Dzień dobry Uleczku :-)

Witam Cię serdecznie w kolejną letnią środę.
Nie wiem, czy za tydzień i jeszcze potem przez kolejne dwie środy będę miała okazję posłać Ci róże, bo jak wiesz, najprawdopodobniej wtedy będę już w Kudowie Zdrój, a może jednak nie?
Nie wiem, jakieś dziwne przeczucia mam, ale to nie ważne, dzisiaj w każdym bądź razie wiele letnich, nawet gorących pozdrowień Ci posyłam z Krakowa, które pewnie na kilka śród będzie musiało Ci wystarczyć, ale takie jest życie. Potem już się poprawię i do tradycji naszych śród na pewno powrócę.
Co prawda pojedzie ze mną mój przyjaciel laptop i nawet dodatkowy dostęp do internetu, ale…..
No dobra, przestaje już gdybać , przepowiadać i zaklinać rzeczywistość, buziaczki Tobie i Agrafce z Krakowa ślę i tyle .

Wczoraj po raz pierwszy odczułam na sobie, co oznacza tele porada z lekarzem pierwszego kontaktu.
Właściwie niczym nie różni się od tej w gabinecie w przychodni, no może tylko tyle, że rozmowa nie jest przeprowadzona oko w oko, tylko ucho w ucho.
No i oczywiście lekarz nie ma wtedy możliwości na żadne badanie pacjentki, ale ja akurat takiego badania nie potrzebowałam, tylko określiłam swój poziom bólu brzucha i wszystkie inne dolegliwości, które mi ostatnio towarzyszą, a o których tu wspominać nie będę.
W każdym bądź razie okazało się, że znów ta sama dolegliwość, która nie tak dawno mnie trapiła, powróciła czyli po prostu cierpię na bakteryjne zapalenie jelit, a to da się tylko antybiotykiem wyleczyć. Mam nadzieję, że ten tydzień, który mi do wyjazdu pozostał wystarczy, by te podłe bakterie z brzucha powywalać.
W każdym bądź razie prócz tego antybiotyku 2×2 tabletki, piję jakiś gastrolit i Smectę, a na obiad „wcinam” płatki owsiane na wodzie, a za kolację służy mi weka leciutko tylko posmarowana Ramą, ech życie!
Niestety jak na razie skutki leczenia są marne, ale nie upadam na duchu!
Ale czego dla zdrowia się nie robi? Muszę jednak więcej tych płynów przyjmować, żeby się nie odwodnić i zamiast w sanatorium nie wylądować w szpitalu!
Najbardziej żal mi teraz …… lodów, zwłaszcza, że na Żabińcu świeżo co otwarli nową, podobno ze wspaniałymi wyrobami Lodziarnię, cóż, na razie muszę obejść się ze smakiem, mam nadzieję, że po moim powrocie z sanatorium ta Lodziarnia jeszcze będzie działała !!!
Przy okazji porozmawiałam jeszcze z panem doktorem Pawłem o tym zaświadczeniu dla celów sanatoryjnych, świadczącym, że z kilku powodów wymagam pokoju jednoosobowego, oczywiście doktór obiecał mi, że takie słuszne skądinąd zaświadczenie mi napisze, teraz tylko ważne jest to, czy władze sanatorium będą to zaświadczenie respektować.
Najgorsze jednak jest to, że jestem tymi biegunkami nieco osłabiona i trochę kręci mi się we łbie, co przy dodatkowej wysokiej temperaturze raczej nie napawa mnie optymizmem.
Oczywiście z parkowych wizyt też musiałam zrezygnować, a poruszam się tylko taksówką, bo do autobusowego przystanku koło domu nie mam co prawda bardzo daleko, ale potem od przystanku do przychodni jest spory kawałek, dla mnie w takiej sytuacji zdrowotnej nie jest to zbyt komfortowe. Dobrze, że istnieje Uber, który jest nieco tańszy niż normalna taksówka, ale wczoraj miałam z nimi niemiły incydent, po prostu zobaczyłam na telefonie, że auto już na mnie czeka, ale zanim wyszłam z przychodni i odnalazłam taksówkę, która gdzieś za drzewami się skryła minęła chwila i już po niej mogłam tylko podziwiać dach odjeżdżającej taksówki, a w dodatku za niezgłoszenie się na czas potrącili mi z konta 10 zł, jako rekompensatę za niedokonaną usługę, Diabli mnie wzięli, bo zasadniczo taksówka powinna czekać na klienta 5 minut, (a tyle czasu na pewno nie minęło), tym bardziej, że koło Przychodni nie ma sporego ruchu i miała gdzie się zatrzymać i chwilę na klienta, czyli na mnie poczekać, ale co było robić, nawet nie próbowałam interweniować, zamówiłam nową taksówkę i już na wszelki wypadek na samym środku jezdni stałam, żeby mnie pani kierowca nie przegapiła, bo tym razem jechałam z bardzo sympatyczną panią Basią, która zapytana przeze mnie, czemu akurat ten zawód wykonuje wyjaśniła mi, że niestety jej poprzedni interes w związku z koronawirusem podupadł i musiała się przebranżowić.
Rozmawiałam wczoraj o tym z Magdą, okazuje się, że są firmy, których właściciele rzeczywiście taką pomoc post korono-wirusową od państwa otrzymali, ale jednak wiele osób, zwłaszcza tych młodych, musiało podjąć całkiem nowe wyzwania, bo tak jak owa młoda pani mi powiedziała, żyć jakoś trzeba, rachunki trzeba spłacać, czyli trzeba coś zmienić, by na lodzie nie pozostać. Ot, życie.

Wczoraj późnym wieczorem przeszła nad Krakowem burza.
Trochę dudniło, więc na wszelki wypadek wyłączyłam wszystkie moje przekaźniki z prądu, ale tak właściwie to bardziej tylko postraszyło, bo burza trwała raczej krótko, chociaż przed nią Sms-em RCB przestrzegało.
Fakt, opady były bardzo obfite, nie cochałabym raczej wtedy na ulicy się znaleźć, ale potem wszystko się uspokoiło, a dzisiaj wstał nieco ponury dzionek, może potem się przejaśni? Już słonko się namyśla zza chmurki wyjść, ale jest lekki chłodny wietrzyk i bardzo dobrze, bo zdecydowanie taki upał jaki był wczoraj nie jest wskazany, szczególnie dla osoby z chorobowymi przypadłościami jakie ja mam

Milutkiej środy

Jedna myśl w temacie “Dzień dobry Uleczku :-)

  1. Ulka 30 lipca 2020 / 23:11

    Ewelinko miła. Dziękuję jak zwykle za piękną różę . Zastanawiam się skąd u Ciebie taka obawa przed wyjazdem do sanatorium . Jedź a wrócisz zadowolona Kudowa przepiękna wrócisz bardzo zadowolona . Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia i szerokiej drogi .😘🌹🌹🌹🌹🌹❤

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s