BUTA

 

 

BUTA PISU PORAŻA

Kłamali, kłamią i kłamać będą nadal!!!!!!

Kiedyś pani premier Broszka, o przepraszam Szydło, przyrzekła, że Pis będzie słuchał Polaków.
A co się działo wczoraj??
Butnie odpowiedziała, że mimo licznych sprzeciwów totalnej opozycji nadal będą przeprowadzać swoje reformy.
To nie totalna opozycja wyszła wczoraj na ulice Warszawy i wielu innych miast pani premier!!!
To wyszedł NARÓD, który upomina się o swoje prawa o wolność, o równość o demokrację.
A przede wszystkim  oo przestrzeganie KONSTYTUCJI.

To nie może się tak skończyć, żeby Pis, wbrew Narodowi, przemieniał polski ustrój i budował nowe formacje według widzimisię pewnego przepełnionego nienawiścią i pychą człowieka!!!
TAK NIE MOŻE BYĆ.
TO MUSI SIĘ ŹLE SKOŃCZYĆ!!!!!!

Oglądam teraz wydanie specjalne TVN z  Senatu, który pracuje nad ustawa o Sądzie Najwyższym.
Niestety liczebnie PIS ma przewagę i wszystkie wnioski opozycji o przesunięcie rozprawy do czasu zaznajomieniem się z tematem jest odrzucana.
Podziwiam teraz przemowę senatora Jana Rulewskiego, który nie obawiając się ewentualnych skutków pokazuje prawdziwe oblicze naszego rządu.
Czy wczorajszy protest był  wyrazem szacunku rządu dla Polaków – pyta teraz, czy nie należy się tym ludziom szacunek, że potrafią się upomnieć o swoja wolność?
Czy symbolem wolnej  demokracji  będzie drelich, czy biała róża.? – pyta teraz.
I ja się to samo pytam.

QUO  VADIS  POLSKO!!!!!

P O R A Ż K A !!!!!!!


 

I to na wielu polach porażka.

Następna niedospana noc, budzenie się dokładnie co 2 godziny, ból żeber, ból obu kolan, bo jeszcze, żeby śmieszniej było, także  drugie kolanko daje o sobie wyraźne boleśnie znać………

No i p o l i t y k a !!!!!   To już  T O T A L N A     P O R A Ż K A !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Nie mamy już normalnej Polski, mamy pełny K A C Z Y Z M.
Jesteśmy bezsilni, nikt i nic nam już nie pomoże????
To też jest początek wychodzenia Polski z Unii.!!!!!!!
Z Unii, do której kiedyś z taką radością i pełnią nadziei wstępowaliśmy!!!!!!!
Nasz figurant, udający prezydenta, odmówił spotkania z  prezydentem Unii , Donaldem Tuskiem, zaniepokojonym reakcją Unii wobec Polski.
Chciał znaleźć nić porozumienia – Pałac Prezydencki odmówił –  KURIOZUM  POLITYCZNE!!!!!
Tak kiedyś  podczas wyborów zadecydowała garstka Polaków, przy braku  zainteresowania tej pozostałej części polskich obywateli, którzy teraz obudzili się z ręką w nocniku.
Wszystko jest OK, tak twierdzi Pis, nawet Kaczyński  już całkiem jawnie  i oficjalnie dał prawo do chamstwa swoim posłom, bo wczoraj pani Pawłowicz na Komisji Sejmowej powtórzyła  do posłów PO i Nowoczesnej znane już nam słowa, wyartykułowane dzień wcześniej z sejmowej Trybuny przez GURU: zamknijcie mordy. Wczorajsza Komisja to była jeden wielki pokaz chamstwa i pisowskiej prywaty. Odrzucono wszystkie poprawki opozycji!!!!!! NIEBYWAŁE!!!!!
Tylko szkoda, że posłowie zapominają, że oni są naszymi reprezentantami, Są tam za nasze podatki, którymi opłacamy im pensje.Czy mamy zgadzać się na taką pisowską chucpę ????? Czy dajemy im przyzwolenie na rozbrojenie polskiego sądownictwa, na niszczenie Polski?????

P  O  L  A  C  Y  !!!!  co się właściwie dzieje z nasza Polską??????

Dobrze, że dzisiaj chociaż słonko wzeszło!!!!!!

TERAZ RZĄDZI POLSKI MARNOŚĆ, LECZ ZWYCIĘŻY ZNÓW NORMALNOŚĆ
ZAPANUJE PRAWORZĄDNOŚĆ, SPOKÓJ ŁAD

TYLKO KIEDY????????

