Tradycja

 

Tradycja to tak bardzo ważne słowo, jak miłość, przyjaźń, wspólne wspomnienia.
I własnie środa jest takim tradycyjnym dniem dla Uleczki i dla mnie. Nie pamiętam, kiedy owa tradycja się narodziła, pewnie już dobrych parę lat temu,   najważniejsze, że nadal trwa. I zawsze łączy si ę ona z piękną, zamieszczoną przeze mnie specjalnie dla Uli różą i obopólnymi pozdrowieniami.
Tak i własnie będzie dzisiaj. Uleczku, mam nadzieję, że jeszcze moja różyczka zastanie Cię tutaj, bo według moich obliczeń,dopiero w przyszłym tygodniu wyjeżdżasz nad morze.
Ale i tak masz przecież telefon z dostępem do Facebooka i zawsze mozesz sobie poczytać moje słowa.
I dzisiaj też posyłam Ci Uleczko mnóstwo słonecznych całusków z pięknie oświetlonego od samego rana słonecznymi promieniami Krakowa.
Jak to miło otworzyć rano i zobaczyć przez okno uśmiechnięte niebo.
Aż strach pomyśleć, że znów od jutra będzie pochmurnie i deszczowo. Na całe szczęście na krótki czas i znów słonko zawita. A potem już tylko będzie słonko i słonko, zwłaszcza nad morzem 🙂  Wszak mamy już przecież ….lato.
Tak ono przychodzi do nas już za dwa dni. Aż wierzyć się nie chce, kiedy ta wiosna nam tak niespostrzeżenie  przepłynęła.
Uleczku, dla Ciebie lato to wyjazd nad morze. Jakże się cieszę, że przynajmniej Ty możesz sobie podróżować.

Ja na razie (z różnych, różniastych powodów) spędzę wakacje w Krakowie, znów zaklinając, może za rok????
Baw się dobrze, dużo uśmiechaj się i wesel, by tej energii na cały rok Ci pozostało.

Wczoraj zabawiłam się w……kibica. Na dobre mi to nie wyszło, bo  ……  tylko straciłam mnóstwo nerwów. Zresztą i tak nie wytrzymałam całego meczu, po drugiej bramce po prostu przełączyłam kanał TV na inny.
Bo co tu można powiedzieć???? MECZ BYŁ PRZECIEŻ BEZNADZIEJNY!!!!!
Jestem  wprost zawiedziona  grą Lewandowskiego, który gdzieś tam snuł się po boisku i może tylko raz, czy dwa jakąś akcję zainicjował, zresztą bezskuteczną. O innych sławach jak Grosicki, czy Szczęsny cóż powiedzieć? , po prostu  prawie nawet nie wymieniano ich nazwisk przy relacji z meczu.
Najczęściej słyszało się o akcjach dosyć aktywnego Zielińskiego, nawet jedna jedyna bramka nie usatysfakcjonowała naszych kibiców.
Co tu mówić : BEZNADZIEJA!!!

Nie tego oczekiwaliśmy po naszej drużynie, a teraz zrzucają winę, a to na złe decyzje selekcjonera Nawałki, przygotowującą zawodników do meczu, a to do sędziego, który rzekomo nie odgwizdał zmiany senegalskiego  zawodnika, który zgodnie z decyzją, wszedł na boisko i zaraz  strzelił nam gola.Trudno nie strzelić gola, gdy bramka stała pusta, bo nasz bramkarz wyszedł na przedpole, a obrońcy gdzieś po kątach się pochowali. Miał świetną okazję i ją wykorzystał.
To tylko nasi zaspani zawodnicy powinni posypać głowę popiołem i powiedzieć, zawaliliśmy na całej długości i szerokości boiska.No dobra, wy-żołądkowałam się, co najmniej jak gdybym była rasowym znawca piłki nożnej.
Ale troszkę tych meczy w życiu sie naoglądałam i mniej więcej wiem, o co w tym wszystkim chodzi, przede wszystkim chodzi o wspólną grę i….celne podania, czego tez nie można było Polakom wczoraj przypisać, nawet podając do swoich współzawodników, robili to całkiem niestarannie i łatwo można było taka piłkę przejąć.
Zresztą nie tylko ja jestem zniesmaczona wczorajszym meczem,  czego wyrazem może być mem, który dzisiaj znalazłam w Onecie

No tak, skoro ma się tak świetnych zawodników, którzy potrafią samobójczym golem zapewnić zwycięstwo przeciwnika……

W każdym bądź razie wczoraj podjęłam decyzję, że już nie będę dalej fanką Mundialu 2018, niech on się toczy gdzieś z dala, obok mnie.

Może to i lepiej, bo już kiedyś zauważyłam, że moje kibicowanie przynosi naszym zawodnikom tylko pecha, ile razy oglądałam jakiś mecz, przegrywaliśmy.
Może moja decyzja przyniesie jakieś zwycięstwo Polakom, ale tak prawdę powiedziawszy nic mnie to juz nie obchodzi.
STRACIŁAM SERCE DO FUTBOLU!!!!!
Ale wiem jedno na pewno, następny mecz naszej drużyny odbędzie się już bez mojego udziału!!!!!

Ale smutki na bok, cieszmy się dzisiejszym pięknym i słonecznym dniem, bo tylko to nam pozostaje.
Polska piłkarska drużyna jest do czterech liter, polska polityka jest poniżej krytyki, więc czym mamy się cieszyć, jak nie słonkiem, pogodą  i latem????

