Byłam wczoraj na ulicy Smoleńsk

Tak, w tej samej kamienicy w której kiedyś (no, nie tak znów dawno temu)
mieszkałam. Ale przyznam się szczerze, jakoś wcale mnie do mojego byłego mieszkania na drugim piętrze kamienicy umieszczonym nie ciągło.
A na parterze jest Pracownia Rtg, więc tam, jako tym razem pacjent, zawitałam.
No własnie : taka refleksja w związku z tym mnie naszła, świat z drugiej strony, czyli ze strony pacjenta, wygląda jednak trochę inaczej.
Kiedyś wspominałam o tym, że pacjenci, którzy do mnie do mojej pracowni rtg przychodzą są lekko zestresowani. Wczoraj już wiedziałam, dlaczego tak się dzieje. Przecież ja, na co dzień z rentgenem zaznajomiona, ba, nawet można powiedzieć że zaprzyjaźniona, lekką tremę miałam, przyznaję się bez bicia.
Ale trudno , zacisnęłam zęby i położyłam się na tym super niewygodnym, twardym i w dodatku zimnym rentgenowskim stole, bo te wszystkie przeprowadzone badania będą mi potrzebne przecież do wglądu przez Komisję Inwalidzką.
A było tych zdjęć troszkę, i kręgosłup szyjny i obie stopy i oba kolana miałam prześwietlane, więc musiałam się trochę na tym stole pogimnastykować, przekręcając się to na plecy, to na prawy i lewy bok.
A ten stół jest taki wąski i śliski, ciągle miałam obawy, żeby z niego nie spikować na dół, dopiero bym wtedy sobie krzywdy narobiła.
Ale jakoś udało się, gorzej było potem tylko ze wstawaniem z tego stołu, bo znów lekka kręciołka w mojej głowie się włączyła, ale poprosiłam panią Jolę, która zrobiła mi badanie, by mnie przy wstawaniu asekurowała, sama jej obecność tuż obok już była dla mnie oazą spokoju, że nic mi się nie stanie.
Zresztą, tak po prawdzie, ja zawsze też asekuruję każdego pacjenta, który schodzi u mnie w pracowni ze stołu, bo wiem, że może być różnie, po pierwsze człowiek chwilę leży w niewygodnej pozycji, więc raptownie się wtedy zrywa i już może się w głowie zakręcić.
No a nieco powiedzmy wcześniej urodzonej osobie może też być dość ciężko z wysoko jednak położonego stołu wstać.
Zawsze stoję obok i patrzę, czy ktoś nie potrzebuje mojej pomocnej dłoni. Zresztą czasami nawet młodej i zgrabnej osobie też z wrażenia po badaniu w głowie może się zakręcić.
No a wczoraj zdobyłam dodatkowe doświadczenia, które na pewno wykorzystam, już teraz dokładnie wiem, co czuje pacjent podczas badania rtg i chwilę potem.
Tak jak pisałam powyżej, nie poszłam na drugie piętro odwiedzić stare śmieci, ale z przyjemnością opuściłam już ten nie mój budynek i poszłam plantkami do autobusu.
Oczywiście wspomnienia troszkę powróciły, więc na moment usiadłam na ławeczce, na której często siadałam wracając z pracy, popatrzyłam na krzaki bzu (oczywiście już bez kwiatów), które rosły obok i tak sobie pomyślałam: to wszystko już było, to wszystko już historia.
Ot takie moje reminiscencje z dnia wczorajszego.
Nawet przez moment zastanawiałam się, czy na moment nie odwiedzić mojego Parku, ale akurat już zaczęło mżyć, więc wróciłam do domu, zjadłam swój obiadek i ….oddałam się mojemu ulubionemu serialowi na Netflixie pt „Good Witch”.
Jest to historia pewnej rodziny i ich przyjaciół z niewielkiego amerykańskiego miasta Middleton , a w filmie są zawarte wszystkie dostępne nam na co dzień problemy: i przyjaźń i miłość, trochę afer i knowań, ale to wszystko ogladam z wielka przyjemnoscią, dochodząc do wniosku, że nie ma w sumie ludzi całkiem dokładnie złych, czy całkiem pozytywnych, pod warunkiem oczywiscie, że nie nazywają się Kaczyński i spółka.
Każdy człowiek ma swoje problemy, które stara się czasami w mądry, czasami w głupi sposób rozwiązywać, ale nigdy nie można nikomu robić na złość tylko dlatego, że mu się w życiu cos nie udało, coś mu się w życiu pokręciło.
Niestety Jarosław Kaczyński mści się na nas Polakach za wszystkie swoje dotychczasowe niepowodzenia no i za tragedię, którą niewątpliwie przeżył po tragicznej śmierci swojego brata.
Może tu akurat troszkę rozumiem jego rozgoryczenie, sama cierpiałam bardzo po śmierci mojej Ukochanej Siostry Ani, ale z tego powodu nie zatruwałam innym życia.
Minęło 10 lat od śmierci mojej Ani i minęło 9 długich lat po tragicznej śmierci prezydenta Kaczyńskiego i pora sobie wytłumaczyć, że to była tragedia i dla Jarosława i dla mnie też, bo przecież moja siostra też wciąż jeszcze mogła żyć, niestety zła choroba ją zabiła.
Ale tą tragedią nie można wiecznie się żywić i dręczyć innych ludzi.
Dlatego najwyższa pora, żeby Jarosław odszedł już od polityki, bo ona jest tylko dla niego motorem powielania bólu i w spokoju niech dożyje swoich dni, pogodzony ze smutną rzeczywistością, której i tak nigdy nie uda mu się zmienić.

Sobota wstała nawet słoneczna, ale już można zapomnieć o letnim ciepełku, już trzeba w kurtki się przyodziać i cieszyć się, przynajmniej tym, że nie pada nam deszcz, że świeci nam słoneczko.
Miłej soboty

2 myśli w temacie “Byłam wczoraj na ulicy Smoleńsk

  1. Kamil 21 września 2019 / 13:47

    „w spokoju niech dożyje swoich dni, pogodzony ze smutną rzeczywistością”

    Ale przecież smutną rzeczywistość ma nie Kaczyński, tylko jego przeciwnicy.

    Polubienie

  2. annapisze19 21 września 2019 / 17:22

    Ewa, Tobie spokojnego, dobrego weekendu bez niemiłych niespodzianek, za to z samymi dobrymi 🙂 🙂 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s