a jednak….wiosna

już dzisiaj, 21 marca  zapukała do naszych okien na pewno.

co prawda nie za bardzo ją czuć, ale…. już przynajmniej zaczyna ją widać, przynajmniej na niektórych krzewach i drzewkach
Przyznam, że lekko mnie ta wiosna rozczarowała, bo miało być słonecznie, miało być ciepło,  tu pochmurnie i całkiem chłodnawo.
Ale pocieszam się, że to tylko kwestia paru dni i……. będzie akuratno  🙂

I znów dzisiaj nie mam za bardzo o czym pisać.

Teraz na  Ipli oglądam serial Tango z Aniołem. Stary niby serial, ale jakoś do tej chwili umknął mojej uwadze.
Jest on trochę z gatunku kryminalnego,   dość niesamowity, bo zahaczający o tematy magii,  związane przede wszystkim z osobą wróżki -psycholog-tarocistki.  która zarzuca sobie, że mimo, że mimo że, potrafi przepowiedzieć przyszłość innym. nie potrafiła przewidzieć jej i zapobiec niebezpieczeństwu zagrażającego własnemu   synowi , który ginie wskutek zamachu dokonanego w centrum handlowym. Razem z nim ginie jeszcze 5 innych mężczyzn, pozornie sobie całkiem obcych,   a jednak w przedziwny sposób ze sobą losowo  powiązanych .
Zresztą cały serial składa się z  przedziwnych faktów, które czasami nawet trudno wytłumaczyć.
Już wiem, że zagadki tego  serialu nie będą jednak do końca wyjaśnione,  albowiem po 40 odcinkach gwałtownie się serial  kończy i nikt z reżyserów nie podjął wytłumaczenia dalszego ciągu wydarzeń, nie mniej przyznam, że treść bardzo mnie wciągnęła i z przyjemnością serial oglądam, szczególnie, że jest  w nim bardzo dobra obsada aktorska. 
Ciekawa jednak jestem, dlaczego raptownie zaniechali kręcenia dalszych losów tych bohaterów, najpewniej zabrakło już funduszy na dalsze odcinki, a może i reżyserom,  a szczególnie scenarzystom, podobnie jak mi dzisiaj, zabrakło weny na pisanie dalszego ciągu wydarzeń?????
Jedno jest pewne, życie jest pełne poplątanych ze sobą nici naszych losów i żaden nawet najbardziej twórczy scenarzysta nie jest w stanie napisać takiego scenariusza, które pisze nam nasze życie.

A u mnie w kamienicy wciąż trwają jakieś dziwne remonty, od rana młotki i wiertła idą w uch, już mnie od tego huku głowa rozbolała.
Jak to dobrze, że zaraz będę do pracy wychodziła, dłużej bym już w nim przy takim harmiderze nie wytrzymała.



Mam nadzieję, że zbliżający się weekend przyniesie nieco wydatniejsze ocieplenie, tak marzę posiedzieć sobie w ciepełku słoneczka na parkowej ławeczce…

Róża ????

a czy ta nie jest przepiękna?
Dwubarwna,  pełna ekspresji, oczywiście, że specjalnie dla Uli była gdzieś tam w przestrzeni internetowej zamieszczona.
Ale ja ją odnalazłam i tutaj umieściłam, aby Uleczka mogła łatwiej po nią sięgnąć.
W pięknym penerze umieszczona, złotym łanem  i motylem otoczona….
Nawet te chmury, które mogłyby wydawać się w pierwszym momencie że są  groźne, nie mogą zepsuć piękna tego obrazu, bo i one są słońcem skąpane
Uleczku serdecznie Ciebie pozdrawiam i słoneczne całuski z Krakowa posyłam

A teraz wspaniała wiadomość i dla Uleczki i dla nas Wszystkich.
Dzisiaj po godz 22 nadejdzie astronomiczna wiosna.
Ta prawdziwa, kalendarzowa pojawi się już jutro i będzie trwała do 21 czerwca, gdy pora roku zmieni się na czas letni.
Nareszcie!!!!!!
Precz bałwany wszelakie, już nie pora na Was, możecie sobie odpłynąć do zimnych krajów i tam przezimować.
Na razie temperatury wciąż oscylują w okolicach 10 -15 stopni Celsjusza, ale nadchodzi prawdziwie wiosenne, wyższe już temperatury, owionie nas cieplejszy podmuch wiosny.
My czekamy na bociany i  inne wesoło  świergocące ptaszki, na zielone listki, które już się pokazują na drzewach, na bazie, które będą nam zwiastowały Wielkanocne święta, które już u nas za miesiąc zagoszczą.
Przepełniona wiosennym optymizmem nawet nie staram się myśleć o sprawach złych, które wokoło się dzieją, po co sobie taki wiosenny wręcz humorek psuć?
V.I.P.  jest już w domowych pieleszach, więc i wizyty w szpitalu mi odpadają, zawsze jednak milej odwiedzić kogoś w jego własnym domku, a nie w ponurych szpitalnych murach.
Najważniejsze, że już dobrze się czuje, serce mu już nie dolega, a ja muszę teraz tak się tym serduszkiem zaopiekować, by już nigdy więcej mu nie za szwankowało 🙂

I to by było tyle na ten środowy mój wpis, przyznam, że dzisiaj wena twórcza jakoś mnie opuściła.
Nie szkodzi, przyjdzie i na nią pora, powróci….

Życzę milutkiej środy

jest! jest!!!! już jest!!!!!!

ONA….WIOSNA…

Ta wyśniona, wymarzona.
Przynajmniej przeze mnie!!!!!

Wczoraj idąc do pracy wypatrywałam jej w moim Parku.
Już widać jej zalążki, już rosną malutkie roślinki, ale jeszcze nie bardzo do fotografowania się nadają, nikną wciąż jeszcze  w ziemi.
Ale przechodziłam przez skwerek niedaleko już mojej przychodni i…..zamarłam.
Sami zobaczcie, nie mogłam tych malutkich listków nie sfotografować.
Zdjęcie jest lekko poruszone, ale to nieznośny  wczoraj miotał tymi malutkimi listeczkami, a niewielki deszczyk je lekko rosił. Pewnie po takiej ,za dwa, trzy dni będą jeszcze bardziej wiosennie wokoło..
Ale wyraźnie robi się już zielono, miód na moje serce.

A chce się żyć !!!!!!