no to znów mamy środę

Hallo Uleczko!!! Pozdrawiam Cię serdecznie w kolejną naszą środę.Ty Ulu sama dobrze wiesz, czego Ci życzę dzisiaj.  Podobnie jak tydzień temu, dwa, trzy tygodnie temu  i jeszcze  przed wieloma, wieloma poprzednimi środami,  życzę Ci radości i szczęścia, uśmiechu i przede wszystkim spokoju, bo w ostatnich czasach, a szczególnie w ostatnich dniach, zawirowania w Polsce są tak straszne i tak okrutne dla naszej przyszłości, że nawet strach o tym myśleć.
Jeszcze dwa lata temu nie przypuszczałam, że powrócę do najkoszmarniejszych lat mojego wczesnego dzieciństwa, chmura niepokoju i powiedzmy szczerze politycznego  draństwa, nadciągała pomału, przy przyzwoleniu mało odpowiedzialnego polskiego ludu, łasego na populistyczne hasła. Stało się tak, jak się stało i tak sobie myślę Ulu, że może dobrze się stało, że Pan Kawusia nie doczekał tych czasów, wyobrażam sobie, jak bardzo boleśnie On by to przeżywał, jak bardzo teraz musiałby się denerwować.
Pamiętam Jego zapatrywania  na politykę, wydaje mi się, że znałam Jego polityczne priorytety i to wszystko, co obecnie w Polsce się dzieje na pewno by nie tylko Mu się nie podobało, ale byłby wręcz tym oburzony. Pan Kawusia był prawdziwym Patriotą i mam tylko taką cichą nadzieje, że stamtąd, z wysoka, ma baczenie na naszą polską rzeczywistością i czuwa, żeby nadszedł dla Polski czas lepszy i sprawiedliwszy. I oby tak się Uleczku stało, czego życzę i Tobie i sobie i tej mądrzejszej części Polaków, nie dających się słodkim słowom pani premier i jej popleczników pod dyktando Kaczego dyktatora   zwieść.
Co prawda nie wiem, co musiałoby się stać, żeby obecna sytuacja uległa zmianie, coraz mniej w nią niestety wierzę, ale…niezbadane są wyroki Boże.
Chociaż po wczorajszym,  bardzo emocjonalnym i nieprzemyślanym wystąpieniu prezesa, który z mównicy oskarżył opozycję w ogromnie nienawistnych słowach o zniszczeniu i o  zabiciu jego brat przez, jak to nazwał, zdradzieckie mordy, nie wiem, czy Pis ma jeszcze legitymację do rządzenia, skoro na jego czele, co prawda nie oficjalnie, ale jednak realnie i skutecznie stoi tego typu oszalały z nienawiści poseł. Te słowa są nie godne posła, już nie mówiąc  o prezesie partii, która jest u sterów rządu.
Może to był jakiś znak z góry??????? Może Polacy się opamiętają????????
Wczoraj bardzo licznie wiele osób nie tylko z Warszawy, ale specjalnie przyjeżdżających na tę manifestację do Stolicy, stało najpierw pod pałacem Prezydenta, gdzie  zapalono świece na znak protestu przeciwko zmianom w sądownictwie, a potem przed Sejmem, gdzie posłowie w bardzo burzliwej atmosferze usiłowali zmienić ustrój naszego państwa, poprzez przejęcia włączy nad Sądownictwem.
Zresztą podobne protesty odbywały się w tym wczorajszym dniu w wielu miastach, tych większych i tych mniejszych, Polacy wcale nie zgadzają się na takie zmiany, które serwuje  im Pis.
Na takie zmiany polskie społeczeństwo nie zasługuje i nie może sobie pozwolić.Trzeba jednak uświadamiać to, czym grozi taka zła zmiana wszystkim, nawet tym nadal zauroczonym pisem, który oszukuje  Polaków  i pięknymi słowami mami, doprowadzając do sytuacji, gdy władza autorytarna  stanie się faktem i nie będzie wtedy od niej już odwrotu.
Mamy taką  polityczną powtórkę do lat pięćdziesiątych, która wydawała się już obalona, a jednak hydra znów swoje macki wystawiła i gryzie boleśnie.

POLACY, OBUDŹCIE SIĘ W KOŃCU.  LARUM GRAJĄ !!!!!!!!!!

Wstał nowy dzień. jaki on będzie? co się nowego będzie w nim działo? Dla mnie jest podobny do każdego sprzed kilku dni, jestem osadzona w bólu i w samotności, bo taka jest teraz taka moja  rzeczywistość.
Każdemu cierpiącemu wydaje się, że jest pępkiem świata, a tak nie jest. Życie idzie naprzód, każdy zajęty jest swoimi sprawami, co nie powinno mnie wcale dziwić, słonko świeci, deszczyk od czasu do czasu pada, ot rzeczywistość. Teraz dla mnie smutna i przepełniona bólem, kiedyś też będzie normalna, muszę się jednak uzbroić w cierpliwość i jeszcze troszkę poczekać.
Ale z drugiej strony, dlaczego nie mogę sobie troszkę po kaprysić? Mogę i to właśnie robię, dla polepszenia własnej obolałej przy okazji psychiki, z jednej strony ból, z drugiej permanentne niewyspanie……
Dlatego przepraszam, gdy jestem wobec kogoś zgryźliwa i niewyrozumiała, muszę się po prostu opanować, ale na to widać jeszcze stosowny czas nie przyszedł……….  ale nadejdzie…..

I coś miłego na koniec: wczoraj i drugi bocianek, Paweł, odważył się wyfrunąć z gniazda. Pozostała tylko Antoninka, może dzisiaj i ona wykaże się odwagą?

Życzę wszystkim przyjemnej środy, bez zmartwień i zgryzot, ale pełnym nadziei na lepsze jutro.

wszystko normalnie ???????

 

 

Minęła kolejna koszmarna noc, tym razem nie tylko żebra, ale i kolano dawało mi do wiwatu.Zasnęłam wczoraj bardzo szybko, byłam wyjątkowo zmęczona i chyba już przed godziną  22 zasnęłam snem ciężkim. Obudziłam się w środku nocy i….ze zgrozą popatrzyłam na zegarek, było dopiero dziesięć minut po północy. A ja już miałam taką nadzieję, że wstał nowy dzień. Pokręciłam się chwilkę, przeczytałam jakiś artykuł w gazecie, znów się położyłam i tym razem obudziłam się po godzinie drugiej, potem po godzinie czwartej, wreszcie wstałam tuż po szóstej.
Do kitu z takimi nocami, czuję się nie tylko niewyspana, ale panicznie zmęczona. Ciekawe ile takich nieznośnych nocy jeszcze potrafię przeżyć?
Wczorajszy dzień był dosyć intensywny, bo i wizyta u lekarza i zabiegi i praca…….. pewnie dlatego wieczorem byłam taka skonana,, a tu jeszcze do tego dokłada się ten potworny ból…..  Fakt, zażywam Ketonal, który po jakimś czasie działa, ale czas jego działania tez jest ograniczony. Nie chce go nadużywać, bo podobno bardzo niszczy błonę śluzową żołądka. Ale coś za coś, już sama nie wiem, co jest lepsze.W dodatku moja ładowarka do telefonu całkowicie wysiadła. Ile muszę się nakombinować, żeby chociaż troszeczkę telefon naładować, po prostu przerwał mi się przewód, pewnie uszkodziłam go fotelem, który stoi koło komputera i pewnie tam ten przewód spadł wtedy. Zamówiłam już na Allegro nową ładowarkę, tylko, że kurier nie zastał mnie wczoraj w domu i dzisiaj muszę odebrać przesyłkę na pocztę – dobrze, że nie mam daleko, ale niestety całkiem nie po drodze, cóż, poświęcę się jakoś, bo bez telefonu ani, ani.

