Sentymentalny powrót do przeszłości

Dzięki zamieszczanego przez Krystynę zdjęcia, które gdzieś tam w moim archiwum pod tytułem Stare Fotografie wynalazła, z wielkim wzruszeniem wróciłam do tych najszczęśliwszych moich lat, gdy moja piękna i jeszcze zdrowa Mamusia ze swoja szczęśliwą Rodzinką wyszła na letni spacerek po Krakowskich Plantach.
Popatrzcie, jacy wszyscy na tym zdjęciu są szczęśliwi i uśmiechnięci Moja Mama, Tatuś, Siostra Ania, Brat Krzysztof, mały brzdąc, niewiele jeszcze ten świat rozumiejący – Ewusia i nawet wesoła Sunia Gledii, która też była członkiem Rodziny i jej nie mogło zabraknąć na tym spacerze.
Patrzę na to zdjęcie z łezką w oku, nikogo prócz mnie nie ma już na tym świecie, może wszyscy gdzieś na Rajskich Plantach spacerują razem, oczekując, że i ja do nich się dołączę?
Tylko mi się wcale na ten drugi świat nie spieszy, chociaż za moimi Kochanymi Rodzicami i Rodzeństwem bardzo tęsknię.
Ale nie mogłam obojętnie przejść nad tym zdjęciem, dlatego dzisiaj go w moim blogu zamieszczam.
Widzicie tego rozkosznego grubego bobaska, dla którego świat wtedy umieszczony był w ramionach Kochanych Rodziców???
Tak kiedyś właśnie wyglądałam, pełnia rodzinnego szczęścia, teraz pozostają tylko wspomnienia i łezka w oku.


Chyba będzie to dzień wspominkowy, bo jeszcze jedno zdjęcie Krystyna zamieściła na Facebooku. Tu szczęśliwą Rodzinka-Mamusia, Ania, Krzysztof i ja w jakiejś nadmorskiej miejscowości, najprawdopodobniej w Międzyzdrojach, a może i w Jastarni, do której często jeździliśmy.
Zawsze Jastarnię z wielkim sentymentem wspominam, ta wtedy wydawało mi się olbrzymia plaża ze złotym pisakiem (nikt wtedy do Złotych Piasków w Bułgarii nie jeździł), z nieśmiertelnymi grajdołkami, które otoczone on wiatru były kolorowymi parawanami.

No tak, na tych zdjęciach trwa piękne lato i ciepełko, a za oknem….zima.
Ze zdumieniem popatrzyłam na ten nieco ośnieżony mój Park, ale właściwie czemu ze zdumieniem, skoro dzisiaj już przedostatni dzień listopada? Zima jest w swoich oprawach i śniegiem musiała w końcu sypnąć.
Dzisiaj mam za sobą niedobrą noc. Zasnęłam w miarę szybko, czyli tak gdzieś po północy, ale niestety o 3.30 obudziło mnie jakieś dudnienie młotem. Zdezorientowana zastanawiałam się, kto o tej porze tak zaparcie wali młotem w ścianę, a tu się okazało, że to……… dudni w moim uchu.
Okazało się, że mam po prostu olbrzymi katar, który przy okazji zatkał moje ucho i stamtąd te nieznośne łomotanie dochodziło i nie pozwoliło mi spać.
Co było robić?, trzeba było wstać, przeczyścić nos na tyle, żeby mi się odetkało także i ucho i po dłuższej chwili rzeczywiście dudnienie w uchu ustało, ale nadal czuję, że jest ono zapchane katarem.
Dlaczego takie przypadłości akurat muszą się zdarzać nad ranem w niedzielę, gdy nie czynne są apteki i nie mogę sobie kupić żadnego płynu do nosa i do ucha? Złośliwość losu.
Potem bałam się znów położyć, by to okropne dudnienie w głowie znów nie powróciło, chyba będę musiała cierpliwie do jutra poczekać na tę wyprawę do apteki.
Póki co postaram się jakoś spokojnie tę niedzielę spędzić, bez nerwów i bez polityki, której serdecznie mam już dosyć.
Cieszę się tylko, że wczorajsze manifestacje z małymi wyjątkami przeszły w miarę spokojnie. Co prawda było kilka incydentów, w tym pani posłanka Barbara Nowacka niestety mimo okazania poselskiej legitymacji, została potraktowana gazem, ale widocznie jeszcze wciąż nie jest brak nadgorliwców w policji, którzy zapomnieli, że są dla służby ludziom a nie jednej partii przeznaczeni. Zdecydowanie jednak po ostatnich niechlubnych swoich „występkach” na poprzedniej manifestacji wielu policjantów ostudził swoje „narodowe” zapały do bicia ludzi pałkami.
A może w końcu zrozumieli, że kiedyś za te swoje niechlubne czyny będą do odpowiedzialności pociągani?
A wtedy żaden Błaszczak, czy Kaczyński im nie pomoże, poniosą niestety karę….i słusznie.
Pokojowa manifestacja nie jest przecież żadnym terrorystycznym zagrożeniem , przed którym należy bronić innych ludzi.
Nawet ta przysłowiowa Babcia z tęczową torebką nie może być traktowana jak zwykły bandyta, który rzeczywiście jest realnym zagrożeniem.

No cóż, listopad pomału nam się kończy. Ciekawa jestem, jak nasza krakowska Aleja 29 listopada będzie obchodzić dzisiaj swoje urodziny.
Na razie jest rozkopana, bo trwa tam remont, a trzeba powiedzieć, ze jest to jedna z ważniejszych krakowskich arterii, jako przedłużenie Alei Trzech Wieszczy łączy południe z północą Krakowa, jest trasą wylotową na Warszawę.

W tym nieco zimowym już klimacie życzę Wszystkim przyjemnie spędzonej niedzieli w domowym ciepełku, bo dzisiaj stanowczo nie jest dobra pogoda na spacerowanie, no chyba, że ktoś lubi śnieg. Ale i tak bałwana jeszcze lepić z niego wciąż nie można.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s