Milutkiej środy życzę.

radosnego wtorku

  A kiedy będzie on radosny?
Nie tylko wtedy, gdy słonko nam na niebie zaświeci, ale dzisiaj czekają  o wiele ważniejsze dla Polski wydarzenia.
Otóż dzisiaj  nasi biało – czerwoni zaingerują swój udział w Mundialu 2018 w Rosji.
I co się będzie działo?
Parafrazując znany szlagier tego nie wie nikt, nawet Nawałka. Różnie może być, przecież Niemcy też nie spodziewali się przegranej z mało znaczącą grupą zawodników z Meksyku.
Taki czarny koń zawsze może przecież pokrzyżować nie jedne plany. Fakt, Niemcy wyszli pewni siebie, dumni i wydawało im się niepokonani, jednak ich pycha i duma przerosła, pokazała, że jest inaczej. Nikt dzisiaj niczego tak do końca nie może być pewny.
A więc co się dzisiaj w Moskwie będzie działo????
Pokazywali już w TV wiele kibiców z Polski, który specjalnie na ten mecz otwarcia dla Polski do Moskwy  przyjechali, wszyscy byli pewni, że wygrają biało – czerwoni, nie brali żadnych innych możliwości pod uwagę.
Czy to, że ja piszę dzisiaj o Mundialu oznacza, że nagle zaczęłam się interesować piłką nożną?
Nie, nadal nie oglądam meczy, tyle co wiem na ogól dowiaduję się z mediów, przeważnie z Onetu, lub z Gazety.
Inna sprawa, że w związku z tymi meczami nie bardzo co jest w naszej TV oglądać, a TVP Seriale wciąż w kółko powtarza te same seriale, robi się to już nudne. Co prawda mam Cyfrowy Polsat z dostępnymi licznymi innymi stacjami, ale nigdzie nie odnalazłam czegoś, co by mnie wybitnie zainteresowało.
Kto wie, czy jednak nie zdecyduję się na Neflix….. chociaż to znów z  dodatkową opłatą się wiąże.
Co prawda….. dobra, nie będę pisała, jaka prawda, czasami jest tak, że ktoś o obietnicach zapomina.
Własnie zastanawiam się nad tym, czy  jednak skusze się, by oglądać dzisiaj ten mecz, bo przecież byłabym wielkim wyjątkiem, gdybym go nie oglądała, prawie 80 procent Polaków zasiądzie dzisiaj przed telewizorami, powstają nawet tak zwane strefy kibica, w których w towarzystwie o wiele przyjemniej mecz się ogląda.
A chyba wśród  tych 20 procent Polaków, którzy nie będą oglądać tej transmisji będą niemowlaki, małe dzieci ( te starsze już piłkarskiego bakcyla połknęły) i …zramolałe dziadki i babcie. Czy mam się do tych ostatnich zaliczać???
No to mam jeszcze kilka godzin do namysłu, czy warto się przed telewizorem dzisiaj troszkę podenerwować, czy wystarczy, gdy będę śledziła tylko wyniki na Onecie. Też będzie to trochę stresujące, ale jednak zdecydowanie mniej nerwów w ten sposób dzisiaj pochłonę.
Kiedyś to była wspaniała srebrna drużyna, zwana Orłami Górskiemu. Ile nam ona przyniosła  wtedy radości, wszak w Mundialu 1974, który odbywał się w NRF (wtedy jeszcze NRF) zajęliśmy  wysokie, trzecie miejsce. Wtedy wszystkie mecze oglądałam!!!!!
A jak będzie teraz?? będzie „zasługa Kaczyńskiego”, czy „wina Tuska”????????
W sumie wszystko zdarzyć się może, skoro pretendujący do tytułu prezydenta Warszawy  niejaki Patryk Jaki użył całej swojej mocy i……. przeniósł Dunajec aż pod Budapeszt???? Co prawda może i nasze Pieniny na tym za wiele nie stracą, skoro uzyskały w zamian piękny, modry Dunaj. Ciekawe tylko, co by o tym powiedział mistrz Johan Strauss, opisujący piękno tej pięknej rzeki, płynącej przez Węgry, Austrię i jeszcze kilka innych europejskich krajów, ale na pewno nie przez Polskę? Wszak pasmo górskie Pienin też posiada piękne okolice i może by się tam mistrzowi i Dunaj przypodobał???
A zresztą kto bogatemu zabroni? Pan Jaki będzie przecież bardzo hojnie dotowany przez swoją partię, byleby tylko Stolicę zachapał.
Jeszcze o jednym pisowskim „zagraniu” muszę dzisiaj wspomnieć, trzeba powiedzieć, że było to wyjątkowo  bardzo podły chwyt dużo poniżej pasa, nawet tego pisowskiego, zresztą też w wykonaniu Patryka Jakiego. Otóż zamieścił on zdjęcie ze smutnymi, zafrasowanymi minami Tuska i Schetyny z podpisem : nasi przegrali.
Miał to być mem, który został zamieszczony po sromotnej przegranej Niemców w meczu z Meksykiem w bieżącym mundialu i świadczyć o rzekomej  przynależności obu naszych polityków do niemieckiej nacji.
A cała podłość Jakiego tkwi w tym, że wykorzystał zdjęcie z pogrzebu ministra Karpiuka, który zginął nota bene  w katastrofie smoleńskiej.
Chciał (byle) Jaki ośmieszyć Tuska i Schetynę, tylko, że sam wyszedł zamieszczając ten mem na idiotę i na zwyczajnego prostaka, chama.
Oczywiście Tusk zapowiedział proces, w którym oskarża Jakiego  o naruszenie dóbr osobistych jego i Grzegorza Schetyny i  zapowiedział, że zażąda nie tylko przeprosin, ale również zadośćuczynienia w postaci wpłaty określonej kwoty na rzecz Wielkiej Orkiestry świątecznej Pomocy.
Znając podejście Jakiego i całego Pisu do WOŚP, można powiedzieć, że odczułby to tak samo boleśnie, jak diabeł, któremu kazaliby się wykąpać w święconej wodzie. Taka „kąpiel” Jakiemu by się przydała, chociaż oczywiście już ruszyła pisowska obrona tej całej sytuacji, a największy cham (podobno przyszły nie daj panie Boże przywódca Pisu) Brudziński wyraził nawet swoje oburzenie, jak  Tusk, który (podobno) żółwiki z Putinem przybijał w Smoleńsku śmie krytykować tak praworządnego polityka, jakim jest Jaki. Oczywiście, pomijając fakt, że rzekomo wtedy Tusk cieszył się z tej katastrofy i wyrażał z Putinem swój tryumf ten gbur, który chce prezesować nie widzi ohydy, która oplata jego i jego partię. Macki błota i gó…wna coraz mocniej otaczają tę partię, ilu Polków jeszcze tego nie widzi????
Ale pycha kroczy przed upadkiem……