Przyznam, że wyszłam wczoraj z domu  dużo wcześniej, niż planowałam, a to z powodu przeczytanego w Gazecie Krakowskiej artykułu o rozszerzeniu remontu ulic opodal mojego domu. Byłam przerażona, gdy przeczytałam,że z powodu rozszerzenia tego remontu tworzą się ogromne korki, w którym stoją nie tylko auta, ale także i autobusy.
Na szczęście Aleje są wciąż jeszcze przejezdne, być może, że po interwencji władz Krakowa, bo rano podobno i tam było spore zamieszanie, szczególnie w rejonie skrzyżowania Alei Słowackiego  z ulicą Karmelicką i Królewską. Ale jeszcze wszystko przed nami, bo tuż po Wielkanocy niestety Aleje w tym rejonie będą zwężone do jednego pasa i pewnie wtedy będę musiała wychodzić co najmniej 2 godziny przed czasem, żeby na odpowiednia. godzinę trafić.
I ani taksówki, ani Taxify, które teraz od kilku dni nazywa się BOLD, nie pomogą.
Nie wyobrażam wprost sobie tego, jak to będzie wyglądało, bo przecież Aleje są jedną z najgłówniejszych arterii Krakowa, wiodących z południa na północ miasta, bardzo często są i tak  bardzo silnie zakorkowane, zwłaszcza między 7 a 8 rano a potem około 16 popołudniu , gdy ludzie po pracy do domu wracają, a jeszcze gdy zwężą każdą nitkę Alei, będzie tam prawdziwy Armageddon. No ale remont trzeba dokończyć i będziemy z nim jeszcze dobrych kilka miesięcy się męczyć.
Najgorsze jest to, ze teraz przymierzają się do remontu innej głównej ulicy, ulicy  Krakowskiej, który tez ma trwać kilka miesięcy i dojazd do Krakowskiego  Kazimierza będzie bardzo mocno również będzie bardzo mocno utrudniony.
Można tylko współczuć mieszkańcom tej dzielnicy, bo mieszkańcy Bronowic już trochę do rozkopanej ulicy Królewskiej i w związku z tym z licznymi utrudnieniami w objazdach zdążyli się przyzwyczaić, ale i tak wczorajszy dzień dla mieszkańców Bronowic okazał się koszmarem, zastępcze  autobusy stały w bardzo długich  korkach, więc wiele osób ratowało się drogą per pedes.
No ale też nie każdy może pokonywać takie dystanse,spacerując na przykład obładowany zakupami.
Więc są dwa wyjścia, albo używać musisz własnego auta, co też nie jest całkiem dobrym rozwiązaniem, bo dojazd przez objazdy i przez korki staje się naprawdę wielkim problemem, albo….siedzisz w domu i czekasz do września, gdy ten cały bałagan się skończy.
No chyba, że jednak w Magistracie znajda się jacyś mędrcy, którzy coś ciekawego i zdecydowanie pomocnego dla mieszkańców wymyślą. 
Bo niestety u nas w Polsce jest tak, że ktoś wymyśla remont w jakimś  terenie miasta (a najlepiej od razu w kilku miejscach na raz, by jeszcze bardziej wszystko zaplątać), a potem dopiero się wymyśla metody, w jaki sposób ewentualnie zabezpieczać ruch mieszkańcom.
Aż strach pomyśleć, co będzie się działo, gdy w Krakowie przystąpią do zmian w  najbardziej chyba newralgicznym miejscu Krakowa, czyli w rejonie Nowego Kleparza, To akurat jest miejsce, które jak najbardziej nadaje się na wprowadzenie tam nowoczesnych zmian, bezkolizyjnej jazdy, ale zarazem jest  to chyba jeden z najbardziej ruchliwych terenów, oczywiście tamtędy przechodzi główna arteria Aleje, ale nie tylko , naprawdę jest to splot wielkich i małych ulic, które są bardzo obciążone sporym  ruchem.  Chyba ten, kto kiedyś plac Nowy Kleparz budował nie przypuszczał, że w niedługim czasie będzie tam panował prawdziwy komunikacyjny nieład.
Już wiele razy przymierano się do tego remontu, jednak daje się ten problem jest zbyt kłopotliwy,  w ostatniej chwili problem znów upada i jest odstawiany do lamusa..
Ale niestety przyjdzie kiedyś pewnie i czas na poczciwy Krakowski Kleparz, bo coraz większy ruch w tym rejonie i niesamowite wręcz korki sprawiają, że przejazd tamtędy robi się  czasami naprawdę kłopotliwy, a czasami i wręcz niemożliwy. 
Zresztą we wczorajszym wydaniu Gazety Krakowskiej również zamieszczona była wzmianka o  kłopotach  komunikacyjnych, panujących w tym rejonie.
Byleby tylko Unia nas nie odrzuciła, bo  gdy nas zablokuje i nie wyasygnuje dla Polski pieniędzy, może być krucho z remontami  i to nie tylko w Krakowie, ale w całej  Polsce.
A niestety obecna polityka powoduje to, że Unia ma sporo zastrzeżeń, głównie własnie finansowych.
Czyli łatwo nie będzie, ale gdy już to wszystko wyremontują i będzie ślicznie i wygodnie….zaczną jakiś nowy remont, gdzieś znów zrujnują jakąś ulicę i pokrzyżują spokojne życie części mieszkańców Krakowa. I tak już  będzie chyba zawsze…….  Już drogowcy o to na pewno się postarają.
Ale trzeba być dobrej myśli, wszystko co złe kiedyś się kończy.
Pamiętam, jak niecierpliwie  czekałam na koniec remontu mojego Parku, jak tęsknie przez okno wyglądałam,  pilnie obserwując, co oni w tym parku wyczyniają.
No i co? Park mamy już pięknie odrestaurowany, teraz jest remont ulic w pobliżu parku i znów nowy w związku z tym zamęt koło mojego miejsca zamieszkania powstał ,  ale ………… 
Bedze dobrze!!!!.

Szczególnie, że od rana słoneczko już pięknie na niebie świeci, temperatura rośnie z godziny na godzinę, a VIP dzisiaj opuszcza mury szpitalne, by dalszemu leczeniu poddać się już w domowych pieleszach, pod czują pieką lekarza pierwszego kontaktu. 
Przynajmniej te okropne codzienne kroplówki będą mu opuszczone.

Optymistycznie więc spoglądam na ten wtorkowy dzionek, a  pełnię mojego optymizmu i dobrych, pozytywnych myśli przelewam tutaj, na moim blogu, dla Wszystkich przemiłych moich Czytelników.
Wspaniałego, pełnego wiosny wtorku życzę.

no i co?