Wczoraj do Polski zjechała rodzina angielskich książąt ” księżna Kate, książę William i ich dzieci George i Charlotte. Ale w tej Warszawie się działo, para książęca została przyjęta przez naszego prezydenta i jego małżonkę, a liczny tłum wiwatował, widząc piękną książęca parę i zauroczył się ich maleństwami. Wieczorem odbył się bankiet  w Łazienkach, wydany na cześć Królowej Angielskiej Elżbiety II z okazji jej urodzin i na tym bankiecie książę Wiliam przywitał swoich gości, których tam podejmował polskimi słowami : Panie i Panowie, dobry wieczór. Dziękujemy i miłego wieczoru.
A dzisiaj książęca para odwiedzi Gdańsk, gdzie spotka się między innymi z Lechem Wałęsą, dla których jest on bohaterem Solidarności, a nie żadnym Bolkiem, jak pogardliwie o nim mówi prawa część zniewolonego polskiego społeczeństwa . Przykre jest to, że to własnie wielcy spoza Polski, najpierw Trump, teraz książęca para uznają i widzą  bezsprzeczną najważniejsza rolę w zwalczaniu komunizmu w postaci Wałęsy.
Dla nich to nie jakiś tam prezydent  Kaczyński jest wcale bohaterem i to jest całkiem normalne, oni widza historię taką jaką na prawdę była, a nie zawłaszczoną i przemienioną na polityczne zawieruchy. Może wreszcie prawica, albo chociaż ich wyznawcy zobaczą, kto był w tamtym czasie najważniejszą osobą, kto doprowadził Polskę, a po niej i inne komunistyczne państwa  do wyzwolenia spod rosyjskiego reżimu????? Wstyd, że niektórzy Polacy dają się tak manewrować Kaczyńskiemu i nie widzą, że po prostu na siłę przeinacza on historię, a ta jest taka jaka jest, jaka była, jej zmieniać nie wolno.

Zabieram się w takim razie za siebie, chociaż przyznaję, ze po prostu mi się nie chce nic robić, bo gdy cokolwiek boli człowieka, to odechciewa mu się żyć. Słonko świeci,  ptaszki śpiewają, w parku maszyny warczą przy swojej pracy, a ja…….szkoda gadać.
Coraz mniej mam cierpliwości do tych swoich bolączek, chciałabym zasnąć i się obudzić dopiero za 2-3 miesiące, gdy już nic boleć mnie nie będzie. Ale to niemożliwe.

A Wam miłego wtorku życzę. Idę na zabiegi (chociaż, czy one rzeczywiście mi pomagają???)

dobra wiadomość z Przygodzic : Maciek wyfrunął z gniazda.

 

 

 

Tak wymarzyłam sobie, żeby być świadkiem pierwszego wylotu bocianka z gniazda i…udało mi się.  Akurat miałam otwarte okienko z podglądem kamery na gniazdo. W pewnym momencie bociek Maciek zaczął podskakiwać, rozkładać szeroko skrzydła, przelatywać z jednej strony gniazda na drugą, wreszcie się zatrzymał, popatrzył w dal, rozpostarł szeroko skrzydła, odbił się od gniazda i……wyfrunął.
A działo się to wczoraj, 16 lipca 2017 około godziny 11.45
Pozostałe na gnieździe  dwa bocianki tęsknie i z wielkim zainteresowaniem patrzyły za swoim braciszkiem., którego nie było na gnieździe około 10 minut, a gdy wrócił, bardzo radośnie go przywitały. Zresztą to nie był jedyny wylot Maćka z domowych pieleszy w tym dniu, po dłuższym odpoczynku raz jeszcze opuścił gniazdo na dłuższa chwilkę.
A Paweł i Antoninka wzięły sobie widać za honor dorównać swojemu bratu w historycznym, odważnym momencie, bo bardzo intensywnie zabrały się za ćwiczenia skrzydeł i za próby latania. Nawet na zdjęciu widać, jak Pawełek wysoko już podfruwa, tylko kawałek dzioba mu widać, pewnie dzisiaj, lub  jutro też będzie usiłował gniazdo opuścić. Pomiędzy narodzinami bocianków była różnica kilku chwil, więc na wylot Antoninki tez pewnie jeszcze ze 2-3 dni poczekamy.
No, ale pierwszy lot   w tym roku  w Przygodzicach mamy już poza sobą, a właściwie poza jednym bociankiem – brawo Maciek !!!!