 

No to co robimy dzisiaj wo godzinie 17.???
Oczywiście oglądamy mecz Polska – Senegal.

Powodzenia Polsko, powodzenia Biało – czerwoni, trzymam za was kciuki. 

 

 

 

 

 

jak gęś z prosięciem

 

Dogadałyśmy się wczoraj z Magdą jak gęś z prosięciem, czyli….nie dogadałyśmy się wcale i w związku z tym  wczoraj, nie pojechałam , jak to planowałam do Modlnicy, a szkoda 

Po prostu każda z nas czekała na telefon od tej drugiej osoby i każda z nas sądziła, że coś jej wypadło, że zmieniła plany.
Tak bywa, gdy się  nie mówi okrągłymi literami….W związku z tym spędziłam całkiem leniwą niedzielę w domku, chociaż przecież tak nie wiele brakowało, żebym nałykała się znów świeżego powietrza i pozytywnej energii w Modlnicy.
Cóż, może następnym razem będzie lepiej, wszak wiele jeszcze słonecznych niedziel przed nami, do zimy wszak jeszcze daleko…..
Póki co poniedziałek przywitał nas swoją ponurością i lekkim deszczykiem.
Ale od czasu do czasu deszczyk przecież musi popadać, byleby tylko nie za dużo. Chociaż roślinkom, które dopiero co w moim Parku wschodzą, deszczyk się przydaje.
Ale nie wstałam dzisiaj wcale w radosnym nastroju. Może dlatego, że już o 4 rano się przebudziłam i co prawda jeszcze na chwilkę do łóżka powróciłam, nawet nieco się zdrzemnęłam, ale mimo porannej kawy nadal głowę mam taką jakąś ciężką…..

W naszej telewizji naprawde nie ma co oglądać, więc puściłam sobie wczoraj na kompie stare odcinku serialu „Zdarzyło się jutro”. Kiedyś ten serial był puszczany i w naszej polskiej stacji, a potem w AXN.
Jeżeli ktoś nie pamięta tego serialu to przypominam: jest to historia młodego mężczyzny, który od pewnego czasu pod swoimi drzwiami znajduje co rano ślicznego rudego kota i….gazetę z datą z następnego dnia. W związku z tym może  dowiedzieć się, co się w dzisiejszym dniu zdarzy i przez to może zapobiec wielu nieszczęściom. Pewnie, że też ma okazję poznać niektóre sportowe wyniki i przez to mógłby obstawiać  zwycięzców – pewniaków i w ten sposób dorobić się niezłej fortuny, Nawet jeżeli mu się to udało, to wygrana nie przeznaczył wcale na swoje rozrywki, ale na przykład na zakup psa dla swojej niewidomej przyjaciółki. Ot taki szlachetny człowiek, który niejednokrotnie staje przed dylematem, kogo ma w pierwszej kolejności uratować, bo czasami zdarzenia pokrywają się w czasie i trudno dokonać odpowiedniego wyboru.
A gdybyś to ty w taki tajemniczy sposób dostawała takie wiadomości, w jaki sposób potrafiłabyś to wykorzystać?
Pewnie, że jest to fikcja, ale w sumie każdy z nas  niejednokrotnie staje przed  podjęciem decyzji pomóc, czy nie komuś, szkoda, że wiele osób wtedy zastanawia się, czy mi się to opłaca? co z tego będę mieć?
To tylko taki ludzki odruch, ale nic co ludzkie nie jest mi obce.
Ale nie uogólniajmy, są jednak osoby, które potrafią pomagać bezinteresownie I chwała im za to.

Pozdrawiam Wszystkich w ten łzawy poniedziałek wierząc, że przed wami przyjemny, pełny wrażeń dzień, cały tydzień……

A wczoraj w Parku……

 

 

W sobotę w Parku Krakowskim odbywał się EKO festyn, z udziałem dzieciaczków i ich rodziców. Czego tam nie było.
Dzieci tańczyły na specjalnym podeście, malowały kredkami i farbkami , skręcały i puszczały baloniki, a także miały duży pojemnik z mydłem w płynie, gdzie mogły napełniać swoje rurki i potem puszczać wspaniałe, kolorowe bańki. Od razu przypomniały mi się dobre, dziecinne czasy.