Znów mamy poniedziałek. 
Kolejny początek nowego tygodnia, nowych wyzwań, czegoś, co się zacznie, a może nie skończy….
Ale zawsze w poniedziałek człowiek wstaje z nadzieją, że ten tydzień będzie lepszy, przyniesie więcej radości niż przeszły.
Chociaż końcówka zeszłego tygodnia nie była wcale zła.
Zwłaszcza niedziela okazała się dniem pięknie wiosennym, radującym nasze serca.
Co prawda nie miałam zbyt wiele czasu na spacerki, bowiem musiałam chorego nawiedzić w szpitalu  chwilę czasu z nim tam spędzić, ale nie narzekam, zawsze przecież obowiązek jakiś spełniłam.
Jak to było? głodnego nakarmić, spragnionych napoić, chorych nawiedzać????
Więc nakarmiłam mojego chorego mandarynkami, napoiłam pysznym soczkiem i dość sporo przy nim posiedziałam, aby towarzystwa mu dopełnić .
Bo właściwie w takim szpitalu dość smutno jest, szczególnie, że Kazik leży na sali kardiologicznej, więc nie ma na niej dostępu do telewizora, na co podobno nawet nie narzeka, bo twierdzi, że przynajmniej oczy od tego ciągłego migotania mu odpoczną.
W sumie laptop mógłby mieć przy sobie, bo nawet w szpitalu jest ogólny dostęp do WiFi, ale od tego też trzeba czasami odpocząć.
Zresztą to już nie potrwa wcale długo, bo według ostatnich wieści, już jutro na szczęście wychodzi do dom, czyli można powiedzieć, że VIP mi ozdrowiał 🙂
A co do diety szpitalnej…to trzeba powiedzieć, że nie była ona wcale taka zła, jak się na ogół pisze o podłym karmieniu chorych.
Kazik sobie chwalił pyszne obiadki ( no pewnie, że nie takie wspaniałe jak moje, ale też mu smakowały), a i śniadania i kolacje bardzo często w szynkę były  zaopatrzone, ba, nawet pomidorka dawali do szyneczki. 
A swoją drogą, wczoraj tak właśnie z Kaziem rozmawialiśmy o tym, że właściwie każdy chory powinien ponosić jakąś niewielką opłatę za wyżywienie w szpitalu. Przecież każdy i tak codziennie musi wydawać pieniądze na jedzenie, niby dlaczego tu  koszt wyżywienia pomniejszać ma koszt leczenia pacjenta? Zostałoby wtedy więcej pieniędzy na leki, a wiemy, że szpitale bardzo narzekają na brak na to funduszy.
Oczywiście koszty wyżywienia nie musiałyby być wielkie, dla tych najbiedniejszych nawet darmowe, dla innych według obliczeń ponoszonych kosztów, dla tych którzy chcą zjeść bardziej ekskluzywnie, stawka mogłaby być większa….
Ja wiem, że Polacy przyzwyczaili się, że służba zdrowia jest w Polsce za darmo, co wcale nie do końca jest prawdą.
Na przykład każdy jadący do sanatorium musi zapłacić za część hotelową i jakoś wydaje się to całkiem oczywiste.
Gdyby każdy płacił za swój pobyt w szpitalu 10- 15 zł, na pewno warunki szpitalne bardzo by się poprawiły, a na pewno taką sumę codziennie na jedzenie  i tak wydawać każdy  przecież musi.
Pomyślcie, ile pieniędzy, które mogłyby być wydawane stricte na leczenie, zaoszczędziłby taki  szpital.
Może piszę herezje, nie wiem, ale wydaje mi się, że to też byłoby słuszne, zresztą podobnie, gdyby każdy za wizytę u lekarza pierwszego kontaktu też płacił jakąś symboliczną kwotę. Może mniej byłoby wtedy tych namolnych pacjentów, którzy codziennie z nudów muszą odwiedzać lekarza, odbierając tym możliwość wizyty naprawdę chorego człowieka???
No dobrze, powie ktoś, że przecież ze składek zdrowotnych opłacamy swoje leczenie, ale to też do końca prawdą nie jest. Wszyscy wiemy, że gros tych pieniędzy jest po prostu marnotrawione przez różne instytucje pośredniczące w naszym leczeniu, jak na przykład NFZ czy ZUS, a rozdział tych pieniędzy, które pozostają też do końca nie jest należycie rozliczany. 
Wszyscy narzekamy na Służbę Zdrowia, ale jej zły stan spowodowany jest wieloletnimi zaniedbaniami wadliwie prowadzoną zdrowotną polityką.
Część pieniędzy zjada ministerstw zdrowia, które utrzymuje całą masę urzędników, począwszy od ministra, wiceministrów, sekretarzy i nie wiadomo kogo jeszcze, a pensje są tak całkiem nie małe, podobnie jest też i z Narodowym Funduszem Zdrowia.
A gdyby tak oddać cały proces lecznictwa w odpowiedzialne ręce jakiegoś Managera, który przy pomocy jednego, najwyżej dwóch urzędników sprawował by pieczę nad naszymi funduszami i dobrze nimi rozporządzał? Ile pieniędzy można by wtedy było zaoszczędzić?????? Oczywiście natychmiast  miałoby to wpływ na lepszą jakość leczenia, zarówno w lecznicach zamkniętych, jak i w przychodniach, nie mówiąc, że znalazłyby się też wtedy fundusze dla nie dowartościowanych materialnie ich pracowników, szczególnie pielęgniarek, których praca jest naprawdę bardzo odpowiedzialna, a niestety wciąż niedoceniana. 
Ech, to tylko takie moje mrzonki, ale dopóki Służba Zdrowia nie będzie naprawdę porządnie zreformowana, my wszyscy chorzy będziemy niestety ponosić złe konsekwencje niedokładnego leczenia.
I to wcale nie dlatego, że mamy złych lekarzy, czy złe pielęgniarki i inny personel medyczny, po prostu służba zdrowia popadła w jakiś marazm, z którym naprawdę trudno walczyć nawet wspaniałemu personelowi.
I myślę, że wszyscy czytający te moje słowa akurat ze mną się zgodzą.

Nowy tydzień, nowe zadania, nowe zmartwienia, a może radości.
Życzę, by ten tydzień minął wszystkim jednak przyjemnie, bo przecież już nawet zielone pąki na drzewach się pokazują………

Lovely sunday

A taka własnie się dzisiaj nam zapowiada.

Nareszcie. Słonko od samego  wczesnego poranka pięknie przyświeca, za chwilę będzie nas także i miło ogrzewało.

WIOSNA moi Kochani WIOSNA!!!!!

A co nowego w polityce?
W dzisiaj podanym najnowszym sondażu największym zaufaniem Polków cieszą się: Andrzej Duda i tuż za nim Mateusz Morawiecki.
Więc o ile ten sondaż jest prawdziwy, bo nie wiadomo, kto go zrobił i ile pieniędzy za niego otrzymał, Polacy zachowują się jak dzieci:
nie dość, że lubią słuchać bajek, to uwielbiają palce w ogień wkładać, bo nuż akurat wcale się ogniem nie poparzą?
Takie polityczne zabawy mogą być jednak bardzo niebezpieczne. 
Ludzie, czy to naprawdę się dzieje??????

