwności i nie zawsze potrafimy z nimi dać sobie radę.
Ale każdy z nas w chwili swoich narodzin dostaje swój krzyż, który musi nieść przez całe życie, mimo, że często jest to bardzo niewygodne, mimo, że często on nas uwiera. Czy warto więc tak się męczyć? Warto!!! bo właśnie w Wielki Piątek umierający za nas na Krzyżu Chrystus pokazuje nam, że nasze cierpienie będzie odkupione, w nagrodę otrzymamy życie wieczne.
Więc jeżeli jesteś człowiekiem wierzącym, wycisz się chociaż na chwilę, uspokój swoje stargane często nerwy, powściągnij swój rozum, swój język i przeproś Boga za wszystkie swoje nieprawości, przyrzeknij, że postarasz się coś zmienić w swoim życiu na lepsze, ale nie kiedyś tam, w nieokreślonym bliżej terminie, ale już dzisiaj, teraz, chociażby uśmiechem, czy dobrym słowem do bliskiej Ci osoby i słowami przepraszam, wybacz mi.
To niby tak nie wiele, a ile znaczy. I wiem, że nie jest to wcale czasami takie łatwe, bo jesteśmy tylko ludźmi niedoskonałymi,  uległymi  różnym uchybienia, ale może właśnie to dzisiaj jest ten dzień, który chociażby w minimalnym stopniu potrafi nas zbliżyć do umierającego na Krzyżu Jezusa, by za trzy dni wraz z nim czcić tryumf Jego zwycięstwa, które będzie poniekąd i naszym zwycięstwem.

Dzień 14 kwietnia jest ważnym dla mnie dniem, bo 2 lata temu, o tej porze leżałam na stole operacyjnym i poddawana byłam operacji bariatrycznej.
Dzisiaj też myślę o tamtym kwietniu, o moich obawach w związku z zabiegiem i o moich nadziejach, które w związku z nim ponosiłam.
I udało mi się, jeszcze raz mówię, że nie żałuję tej mojej decyzji, chociaż wczoraj wspominając ten dzień z Maćkiem mówił mi, że jednak było spore ryzyko związane z tą operacją, ponieważ właśnie bardzo często przy takiego typu zabiegach  dochodzi do zatorów.
Na szczęście mnie to nie spotkało i chociaż od ostatniej wagi małe „co nieco” mi przybyło, ale i tak nie ma porównania do wagi wyjściowej.
Nie, nie przybyło mi aż tak bardzo wiele, może tylko teraz powinnam bardziej uważać, aby jednak zapanować nad swoją wagą, nie pozwolić jej powrócić do starych wymiarów.

