Kocia rozpacz

 

 

Nawet nie przypuszczałam, że kot potrafi tak tęsknić, tak cierpieć.
Biedny Banzaj, gdy Ksawer zostawiał mnie u mnie w domu, kocisko tylko zza kanapy wyglądało i tęsknie patrzyło, jak pan  w drzwiach znika.
A potem zamelinował się za ta nieszczęsną kanapą i przez dwie godziny stamtąd nawet nosa nie wyściubiał. Widać jednak  głód był silniejszy, bo gdy poczuł, że pachnie w miseczce jedzonko wyszedł stamtąd i podjadł wszystko, oczywiście wtedy , gdy mnie w kuchni nie było, gdy nie zaglądałam mu do miseczki, ale ta w końcu pusta została. Znów schował się do swojej zakanapowej kryjówki i przez następne dwie godziny nie wychodził.
Potem na chwilę się stamtąd wyłonił i nawet chwilkę , z wielką dozą ostrożności się ze mną pobawił myszką. Ma takie zabaweczki w postaci myszki, które….aportuje, zupełnie jak pies. Rzuca się mu myszkę, a on ją spowrotem przynosi i czeka, aż znów ja się  gdzieś rzuci w dal.
Wydawało mi się wtedy, że już jesteśmy na dobrej drodze do zaprzyjaźnienia się, ale….byłam w błędzie.
Znów była kryjówka i żałosne wołanie DIANA, DIANA. Wyraźnie można było w tym żałosnym miauczeniu te słowa usłyszeć.
No, co mu poradzę, że jestem Ewą, a nie Dianą???
A potem przyszła koszmarna noc…….Przez pół nocy było żałosne miauczenie, płakanie i nawoływanie swojej Pani.
Aż czekałam, kiedy sąsiedzi przyjdą zobaczyć, co ja z tym kotem wyprawiam, skoro tak żałośnie płacze.
A gdy zgasiłam światło, przyszedł na stolik stojący koło mojego łóżla, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie leży tam Diana, ale  stwierdził ; e, to znów tylko Ciotka Ewa i sobie rozczarowany poszedł do swojej kryjówki, skąd znów odzywały się tęskne kocie miauczenia.
Wreszcie obydwoje zmęczyliśmy się tą kocią rozpaczą i obydwoje zasnęliśmy , ja w swoim łóżku a on….chyba znów za kanapą, bo rano nigdzie w kuchni go nie widziałam.
No a Ksawer twierdził, że kot nie śpi na ziemi, nieprawda, śpi w swojej kryjówce, byle daleko od tej nowej pani.
A gdy wstał rozpaczliwe miau miau znów się rozlegało po całej kuchni i do tej pory z krótkimi okresami na odpoczynek trwa,
Czarno to widzę, chyba kot jednak do mnie się nie przyzwyczai, ze mna się nie zaprzyjaźni, bo ból roztania jest dla niego jednak silniejszy.
Biedny kotek i biedna Ciocia Ewa, bo tak naprawdę bardzo się tym denerwuję, że on tak płacze, a ja nie umiem mu pomóc.
A gdy wyciągam rękę, aby go pogłaskać to przerażony ucieka, jakby się bał, że zaraz go uderzę.
Psy jednak są bardziej chyba przymilne, można je jakoś przekupić, kota przekupić się nijak nie da.
A może mi ktoś poradzi, co mam zrobić  z tym kocim problemem, bo chyba ciężko mi będzie wytrzymac te całe dwa tygodnie.
Już ze stresu brzuch mnie boli i muszę co chwilkę do toalety latać, naprawdę, nie przesadzam.

No, a nie pisałam wczoraj, że moje najbliższe wpisy będą spod znaku kota?? Co tam polityka, nieważna, ważna jest teraz moja nowa, smutna, kocia rzeczywistość.
Ja tu blog sobie piszę a Banzaj co jakiś czas przychodzi do mojego pokoju i sprawdza, czy aby coś się nie zmieniło, czy może jego Diana się nie zmaterializowała, no, ewentualnie może to być Ksawer, byleby tylko nie ta wredna Ciotka Ewa.
Niestety kotku, tak będzie przez całe dwa tygodnie, aż po ciebie przyjadą i cię od tej nieznośnej ciotki Ewy zabiorą.
Jakoś to będzie, musimy wraz z kotem ten czas jakoś przetrwać.
Ale utwierdza mnie to tylko w jednym stwierdzeniu:
żadnego kota, ani innego stworzenia w domu nie chcę mieć I już!!
NIGDY!!! NEVER!!!!!

Dobrze, że przynajmniej słonko świeci za oknem, jakis promyk nadziei na dobry dzień jest 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s