SZOK     prawdziwy SZOK   


Czemu ciemnogród ma decydować za resztę w miarę, bo bardziej lub nieco mniej ale jednak rozgarniętych Polaków?
I dokąd ta huśtawka trwać będzie????

ALE BYŚMY TYLKO ZDROWI BYLI.  

Na umyśle też.

Właśnie dzisiaj przeczytałam artykuł, który pokazywał kilka charakterystycznych cech dla osób objętych chorobą Alzheimera.
W teście porównywane były zachowania typowe dla osób starszych, którym czasami brakuje słów, brakuje pamięci, ale jest  typowym zachowaniem dla pewnego wieku, jest przemijające, po pewnej chwili te wiadomości znów „wskakują” do naszego mózgu, a podobnym zachowaniem dla ludzi objętym Alzheimerem, gdy niestety niektóre wiadomości z mózgu są już całkowicie zresetowane i nie ma możliwości ich odtworzenia.
Mój dzisiejszy test wypadł na szczęście pomyślnie, chociaż bywam nie raz trochę roztargniona. Zależy to akurat od kondycji psychicznej  w danym dniu, gdy człowiek jest nieco podenerwowany, zmęczony, niektóre wiadomości z mózg na chwilę ulatują. Ważne jest jednak by znów w odpowiednim momencie wróciły na swoje miejsce. 
A nasz mózg to taki olbrzymi komputer, które niektóre wiadomości już nam na co dzień nie całkiem potrzebne, wrzuca do  pliku  „zapomniane”, ale one ciągle tam jeszcze są, można je przywołać w potrzebnym dla  nas czasie.
Przecież na komputerze też nie mamy zawsze otwartych wszystkich okienek, powstał by na pulpicie wtedy olbrzymi bałagan, sztuka tylko je potem odszukać.
Ale póki człowiek jest samodzielny, potrafi sam zadbać o swoją codzienność, o te rutynowe, dzienne czynności, jak sprzątanie, gotowanie, praca, czy nawet utrzymywanie towarzyskiego życia w realu, cy na komputerze, nie jest jeszcze źle.
Dla osób starszych ważna jest jednak codzienna higiena umysłu, zaznaczona przez czytanie książek, pracy, rozmowy z ludźmi, szukanie ciekawych dla siebie zajęć, dla niektórych jest to uprawa działek, dla innych rozwiązywanie krzyżówek i szarad, ale po prosu cały czas musi się oś ciekawego koło nas dziać i musimy brać w tym czynny udział, wtedy na długie lata pozostaniemy zdrowi i szczęśliwi, bo całkowita apatia i zagłębianie się w swoich problemach, a co gorsze zatracanie się w swojej chorobie, może przynieść  dla człowieka starszego straszne skutki.
Cały czas mam w pamięci mojego byłego sąsiada, pana Ludwika, który po otrzymaniu wiadomości, że choruje na raka odbytu, natychmiast się poddał i mimo, że miał wielką szansę może nie na całkowite wyleczenie, ale na pewno na podleczenie zdrowia i spędzenie jeszcze kilku lat na tym świecie, zdecydował, że zaniecha dalszego leczenia. Po wyjściu w miarę dobrym stanie  ze szpitala, cale dnie spędzał otulony kocem na fotelu, był apatyczny, nie jadł, nie rozmawiał nawet ze swoją żoną którą bardzo kochał i w ciągu 2 tygodni niestety zmarł.
Czyli zmarł na własne życzenie, bo nie widział sensu w dalszym życiu, w podjęciu walki z chorobą, mimo, że miał na to szansę.
Niestety sporo osób, szczególnie w wieku starszym, zachowuje się podobnie, czuje się już nikomu niepotrzebnym, traci chęć życia, często nie czując już żadnej więzi rodzinnej zatraca się w sobie i pomału zanika.
Jakże ważne jest wtedy aby najbliższa rodzina zaopiekowała się taką osobą, okazała tę swoją dla tej osoby miłość, a dzieci szacunek  i oddanie, mimo, że niewiele czasu na to nie raz im na to pozostaje.
A starsza osoba tak niewiele potrzebuje…….. wystarczy uśmiech, dobre słowo, czy przytulenie. Pamiętajmy o tym, pamiętajmy o swoich Babciach i Dziadkach nie tylko raz do roku w dniu ich święta, oni na to czekają przez cały rok.
Bo potem niestety następują te smutne chwile, gdy już nie można się cofnąć, gdy przeszłość zamienia się w smutek, pustkę,  czas pędzi na przód, a na naszych ustach wyrasta pytanie, a pamiętasz………….??????
A my, osoby już w wieku starszym, ale wciąż jeszcze udzielającym się na co dzień pamiętajmy, że nasza codzienna aktywność jest potrzebna nam nie tylko teraz, w ty momencie, ale ona procentuje i na nasze późniejsze lata.

Dlatego dzisiaj, w tym pięknym, słonecznym świątecznym  dniu zapraszam Wszystkich na długi spacer, na wesoło i wiosennie już spędzony niedzielny dzień.

MILUTKIEJ NIEDZIELI

P.S.  a niestety ten blog zamieszczany  w blox.pl co raz trudniej pisać, Agora już chyba całkowicie krzyżyk na naszych wpisach położyła, nie dba o to, by można było bezbłędnie wpisów dokonywać, nawet pod sam koniec ich opieki nad naszymi blogami, nie wykazuje w naszym kierunku żadnej empatii i nie  przejmuje się coraz liczniej występującymi błędami.
Jakie to smutne…………..
Jak to dobrze, że mam dostęp do mojego nowego blogu  https://jasna0ster.home.blog/ , ale póki co, jeszcze tutaj też trwam, aż do samego jego końca 

Świat, a raczej Polska do góry nogami na głowie stoi, Polacy klaszczą wesoło w łapki i oczekują 500 plus, czy 11000 zł, kt ore juzteraz  zamieniło się w niecałe 88 zł i….cieszą się, cieszą się, oczekują cudu. który nie nadejdzie.