Wczorajszy dzień nie był jednak dla mnie najszczęśliwszy, ponieważ nie udało się pobrać mi krwi, była tak gęsta, że natychmiast robiły się skrzepy.
Po prostu za mało jednak wypiłam wody, zaraz po świętach pójdę raz jeszcze na badania, ale  dwa dni wcześniej będę musiała wypić  każdego dnia po całej butelce wody mineralnej, żeby się dobrze nawodnić. Jedynym rezultatem mojej wczorajszej wizyty w przychodni jest krwiak, który zrobił mi się na ręce, bo podczas pobierania krwi żyła sobie po prostu pękła.
Również i zakupy też nie były najszczęśliwsze, bo po pierwszego nie udało mi się kupić takiej wędliny, jaką zaplanowałam, a po drugie nie wiedzieć czemu nagle okazało się, że nie ma w sklepach fig, które chciałam użyć do mojej paschy, nawet V.I.P. szukał ich w Tesco i niestety tam tez były niedostępne.
Cóż, muszę się obejść bez fig, mam za to jeszcze i rodzynki i daktyle, skórkę pomarańczowa, orzechy, migdały, tak więc pascha na pewno nie straci wiele na smaku.
Ale jednak nie do końca pech mnie prześladował. Oczywiście Maciek wraz z Darką przyszli do mnie wczoraj wieczorem i okazało się, że na szczęście nie była to żadna potężna awaria piecyka, tylko przy sprzątaniu poprzedniego dnia została przesunięty  suwak przy piecyku dopuszczający gaz i w związku z tym zgasła świeczka w piecyku. Co prawda zauważyłam ten błąd i przesunęłam ten suwak z powrotem, ale…właśnie nie nacisnęłam iskrownika i świeczka nadal była niezapalona. W sumie to dobrze, że ten piecyk ma iskrownik mechaniczny, a nie na baterię, jak na przykład było na starym mieszkaniu i co jakiś czas trzeba było tę baterię wymieniać.  Ale na błędach człowiek się uczy, teraz już wiem co zrobić, gdyby sytuacja się powtórzyła.
Przykro mi tylko, że niepotrzebnie zawracałam głowę Maćkowi, który był bardzo zmęczony po całym dniu pracy, ale jednak przyjechał, aby mi pomóc.
No ale skoro Maciek  już był, poprosiłam go jeszcze o usunięcie usterki w mikrofali, w której nagle talerz nie chciał się obracać, na szczęście moja Złota Rączka i z tym sobie poradziła. Jak to dobrze, ze mam i Magdę i Maćka, którzy zawsze mi w moich kłopotach pomagają.
Właściwie nie powinnam się dziwić, że nic mi się wczoraj  nie udawało, przecież jakby nie było, był to trzynasty, pechowy dzień miesiąca, co prawda nie piątek, ale jednak niepowodzenia mi się w nim zdarzały.
Ale dzisiaj już będzie lepiej, przynajmniej mam nadzieję na powodzenie w moich kulinarnych poczynaniach, które mam na dzisiaj zaplanowane. Muszę zrobić dwie sałatki, jedną jarzynową, a drugą z selera i ananasa, no i oczywiście muszę przygotować paschę.
Jarzynki już wczoraj sobie ugotowałam, dzisiaj tylko ugotuje jajka i zacznę krojenie tych wspaniałości, które potem zamienia się w wyborną (mam nadzieję) sałatkę.
Zimno dzisiaj i deszczowo,  na szczęście nie muszę już robić dzisiaj zakupów, bo wszystko mam już zakupione i przygotowane do obróbki, ale kto wie, może jednak okazać się, że jakiegoś szczególiku mi zabrakło????
No to życzę wszystkim spokojnego i refleksyjnego dnia.

deszczowo

Niestety, ohydnie, zimno, deszczowo, całkiem do……..niczego.
Chyba rzeczywiście wiosna na nas się pogniewała.
I co teraz będzie? W Przygodzicach są już w bocianim gnieździe dwa jajeczka, czy bocianki z nich się wylęgną, czy znów tak jak ostatnio nie będzie tam wesołego klekotania?
Coś ostatnio niezbyt dobrze w tym gnieździe się dzieje, albo jest pusty miot, albo bocianiątka giną. Może w tym roku chociaż Przygodzie i Dziedzicowi uda się dochować potomstwa? Na razie, trzeba przyznać, że bardzo pieczołowicie zajmują się swoimi jajeczkami, raz mama bocianica, raz tata bocian na zmianę je wygrzewają, gdy jedno z nich na zer odlatuje, ale……… takie jajeczka łatwo jest przeziębić, a poza tym, gdy bocian widzi, że cos jest nie tak z jajeczkiem, czy potem z młodym bociankiem, brutalnie go z gniazda usuwa.
W każdym bądź razie będę na pewno to gniazdo obserwowała i z moimi spostrzeżeniami z Wami się dzieliła, bo to jest naprawdę bardzo sympatyczna rodzinka.

A co jeszcze ciekawego?
Nie wiedzie mi się coś ostatnio, bo na przykład  piecyk w łazience mi „wysiadł”. Wchodzę wczoraj do brodzika, puszczam wodę, a tu…ZONK, woda zimna, lodowata.
Jakoś się jednak ochlapałam, ale szczęśliwa raczej nie byłam. Dobrze, że mam tego Maciusia w pobliżu, który (może) coś temu zaradzi???
A poza tym mam już malutko czasu do pisania, bo zaraz idę na badania krwi i powinnam za 10 – 15 minut wyjść już z domu, a jestem jeszcze w rozsypce.
A wszystko przez Blox, który znów cały mój poprzednio napisany tekst sobie zmazał, po prostu nie ma go i już.
Czy więc nie miałam racji, gdy napisałam, że mi się nie wiedzie?
Mam nadzieję, że przy pobraniu krwi nie będzie takich kłopotów, chociaż przeważnie są, bardzo trudno mi ją pobrać, bo moje żyły bawią się w chowanego.
No to teraz idę sobie popić wody, co jest bardzo wskazane przed pobraniem krwi, by się nawodnić (oczywiscie czystą wodą, bez cukru) i uciekam do Przychodni.|
A jednak, mimo pogody, życzę udanego dnia.
Chyba nawet deszcz przestał troszkę padać, bo zrobiłam tym swoim palcem ABRA KADABRA i…… jakoś nie słyszę już tego chlupania.
Może moje czary – mary zadziałają?
To dobrze, bo mam jeszcze na dzisiaj zaplanowane zakupy świąteczne, jak tu potem iść z towarem, gdy trzeb dodatkowo parasolkę nad głową trzymać?????
Do jutra.