Było też i stoisko EKO, gdzie zupełnie bezpłatnie rozdawali sadzonki do ogrodów.
Jedna z takich sadzonek kupiłam do Magdzi ogrodu, mam nadzieję, że ten berberys ładnie będzie się prezentował na jej ogrodowym skalniaczku 
Było wesoło i kolorowo, wokoło wiele pięknej, świezej zieleni, tak, że nawet wesoła pszczółka pląsała po parkowych alejkach

Swoją drogą, wcale jej nie zazdrościłam, bo w takim futerku w taki upał maszerować, to nie było chyba zbyt komfortowo, ale najwidoczniej pszczółka nic sobie z tego nie robiła. Jak EKO, to EKO, trzeba było promować to cenne przedsięwzięcie. Dzielnie więc alejki przemierzała, nie marudząc, nie bzycząc i co najważniejsze, nie gryząc nikogo 🙂

A i dzieciaczki się cieszyły, bo po hulankach na placu zabaw mogły sobie spokojnie przy malowaniu plakatów odpocząć, a potem w rytm muzyki pohasać.

No i zwierzątka też zadowolone buszowały po parku. A najbardziej zainteresowałam się wspaniałym, dużym, biało czarnym kotem, który siedział na ławce, na kolanach swojego pana.  Wyglądał troszkę na zestresowanego, bo przecież tyle psów po okolicy ganiało, ale na kolanach swojego pana, uzbrojony w czarną smyczkę, wyglądał bardzo dostojnie i chyba jednak czuł się o wiele pewniej, niż gdyby na alejce leżeć musiał.
Żałowałam potem nawet, że nie zrobiłam mu zdjęcia, ale nie wiem, czy jego pan byłby z takiej propozycji zadowolony, na szelki wypadek nie zaryzykowałam.
Tak więc spędziłam miło jakieś 2 godziny na łonie natury, fajnie, gdy ma się takie możliwości blisko domu.
Oczywiście włączyłam też sobie i Pokemony, ale te niezbyt chętnie przychodziły, mimo, że koło fontanny włączone były lury, czyli przywabiacze Pokemonów.
Zresztą ta gra też mi się już znudziła i gram w nią bardzo rzadko, ot, od czasu, do czasu i nie tak namiętnie jak kiedyś.

A jakie mam plany na niedzielę? Najprawdopodobniej pojadę dzisiaj posiedzieć na tarasie w Modlnicy, bo pogoda jak najbardziej ku temu skłania.
Na razie piekę sobie jeszcze mięsko w piekarniku, oczywiście bez tłuszczowo, w rękawie, bo tak zdrowiej, ale może gdzieś około południa opuszczę jednak Kraków.
Trzeba korzystać z zaproszenia, nieprawdaż?
Szczególnie, że tam zdecydowanie jest lepszy klimat, niż w Krakowie, no i jest tak pięknie, zielono, kolorowo……
Żyć nie umierać.
Życzę wszystkim przyjemnie spędzonej niedzieli, spokojnie, bezstresowo, w  pięknie słonecznych okolicznościach przyrody  

rozpoczął się Mundial

 

 

Podobno każdy ziemianin jest nim zainteresowany.
Widocznie jestem nie ziemska. Jakoś mało, a w praktyce w ogóle temu tematowi nie poświęcam więcej uwagi. Bo i po co?
Patrzeć jak 22 zawodników plus sędzia po boisku latają?, a co w tym jest szczególnego?

Kiedyś, gdy byłam jeszcze bardzo młoda ( a kiedyś byłam) interesowałam się piłką nożną. świetnie pamiętam  te czasy, gdy przeżywałam mecze naszej srebrnej drużyny w 1974 roku.To był dopiero prawdziwy football, te nazwiska: Deyna, Gadocha, Gorgoń, Lato, Szarmach, Tomaszewski były na ustach każdego Polaka. Teraz jest  podobnie, tylko zamiast tamtych gwiazd na footbolskim firmamencie lśnią  inne gwiazdy: Lewandowski, Błaszczykowski, Grosicki…..Też kiedyś przeminą. taki już jest już los, że wszyscy poddajemy się presji czasu.
Ale taki mundial ma tez i swoje dobre strony, przynajmniej coś innego niż zła polityka  zajmuje nasze umysły.Jest to pewnego rodzaju kosmetyk stosowany  na zaczadziałe już nasze umysły.
Bo ile można słuchać, :a Kaczyński to, a Morawiecki tamto, a  z kolei Kuchciński robi sobie ze Sejmu swój własny folwark i przyzwala swoim głosu, zabrania i odbiera ten głos opozycjonistom…….
Nudne to przecież, teraz przez niemal miesiąc będziemy mogli całkiem czymś innym się zająć.Tylko….. kiedyś gdzieś tam w necie przeczytałam takie mądre stwierdzenie, że jeżeli nasza polska drużyna zdobędzie Mistrzostwo świata, będzie to niewątpliwie wielka zasługa Kaczyńskiego, a gdy jej nie zdobędzie, albo co gorsza jeszcze wcześniej gdzieś tam w rozgrywkach odpadnie, niewątpliwie będzie to wina…….TUSKA.
Ale jak można sądzić inaczej,  skoro propaganda pisia głosi, że do rozmowy pomiędzy Kim Un Dzonem a Trumpem doszło dzięki naszej polskiej dyplomacji.
I to jest prawda, ja w to wierzę (?), mamy taj zaje…..stą (przepraszam za słowo) dyplomację, że liczy się z nami już cały świat, biorą z nas przykład, a tylko kilka chwil, dosłownie moment dzieli nas od czasu, gdy Trump samodzielnie zadzwoni do naszego Adriana i będzie błagał, by doznał on tego zaszczytu wizyty polskiego prezydenta w Białym Domu. Pocztą pantoflową dowiedziałam się, że do tej pory Trump zwlekał z taką decyzją, bo własnie specjalnie na tę okazję  remontuje główne skrzydło Białego Domu i czeka na przywóz odpowiedniego łoża, godnego dla naszego prezydenta i prezydentowej. 