POLACY, OPAMIĘTAJCIE SIĘ, NAJWYŻSZA NA TO PORA !!!!

potem będzie jeszcze gorzej…………

A dzisiaj wstała nieco dziwna sobota, ni to słoneczna, ni pochmurna, wcale nie za ciepła,  ot taka byle jaka.
Przedwiośnie zawsze mnie męczy, działa na mnie deprymująco, ale obecne jeszcze bardziej, przyznam, że nie cierpię wizyt w szpitalu.
Nie skarżę się, że chodzę tam omalże codziennie, tak jest prawidłowo, tak być powinno. I nie mam wcale żadnych zastrzeżeń co do leżącego tam chorego VIP-a, ale sam budynek, te sale szpitalne  wyprowadzają mnie z psychicznej równowagi.
Jak to różnie  można szpital spostrzegać. Co innego, gdy się w takim budynku pracuje i jest się w nim tylko przez kilka godzin, co innego, gdy tam leżysz jako chory człowiek, a jeszcze co innego, gdy przychodzisz w odwiedziny, co prawda wiadomo  że za chwilę już pójdziesz  do domu, ale jednak czujesz pewne znużenie i zmęczenie tą szpitalną atmosferą, tymi białymi salami, jękami chorych,  ogólnym harmiderem, który zawsze tam panuje.
Więc życzę Wam Wszystkim sporo zdrowia, abyście nie musieli poddawać się szpitalnemu reżimowi, ani Wy, ani Wasi  najbliżsi, bo świat w domowych pieleszach jest jednak o wiele piękniejszy i weselszy.
BYLEBYŚMY TYLKO ZDROWI BYLI!!!

Leniwa dzisiaj  jestem po niezbyt szczęśliwie przespanej nocy  i dlatego  zamiast sama pisać swój tekst, skopiuję artykuł z Newsweeka o bociankach, które  już za parę dni do nas powrócą.

Wiem, że jedna moja Koleżanka czytająca ten blog też bardzo bocianki lubi, (serdecznie Cię pozdrawiam Aniu) , a sam artykuł jest na tyle ciekawy, że na pewno i innych zainteresuje.
Tym bardziej, ze niektóre bocianie tajemnice są w nich brutalnie obnażone i teraz okazuje się, że te wspaniałe ptaki nie do końca są takie nieskazitelne, jak nam zawsze starali się o nich mówić.

 No cóż, samo życie, ludzie też wcale w sumie wspaniali nie są,
Jednak jest różnica pomiędzy  zwierzęciem, a człowiekiem, ten pierwszy kieruje się głównie instynktem, a człowiek…….powinien kierować się rozumem, ale  jak samo życie pokazuje, wcale tak dobrze do końca nie jest.

Właśnie teraz, kiedy pierwsze samce wracają z Afryki i przygotowują się do sezonu lęgowego, toczą bój o gniazda. Są przy tym niezwykle agresywne. Wbrew utartym przekonaniom wcale nie przylatują do gniazd, które wcześniej same zbudowały. Krążą po okolicy i wybierają najlepsze miejsce na lęgowisko, a więc bezpieczne, ciepłe i obfitujące w pożywienie, czyli blisko łąk i pól. Jeśli bocianowi spodoba się gniazdo, które wcześniej zajął już inny samiec, nie zawaha się go zaatakować. – Z powietrza nieoczekiwanie rzuca się na rywala. Bije go skrzydłami, rani ostrym jak szabla dziobem i pazurami. Ciosy zadaje tak długo, aż konkurent ucieknie – mówi Adam Zbyryt z Północnopodlaskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.

Im młodszy i silniejszy bocian, tym chętniej wdaje się w bójkę o gniazdo. Wyjątkowo agresywne są osobniki, które przyszły na świat w Afryce i po raz pierwszy przylatują do nas na lęg. Mają bowiem do wyboru: budować gniazdo albo siłą zająć cudze. – Wybierają zwykle to drugie, bo zlepianie nowego gniazda trwa nieraz nawet cały sezon. Jeśli zatem zaczną je budować wiosną, szczególnie tak późną jak tegoroczna, mogą nie zdążyć założyć rodziny – mówi prof. Leszek Jerzak z Wydziału Nauk Biologicznych Uniwersytetu Zielonogórskiego. Niekiedy samce są tak zdeterminowane, że atakują gniazda, w których osiedlone pary już mają jaja albo nawet pisklęta. Podczas nalotu napastnicy brutalnie wyrzucają młode.

Gdy samiec zdobędzie gniazdo, zaczyna je reperować, a potem czeka na samicę. Jednak wcale nie marzy o powrocie partnerki z ubiegłego roku. Chętnie przyjmuje każdą, która go zechce. Samice jednak są wybredne i wyrachowane. Preferują stare gniazda, nawet kilkudziesięcioletnie. Lęgowisko powinno być ciepłe: dobrze nasłonecznione albo np. umieszczone blisko komina, a przede wszystkim ulokowane w bogatej w pożywienie okolicy. Gdy samica uzna przygotowane przez samca miejsce za wystarczająco komfortowe, zaakceptuje partnera.

Jeśli gniazdo wyjątkowo przypadnie jej do gustu, samica gotowa jest się o nie bić. Bez wahania zaatakuje i wypędzi dotychczasową lokatorkę. Samiec nie wtrąca się w damskie walki, czeka na wynik pojedynku. Bez sprzeciwu akceptuje nową partnerkę. Zupełnie jakby zdawał sobie sprawę, że sam nie będąc lojalny w związku, nie może liczyć na wierność. – Bociany mają bowiem skłonność do zdrad – mówi prof. Piotr Tryjanowski z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Najczęściej dochodzi do nich w tzw. bocianich wioskach, gdzie na niewielkiej przestrzeni znajduje się wiele gniazd. Kiedy samiec oddala się na polowanie, samicę odwiedzają konkurenci z sąsiednich lęgowisk. – Biada jednak kochankom, jeśli gospodarz wcześniej wróci z polowania. Zdradzony może wówczas zadziobać zarówno samicę, jak i jej partnera. Trzeba jednak przyznać, że najczęściej ofiarą pada partner – opowiada prof. Tryjanowski. Gospodarz wspaniałomyślnie darowuje życie niewiernej samicy. Robi to jednak z czystego egoizmu. Gdyby ją zadziobał, do końca sezonu lęgowego mógłby pozostać sam w gnieździe.

Bociany bywają okrutne także wobec piskląt. – Jeśli młode nie są tak ruchliwe czy krzykliwe jak rodzeństwo, nie ożywiają się na widok rodziców przez kilka dni, to ci je zjadają, a starsze wyrzucają z gniazda. Są bowiem zbyt duże, by można je było połknąć – mówi prof. Jerzak. – Bociani rodzice zachowują się w ten sposób, gdy wyczują, że pod koniec sezonu niektóre młode nie będą wystarczająco silne, aby wybrać się w podróż do Afryki. Skoro nie mają szansy na przeżycie, to nie ma sensu angażować się w dokarmianie i wychowywanie potomstwa.