 

a jednak środa, a jednak róża, a jednak Ula….

 

 

 

Nierozerwalne, połączone ze sobą te trzy fakty : Ula, różą i środa są  takie ważne dla mnie w każdym tygodniu.
Jak zwykle pozdrawiam Cię Uleczko, tym razem przed świątecznie  i bardzo wiosennie, chociaż pogoda raczej  jest mało wiosenna. Nie narzekam jednak, bo jak na razie deszcz nie pada, kto wie, jak w święta będzie, zwłaszcza ten Lany Poniedziałek ma być podobno całkiem mokry i to nie tylko z powodu obfitego polewania wodą, ale i z powodu deszczowej pogody.
Ale co mamy wybiegać w przyszłość, cieszmy się Ulko, że znów dzisiaj tutaj się spotykamy.
Wszystkiego najlepszego na te Wielkanocne święta Ci życzę, dużo zdrowia, radości z przebywania z Rodzinką, pięknych spacerów z Oli i wszystkiego, wszystkiego najlepszego.
Proszę przekaz tez moje życzenia Magdzie, a także Jej Najbliższym, pieska ode mnie wygłaskaj i uściskaj koniecznie prawa łapkę 🙂
Na pewno spędzisz te święta u Magdy, podobnie jak i ja do swojej Magdy już w Wielką Sobotę skoro świt pojadę, będziemy jeszcze musiały przygotowywać pyszności na świąteczny  stół.
No ale dwa dni świąteczne szybko miną i trzeba będzie wracać do rzeczywistości, na szczęście wiosna tak szybko nie przeminie…
Raz jeszcze wszystkiego najlepszego Uleczko 🙂 🙂 🙂

Wczoraj podglądała bocianki w Przygodzicach, już jedno jajeczko bieliło się w ich gniazdku, może jeszcze i więcej ich się jeszcze wkrótce znajdzie.
Ale bardzo wytrwali są ci rodzice, pomimo chłodu dzielnie w gniazdku jajeczko wygrzewają, mimo, że widać, że wiaterek jest spory, piórka bocianicy falują na wietrze w prawo w lewo, ale ona jest niewzruszona, nie opuszcza swojego mieszkanka, nie wyrzeka się swojego macierzyństwa, mimo, że tata bocian czasami ją na dłuższy czas opuszcza, ale fakt, wiernie wraca do domu i pomaga w budowlanych poprawkach remontowych gniazda, czuwa nad bezpieczeństwem swojej ptasiej małżonki i nienarodzonych potomków, a potem  pomaga w wychowywaniu i opiece nad dzieciakami.  To może być wzór dla nie jednego małżeństwa już rodzaju ludzkiego,  taka wierność, takie pełne oddanie….. Nie wiem, czy miałabym tyle zaparcia, żebym tak siedziała i siedziała bez ruchu na tych jajeczkach przez dzień i przez noc, dobrze, że nie jestem ptakiem 🙂
A swoją drogą tak sobie pomyślałam, że jak to jest, że te biedne bociany opuszczają te wspaniałe ciepłe kraje i tyle tysięcy kilometrów lecą do Europy, żeby tu właśnie wydać swoje potomstwo, mimo, że narażają się najpierw na trudy niebezpiecznej podróży, a potem i na niezbyt korzystne, przynajmniej na początku wiosny, dla nich warunków. Ale cóż, zew natury tak im nakazuje, cykl, który rok rocznie się powtarza, a nas cieszy.
No może nie wszystkich, bo są zwyrodnialcy, którym przeszkadza bociani klekot, zresztą nie tylko bociany, ale i wszystkie inne ptactwo a nawet zwierzyna, nawet ta domowa jest dla nich wrogiem, więc ją niszczą.
Często na Face  Booku widzę takie wzmianki o ludzkiej brutalności wobec domowych zwierząt, nawet nie mogę tego czytać, od razu się okropnie denerwuję.
Nie każdy musi lubić zwierzęta, zgadzam się, ale żeby od razu je niszczyć? brutalnie traktować? Przecież one też odczuwają ból, podobnie jak my.
Ciekawa jestem, jak reagował by taki zwierzęcy oprawca, gdyby ktoś i jego tak potraktował? Dlatego ucieszyła mnie wiadomość, że do Sejmu wpłynął wniosek o zaostrzenie kar dla zwierzęcych oprawców, przynajmniej jakieś jeden pożyteczny wniosek tej rządzącej drużyny.