Ale co tam Mundial, co tam polityka…..Grunt, że znów pogoda nam sie robi, chociaż czasami słoneczko gdzieś się chowa za chmurkę.
A ja zaraz pędzę do mojego parku, gdzie coś się ciekawego dzieje, przynajmniej jakiś  tubalny  głos zza okna dochodzi i wieści o parkowych wydarzeniach, muszę sama to sprawdzić…….
Acha, jeszcze cos z pogranicza „cudów” Byłam dwa dni temu na zakupach, a ponieważ czasami z nieba kapał deszcz, miałam w ręku parasolkę. Niestety, jak to bywa, do domu wróciłam bez parasolki.
Już na niej postawiłam krzyżyk, więc z wielkim zdumieniem dzisiaj znalazłam owa parasolkę….we własnej torebce.
Dziwne, miałam ją w ręku, więc skąd nagle się w torebce znalazła??  Czary mary jakieś,  czy co???
No to nie mitrężę już dłużej czasu, trzeba już  domku wyjść, zakupy zrobić, park odwiedzić, najwyższa już pora, niedługo południe mnie zaskoczy.
Życzę wszystkim przyjemnej soboty

P.S. a na znikające wpisy w blogu znalazła się jednak metoda Zgodnie z pomysłem jednej mojej koleżanki z FB, piszę sobie blog w notatniku, a potem wszystko co napisałam wklejam w blogu.
I co najważniejsze…to działa.
Dziękuję Beatko za doskonałą radę   

no to jadziem do……….. Limanowej

 

Dzięki Julce dostałam fajny link do takiej pseudo taksówkarskiej firmy Taxify. Fajna sprawa. Działają na podobnej zasadzie co Uber, to znaczy przyjeżdżają po klienta prywatnym samochodem (nie każdy musi wiedzieć, że się taksówkami po mieście rozbijam)  no i trzeba powiedzieć, że jedną z najważniejszych zalet tej firmy to jest to, że jest bardzo tania.

Wczoraj własnie testowałam takie przejazdy i mój dojazd z domu do pracy i potem powrót z pracy do domu wyniósł akurat tyle, ile normalnie za taksówkę rejsową zapłaciłabym w jedną stronę.
Są jeszcze inne zalety, na przykład taka, że nie musisz dysponować akurat pieniędzmi, szczególnie, gdy czasami naprawdę trudno jest znaleźć odpowiednia drobna kwotę, a wydawanie reszty sprawia nie miało kłopotów. Po prostu podaje się firmie konto bankowe, z którego pobierają odpowiednia kwotę, o której natychmiast klienta powiadamiają.
No to  nacisnęłam odpowiedni linki sobie  i zamówiłam auto, a po chwili dostałam komunikat o marce samochodu, który po mnie przyjedzie, podany był numer rejestracji samochodu, przewidywany czas przybycia i nawet imię kierowcy. A potem mogłam sobie na mapie GPS oglądać mały samochodzik, który mknął w moim kierunku 🙂 Fajna sprawa pośledzić sobie na mapie taki poruszający się samochodzik, wiesz, czy w danym momencie jedzie, czy stoi w korku……
Wszystko wydawało mi się takie proste, że postanowiłam w ten sam sposób po pracy wrócić do domu. I tu…….zaczęły się schody.
Albowiem numer 6 na ulicy Konecznego ciągnie się wzdłuż kilku bloków i wcale nie wiadomo, gdzie ta bryka podjedzie, na pewno nie tak jakby zrobiła to normalna taksówka.
Ale wszystko zaczęło się od wpisywania danych w GPS, nie wiedzieć dlaczego pierwsza taksówka podjechała wiele ulic wcześniej i po chwili kierowca sam zrezygnował z przejazdu. Musiałam zamówić następny wóz, więc już baczniej wpisałam adres odbioru, za to przy podawaniu  adresu pod który chciałam jechać jakiś chochlik chyba zadział, bo gdy już wsiadłam do samochodu, pan mnie spytał: to jedziemy do…Limanowej? A po co mamy jechać do Limanowej? – grzecznie spytałam skądinąd miłego pana kierowcę i okazało się, że takie dane miałam wpisane w GPS.Trochę było zamieszania przy próbach zmiana danych, w końcu jednak szczęśliwie  wylądowałam pod  jednak własnym domem.
Ale trzeba przyznać, przygoda była i to nie licha.
Ale wszystko dobre, co się dobrze kończy.
Własnie…kończy, bo dzisiejszy blox znów hopsztosy swoje wyprawia i co chwilkę się resetuje, znów muszę kilkakrotnie to samo  od początku wpisywać.
A tak długo już był spokój z tymi errorami.
A przyznam, że jest to bardzo denerwujące, wiec na dzisiaj poprzestanę na tej krótkiej mojej wczorajszej przygodzie, może następnym razem uda mi się coś dłuższego i bardziej sensownego napisać.
Za to życzę bardzo przyjemnego piątku, na troszkę słonka dzisiaj będzie można liczyć

prawda to czy nie prawda ???

 

 

 

Kilka dni temu, gdy wspominałam rocznicowo moja Siostrę Anię, na końcu wpisu napisałam takie zdanie: to nie prawda, że po śmierci już nic nie ma.
Fakt, człowiek często zastanawia się nad tym, jak to właściwe jest, jak wygląda to życie po życiu.
I im człowiek starszy, tym częściej takie myśli mu do głowy przychodzą.
Ale to jest własnie ta tajemnica, którą my. zwykli śmiertelnicy rozwiązać nie potrafimy, możemy tylko wierzyć, lub nie.