 Bociany pozbywają się piskląt także wtedy, gdy w okolicy brakuje pożywienia. – Wykonanie wyroku bierze na siebie matka. Pozbywa się najstarszych i najbardziej żarłocznych synów (bo u bocianów pierwsze wykluwają się z jaj przeważnie samce). Pozostałe maluchy samica karmi mięsem zabitych braci – mówi prof. Tryjanowski, którego pracę na temat płci bocianich piskląt opublikowano w piśmie „Journal of Ornithology”. W ten brutalny sposób bociany troszczą się o to, aby spośród wyklutych piskląt przeżyło jak najwięcej samic. – Ich liczebność i kondycja ma bowiem kluczow znaczenie   dla przetrwania gatunku – mówi prof. Jerzak. – Wszak to one znoszą i wysiadują jaja. W gniazdach są głową rodziny. Samce, choć niezbędne do reprodukcji, wydają się całkowicie podporządkowane samicom.

Jesienią bociany znowu stają się bezwzględne wobec najsłabszych i najmłodszych dzieci. Jeśli uznają, że jedno z potomstwa nie jest gotowe, aby wyruszyć w podróż do ciepłych krajów, nie wahają się go opuścić. Mimo że młode pozostawione na zimę nie mają prawie żadnych szans na przetrwanie.

Nie dość, że bociany zachowują się jak wyrodni rodzice, to w dodatku nie umieją utrzymać porządku we własnym domu. Ich gniazdo przypomina wielki śmietnik. – Można w nim znaleźć niemal wszystko: papiery, starą bieliznę, rajstopy, pampersy, nylonowe sznurki. Wszystkie te śmieci wymieszane są z resztkami rozkładającego się pokarmu i wymiocinami piskląt – opowiada prof. Tryjanowski. Brudne i cuchnące gniazdo jest prawdziwą bombą mikrobiologiczną. Bociany, które żywią się nawet nadpsutą padliną, mają wyjątkowo silny układ odpornościowy. Drobnoustroje w gnieździe im więc nie zaszkodzą.

Zwykło się sądzić, że skoro bociany zakładają gniazda na domach czy stodołach, powinny być towarzyskie. Nic bardziej mylnego! Nie dają się oswoić ani nie pozwalają się do siebie zbliżyć. Pojawiający się człowiek zawsze oznacza niebezpieczeństwo. Dlatego nawet jeśli mamy dobre intencje i na przykład chcemy pomóc boćkowi, który złamał skrzydło, powinniśmy zachować ostrożność. Ptak nie zna zamiarów człowieka. Czuje się osaczany. Broni się. – Zagrożony celuje dziobem prosto w oko – ostrzega prof. Leszek Jerzak.

Celowanie w oczy wroga to reakcja typowa dla drapieżników, a bocian właśnie do tej grupy należy. Z wielką wprawą poluje na niewielkie ssaki i gryzonie – myszy, nornice, krety, nawet małe zające i jeże, zjada też pisklęta gnieżdżących się na ziemi ptaków. Widok dostojnie stąpającego po łące boćka, który łapie żaby, nie oddaje zatem prawdziwej natury tego ptaka.

Bociany zjadają wprawdzie własne pisklęta i małe zwierzęta, ale za to – jak przekonywali nas kiedyś rodzice i dziadkowie – przynoszą nam dzieci. Trudno dziś ustalić, na jakiej podstawie wymyślono tę sympatyczną bajkę. Historia mówi bowiem coś zupełnie innego. Około 18 tysięcy lat temu bociany porywały i pożerały ludzkie niemowlęta – twierdzi Hanneke Meijer ze Smithsonian National Museum of Natural History w Waszyngtonie. Przebadała ona szczątki prehistorycznych krewnych bocianów odnalezione na indonezyjskiej wyspie Flores, którą zamieszkiwały też hominidy.

Uczona ustaliła, że ptaki były ogromne. Rozpiętość ich skrzydeł dochodziła do 2,5-3 m, podczas gdy przodkowie człowieka, hominidzi, mieli najwyżej metr wysokości. Prawdopodobnie ptaki nie były jednak w stanie zagrozić dorosłym, za to bez trudu mogły porwać i pożreć ludzkie dziecko.

O bocianach trudno więc powiedzieć coś dobrego. Poza tym, że zapowiadają wiosnę.
No właśnie, zapowiadają nam wiosnę, na którą wszyscy z utęsknieniem czekamy, a pogoda ostatnio różne figle nam płata.
Ale ja zgadzam się nawet na ten niewielki deszczyk, bo może przez niego wkrótce rzeczywiście się zazieleni nam ten  świat.
A co jeszcze ciekawego dzieje się na tym świecie?
 Przemoc zawsze człowieka przeraża.
Okazuje się, że jest ona nie tylko w świecie zwierząt wszechobecna.
Dzisiaj doszły bardzo wstrząsające  wiadomości z Nowej Zelandii, gdzie dokonano zamachów w kilku meczetach, pełnych modlących się ludzi. I znów tragedia dla rodzin zmarłych tragicznie osób i dla  wielu rannych, spośród których losy walki o życie wciąż trwają.
Ardern przekazała, że cztery osoby, umieszczone w areszcie, mają ekstremistyczne poglądy, ale nie figurują w policyjnych kartotekach. Szefowa rządu podkreśliła, że Nowa Zelandia została zaatakowana, ponieważ – jak to ujęła – „reprezentuje różnorodność”.
Niestety tak jest, gdy jedna osoba koniecznie chce narzucać swoją wolę innym, bowiem granica pomiędzy religijnym fanatyzmem, a  najgorszym instynktem mordowania jest bardzo płytka i tak łatwa dla niektórych do przekroczenia.
Ale jak już pisałam, instynkty mordercze w świecie zwierząt związane są z ich behawioryzmem, warunkami, w którym przychodzi im żyć, człowiek prócz tych wszystkich zachowań ma przede wszystkim rozum, który jak widać nie zawsze zgodnie z ludzkim podejściem do świata działa, niestety są ludzie, którzy zatracają prawdziwie ludzkie instynkty, a wtedy do głosu dochodzą w nich te własnie najbardziej krwiożercze, zabójcze instynkty, powiązane później z tragedią innych ludzi.
Powinniśmy jednak odróżniać i odsuwać ze swojego otoczenia ludzi złych, próbować nie ulegać ich sugestiom, nakazom, bo inaczej świat całkowicie zatopi się w ruinie. Zginie dobro, a zło będzie wszechmocną cechą ludzi, którzy już nie będą normalnymi HOMO SAPIENS, to będą tylko roboty, ślepo wykonujące cudze rozkazy , pozbawione całkowicie ludzkich odruchów człowieczeństwa.
Pamiętajcie o tym, bo zło może zrodzić się z małego ziarenka źle wybranej życiowej opcji.
Mam nadzieję, że wiele osób rozumie to, o czym pomyślałam pisząc te słowa, nie będę się więc powtarzać.
Mądrej głowie dość po słowie – tak mówi znane porzekadło, interpretację moich słów pozostawiam każdemu do własnego rozpatrywania.

A ponieważ dzisiaj jest piątek, życzę Wszystkim miłego i spokojnego piątku i wspaniałego całego  weekendu.
WIOSNA IDZIE !!!!!!!