Wczoraj zrobiłam już część świątecznych zakupów, takich najważniejszych, chociaz paru drobiazgów mi zabrakło i jutro muszę je uzupełnić.
Mam w planie przygotowanie Wielkanocnej Paschy, ale nie wiem, czy mi się uda. Ale ten specjał pozostawiam sobie dopiero na sobotę.
Mam też w planie zrobienie pysznej  jarzynowej sałatki, tak by na wielkanocnym stole było smacznie i wiosennie.

Patrzę za okno i widzę słoneczko, cieszę się, bo dzisiaj w planie mam mycie okiem. Oczywiście nie sama, przyjdzie do mnie popołudniu Renia  i rzem będziemy ogarniać moje mieszkanko. Przykro mi tylko, że niestety jeden kwiatek całkowicie mi padł, jedna z paprotek też nieco po tym ostatniumprzesadzaniu jest osłabiona i nie za dobrze się rozwija, za to moja juka i dracena rosną jak szalone.
A i moja krzewinka za oknem w kuchni wypuściła już całkiem jeszcze małe, ale kolorowe listki, są one niby zielone, ale przebijają  od spodu czerwona żyłki, ciekawie to wygląda, Zauważyłam, że ta moja balkonowa roślinka jest samosiejką, bo taki sam krzew rośnie kawałek dalej w ogrodzie, pewnie akurat pod moim oknem znalazł odpowiednie miejsce, aby tam się zagnieździć  i teraz wyrósł na tyle, że może zaglądać do mojej kuchni.

Życzę Wszystkim pięknej i słonecznej środy i dobrego humoru i siły, aby sprostać wszystkim przedświątecznym obowiązkom.
Wszystkiego dobrego

reminescensje po 10 kwietnia

 

 

