To była piękna niedziela

Podobno była to jedna z tych ostatnich ciepłych niedziel tego lata.
Zaraz za oknem jesień, oby też miła była.
A co robiłam wczoraj w Modlnicy.
Ano calutki dzień przesiedziałam sobie na tarasie z cudownym widokiem na zieleń, róże i na błękitne niebo.
Co prawda błękitne było tylko rano, potem niestety zaczęło zaciągać chmurami, ale na szczęście obyło się bez opadów.
A wiecie jak wybornie smakuje obiad na takim tarasie?
Czułam się jak przed laty, w Zawoi.
Co prawda nigdy za Zawoją nie przepadałam, ale mieliśmy tam swoje własne miejsce w rodzinnej wilii i tam spędzaliśmy weekendy i sporą część lata. Zwłaszcza, gdy Tata pracował, ja pozostawałam pod opieką cioć, co niezbyt mile wspominam, bo one ciągle poiły mnie wszelakimi ziółkami których panicznie nienawidziłam.
Za to mój Tata uwielbiał Zawoję, zresztą to on odkrył to miejsce w czasie swoich młodzieńczych wędrówek i namówił swojego Ojca i Braci do wspólnego zakupu sporej działki i do wybudowania pięknej, drewnianej wilii zwanej potem przez Zawojczan Willą Profesora Wyrobka, Każdy mieszkaniec Zawoi ją znał i tam przynosił do nas mleko prosto od krowy, świeżutko uklepane masełko, czy biały serek.
W końcu Zawoja w trakcie wojny była miejscem przetrwania dla Rodziny, tam dzieci były w miarę bezpieczne od wojennych zawieruch, a nasze Mamy i Ciotki mogły nie bać się o losy swoich małych jeszcze wtedy dzieci.
Potem wojna już się na szczęście skończyła, dzieci dorosły, zaczęły do Zawoi przyjeżdżać z własnym potomstwem.
Niestety z czasem w tej dotychczas zgodnej rodzinie coś się zaczęło kwasić, starszy człon Rodziny niestety zaczął odchodzić, młodsi…ech, co tu pisać, wszystko zaczęło się zmieniać i już i ja i moja siostra z dziećmi przestałyśmy do Zawoi jeździć.
Teraz znów jest szansa na powroty do Zawoi, ale przyznam szczerze, jakoś po tamtych wszystkich przejściach jakoś trochę do Zawoi serce straciłam, wcale mnie tam nie ciągnie.
A kiedyś, gdy byłam jeszcze młoda, fajnie nawet czas nad wartkim strumykiem z bardzo zimną wodą, nad którym to strumykiem rosły wspaniałe łopiany z olbrzymimi jak parasol liśćmi, spędzałam, latałam z innymi dziećmi po naszym kawału lasu, gdzie bawiliśmy się w podchody, w Indian, ech, to były czasy.
Co prawda w Modlnicy nie ma szumu strumyka, z szosy dobiega tylko szum aut, ale wokoło jest tyle zieleni, drzew i krzewów, które nieco tłumią ten niepokojący warkot, odpocząć można.
Właściwie Modlnica jest tylko 10 km od Krakowa, jeszcze kilka lat temu, gdy tam przyjechałam po raz pierwszy, była to typowa wioska, teraz stała się przyczółkiem Krakowa , robi się przez różne inwestycje coraz bardziej miejska.
Tu muszę przyznać, że gdy jechałam wczoraj autem do Modlnicy podziwiałam w jakim niesamowitym tempie przechodzi budowa nowej drogi, pewnie moja Siostra już by tej trasy nie poznawała, kiedyś taka sobie szosa, dzisiaj stała się dwupasmówką, a niedługo jeszcze będzie jeszcze więcej jej pasów, rond i innych udogodnień dla kierowców.
A i różne nowe firmy co rusz swoje inwestycje tu pozakładali, biura, sklepy, niedawno była tam tylko Żabka i Biedronka, teraz powstały całkiem nowe markety niczym w normalnym mieście, miejscowi nie muszą teraz jeździć do Krakowa, by zrobić zakupy, te najważniejsze punkty mają prawie koło siebie.
Jednym słowem można powiedzieć, że miasto wkroczyło już na wieś i przygarnęła ją do swojego inwentarza, a równocześnie coś cudownego z tego wiejskiego klimatu jeszcze pozostało. Można tam powiedzieć : mieszkam w Krakowie, mieszkając w Modlnicy i mieszkam w Modlnicy przynależąc do Krakowa.
Zresztą podobnie jest i na zachodzie, w wielkich miastach pozostają tylko wielkie biura, przedsiębiorstwa, a spora część mieszkańców mieszka w pobliskich przysiółkach,daleko od ulicznego gwaru i zaduchu, w korelacji z okoliczną przyrodą.
I Polacy zauważyli, że dobrze jest mieszkać poza wielkimi aglomeracjami, zwłaszcza, gdy jest wygodny ciąg komunikacyjny, a cała aglomeracja i jej struktura jest wspaniale rozwinięta.

Dzisiaj wstał nowy tydzień i zgodnie z zapowiedzią nie jest on udany, przynajmniej na razie deszczowy, co moje biedne kostki odczuwają, ale od czego jest Nimesil i wiara, że jeszcze przyjdą lepsze dni, może nie całkiem do końca od bólu wolne, ale nie tak dokuczliwe, jak ten dzisiejszy,
Na cały nadchodzący tydzień życzę wiele wytrwałości i tego, by cieszyć się z każdej mile spędzonej chwili, jak te wczorajsze przeze mnie w Modlnicy spędzone.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s