19 LISTOPADA 1960 ROK GODZ.19

Ś W I A T S I Ę Z A T R Z Y M A Ł !!!!!

I NIGDY POTEM NIE BYŁO JUŻ NIC TAKIE SAME

Dzisiaj mija już 61 lat od tej tragicznej dla mnie i dla moich Najbliższych daty.

Pamięć jak fotografia pozostaje w mej pamięci na zawsze.
Jaką Mamusię pamiętam?
Byłam zaledwie 10 letnim dzieckiem, nie do końca zdającym sobie sprawy z tego, co właśnie wtedy się stało.
Mamusia leżała w swoim pokoju, na swoim tapczanie, pięknie ubrana w różową balową sukienkę, którą przywiozła sobie z Paryża i wtedy właśnie zażyczyła sobie, by w tej sukni była pochowana, na szyi miała zarzucony moherowy, jasny szal, a na nich spoczywały pukle pięknie pofalowanywch jasnych włosów, Jej ciało tonęło w pięknych bukietach kwiatów, które rozłożone były wokoło Niej , a ja wraz ze swoimi lalkami i misiem siedziałam obok Niej i pokazywałam Jej swoje zabawki , trochę zadziwiona, że Mamusia nie chce się ze mną bawić.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że ten sen, który osiadł na Jej oczach już jest wieczny, nigdy z niego się Mama już nie obudzi.
Nie wiedziałam, bo nie znałam wtedy jeszcze słów : śmierć, ostateczność, wieczność……
Ale chciałam być koło Niej, bo gdzieś tam intstynktownie czułam, że niedługo nie będe już mogła być tak blisko.
I nikt z dorosłych nie miał sumienia odciągnąć mnie od tego łoża śmierci, mnie, małej dziewczynki, Ukochanej Ewuni, nie wiele rozumiejącej tragizm sytuacji.
Jeżeli rzeczywiście istnieje tam po drugiej stronie Nieba życie, na pewno i Mamie cięzko było rozstawać sie z najmłodszą córeczką, która potrzebowała Jej opieki, Jej serca, Jej obecności.
Krzysztof był już młodzieńcem, studentem, który wchodził w dorosłe życie i ta Jej opieka nad nim, jak i nad córką Anią nie wymagał aż takiej troskliwości, jak to wciąż jeszcze małe dziecko, dla którego świat był zagadką, trudną do samodzielnego rozwiązywania wielu problemów. Ona potrzebowała prowadzenie za rączkę i wynagała ciągłego tłumaczenia na czym ten świat i przebywanie w w nim polega, jak odróżnić dobro od zła, jak szukać prostych dróg, które prowadzić będą ją potem przez całe życie.
Miałam wspaniałego Ojca, ale te zadania, o których powyżej wspominałam w głównej mierze należą właśnie do Matki, ktora cierpliwie potrafi wiele rzeczy dziecko nauczyć.
Niestety, mi stanowczo za wcześnie zabrakło tej Najwspanialszej Nauczycieki życia i myślę, że Mama, która doskonale zdawała sobie sprawę ze swojego zdrowotnego stanu, w którym była i konieczności odejścia z tego świata, musiała bardzo ubolewać, że niestety nie mogła i tego swojego trzeciego dziecka przez ten czas beztroskietgo dzieciństwa i przez trudy dość burzliwego okresu młodzieńczego buntu bezpiecznie przeprowadzić.
Mogła co najwyżej z wysokiego Nieba czuwać nademną i wiem, że to robiła, co odczuwałam to wtedy, gdy Mama przychodziła do mnie w moich snach, które byly tak realne, jakby się działy na jawie.
Kiedyś już pisałam o Mamie – Kwiatku, który wyrósł na pustym polu i przemienił się w moją Mamusię, która wraz ze mną przyszła do mojego domu, a ja byłam taka szczęśliwa, że znów mam Ją koło siebie. Nigdy tego snu nie zapomnę, ani tego, gdy pytałam się Jej: Mamusiu jak Ci tam jest, a Ona na to odpowiedziała, że jest Jej bardzo dobrze, że jest szczęśliwa, ale nie może mi nic więcej o tym opowiedzieć, ani wtedy, gdy znów w tym śnie obie znalazłyśmy się ponownie na tyn samym polu, a Ona ode mnie się oddaliła i przemieniła w Kwiatek, który znikł, znów pozostawiając mnie samą na tym pustym, szarym polu, a ja chwilę potem się obudziłam.