Z  tym blogiem na blox. pl. już od kilku dni jest nie tak jak  potrzeba.Nie, żebym narzekała, ale…
Teraz trzeba klikać po kilka razy i to w różnych dziwnych miejscach, żebym do własnego blogu mogła się dobrać.
 Oczywiście nagminnie się zdarza, że wpisywane słowa znikają i muszę co dwa zdania wpis zatwierdzać, żebym potem za dużo pisania od początku nie miała.
Nie cierpię tego, bo w momencie, gdy piszę, zaczynam się rozwijać i każdy ERROR wybija mnie z tematu, który potem trudno powtórzyć tymi samymi słowami, muszę przypominać sobie, co też mądrego już napisałam. A to już jednak nie jest to samo.
Mam nadzieję że moi przemili  Czytelnicy takiego kłopotu z wejściem na blox  nie mają i patrząc na licznik wejść na mój blog, nadal chętnie go odwiedzają.
I oby tak było nadal w tym moim nowym już blogu, który piszę równolegle do obecnego, żeby żadne zaległości w nim nie powstały.
Oczywiście zdjęć z poprzednich wpisów niestety nie udało mi się w nowym blogu zamieścić, trudno, będziecie Kochani musieli zadowalać się tymi nowymi.
A do jego zgonu niestety coraz bliżej niestety, nad czym nieustannie ubolewam, bo co to znaczy przyzwyczajenie.
Wszak omalże 15 lat blogowania na blox.pl ( w czerwcu minęło by właśnie te 15 lat) daje powody do czucia się u siebie.
Mam nadzieję, że w tym nowym blogu też się rozgoszczę, na razie przyznam, że czuje się w nim troszkę obco i ciągle się uczę, jak się po nim poruszać.
Ale skoro pan prezydent może ciągle się uczyć, dlaczego nie miałabym i ja tego robić? Podobno na naukę nigdy nie jest za późno.

Pisałam Wam wczoraj, że według ostatniego sondażu w wyborach do Europarlamentu Koalicja wygrywa z Pisem? Ale to już było wczoraj, dzisiejszy sondaż jest całkiem odwrotny.
Nie mówiłam, że to bajeczki dla grzecznych dzieci?
Ale nikt zdziwiony być nie powinien, każdy z nas zna przecież  bajkę o starszym kawalerze, który mieszka z kotem


czasami życie jest bajką, a czasami bajka jest życiem………

I co gorsze, wciąż w Polce jest ponad 30 procent Polaków, którzy  w te bajki wierzą.
No proszę, niby dorośli ludzie, a zachowują się jak dzieci.
W sumie dziecko też tylko patrzy jak brać, a nie jak cokolwiek z siebie dawać….. 
To takie proste:  daj, bo mi się należy.

W czwartek spotkają się dwa fronty atmosferyczne, ten jeszcze chłodny, a za nim napływa ten nieco cieplejszy. Niestety to spotkanie odbije się deszczową pogodą.
A może to i dobrze, bo szybciej świat się nam zazieleni, bo  skoro w  tę niedzielę ma być ponad 20 stopni, a następne dni też zapowiadają się nico cieplejsze…. 
Byleby tylko jakiejś chmurze śniegowej nie przywidziało się, by jeszcze powrócić i nieco nam pobielić pola i łąki. 
Nie, zdecydowanie limit na śnieg w tym sezonie został  już wyczerpany, na następny będziemy czekać w listopadzie.

A na razie życzę miłego czwartku, może gdy  ten cieplejszy deszczyk pokropi, podrumienimy jeszcze troszkę w górę???
A może wiosenny deszczyk ożywi też nasze głowy i zaczniemy wreszcie  rozsądnie myśleć o przyszłości Polski?

OBY!!!!! 

środowy podarunek

Dla Uleczki w środę jak zawsze róża.
Róża i pozdrowienia z wietrznego Krakowa,w którym wiosna jednak wciąż z resztkami zimy przegrywa.
Ale będzie dobrze Uleczku, jeszcze chwilkę jednak trzeba poczeka, cierpliwości.

Zresztą od wczoraj mój humorek i moje zdrowie troszkę podupadają. 
Być może jestem podatna na  pogodę, na te ciągłe jej zawirowania.
Wczoraj czekałam na autobus 164 ponad pół godziwy i zdążyłam porządnie zmarznąć, dałam się uwieść świecącemu słonku, wydawało mi się, że jest cieplej i zmieniłam zimową kurtkę na przejściowy płaszczyk. Dzisiaj trochę sobie kicham.
A może też i troszkę na wizyty w szpitalu. O polityce nie wspomnę, bo … nie chce się nią znów denerwować. denerwować.
Dzisiaj nowy sondaż, w którym Koalicja wygrywa z Pisem, za dwa dni będzie pewno inaczej, w zależności, które stronnictwo je ogłosi.
Takie sondaże to jedna wielka bujda i nie należy wcale nimi się przejmować.
Najlepszym sondażem będą … same wybory.
Nie, nie oznacza to, że mnie takie wizyty w szpitalu  męczą, ale gdy patrzę na tych biednych chorych ludzi, sama czuje się troszkę bardziej chora. i jakaś przygaszona.
Pamiętam, że gdy jeszcze pracowałam w szpitalu i już po swoim dyżurze wychodziłam do domu, zawsze sobie myślałam, jak to dobrze, że ja do tego domu, w przeciwieństwie do tych biedaków chorych mogę sobie iść.
Co prawda sama potem kilkakrotnie  szpitalu leżałam, ale jednaj, co wolność w domu, to nasze. 
Wiem że mój blog uważnie czyta mój chory VIP, ale tak jak mu zawsze mówię, tak i u napiszę : Kaziu, trzymaj się, i myśl pozytywnie, wszystko będzie dobrze, czego Tobie życzę ja i pewnie wielu moich Czytelników również.

W najbliższym czasie  zapowiadają mi się  same miłe wizyty, w tę sobotę jestem zaproszona na urodziny do naszej Polci, w następny piątek jest spotkanie byłych pracowników szpitala kolejowego.
No proszę, murów już z tego szpitala  dawno nie ma , pozostał tam tylko pusty plac, ale ludzie  kiedyś tam pracujący chcą się jeszcze spotkać, powspominać.
Tylko nie wiem, czy akurat ja mam na to ochotę, ale mam jeszcze tydzień do zastanowienia się.

O pogodzie też dzisiaj już napisałam, optymistyczna nie jest, niestety, chociaż na ten weekend, a w szczególnie na niedzielę, zapowiadają iście wiosenną, a można i powiedzieć, że omalże letnią pogodę z temperaturą ponad 20 stopni.
No i o z tego, skoro już na następny dzień znów ma się ona diametralnie zmienić i temperatura poleci nawet kilkanaście stopni w dól.Taka huśtawka temperatur wcale dla organizmu nie jest wskazana, szczególnie w tym pozimowym, więc mniej odpornym dla człowieka czasie.