Wczoraj miałam dzień pełen gości, około 15 przyjechali na rowerach Diana i Ksawer i przynieśli mi tabletki ketonalu. Od razu zażyłam jedną tabletkę i po chwili poczułam wielką ulgę. Nie można powiedzieć, że od razu cały ból się uspokoił, ale był już taki do wytrzymania.Oczywiście poczekałam do wieczora i drugą tabletkę zażyłam na noc, tak by przynajmniej jako tako tę noc przespać.
A po południu przyjechali do mnie Darka z Maćkiem, też przywieźli ketonal, ale w zastrzyku, tylko, że już byłam po zażyciu tabletek i nie potrzeba wcale było robić iniekcji. Trochę żałuję, bo ciekawa jestem, jakby Darce wyszło to eksperymentowanie na starej Ciotce, wszak już jest prawie że jedną małą stopą panią doktór, czyli moje marzenie, że będę jej pacjentem mogło już wczoraj było się spełnić. No ale stało się inaczej, na pewno jeszcze nie raz Darka będzie mogła się wykazać w leczeniu mojej skromnej osoby 🙂  No więc zażyłam wczoraj na noc tę jeszcze drugą tabletkę ketonalu i……..noc spędziłam po japońsku, czyli jako tako, aż do 4 rano w pozycji leżącej, potem trochę ból zaczął mi dokuczać, więc posiedziałam na kanapie w kuchni, ale zaraz i tak się prawie szósta zrobiła i trzeba było kawkę wypić i za życie się zabierać. 
No ale dzień i tak od ketonalu rozpocząć muszę, bo bez niego ani ani…cały czas mam silne napięcie mięśni w okolicy urazu, a to powoduje ból, po lekarstwie napięcie popuszcza, ból prawie, że odchodzi, niestety nie na stałe jeszcze. Ale kiedyś…….. będzie normalnie.
Dzisiaj mam bardzo napięty plan dnia. Najpierw idę na krótką wizytę u lekarza pierwszego kontaktu  po recepty , które od razu muszę sobie wykupić, pewnie  a potem idę na zabiegi, a po nich jadę do pracy, gdzie mam zapisanych kilku pacjentów, a również i sama (o ile czas dopisze) będę  miała wykonywane zdjęcie klatki piersiowej, a dokładnie żeber  o ile oczywiście  uda mi się kolegę namówić na wykonanie u mnie zdjęcia. Trzeba jednak sprawdzić, czy aby któreś żeberko  jednak na wskutek wypadku  mi nie pękło. Chociaż z drugiej strony, leczenie stłuczonego i pękniętego  żebra jest takie samo – czas wyleczy, nic specjalnego, prócz  podawania środków przeciwbólowych i bez smarowania maściami się nie robi.

Trochę obawiam się co prawda jazdy autobusami, mam pewną traumę w tej materii, ale muszę się jakoś opanować, przecież nie mogę znów powrócić do jazdy taksówkami, za drogo by to wszystko mnie wyniosło.Po prostu nie będę wstawała z miejsca wcześniej, niż autobus zatrzyma się na przystanku, bo nawet dojeżdżając o niego tez jeszcze może szarpnąć, muszę więc uważać. Pewnie z czasem i zapomnę o tej traumie…….
No i czekam na odpowiedź z MPK, mam nadzieję, że Dyrekcja zareaguje na mój list, tylko czy coś na tym zyskam? nie wiadomo, ale już parę osób namawia mnie, bym łatwo nie zrezygnowała, próbować zawsze można.Mam tylko nadzieję, że jednak nie pękło mi ani jedno żebro, tylko doznałam ich silnego stłuczenia.
Ale dziękuję Ci atojaxxl za cenne uwagi i za poparcie 🙂

A jeszcze muszę napisać, że  nazwa nowej jednostki  chorobowej  dla osób w wieku starszym, określona przez Maćka jako p e s s e l i z m  bardzo mi się spodobała. Fakt, gdy w pewnym wieku człowiek się budzi rano i nic, a nic nie boli, znaczy się, że nie żyje…….
Wprawdzie taki wypadek z żebrami może zdarzyć się każdemu i to w różnym wieku, ale niektóre choroby, jak na przykład strzykanie w kolanach, w barku, czy w kręgosłupie jest zarezerwowane szczególnie dla seniorów, do których już niestety się zaliczam. Więc pretensji do życia nie wnoszę, chociaż teraz przez ten ból w klatce piersiowej moje dotychczasowe dolegliwości, pomimo, że występują nadal, robią się jakoś mniej dokuczliwe.Tak trochę boli mnie „na skos”, lewe kolano, prawe żebra…. trudno czasami nawet powiedzieć, co jest bardziej dokuczliwe, szczególne nocą.

Dobra, już nie narzekam więcej, przynajmniej w dzisiejszym moim wpisie, bo wcale nie obiecuję, że do moich niedogodności jeszcze pewnie powrócę, w końcu od czego mam ten blok?  Gdzieś człowiek musi się w końcu wygadać.

Rozpoczynamy dzisiaj znów nowy tydzień, przed nami nowe wyzwania, a poniedziałek zawsze jest początkiem czegoś nowego, byleby tylko pomyślnego.
Przyjemnego poniedziałku i samych miłych godzin w nadchodzącym nowym tygodniu  w takim bądź razie życzę

no i po co było krakać?

 

 

Napisałam wczoraj w blogu : 13-atwgo wszystko zdarzyć się może i…zdarzyło się.
W drodze powrotnej z pracy autobus gwałtownie szarpnął, nie zdążyłam przytrzymać się barierki (bo właśnie przygotowywałam się do wysiadania i poleciałam jak długa do tyłu, po drodze uderzając o siedzenie moimi żebrami, Ból był potworny, Cóż z tego, że dwóch młodzieńców z podłogi mnie podnosiło, skro musiałam potem dłużą chwilę na przystanku posiedzieć, żeby złapać oddech i pomalutku dotargałam się do domu.
Oczywiście od razu zrobiłam sobie okład z lodu, a potem posmarowałam się zgodnie z zaleceniem Maćka Fastum i ból nieco zelżał, ale nadal dokuczał.
A tak właśnie dwa dni temu sobie pomyślałam, że już dawno nie zaliczyłam upadku, chyba w złej godzinie to powiedziałam, a wczorajszym stwierdzeniem jeszcze dolałam oliwy do ognia

Wysmażyłam wczoraj taki list do Dyrekcji MPK w Krakowie. Nie wiem, czy coś to da, ale niech poucza