Zresztą pamiętam też i inny sen, gdy spotkałam Ją na jakiejś ścieżce i chciałam się do Niej przytulić, niestety Ona była tak trochę nieobecna ciałem, nie mogłam się do Niej przytulić, bo rozdzielała nas jakaś niewidoczna ściana, mogłam Jej tylko powiedzieć wtedy: Mamusiu, jak ja bardzo Ciebie Kocham Mamusiu.
Tyle razy potem na jawie te słowa Jej powtarzałam i dzisiaj, chociaz już jestem starszą osobą, też w moich myślach często Jej powtarzam: Mamusiu, jak ja Ciebie bardzo kocham Mamusiu.
I tak ciągle mi Ciebie brakuje……….
I to nie są wcale puste słowa, one tkwią w moim sercu, jak pewnego rodzaju zadra, że mogę tylko Jej powiedzieć, a nie mogę do mojej Kochanej Mamy się przytulić, bo Ona już jest bardzo daleko odemnie.
Ile bym dała, żebym znów chociaż na chwilę mogła poczuć Jej ciepło, usłyszeć bicie Jej serca…………..
Życie odebrało mi najpiękniejszy SKARB, jaki mogłam dostać przy urodzeniu, MIŁOŚĆ NAJUKOCHAŃSZEJ MATULI i przez całe swoje życie ten ból niestety mi towarzyszy.
Dlatego nigdy nie zrozumiem osób, które wypierają się swoich Rodziców, z wygody życia porzucają swoich Rodziców, którzy przecież całe swoje serce na nas przelali.
Ten szacunek do Rodziców, a zwłaszcza do Matki powinien być drogowskazem naszego życia, bo nigdy później nikt nas tak szczerze aż do bólu nie pokocha.
Nawet najlepsza żona, najlepszy mąż nie jest w stanie zastąpić tej pięknej rodzicielskiej miłości.
ONA JEST PO PROSTU NIEPOWTARZALNA !!!!!
Żałuję tylko, że nie dane było mi samej zostać Mamą, tak niestety to życie mi się ułożyło, czyli czuję się trochę podwójną sierotą, bez mojej Mamy i bez mojego macierzyństwa, często nad tym właśnie rozmyślam, dlaczego tak bardzo to życie mnie smutnie doświadczyło.
Miałam i mam nadal w sobie tyle ciepła i dobra, którym mogłabym własne dziecko napełnić, na szczęście są Dzieci i Wnuki a nawet prawnuczka mojego Kochanego Rodzeństwa, które przez całe moje życie swoją prawdziwą szczerą miłością obdarowywałam i wiem, że Oni wszyscy doskonale to wiedzą.
I chociaż każde z nich mają już swoje własne życie, swoje własne problemy, ale wiedzą, że są dla mnie Najważniejsi, wszyscy, od najstarszej wiekowo Moniki, poprzez jej Rodzeństwo i Kuzynowstwo,czyli przez dzieci i wnuki Krzysztofa i Ani, aż po najmłodszą naszą rodzinną Latorośl – Zeldę.
I że moje serce zawsze będzie przy Nich, bo Ich radości są moimi radościami, a Ich smutki równiez i mnie zawsze boleśnie dotykają.
A kiedyś, gdy Bóg pozwoli, usiądę na chmurce koło mojej Mamusi, koło Taty, koło Ani i Krzysztofa i Kasi i z wysokiego Nieba będziemy wszystkich Najbliższych i najukochańszych, pozostałych na Ziemii swoją opieką otaczać.

I na zakończenie tego dzisiejszego smutnego, wspominkowego wpisu muszę raz jeszcze powtórzyć te słowa, które jako dziecko i wiele razy jeszcze później wypowiedziałam:
MAMUSIU!! JAK JA BARDZO CIEBIE KOCHAM MAMUSIU !!!
I TAK BARDZO ZA TOBĄ TĘSKNIĘ !!!!!


Jedna myśl w temacie “19 LISTOPADA 1960 ROK GODZ.19

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s