Starałam się wczoraj nie obciążać mój biedny umysł smoleńskimi nonsensami, które wczoraj odbywały się na Placu pod Prezydenckim Pałacem.
Nonsensy? tak, bo ile razy można słyszeć, że prawda już jest blisko, tylko ci źli i nienawistni ludzie przeszkadzają, by doszła ona wreszcie do głosu? Więc wyłączyłam telewizor, żeby tej prawdzie nie przeszkadzać w pełzaniu do świadomości Ciemnego Luda, który i tak przecież wierzy, chociaż przyznam, że było ich wczoraj o wiele mniej, niż dotychczas.
Czyżby i Ciemny Lud pomału się wykruszał?
Ale  wieczorem na Onecie włączyłam (a może raczej włonczyłam, jak mawia Prezes) sobie urywek z wystąpienia pana tak zwanego prezydenta, wysłuchałam aż czterech zwrotki odśpiewanego Hymnu i zastanawiałam się „ciekawe, kto go w rzeczywistości śpiewa, bo przecież nasz Naczelnik nawet jeden zwrotki poprawnie nie umie zaśpiewać”. I w tym momencie, gdy właśnie rozpoczął swoją mowę PAD mój komputer nie wytrzymał tego politycznego naporu kłamstw i …po prostu sam się wyłączył. Nagle zrobił pstryk i obraz i głos zgasł. Pomyślałam, że to jakiś znak widać, że mam tego nie oglądać, więc już więcej do tego tematu nie powracałam. No może tylko coś tam jeszcze poczytałam sobie o wczorajszym dniu na necie i stad wiem o wielkim nowym odkryciu bomby termojądrowej, która rzekomo miała być odpalona w samolocie lecącym 10 kwietnia do Smoleńska. Prezes ogłosił, że jest to najbardziej prawdopodobna wersja z tym, że…..dowodów na nią nie ma, bo…….. wszystko objęte jest jeszcze tajemnicą śledztwa. Następny „szczur” rzucony w publikę tak, by gawiedź usłyszała i uwierzyła w nieomylność rządzącej partii Panów, odżegnujących się od słów niebywałej nienawiści, którą są co miesiąc na Krakowskim Przedmieściu karmieni przez ludzi drugiego sortu, nie kochających Polski,  przez wrogów i sprzedawczyków Ojczyzny.
Wstęp na Plac Prezydencki nie był  dla każdego wczoraj udostępniony,  można było tam wejść tylko za specjalnymi przepustkami,  a i tak każdy wchodzący przechodzić musiał przez specjalną bramkę, gdzie był kontrolowany, podobnie jak przy wejściu na pokład samolotu. Czyżby rząd bał się, że znów jakas bomba termiczna wybuchnie???
Ciekawy był przeprowadzony reportaż przez dziennikarkę Gazety Wyborczej. Starała się ona dowiedzieć, w jaki sposób można było uzyskać przepustkę na wejście na  bezpośredni teren uroczystości.
I co się okazało:, że taką przepustkę dla zorganizowanych grup, przyjeżdżających z całej Polski załatwiali organizatorzy tego zjazdu.
Czyli jak z tego wyniku Pis znów zrobił spęd swoich wielbicieli, załatwili im autokary i przepustki, żeby potem móc pokazać, jak wielkim poparciem się cieszą wśród ludzi. WSZYSTKO NA POKAZ!!!!!!
No i przyjechała ta otumaniana gawiedź, z panią reporterką z Gazety Wyborczej nie chcieli nawet rozmawiać, zbywając ją zdawkowo „z tą gazetą nie rozmawiamy” Boże, jak ci ludzie mają natłuczone siano do głowy!!!!! Gdy usłyszałam, jak jedna starsza już pani, widać, że emerytka, chwaliła, że tak wspaniałego rządu dotąd nie było i że wreszcie dostaje wszystko to, o czym marzyła chciałoby się jej spyta c: Babo na 500 plus jesteś już za stara, a czy naprawdę te 8-9 zł podwyżki emerytury tak bardzo cię usatysfakcjonowało?????
Widać jednak ciemny lud jest już tak bardzo ogłupiały, że wszystkie kościelne „dogmaty” o złych i nienawistnych ludziach i o wielkości Naczelnika przyjmują z radością. A Kościół zamiast zajmować  się sprawą ducha, zajmuje się sprawą polityki, tak jak na przykład zrobił to wczoraj   w Katedrze na Wawelu nowy krakowski arcybiskup, metropolita Marek Jędraszewski. W Wielki Poniedziałek nie zajmował się bynajmniej przesłaniami kościelnymi, nie mówił o czasie oczekiwania i o przebaczeniu, jego kazanie ograniczyło się do krytykowania poprzedniej ekipy rządzącej, do wytykania ich błędów, do mieszania ich z błotem, zupełnie jakby nie mówił to katolik, pełen miłości i zrozumienia dla ludzi i ich wad, nie jak kapłan, który powinien  namawiać ludzi do pojednania, a nie ich dzielić na tych dobrych i tych złych, zwłaszcza w tak ważnym tygodniu dla Katolików. Jak on potem będzie sprawował swoją kapłańską posługę w Wielki Czwartek, który jest dniem świątecznym dla kapłanów, czy w Wielką Niedzielę, gdy będzie rozdzielał Ciało Chrystusa Zmartwychwstałego? Czy na pewno nie będzie miał żadnych wewnętrznych obiekcji, że jednak kilka dni wcześniej stanowczo za daleko się posunął, wyszedł poza kanony sprawowanej kapłańskiej posługi?
W sumie co ważniejsze jest dla biskupów i księży, posłanie, które winni głosić w imię Chrystusa, który ich do tego powołał, czy mamona brzęcząca, która  w sposób niegodny zdobyta jest symbolem zła, jest pokusą diabła, który cieszy się, że zwiódł jeszcze jedną duszę.