Jechałam w dniu dzisiejszym autobusem linii 139 kierunek Kombinat – Mydlniki.
Do autobusu wsiadłam na przystanku Opolska Estakada o godz 18.08
Wjeżdżając w ulicę Czarnowiejską , tuż przed światłami, kierowca bardzo energicznie zahamował, gdyż zmieniło mu się światło na czerwone.
Przygotowywałam się już do wysiadania, ale na wskutek raptownego hamowania i szarpnięcia autobusem poleciałam plecami do tyłu, uderzając się bardzo boleśnie w okolicę lędźwiową i co najgorsze uderzyłam żebrami o siedzenie. Kierowca musiał słyszeć łomot upadku  i mój jęk, a potem musiał widzieć, że dwóch młodych panów podnosiło mnie z podłogi, ale nie zareagował, nawet nie zainteresował się, czy coś mi się stało, co prawda poczekał, aż panowie pomogą mi wyjść z autobusu,, ale ze strony kierowcy, który spowodował ten mój upadek nie było żadnej reakcji, po prostu szybko odjechał dalej.
Siedziałam dłuższy czas na przystanki, bo ból był tak ogromny, że nie mogłam złapać tchu. Doznałam bardzo silnego stłuczenia okolicy żeber po stronie prawej i urazu kręgosłupa lędźwiowego oraz kolana lewego.
I tu mam pytanie do Szanownej Dyrekcji MPK, czy naprawę zatrudniacie tak nieczułych pracowników, którzy jeżdżą jakby nie przewozili ludzi, a wory kartofli, nie wykazujących ani grama empatii dla swoich pasażerów? Podziękowałam młodym ludziom za pomoc, ale uważam, że kierowca powinien był się zainteresować tym, co się w autobusie przez niego kierowanym stało, tym bardziej, że to on był sprawcą mojego wypadku.
Proszę o odpowiedź, co Dyrekcja zamierza zrobić w tym kierunku, aby kierowcy jeździli ne tylko bezpiecznie, ale żeby także interesowali się pasażerami, których przewożą.
Ten wczorajszy mój wypadek był niedopuszczalny, ale skoro już do niego doszło, obowiązkiem kierowcy było udzielić mi pomocy i przeprosić za to, co się zdarzyło.

Przynajmniej się „wyżyłam” na papierze 🙂
A swoją drogą kierowca prowadzący pojazd bierze chyba jakas odpowiedzialność za swoich pasażerów?
A może ja jestem tylko za bardzo roszczeniowa??

Noc była koszmarna, co było do przewidzenia. Z każdym nieodpowiednim ruchem i budziłam, mimo że leżałam w półsiedzącej pozycji z głową na wysokich poduszkach.
Z wielką ulgą przywitałam świt .
No cóż, smaruję się maściami, robię też okłady z lodu na słuczone żebra, coś przeciwbólowego zażywam i…….  byle do wyzdrowienia, niech jeszcze troszkę więcej ten ból odpuści.
Najgorsze to jednak jest to, że znów nabrałam traumy w związku z wychodzeniem na ulicę, a teraz dodatkowo z podróżowaniem autobusem.
Znów musi minąć kilka tygodni, aż zapomnę.

Wstał dzisiaj piękny i pogodny dzionek, jakże inny od tego wczorajszego.
Ale i tak dzisiaj raczej z domu nie będę wychodzić, na razie leczę moje poobijane boki.
Ale Wam życzę wspaniałego odpoczynku, bo dzisiaj jest przecież piątek, więc już popołudniu następi weekendu początek.
Fajnego dnia.

Trzynastego wszystko zdarzyć się może…

 

 

A szczególnie trzynastego lipca, tak, jak przed 50 laty, tak i teraz…..
Pół wieku, to dosyć długi czas, miałam dużo czasu na ustosunkowanie się do sytuacji, rozgrzeszyć, czy zganić, ale na pewno czas na znalezienie wreszcie dystansu do siebie.  Bo tak trzeba, inaczej człowiek całe życie tego swojego szczęścia szuka.
Czyżbym na to własnie 50 lat potrzebowała? Było, minęło, czas zatarł ślad, nie ma nad czym  już rozmyślać.
No chyba tylko nad upływem czasu, ale on i tak robi spustoszenie w życiorysie, nie tylko zresztą w moim, a na to niestety wpływu nie mamy
Więc pozostawiam ten problem poza mną ……..  może na następne pięćdziesiąt lat?????

Na starość człowiek robi się nieufny i bardzo dobrze. Co prawda bywają niefrasobliwe babcie, ale pewnie wczoraj nieco przesadziłam, chociaż???

Usiadłam sobie na ławeczce, po jakimś czasie dosiadł się jakiś mężczyzna, nie spodobało mi się to, ostentacyjnie wzięłam torebkę bliżej siebie, nawet lekko ją do siebie przyciskając.
Zresztą facet nie siedział długo, nie wiem, czy rzeczywiście miał złe zamiary, czy nie, ale jakieś czerwone  światełko zapaliło mi się w tyle głowy. Podobnie było w momencie, gdy wchodziłam do kamienicy. Ostatnio zamontowano przy bramie jakąś dodatkową metalowa sztabę i teraz brama bardzo ciężko się otwiera.
Nie byłam co prawda bardzo obładowana, miałam tylko jedną siatkę z niewielkimi zakupami, ale chwilę mocowałam się z tymi drzwiami. Zobaczył to przechodzący ulicą jakiś młody człowiek i ze słowami „pomogę pani” przytrzymał mi drzwi bramy. I znów mi się to wcale nie spodobało, miałam wrażenie, że facet chce razem ze mną do tej bramy wpakować, że pewnie zaraz da mi w niej w łeb i mnie okradnie. No i tak pewnie szlachetny zamiar młodego człowieka został przez starsza panią źle zrozumiany. Ale z drugiej strony, nigdy ostrożności  nie dość , teraz takie niestety czasy takie nastały, że człowiek czuje się coraz miej bezpieczny, szczególnie ten w starszym wieku.
Taki jeden z drugim wypasiony bysior nie pójdzie do pracy, aby uczciwie na życie zarobić, ale będzie napadał, rabował, żeby móc potem kupić sobie alkohol, narkotyki, czy dragi.
Nie wiem, czy dawniej miej było takich przypadków, czy może miej się o tym pisało, mówiło, ale teraz czuję się, jakbym nie mieszkała w mieście, a w jakiejś dżungli, gdzie trzeba walczyć o przetrwanie, gdzie trzeba zabijać, żeby samemu przeżyć. A co mają czynić te słabsze jednostki? Bez żadnych możliwości obrony się poddawać? A gdzie jest policja, czemu ochrania nie tych co potrzeba i trwoni pieniądze podatnika, który za ich niepotrzebną ochronę płaci? Zatrważające jest to po prostu, zamiast być normalnym, radośnie rozwijającym się krajem, jesteśmy narażani na ciągłe niebezpieczeństwa, ataki, wcale do tego wojny nie potrzeba, aby zniszczyć ludzkość. Zabijamy się sami złym, nienawistnym słowem,  prezentowaniem siły, zresztą za cichym przyzwoleniem obecnych władz i co dziwne nawet Kościoła, rozbojami, kradzieżami. 
A przecież podobno jesteśmyh wzorcowym katolickim krajem. Prawda to, czy jakaś gorzka ironia????

