Mamy piąteczek

 

 

Tak, dni tak szybko lecą…dopiero był poniedziałek, a już nowy weekend się rozpoczyna.
I fajnie, czasami trzeba odpocząć przecież. Coś niesprawnie dzisiaj to blogowanie idzie, może to koniec tygodnia tak na mnie działa???
A może obecność Reni, która przyszła ogarnąć moje mieszkanie?
Raz na miesiąc trzeba gruntownie chałupkę odsprzątać, dobrze, że mam taką wspaniałą Renię do pomocy.

Bardzo serdecznie dziękuję za takie trafne i mądre komentarze Kolegi Jaco. Po prawdzie całkowicie zgadzam się z wszystkimi Jego myślami, spostrzeżeniami, szkoda, że tak nie wszyscy jednak myślą…..
Niektórzy ulegają mrzonkom, czczym obiecankom, biorąc blichtr za złoto…..
A wystarczy tylko trochę wyobraźni i od razu wiadomo, co jest prawdą, a co wierutnym kłamstwem i gdzie to kłamstwo nas prowadzi.

Również zdziwiona byłam wczoraj wiadomością od Anny, że czarny bocian pojawił się w okolicach  Szczawnicy.
Gdy kiedyś szukałam wiadomości o czarnym bocianie dowiedziałam się, że bardzo rzadko on pokazuje się w Polsce, najczęściej występuje w Estonii. Podglądałam kilkakrotnie jego gniazdo, bardzo ekscentrycznie wygląda ten ptak w innym, niż zwyczajowym upierzeniu.
A może to tylko moje przyzwyczajenie, że bocian jest  biało – czarny? 
A propo ‚s, jaka jest różnica między bocianem i kominiarzem???

Bocian jest cały biały i ma czarny koniec, a kominiarz??
Nie, nic z tych rzeczy, o których pomyśleliście, bezwstydnicy jedni 🙂
Kominiarz nie jada żab

Chociaż może francuski kominiarz i żabkami się zajada, bo to przecież  ulubiony (obok serów) przysmak Francuzów.
Swoją drogą, też dziwne mają smaki…..
Żaby, ślimaki, mule, pieczone kasztany……..
To wszystko nie na mój biedny żołądek.
Kiedyś wspominałam już, ile przeżyłam, gdy musiałam będąc w Paryżu namęczyć się, gdy zmuszono mnie do spróbowania ślimaka,
Po prostu wstyd mi było przed rodowitym Francuzem, że jestem taki notabene, francuski piesek.
No proszę i francuskie pieski mogą mieć swoje grymasy, czemu nie mogę je i ja mieć????.
A sery? Do nich mam wyjątkowy stosunek, po prostu je uwielbiam, im bardziej jest „śmierdzący” tym bardziej pyszny.
Tez kiedyś już o tym wspominałam, ale przypomnę, kiedyś dostałam  od Marcina prawdziwie francuski i okropnie cuchnący ser prosto z Paryża.
Mniam, jaki był pyszny, od razu zjadłam prawie jego połowę. Pech chciał, że potem musiałam jechać autobusem i wszyscy czekający na przystanku, a potem i w autobusie ode mnie się odsuwali, bo…… no właśnie, podejrzanie dla nich pachniałam. Stare skarpety nosi, czy co?????. nie myje się, czy coooo?- pewnie myśleli A ja miałam tylko wspaniały z tego ubaw.
Tylko niestety w Polsce nawet te francuskie sery sprzedają nie do końca dojrzałe, są mało „rozlazłe”, nie mają odpowiedniej konsystencji i odpowiedniego smaku, szkoda 😦
Przynajmniej mam teraz  co teraz wspominać. Ach te sery……
Byłam przecież kiedyś w stolicy prawdziwych serów, chociaż i Holandia nie ustępuje w smakach tego specjału.

No to piątek, no to weekend

Wszystkiego dobrego, odpoczywajcie do woli  i wesoło!!!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s