Dzisiaj pogoda jest zmienna  Całą noc padał deszcz, wiec poranek wstał dosyć chłodny, teraz czasami nawet kawałek słonka przebija się przez chmury, ale niestety nadal wieje chłodny wietrzyk. Wszystko to powoduje, że człowiek wcale nie czuje tych radosnych dni oczekiwania na Wielkanocne Święta.
A te są już za pasem.
Tylko podobno tez pogoda nas rozpieszczać wtedy nie będzie…
Miłego wtorku.

Dla Kamili

 

 

 

10 kwietnia jest dniem urodzin mojej kochanej Kamilki. Kamilki? nie to już jest dorosła Kamila, chociaz czas dla mnie stanął te dwadzieścia parę lat temu, gdy ta Kruszynka przyszła na świat. Przeżywaliśmy wtedy to wszyscy, wszak to była przecież najstarsza Wnuczka mojej Kochanej Siostry Ani.
Kamilka urodziła się dwa tygodnie wcześniej, niż miała na ten świat przyjść i w dodatku była bardzo, bardzo malutka, miała zbyt małą wagę, jak na noworodka i w dodatku przyczepiła się do niej jakas wstrętna bakteria Ecoli , więc pierwsze dwa czy trzy tygodnie musiała przeżyć w szpitalu, a w jej malutkiej główce tkwiła igła, która podawali jej kroplówki, niestety, jej rączki były zbyt wątłe, aby przyjąć iniekcje.
 Magda cztery razy dziennie ganiała do szpitala, by ją karmić piersią, by dziecko szybko się wzmocniło i nabrała sił do samodzielnego życia. A my, domownicy cierpliwie czekaliśmy, przygotowując jej malutki pokoik. Pamiętam, ze pewnego dnia wróciłam do domu i okazało się, że rodzice zabrali już małą ze szpitala.
Ale żeby moc zbliżyć się do dziecka musiałam najpierw porządnie  umyć ręce, a na usta założyć specjalną maseczkę.
Boże, jakie to było śliczne maleństwo, aż łzy szczęścia pokapały z moich oczów i już wiedziałam, że moje serce do niej należy.
I tak było, bo gdy przez pierwsze miesiące jej życia Magda szła na wykłady, ja rano pozostawałam z Kamilką w domu, tak sobie ułożyłam pracę w Szpitalu, że brałam  w szpitalu tylko popołudniowe dyżury, więc przedpołudnie mogłam poświęcić Kamilce.
Lata mijały, Kamila rosła, dzisiaj już jest dorosłą, mądrą i  śliczną dziewczyną. Skończyła studia psychologiczne, teraz kończy specjalizację i……..zaczyna samodzielne,  już całkiem dorosłe życie.
Czego mam Ci życzyć w tym pięknym dniu Twych Urodzin Kamilko? Żebyś była szczęśliwa i uśmiechnięta, żeby życie poukładało Ci się po Twoich myślach, byś zawsze miała siłę pokonywać wszelakie przeciwności, których oby było jak najmniej, byś zawsze dla mnie pozostawała moją Ukochaną Kamilką.
Właściwie to dzisiaj powinno się  składać również i życzenia Mamie Kamilki, niech zawsze będzie dumna ze swojej najstarszej córki.