Wczoraj w jakimś brukowcu przeczytałam ciekawe wspomnienie pewnego młodego człowieka, którego podobny dylemat też dopadł. Miał on swojego ukochanego dziadka Konstantego, z którym często rozmawiał na ten temat, czy istnieje, czy nie życie po życiu.
Dziadek też nie potrafił dać jednoznacznej odpowiedzi, ale przyrzekł chłopcu, że jeżeli rzeczywiście istnieje drugie życie, to po pewnym czasie postara się go odwiedzić i o tym go powiadomić. Wkrótce rzeczywiście dziadek umarł, a chłopak długie wieczory czekał na jakiś znak dany od dziadka, daremnie.
W końcu minęło już sporo lat, chłopak dorósł, zdążył zapomnieć o tych rozmowach z dziadkiem.

Pewnego razu wracał wieczorem przez skwer, gdy zauważył, e na ławce siedzi jakiś starszy pan. Pomyślał, że ten pan mógł zasłabnąć, wiec podszedł, żeby mu udzielić ewentualnej pomocy i wtedy okazało się, że tą osoba siedzącą na ławce był jego dziadek Konstanty.Przeprosił go, że tak długo musiał na niego czekać, ale stwierdził, że tam gdzie jest czas płynie w zupełnie inny sposób na ziemi.
A więc jednak istnieje drugie życie – ucieszył się ten młody mężczyzna, a dziadek kiwnął głowa i odpowiedział, tak, inaczej by mnie tutaj dzisiaj nie było. Mężczyzna chciał jeszcze o coś spytać swojego dziadka, ale ten stwierdził, że musi już odejść, bo za kilka minut umrze własnie stryjek  owego młodzieńca, a on, musi być przy nim przy jego śmierci.
Młody człowiek nie wiedział, co ma o tym myśleć, więc po powrocie do domu zatelefonował do swojej mamy i opowiedział jej całą historię, w którą oczywiście mama nie uwierzyła. Na drugi dzień zatelefonowała jego matka, aby poinformować go, że w nocy  rzeczywiście zmarł jego stryjek i zaczęła się go  dopytywać, co właściwie dziadek Konstanty wtedy powiedział.
Koniec opowieści, może to fikcja, a może jednak nie…..
Może nie każdemu z zaświatów jest dane informowania swojej rodziny o rozkoszach, lub trudach życia wiecznego.
Ja wciąż tylko wspominam ten sen, w którym gdy byłam małym jeszcze dzieckiem, niedługo po swojej śmierci prysła moja Mamusia, objawiona najpierw  jako śliczny kwiatek, a potem już w swojej postaci i mówiła mi, że jest bardzo szczęśliwa, ale nie może mi opowiedzieć, jak tam jest, bo to jest tajemnica.
Głęboko wierzę, że wtedy rzeczywiście odwiedziła mnie moja Mama. Przychodziła jeszcze wielokrotnie do mnie, ale zawsze była taka daleka, nie mogłam do niej się przytulić…..
Ale nadal wierzę w to, że jednak to opowiadanie może być prawdziwe, że rzeczywiście istnieje drugie życie, zresztą bardzo często czuję opiekę nie tylko mojej Mamy, ale tez i Taty i mojego Rodzeństwa, czyli nie jestem całkiem sama, oni czuwają nade mną z oddali. A nawet gdy czasem skrzypnie gdzieś szafa, czy podłoga, wcale się nie boję, bo jakbym miała się bać kogoś, kogo kocham??
Raz tylko troszkę się zdenerwowałam, gdy w pracy nagle ni stąd, ni zowąd spadł na mnie z wielkim hukiem parawan, ale wtedy wyraźnie czułam gniew mojego Brata, gdyż cos tam źle jakieś zdjęcie zrobiłam, musiał mnie przecież  upomnieć. Potem już nikt więcej z bliskich mnie na szczęście nie straszył, widać na to nie zasługiwałam. A może po prostu tak mnie kochają, że nie chcą straszyć, najwyżej co przestrzegać?????????
Na ścianie salonu w Magdy domu wisi ładny portret mojej Siostry. Kiedyś przyrzekłam Magdzie, że gdy już przejdę na druga stronę i spotkam się z moją Siostrą, wtedy dam o tym Magdzie znak strącając  ten portret na ziemię, nie tak, by go uszkodzić, tylko, żeby Magda wiedziała, że już obie jesteśmy razem szczęśliwe.
Tylko czy mi się to uda????
Pozostawiam to (mam nadzieję) dłuższemu czasowi, a teraz zatapiam się w codzienności, niestety szarej i ponurej, bo ani grama słonka zza okna nie widac i co gorsza, nic nie zapowiada, żeby się ono dzisiaj pojawiło.
Mimo wszystko życzę przyjemnego i udanego czwartku.

a ponieważ……….