Ale nieprzyjemny dzień nam dzisiaj wstał. Zero słonka, pochmurnie,  bardzo, a to bardzo wietrznie i chyba pada deszcz?
No cóż, nie każdy dzień może być pięknie słoneczny, ale nie traćmy nadziei na lepsze jutro i uśmiechajmy sie, może tym nasza pogodę ducha chociaż troszkę poprawimy?
A jednak miłego czwartku życzę.

różane słoneczko

 

 

 

Różane słoneczko jest dla mojej Różanej Przyjaciółki Uli. Daruję go Ci Ulu w naszą ulubioną środę, by przez cały następny tydzień dla Ciebie świeciło..
I to słoneczko na niebie i to słoneczko w Twojej duszy. Abyś mogła robić same przyjemne dla Ciebie rzeczy, które znając Ciebie masz już pewnie zaplanowane?
Z tą pogodą to różnie bywa, ale muszę Ci się przyznać, że mam  na swoim Iphonie zaznaczoną również pogodę i w Poznaniu i często sprawdzam, czy na pewno Ci to słonko świeci 🙂
Wszystkiego najlepszego Uleczko na te wszystkie lipcowe dni,  bo na sierpień będę Ci życzyła w odpowiednim ku temu czasie 🙂
Baw się dobrze, lataj z tymi kijkami, a ja będę odczarowywała deszcz, żeby Ci w tych marszobiegach nie przeszkadzał.
Co prawda nie wiem, czy na taką odległość moje zaklęcia Abra Kadabra też będą działały ?
W Krakowie na ogół mi się to udaje i gdy chcę gdzieś wyjść, a akurat pada, kręcę młynka paluszkiem mówiąc : deszczu a kysz, idź sobie i co ciekawe on mnie słucha. No, przynajmniej ktoś mnie słucha 🙂
Może nie jest to łatwe do uwierzenia, ale tak rzeczywiście jest i nawet niektórzy się dziwują, zresztą ja też, skąd we mnie taka jakaś niesamowita siła odganiania deszczu.
Ale tak jak mówię, nie wiem, czy to na tę odległość około 600 km, które nas dzieli, będzie działało, nie mniej będę próbowała. A może akurat mi się też to uda?
Trzeba zawsze jednak mieć dobrą nadzieję, prawda Uleczko?

Wczoraj też czarowałam deszcz. Akurat rano, gdy wychodziłam na zabiegi nieco się rozpadało, ale jakoś do przystanku dotarłam nie używając parasolki, na szczęście przystanek mam niedaleko.
Akurat największy deszcz padał podczas mojej podróży autobusem, ale kilka razy pokręciłam moim czarodziejskim paluszkiem, wypowiedziałam czarodziejskie zaklęcie i zanim dojechałam na miejsce deszcz ustał i znów idąc od przystanku do przychodni nie musiałam używać parasolki.
Zabiegi przeszły mi całkiem sprawnie, chociaz po jontoforezie tego chorego lewego kolanka rozbolało mnie ono nie licho, na szczęście szybko potem ból przeszedł. Widać taka była reakcja kości na rozprowadzony lek.
Gdy byłam w przychodni rozpadało się na dobre, ale na szczęście okazało się, że i Darka i Wiktoria akurat były tam w pracy, więc wprosiłam się do nich na kawkę i całkiem miło ten deszczowy czas przeczekałam. Potem na moment pokazało się nawet słoneczko, tak więc mogłam spokojnie dojść sobie do przystanku autobusowego, bez używania parasolki.
Nawet na moment przysiadam sobie na ławeczce, ale niestety nie dało się na niej siedzieć, bo po tych deszczach było jednak na niej mokro.
Cóż, znów zresztą deszcz zaczął kropić, więc nie mogłam dłużej oddawać się rozkoszy przebywania na świeżym powietrzu.

Dzisiaj też idę na poranną rehabilitację. Mam nadzieję, że wreszcie te zabiegi zaczną mi pomagać, chociaż najlepsze rezultaty osiąga się dopiero w tydzień. lub we dwa po wybraniu wszystkich zabiegów.
Pożyjemy, zobaczymy, chociaz jakoś nie bardzo mi się chce wierzyć, żeby całkowicie ten ból ustąpił.
Podobno dawniej tę cystę Bakera leczono punkcją. Nie rozumiem, czemu teraz zaniechali tej metody. Przecież najłatwiej byłoby opróżnić ją z nadmiaru płynu, który w niej zalega i wtedy by nie uciskała na okoliczne nerwy i nie byłoby tego bólu, tej sztywności stawu.
Ale jak już kiedyś pisałam, widać naczelny chirurg, specjalista  Polski nigdy nie chorował na taką przypadłość  i nie rozumie, jak taki ból daje się we znaki.
Jest powiedzenie : syty nie zrozumie głodnego, teraz mogę dodać inne: nie cierpiący na żaden ból nie wie, jak bardzo taki ból jest dokuczliwy i czasami  jest nawet nie do wytrzymania.
No, ale takie są zalecenia odgórne i lekarze do nich stosować się muszą. Jestem ciekawa, czy gdybym na przykład zgłosiła się prywatnie do jakiegoś chirurga z prośbą o taką pomoc, czy by mi odmówił? Przecież nie każdy jest zdecydowany od razu na operację kolana i zastosowanie endoprotezy. Wydaje mi się, że jest to jeszcze większa trauma, a skoro można pomóc w formie nieco łagodniejszej, czemu tego nie wykorzystać, tym bardziej, że kiedyś tej metody punkcji właśnie stosowano.
Pani rehabilitantka, która robi mi zabieg ultradźwiękami opowiadała mi właśnie wczoraj, że kiedyś i ona miała pod kolanem tę cystę Bakera i chirurg zrobił punkcję, opróżnił  cystę z płynu i już nigdy ona się nie odnowiła. Zresztą mówiła, że była to bardzo często stosowana metoda, najpierw pacjenci przychodzili do niej na ultradźwięki kolana, by nieco rozrzedzić tę galaretowatą, zaległą pod kolanem  masę, a potem u takiego pacjenta wykonywano punkcję i opróżniano kolano  z tego niepotrzebnego płynu.
Nie rozumiem więc dlaczego teraz ta metoda jest niewskazana. To lepiej skazywać pacjenta na cierpienia, lub na branie blokad z kwasem hialuronowym, który jest pełnopłatny i całkiem drogi, a który rzadko kiedy pomaga????