Ale głowa do góry,nadejdą cieplejsze dni. Należy tylko myśleć pozytywnie.


Miłej środy dla Wszystkich, a w szczególności dla dzisiejszych Solenizantek Bożenek i Krystyn, POMYŚLNOŚCI 
 

ach ta służba zdrowia

Wczoraj mój VIP wylądował w szpitalu.
Niestety wcale nie potraktowali go tam jak Vipa, bo musiał odsiedzieć na SOR – ze swoje 9 godzin, zanim na oddział kardiologiczny go przyjęli.
Na całe szczęście nie był sam, była z nim jego bratanica, ale powiedzcie mi, jak można tyle godzin ciężko chorego, ledwie oddychającego człowieka trzymać na korytarzu, skoro od razu powiedzieli mu, że będzie przyjęty na kardiologię Owszem, robili mu kilka razy w między czasie EKG i pobierali krew do badania, ale przecież wszystkie te badania można było zrobić już podczas jego leżenia.
A tu ledwie oddychający, z wodą w płucach człowiek, musi się tyle godzin męczyć, żeby dostać wreszcie łóżko, na którym może odpocząć.
No mam wątpliwości, czy przez takie długie oczekiwanie w koszmarnych warunkach, miał się poczuć lepiej?, mniej chory?
A wszystko to przez co najmniej dziwne procedury, panujące na SOR-ze, tylko ja się pytam, gdzie w tym wszystkim jest empatia dla chorego człowieka?
I chociaż sama jestem pracownikiem Służby Zdrowia, muszę stwierdzić, że cała ta służba jest o du…ę rozbić
Pewnie, że nie można wszystkich medycznych  pracowników od czci i wiary odżegnywać, ale……..
Szpitale wyraźnie nie zdają swojego egzaminu i chociaż nie wiem co by powiedział nowy pan minister zdrowia, wcale nie jest w tej materii dobra zmiana.
I teraz bardzo żałuję, że gdy Kaziu był u mnie w niedzielę i już źle się poczuł,  nie wezwałam karetki pogotowia, pewnie byłby szybciej przez to  do szpitala przyjęty, bo jakoś znów dziwne procedury uznają, że pacjent przywieziony z miasta karetką jest przyjmowany poza kolejnością, czyli o wiele szybciej, niż ten, który przyszedł na własnych, nawet bardzo słabych nogach, więc może sobie  na korytarzu czekać i dogorywać. 
No tak, ale zasugerowałam się tym, że nazajutrz miał on zamówioną wizytę u kardiologa, na którą zresztą też czekał ponad dwa tygodnie, tylko, że pomiędzy jego ostatnią wizytą u internisty w przychodni, a tą wizytą u kardiologa, stan zdrowia  się wyraźnie pogorszył.
Myślę zresztą, że internista z przychodni też pokpił sprawę, bo  mimo, że sam stwierdził : pan jest bardzo chory, jednak  skierowania do szpitala nie wystawił, kazał czekać na wizytę kardiologiczną.
No i lecz się tu człowieku w naszej Kochanej Ojczyźnie, gdzie służba zdrowia rządzi nieudolny minister i jeszcze mniej udolna  instytucja nazywana Narodowym Funduszem Zdrowia.
Jaki fundusz zdrowia ?- pytam, powinni nazywać się Funduszem Wielkiej Umieralności, zwłaszcza osób starszych, na których pewnie nie warto już wydawać pieniędzy, mimo, że oni te ciągle się ze swoich biednych emerytur opłacają.
A jaki jest stan naszej służby zdrowia, najlepiej chyba określa ten powyższy mój obrazek. Wszędzie tylko limity na leczenie, brak łóżek, które są likwidowane tylko dlatego, że jest coraz mniej personelu medycznego, brak pieniędzy na leki dla chorych…. jednym słowem polski koszmar, polskie medyczne piekiełko.
Polska jest dobra dla ludzi młodych, zdrowych, silnych, ludzie słabsi, chorowici, a już na pewno staruszkowie powinni zrobić państwu łaskę i szybko umierać, by nie potrzebnie  nie zajmować miejsca innym i nie trwonić na nich pieniędzy które można na przykład wydać na następne spotkania integracyjne pracowników NFZ….jakie to smutne i jakie to prawdziwe .
Ale tak niestety jest, dopiero co niedawno można było przeczytać, jak wspaniale pracownicy któregoś oddziału NFZ zabawiali się na takim integracyjnym spotkaniu, oczywiście za jakie pieniądze? za pieniądze podatników, czyli za pieniądze twoje, moje i tych umierających na korytarzach starszych pacjentów.
Musiałam dzisiaj zamieścić ten tekst, bo przyznam, że jestem zbulwersowana  takim traktowaniem chorych  ludzi, zbulwersowana  tą panująca znieczulicą i niemocą pozornie dobrej zmiany.
Nie można powiedzieć, że za poprzedniej rządzącej ekipy było wspaniale, ale chyba tak źle, jak jest obecnie nie było nigdy, a wiem to na pewni, wszak sama przecież ponad 20 lat pracowałam własnie w szpitalu.
A teraz tylko takie prawdziwe VIP-y jak Jarosław Kaczyński mają prawo do godnego chorowania, niestety. Jego na oddziale hołubią. omalże na rękach noszą, pielęgniarki i lekarzy ma na skinienie małym palcem….. jednym słowem, ma chyba w tym szpitalu lepiej, niż u siebie w domu, bo wszyscy tylko koło niego skaczą i rąbek nieba mu przychylają. Ale nie każdy może być VIP-em Kaczyńskim.
No cóż, ja jednak zdecydowanie wolę swojego własnego VIP-a, chociaż nie koniecznie leżącego w szpitalu.
Ale dzisiaj na pewno go w tym szpitalu  odwiedzę i to nie tylko dlatego, że  podczas gdy ja leżałam w szpitalu Kazik też mnie codziennie odwiedzał.
Wszak ponad 40 – letnia znajomość do czegoś zobowiązuje.

A zima jeszcze nie do końca odpuściła, wczoraj w Krakowie  w okolicach padał śnieg, a jak widziałam na zdjęciu zamieszczonym przez Jacka na Facebooku, cała Modlnica zatopiona była w śniegowej powale, nawet zastanawiałam się, czy to na pewno Modlnica, czy może Zakopane?
Ale to już chyba ostatnie zimowe podrygi zimowe. Wiosna naprawdę jest już tuż, tuż, ja to już „czuję w kościach „

Miłego wtorku