10 kwietnia jest też dniem rocznicowym dla strasznej, tragicznej katastrofy samolotowej pod Smoleńskiem w której zginęła 96 ludzi w tym prezydent Polski, Lech Kaczyński.
Straszne to były  godziny, gdy wiadomość o tej katastrofie doszła do naszych uszów i oczów. Pokazywali ten wrak zniszczonego samolotu, pokazywali rozpacz tych wszystkich najbliższych, którzy nagle zostali osieroceni, pokazywali współczucie Polaków. którzy z wielką pokorą i z olbrzymim współczuciem  przyjęli tę smutną wiadomość.
A co teraz, po siedmiu latach pozostało z tamtych dni?
Partia Pis w bezczelny sposób przywłaszczyła sobie te katastrofę dla podgrzewania złej atmosfery, skierowanej przeciwko tamtejszemu rządowi, aby następnie wykorzystać to jako paliwo wyborcze dla swojej partii. I co najgorsze, udało im się to świetnie, dolewając jeszcze do tej tragedii całą masę bzdur, kłamstw, którymi karmił tak zwany ciemny lud, czyli ludzi, którym łatwo wmówić jest to, czego wcale nie było. Udało im się to dzięki poparciu kościoła, który wykorzystał ten fakt aby zapewnić sobie niemałe pieniądze, którymi rząd teraz im się opłaca.
Kiedyś Jarosław  Kaczyński stwierdził, że najwyższa pora zniszczyć w Polsce układy i korupcje, które panują, nic więcej obłudnego nie mógł powiedzieć, przecież układy z Rydzykiem, któremu rząd  za sianie pisiej propagandy i za poparcie opłaca się co miesiąc jest największa korupcją polityczną, która dotąd nie była  aż tak rozpowszechniona, rozdmuchana do niebotycznych rozmiarów i która. mam nadzieję, już więcej nie będzie trwać, kiedyś i na nich przyjdzie kryska.
Ale póki co, dzisiaj w Warszawie smoleńska hucpa, smoleński teatr – fatale  pod  Pałacem Prezydenta przybiera olbrzymie rozmiary, groteska macabre, której najwyższy czas powiedzieć  S T O P.  Bo to wszystko co tam się dzieje nie ma nic wspólnego z szacunkiem dla osób, które wtedy straciły życie, jest to następna przedwyborcza hucpa, w której biorący udział uczestnicy, przybierając powykrzywiane maski z fałszywymi uśmiechami i fałszywym udawaniem troski nadają kształt tej tragifarsie tylko w jednym celu – zaspokoić EGO pewnego nienawistnego, małego polityka , któremu rozum już całkowicie się pomieszał i wydaje mu się, że jest Wielkim Naczelnikiem, broniącym Naród przed…no właśnie przed kim? Przed jakimś wyimaginowanym wszechobecnym wrogiem, który nie istnieje. Kaczyński to taki współczesny Don Kichot, walczący z wiatrakami, otoczony swoimi wiernymi giermkami, takimi żałosnymi Sancho Pansa, którzy wiernie mu służą i czerpią korzyści w świecie rządzonym przez obłęd i iluzję.
Mam odczucie, jakby ten XVI wieczny hiszpański pisarz Miguel Cervantes teraz zza grobu pisał dalsza część swojej epopei Don Kichot, rycerz z La Manchy zatytułowany Zły Gnom z Żoliborza.
Tylko niestety zło, które obecny, żałosny Don Kichot czyni przynosi i jeszcze przyniesie  dużo większe i bardziej niebezpieczne dla Polski i dla Polaków skutki.
Składam wyrazy współczucia tym wszystkim Rodzinom, którzy dzisiaj prawdziwie, z wielkim bólem rozpamiętują tamtego 10 kwietnia, dla których ten dzień jest prawdziwym cierniem boleśnie w serce kłującym, którzy nie udają rozpaczy dla poklasku, czy co gorsze dla korzyści politycznych, czy materialnych, którzy po prostu czują prawdziwą gorycz, szczery ból.
Wtedy. 10 kwietnia 2010 roku polska delegacja udawała się do Katynia, aby uczcić rocznicę bestialskiego mordu dokonanego przez NKWD na polskich oficerach. Takie było przesłanie tej delegacji, która miała złożyć kwiaty na grobach poległych oficerów.
Teraz już o tym nawet się nie wspomina, ważniejsza jest całkiem inna tragedia, bo na niej można zbudować polityczne zaplecze. Prawdziwa tragedia, ta katyńska, dotycząca Polskiego Narodu poszła w zapomnienie.  Jest to HAŃBA dla dzisiaj rządzących,  ich całkowity moralny upadek, przekładanie własnych interesów ponad to, co jest naprawdę ważne, to o czym powinno się pamiętać, co było dla nas boleśnie prawdziwe, nie udawane.
Przykre słowa dzisiaj napisałam, ale po prostu tak czuję, myślę, że wiele osób podpisało by się pod moimi słowami.
Straciliśmy w Polsce poczucie powagi, bezpieczeństwa, rozmieniliśmy nasze życie na drobne. I co gorsze, nie potrafimy, nie mamy siły i odwagi na tyle, by z tego upadku się podnieść. Mam nadzieję, że do czasu…….

Dla tych, którzy dzisiejszy dzień będą obchodzić jako kolejny poniedziałek, życzę wiele słonka, uśmiechów i brak trosk.