Od rana chciałam mieć dobry humor, naprawdę, ale zepsuł mi go ……. telewizor, który nie wiedzieć czemu sam od siebie nagle się rozregulował i co prawda łapie sygnał WiFi, ale nie można na nim ustawić kanałów. Wielokrotnie próbowałam i………niestety, jest to poza moimi możliwościami.
Znów będę musiała prosić biednego Macieja o pomoc, bo bez niego ani, ani. Tak to jest, gdy się ma starą ciotkę Macku 🙂
W dodatku Firefox działa jak spowolniony żółw, łączy godzinami, mieli jak maszynka do mięsa i to powoduje u mnie dodatkowe stresy. Naciskam Mozillę i chce mieć program, a nie młynek do mielenia mięsa.
Ale fakt, pogoda od rana nam się udała, niebo jest niebieściutkie, słonko ładnie świeci, ptaszki świergolą, to powinna być rzeczywiście piękna środa.
No to zbieram się pomału na te zabiegi, pal licho telewizor, pal licho Mozilla, bez tego też się da żyć, tylko gdy to wszystko się psuje od razu i humor popada w lekką depresję.
Ale mam nadzieję, że wszystko przy pomocy magicznej rączki Maćka mi się naprawi i znów będę oglądała moje ukochane seriale.
No to na razie cześć. Raz jeszcze życzę miłego dnia

po kolejnej miesięcznicy

 

 

 

Wbrew pozorom, wszystko  odbyło się  w bardzo umiarkowanym klimacie.
Kontrmanifestacja przy dowództwie Władysława Frasyniuka zebrała sporo osób z białymi różami, odbywała się ona w momencie, gdy Kaczyński i jego ferajna wyznawców jeszcze modliła się w kościele.
Frasyniuk powiedział, co mu się nie podoba w Polsce, co trzeba zmienić i w jaki sposób to należy przeprowadzić, bynajmniej nie na zasadzie konfrontacji, tylko przy rozmowie z rządzącymi.
Tylko czy rządzący będą chcieli rozmawiać z opozycją? Raczej nie sądzę, to oni przecież wszystko robią, by do tej konfrontacji doprowadzić.
Ale tym razem nie udało im się,  bo w momencie gdy Pisowcy wychodzili z kościoła, kontrmanifestanci pozostawili im wolne pole, po prostu zlekceważyli ich i odwrócili się do nich plecami, pokazując, jaki maja stosunek do tego , co rząd i wyznawcy Jarosława wyczyniają.
Uważam, że taka decyzja Frasyniuka i lidera Obywateli RP, Pawła Kasprzaka była słuszna i bardzo trafna.
Na pewno zbiła z pantałyku Kaczyńskiego, który zabezpieczył się całą ordą policjantów, ściąganą z całej Polski i który co prawda krótko, ale przemówił do swojego ciemnego ludu, mimo, że pewnie nie taką mowę sobie przygotował, był przygotowany na, jak zwykle pomstowanie, ale tym razem nie było przeciwnika. Oczywiście znów były słowa o dochodzeniu do prawdy, o zwycięstwie , dodatkowo jeszcze mówił o przekrętach, które wychodzą na jaw i  zapewnienia, że będą wobec tych ludzi wyciągane konsekwencje.
Ciekawe, czy również i aferę dotyczącą SKOK-ów też miał na myśli??
No i kiedy wreszcie dojdzie do tej prawdy, kiedy zwycięży, cokolwiek miałoby to znaczyć i da nareszcie umęczonemu polskiemu narodowi święty spokój??
O tym dowiemy się już za miesiąc, z okazji 87 miesięcznicy obchodów katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem.
Robi się to już nudne, jak flaki z olejem.