 

 

Ponieważ niedługo już wybierasz się na swój wspaniały urlop nad morze Uleczku. podesłałam już tam bukiet Twoich ulubionych róż, który będzie na Ciebie pośród muszelek i szumu fal już czekały, a gdy tylko staniesz nad brzegiem morza, będziesz mogła i róże i muszelki do swojego pokoju zabrać.
I może mimo, że przebywać będziesz pośród swoich Przyjaciół, nie zapomnisz o pewnej Ewelince z Krakowa, która o Tobie myśli i życzy Ci wspaniałego wypoczynku, pełnego wesela, śmiechów i wspaniałego towarzystwa.
Dzisiaj wiersza nie będzie dla Ciebie, musza Ci wystarczyć tylko te życzenia, które powyżej napisałam, ale po Twoim powrocie…kto wie, moze znów mnie jakaś poetycka wena ogarnie i znów rymami do Ciebie przemówię…… 🙂
Ale baw się dobrze i ciesz się każda mile spędzona chwilą, a ja tu sobie na Ciebie w moim blogu poczekam……

Tylko…. pogoda nam się co nieco popsuła, deszczowo i chłodno jest. Ale mam nadzieję, że do wyjazdu Ulki nad nasze polskie morze  pogoda powróci do letniej aury.
Ach morze, nasze morze…….czy ja cie kiedyś jeszcze zobaczę???
Ja tam nie marzę o żadnych wyjazdach  do ciepłych krajów, ja marzę o tym naszym poczciwym Bałtyku, wyrzucającym piękne bursztyny na brzeg, o naszym polskim morzu, nad którymi wspaniałe białe mewy codziennie swoim charakterystycznym krzykiem witają nowy dzień.
Rozmarzyłam się. Ostatni raz nad morzem byłam około 14 lat temu. Oczywiście byłam w swojej ukochanej Jastarni, która umieszczona jest na wąskim pasku półwyspu helskiego, oblewanego z dwóch stron zatokami, gdańskiej i puckiej.Oczywiście główna plażą, ta oblewana Morzem Bałtyckim posiada piękny drobny piasek, jest szeroka, bardzo atrakcyjnym kąpieliskiem. Za to wszystkie wodne sporty uprawiane są od strony zatoki puckiej przyciągają nie tylko miłośników surfingu, ale i wiele letników podziwiających kunszt tych niezwykłych sportowców. A potem czeka nas spacer do portu, gdzie przycumowują kutry pełne świeżo złowionych ryb, a nad nimi roznosi się ten wspaniały  specyficzny morski zapach mieszaniny morskiej wody i zapachu ryb.
Bardzo tęsknie za tym wszystkim, za widokiem wzburzonych fal, suszących się rozłożonych  rybackich sieci, złotym piaskiem i za morską bryzą.
Nie bardzo mam teraz warunki na takie dalekie dla mnie wojaże, pozostają mi tylko wspomnienia, zdjęcia, filmy….
Ale bardzo się cieszę, że moja Przyjaciółka niedługo powita morski brzeg. mam nadzieję, że pozdrowi ode mnie Bałtyk, a mi przyśle powiew morskiego wiatru.

GDYBYM JA BYŁA BIAŁĄ MEWĄ NA NIEBIE
POLECIAŁABYM JASTARNIO DO CIEBIE
OMIJAM GÓRY, ORAZ WIEJSKIE PŁOTY
NAD BAŁTYK KIERUJĘ SWE LOTY
WPROST DO JASTARNI, GDZIE ME SERCE BIJE
W SENNYCH  DZIECINNYCH MARZENIACH  WCIĄŻ ŻYJE

A jednak środa działa na mnie nieco poetycko, ale to tylko wspomnienia, marzenia….
Bo dawno, dawno temu byłam przecież w Jastarni taka szczęśliwa …..

Życzę Wszystkim przyjemnej środy.Jutro na pewno już słoneczko do nas z powrotem zawita 

Na światowej szachownicy

 

 

 

