depresja

 

 

 

Według Alutki z Rodziny Zastępczej, na depresję mogą zapaść ludzie wybitni, inteligentni, a nie jakieś tam pospólstwo.
Widać ja do tych ostatnich nie należę, bo jakas depresja na mnie od rana osiadła.
A jakie są jej przyczyny?

1. pogoda

2.kot

3. bóle wszelakie

No to po kolei:

Znowu napadał ten wstrętny  śnieg i znów jest zimno, temperatura w Krakowie na minusie, co bardzo dotkliwie odczuwam w moim mieszkaniu. Chłód pcha się do mnie wszystkimi możliwymi drogami.
Co prawda okna, owszem, mam szczelne, ale przez drzwi w przedpokoju zimno się dostaje.
A żeby to było za mało, to jeszcze ściana, na której stoi moje łóżko, przylega ściśle do klatki schodowej.
Oczywiście nie muszę dodawać, że klatka schodowa jest nieogrzewana, jak to w starym budownictwie, bez centralnego ogrzewania, tak więc cały ten chłód przez ścianę przenika wprost do mojego łóżka. Pomyślałby kto, nic prostszego, niż przemeblować pokój. Wcale to nie jest takie łatwe, bo właściwie nie ma takiego miejsca, które byłoby odpowiedniejsze na mój tapczanik. Myślałam o zawieszeniu jakiegoś dywanu na ścianie, może trochę chociaż by to ochroniło moje łoże?????

Bo nie ma nic gorszego, niż wskoczyć wieczorem do zimniutkiego łóżeczka…….brrrrrr……
No to układam koce od strony ściany i nimi otulam się od tyłu, oczywiście śpię w spodniach i w 2 swetrach.
Grzanie rozpoczynają o 22, więc nad ranem jest już całkiem cieplutko, ale potem znów szybko się pokój wychładza.
Czasami mam poczucie, że śpię w jakimś szałasie, a nie w pokoju, a wiatr hula tuż obok mnie. Jak na harcerskim obozie 🙂
Dlatego tak często piszę, byle do wiosny, byle do wiosny, bo wtedy mieszka się już całkiem przyjemnie.
A teraz? Co mi z tego, że płaci się ciężkie pieniądze za to elektryczne ogrzewanie mieszkania, skoro w domu jest po prostu zimno, muszę w trzech swetrach siedzieć przez cały dzień, a  wykapać się w tej zimniutkiej łazience jest prawie heroizmem, rozebrać się do naga w taką zimnicę? brrrrrr
Ale jakoś muszę sobie radzić, przecież nie będę brzydko waniała przez całą zimę, zaciskam zęby i włażę jakoś pod ten tusz, tam przynajmniej przez moment jest mi ciepło, gorzej, gdy znów muszę spod niego wyjść, wytrzeć się i lecieć szybciutko warstwy anty – mrozowe na siebie wkładać.
Nie było to jak centralne ogrzewanie na ul Smoleńsk, z tęsknotą, ba, nawet z łezką w oku te cieplejsze nieco zimie wspominam……..
Ogólnie tu, gdzie mieszkam nie jest źle, nawet rzec można, że jest fajnie, tylko te zimy……..

Punkt drugi to KOT
Minęło już 5 i pół wspólnych dni, a poprawy w naszych stosunkach nie widać.
Kicia po prostu mnie tylko ledwie toleruje i to głównie wtedy, gdy na przykład jem jakieś pyszności, czeka, żeby z nim się podzielić. Ale i tak pieszczot i innych karesów nie będzie, ucieka od mojej ręki, jeżeli nie pachnie ona akurat jedzonkiem,
No i oczywiście co chwile tęsknie, płaczliwie płacze, widać, że ciągle bardzo tęskni za swoimi.
No i rozrabia po kociemu. Ostatnio porywa mi różne moje rzeczy i je chowa, a to zapalniczkę, a to mojego misia, nawet długopis padł jego łupem.
A obgryzanie moich kwiatków stało się już kocią pasją, a potem się kot dziwi, że go przeganiam. Kocham swoje kwiatki, staram się o nie dbać i nie będzie mi jakaś tam kocina je niszczyła.
Dzisiaj policzyłam dni do przyjazdu Diany i Ksawera, zostało ich jeszcze całe mnóstwo, bo aż 10, albo nawet jedenaście, cała wieczność!!!!!
Jak ja wytrzymam?
Oj to była jednak zła decyzja, że zgodziłam się na przechowanie kota.
Może gdyby to był mój własny kot, byłoby inaczej, ale taki kot w przechowalni nie jest wcale dobrym pomysłem.
Kot tęskni nie tylko za właścicielem, ale też i za własnym mieszkaniem, za kątami, które świetnie zna.
A tu nie dość, że wszystko inaczej, nie po kociemu pachnie, to jeszcze jest ta baba, która ciągle krzyczy, zostaw, nie rusz, nie obgryzaj kwiatków.
OKROPIEŃSTWO!!!!
Tak wiec jeszcze przez te 11 dni musimy jakoś z kotem współegzystować. Wcale nie musimy się kochać, wystarczy, że będziemy się tolerować.
Jest taki układ : Kot nie lubi mnie, ja nie lubię kota i tak już pozostanie.

A punkt trzeci, czyli bóle wszelakie, bardzo silnie powiązane są z punktem pierwszym, czyli z pogodą.
Niestety jestem meteo-patką, czyli osobą chora na pogodę i przy takich różnych zawirowaniach cierpię na ZBCC, już kiedyś o tym pisałam, jest to skrót od  słów za…sty ból całego ciała. I tak jest. Bolą mnie nie tylko kolana i stopy, ale i ręce, a nieznośny i bolesny prąd kierujący się do palców lewej ręki jest wprost denerwujący. Pewnie, że istnieje Nimesil, który nieco te bóle niweluje, ale niestety całkowicie ich nie znosi.I ma wadę: niszczy wątrobę, więc za często nie można go zażywać.
Te wyleczy dopiero Doktor Glinka, ale na to muszę jeszcze trochę poczekać, ba, nawet chcę nieco poczekać.

Powinnam dodać jeszcze czwarty punkt:  POLITYKA,  ale na nią już całkowicie nie mam siły, nawet o niej nie chce mi się nic pisać.
To nie znaczy wcale, że zmieniłam swoje poglądy, albo, że ślepo jej się poddałam, nic podobnego, ale i tak mam wystarczająco innych stresów, żeby ten jeszcze sobie na kark wkładać.

Ale dzisiaj jest sobota, więc będę mogła swoje stresy i depresje smacznie przespać, nigdzie się nie wybieram i gości też raczej mieć nie będę. Ubiorę na siebie całą stertę ubranek, otulę się kołderką i wszystkimi kocami, które posiadam  i……..  kimonko, może w śnie będę cieszyła się ciepełkiem  na przykład  słonecznej Afryki????
Kot nakarmiony, następny koci posiłek dopiero wieczorem, wiec teraz mam csas tylko dla siebie

Miłej soboty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s