No to napiszę o czymś innym.
Wczoraj rozpoczęłam serię zabiegów rehabilitacyjnych. Okazuje się, że za jakąś tam część przepisanych zabiegów muszę dopłacić 70 zł, bo NFZ ograniczył możliwość wykonania wszystkich zaordynowanych  zabiegów, mimo,, że są przecież zapisane przez kierującego lekarza leczącego, czyli znającego dolegliwości chorego. Ale niestety NFZ nie ma pieniędzy na wszystkie „fanaberie” chorego, ten musi sobie inaczej poradzić. Mogłam  z nich  zrezygnować, ale uznałam, że  skoro lekarz mi takie właśnie zabiegi przepisał, widocznie uznał, że są ważne.
Biorę więc ultradźwięki, laser i jontoforezę na obydwa kolana, po 10 z każdego zabiegu na każde kolano.
Dodatkowo dokupiłam sobie jeszcze dziesięć masaży na kręgosłup szyjny, bo może akurat przyniesie mi nieco ulgi i ta lewa ręka nie będzie mi tak cierpnąć, a szyja przestanie mi dokuczać ?
Co prawda musiałam zapłacić 150 zł za 10 tych masaży, ale chyba warto, skoro mają mi pomóc? 
Pani masażystka powiedziała, że mam teraz bardzo po napinane mięśnie przykręgosłupowe i zgrubienia w obręczy barkowej i rzeczywiście mogę czuć przez to dyskomfort (no, powiedzmy wprost – ból), ale to wszystko po zabiegach podobno  nieco ustąpi.
Oby, bo tak po prawdzie, przestałam wierzyć, że cokolwiek, prócz „doktora Glinki” mi jeszcze na tym świecie jeszcze pomoże.
W każdym bądź razie, po pierwszych zabiegach na kolana, wyszłam jeszcze bardziej kulawa i obolała, niż przed nimi.
Myślę, że to może być taka reakcja na ingerencję przez te zabiegi, ale pewnie dodatkowo dołożyła się do tego jeszcze pogoda. Wszak jestem meteoropatką, a wieczorem przyszła do Krakowa i ulewa i burza.
Co jak co, ale moich nóżek aura nie oszuka, nie ma takiej opcji. Nóżki zawsze mi przepowiadają deszcze niespokojne i burze z grzmotami i piorunami.
Nie lubię burzy, po prostu jej się boję. Najchętniej wtedy wygaszam wszystko, włażę z głowa pod kołdrę i…zasypiam.
Ale przynajmniej mam dach nad głową i mi nie wpada do mojego domku  deszcz, a co mają powiedzieć te biedne bocianki, gdy ostatnio w Przygodzicach z małymi przerwami deszcz pada. Pewnie i w innych rejonach Polski bociany też dotkliwie odczuwają te deszczowe pory.
Bocianki wyglądają jak zmokłe kury, ledwie zdążą nieco osuszyć piórka, a już znów nowy deszcz je moczy. Biedaki…..

No a dzisiaj idę odebrać następną porcję moich zabiegów. Tak będzie aż do następnego piątku, nie licząc oczywiście soboty i niedzieli.
Te dwa dni będę odpoczywała od zabiegów.
No i ciekawe, kiedy wreszcie tę ulgę zacznę czuć naprawdę?
Pogoda? Jeszcze nie wiem, bo na razie jest wczesny poranek, więc nieco niebo zachmurzone niebo ma prawo być.
Szczególnie po tej wczorajszej burzy.
No i jeszcze jedna taka „burza” straszyła nas wczoraj,  nie wiem gdzie, ale raczej niedaleko mojego domu, od strony kuchni, odzywały się okropne kłótnie. Leciały jakieś sprzęty, oczywiście też i wyzwiska. Huk był taki, czasami zastanawiałam się, czy to grzmot od burzy, czy od spadającego jakiegoś grata. Na szczęście wszystko potem się uspokoiło, ale byłam przerażona, denerwuje mnie taka przemoc, która tam się odbywała.
Mężczyzna był bardzo agresywny, co budziło u mnie wielki niepokój, a co musiała czuć ta kobieta, na którą on wrzeszczał????
Przemoc w rodzinie  jest straszną traumą, ale niestety, mimo Błękitnej Lini, ciągle w naszym życiu obecna.
A najgorsze jest to, że zarówno Pis, jak i Kościół nie widzą w tym przypadku żadnej anomalii.
Czyli stare powiedzenie „gdy się kobiety nie bije, wtedy wątroba jej gnije” ma być ciągle aktualne???
Wcale temu nie przyklaskuję, bo co ma robić taka zniewolona przemocą kobieta, gdzie ma szukać ratunku, skoro nawet kościół od niej się odwraca?

Zbieram się już pomału na te zabiegi, dzisiaj pracują rano, więc muszę się spieszyć, by wszystko potem pozałatwiać.
Życze przyjemnego dnia, pogody na niebie i w sercu.

Koniec laby

 

 

Dzisiaj po weekendzie powrót w krakowskie pielesze.
A było mi tu tak wspaniale……
No cóż, taka jest rzeczywistość.
A tak miło popija się kawkę na tarasie, siedzi na nim wieczorem przy grillu, wśród rodziny, a nie samotnie spędza się miło czas….
A tak fajnie leżeć sobie na huśtawce i czytać gazetki, a czasami nawet się zdrzemnąć kapkę…
Ale na razie koniec z takim rozpasaniem, trzeba wrócić do domku, do rzeczywistości.
Chociaż przecież w domku nie jest mi tak źle. Tylko tego tarasu i hamaku będzie mi brakowało.
A dzisiaj przede mną pracowity dzień.
Dzisiaj rozpoczynam rehabilitację na te moje nieszczęsne kolanka, może uda mi się „załapać” jeszcze na kilka chociaż masaży na moją szyję?
No a po zabiegach muszę szybciutko sunąć do pracy, bo już na mnie pacjenci czekać będą.
Pewnie zanim się zorientuję, minie niepostrzeżenie następny dzień i tak w kółko.
Zabiegów mam rozpisanych kilka, po 10 razy każdy, więc trochę się tam nachodzę.
No nie mówiłam, że powinnam się przenieść na Rusznikarską hi hi hi???
A na razie idę po raz ostatni na taras, wypiję na nim ostatnią znakomitą kawkę (w tym dniu oczywiście), umyję się pięknie, ubiorę i hejta do Krakowa.
Wsi pogodna, wsi wesoła żegnaj znów na jakiś czas.
Aha! orzeszki piniowe są smaczne, chociaż podobno wyjątkowo kaloryczne, ale mają tak twarde skorupki, że połamałam na nich moje pazurki.
Ale coś za coś 🙂

Dzisiaj mamy 10 lipca, czyli kolejny Dzień Świra.

 

Co prawda nie będzie na Kontrmanifestacji Wałęsy, ale…

NIE DAJMY SIĘ ZWARIOWAĆ !!!!

Miłego poniedziałku i całego tygodnia