Własnie trwa jeden z ważniejszych momentów w historii świata, swoista partia politycznych szachów. Polityka, tak bardzo ważny przecież element naszego życia.
Można jej nie lubić, można się nią nie interesować, ale ona jednak trwa, króluje i od niej losy świata zależą.I to losy nie tylko małego kraju, jakim jest Polska, czy nieco większego, jakim jest USA, ale dosłownie wszystkich kontynentów.
Bo zagrożenie użycia broni nuklearnej  jest ogromne. A taki potencjał niestety leży w rękach człowieka nieobliczalnego, porywczego, wielkiego satrapy i egoistycznego, powiedziałabym egocentrycznego  polityka, jakim jest Kim Dzong Un. Przyznam się, że się boję, mimo, że doszło jednak do tego spotkania, że wydaje się, że obie strony Kim Dzong i Trump się dogadali. ale czy na pewno?
Historia zna takie fakty, gdy wielcy politycy układali się tylko po to, żeby za niedługi czas potem nie tylko zrywać te umowy, ale, żeby je własnie wykorzystać przeciwko tej drugiej stronie. Czy aby nie będzie tak i teraz?
A kto lepiej może odważyć się zagrać tę partię szachów z tym pewnym siebie przywódcą Korei, niż następny nieco arogancki, pewny siebie satrapa Trump?
Jest sporo zastrzeżeń co do prezydenta USA Trumpa, ale trzeba mu to przyznać, ze nikt przed nim nie potrafił doprowadzić do takiego spotkania, do próby pojednania, cokolwiek miałoby to w przyszłości znaczyć. Bo albo będzie to wielką chlubą dla Trumpa, albo okaże się wielkim frajerem, który w dziecinny sposób dał się ograć przez cynicznego dowódcę Korei Północnej. Bo trzeba przyznać, ze prezydent Korei Północnej dysponuje olbrzymią i bardzo niebezpieczną bronią, którą udało się w Korei wytworzyć, mimo, a może właśnie dzięki niezaprzeczalnemu mirowi, który udało się Kimowi zdobyć w swoim kraju i dzięki upartości i swojej arogancji, którą innym krajom okazywał.
A teraz podobnie jak Zeus Gromowładny będzie mógł nad całym światem zapanować, podporządkować go swim rządom i niestety nikt nie będzie miał prawa się sprzeciwić. Czy więc krok prezydenta Trumpa nie był słuszny??? Mimo, że wielokrotnie był znieważany przez koreańskiego przywódcę, to on pierwszy wyciąga rękę i mówi  : pogadamy, trzeba w jakiś sposób dojść do consensusu
Kim jest też człowiekiem światowym, pobierał nauki we wspaniałych światowych uniwersytetach i też najprawdopodobniej zdaje sobie sprawę, czym może zagrozić użycie tak strasznej broni, tylko………No własnie, tylko on został wychowany w kulcie jednostki, w tym wielkim egoistycznym podejściu do życia, bo tacy byli jego przywódczy przodkowie. Czy potrafi na tyle się zmienić, aby odgrodzić się od tamtych lat i spróbować zmienić swoją politykę, swoją wizję świata, która jednym złym ruchem może być zagrożeniem także i dla niego?
Jakoś nie bardzo wierzę, żeby mógł się na tyle zmienić, żeby chciał demokratyczne  zmiany w swoim kraju przeprowadzić, ale……… może jednak warto było spróbować???
Musimy poczekać na dalsze kroki, pierwsza jaskółka wiosny nie czyni, może jednak nie do końca być tak wspaniale, jakby życzył sobie tego Trump, a z nim świat, który wreszcie doznał by pewnej ulgi, odsapnięcia, odciągnięcia od grożącej katastrofy.
Ale i tak podziwiam Trumpa  za to, że odważył się w lwią paszczę sięgnąć i to nie po to, by wyrwać z niej wszystkie zęby, ale żeby postarać się  chociażby w miernym stopniu, a jednak ujarzmić to dzikie, nieposkromione zwierzę, jakim jest Kim Dżong Un.
Dlatego do tego spotkania podchodzę z wielkim marginesem zaufania w powodzenie.
Ludzie, którzy stawiają własny interes nad innych nie są godni zaufania.
Zresztą podobną, ale może nieco z mniejszym, bo tylko lokalnym  zagrożeniem, mamy sytuację w swoim kraju. Chociaż patrząc na losy Polski, tez nie wiadomo, jak daleko w złym kierunku jeszcze one się potoczą.
Trzeba jednak wykazać maksimum cierpliwości, bo chwila jest bardzo doniosła i nie wiadomo, jakie brzemienne skutki może światu przynieść.

Dzisiaj rano obudził mnie deszcz, po nim przeszła krótkotrwała burza. Zapowiadało się, że cały dzień będzie taki ponury, na szczęście troszkę już się przejaśnia. Ale deszcz dla roślin tez jest potrzebny. Zresztą nie tylko dla roślin, również i dla naszego samopoczucia, bo ostatnie duszne dni dawały nieźle nam wszystkim się we znaki.
Bądźmy więc dobrej myśli i ufnie czekajmy na rozwiązanie wszystkich trapiących nas problemów.

NIE MOŻE BYĆ PRZECIEŻ AŻ TAK ŹLE, PRAWDA??????

koniczynka na szczęście 

i już poniedziałek

 

A ja jeszcze jestem w Modlnicy, niedługo już się nią nacieszę, bo zaraz do Krakowa, do pracy jechać muszę.

Wczorajszy dzień przeminął mi bardzo przyjemnie
Koło 11-stej przyjechała po mnie Magda i pojechałyśmy do Modlnicy
Najpierw oczywiście pojechałyśmy na cmentarz, do Ani. Zapaliłyśmy świeczki,, położyłyśmy kwiaty i oddałyśmy się rozmyśleniami.

Powspominałyśmy trochę wspólne dni, które już minęły, bezpowrotnie
Nie było mnie dłuższy czas na tym cmentarzu, ale się zmienił, rozrósł.
Tyle nowych miejsc tam pzybyło…niestety, tam ludzie też się przenoszą, tym razem na zawsze.
Ładny jest te cmentarz, nie duży, bardzo zadrzewiony, ptaszki tak pięknie śpiewają…
Jednak te cmentarze na wsi mają swój dodatkowy urok, ale…..
Nie, zdecydowanie nie jest mi tam jeszcze śpieszno.
Wolę sobie posłuchać śpiewu ptaszków, siedząc na tarasie.
Pogoda wczoraj była piękna, chociaż popołudniu zrobiło się już dosyć gorąco i czasami musiałam z tarasu do pokoju uciekać, gdy słonko zbyt mocno przypiekało.
Za to późnym wieczorem nadszedł wiatr, wichura i burza, ale ta szalała na szczęście gdzieś w oddali.
Cały dzień przebywania na świeżym powietrzu tak mnie otumanił, że już tuż po godzinie 22 spałam słodko jak niemowlak.
Za to obudziłam się już przed piątą rano, no bo ile można spać.
Musiałam być cichutko, bo domownicy jeszcze spali, nie jak zawsze rano, bez braku obawy, że kogoś obudzę, mogę sobie zrobić kawkę.
Ale za to miałam przyjemność wypicia porannej kawki w miłym towarzystwie Magdusi no i oczywiście piłyśmy ją na tarasie, bo chociaż rano był nieco chłodny wiatr, ale nie mogłam sobie takiej przyjemności odmówić.
Zresztą z godziny na godzinę pogoda się poprawiała i teraz już jest i słonko i…wiatr, ale obawiam się, że dzisiaj nie będzie już tak pięknie jak wczoraj.

Jednak życzę przemiłego poniedziałku i całego tygodnia upiększając te życzenia pięknym modlnickim widoczkiem.