GIMNASTYKA, GIMNASTYKA

Co prawda jeszcze na głowie nie staję, ale staram się uruchamiać troszkę.
Koniec polegiwania w łożeczku, zresztą moój tapczan i tak jest przez Kota Bogumiła okupywany, dla mnie już tam nie ma raczej miejsca.
Gorzej będzie wieczorem, bo znów będę musiała go przegonić, żeby łóżeczko pościelić, a wtedy on jest bardzio nie zadowolony i nawet potrafi na mnie z zębami ten Łobuz naskoczyć.
Według niego to tapczan jest koci, on łaskawie pozwala mi na położenie się koło niego, ale żeby tak brutalnie go z tapczanu przeganiać??? – to się w kociej głowie już nie mieści
Wczoraj byłam na tym zabiegu manualnym u pana Bartka. Bolało jak cholera, ale zaciskałam zęby i nawet nie krzyczałam. Dzielnie poddawałam się mękom.
Za to wróciłam tak strasznie po tym zabiegu zmaltretowana, że już przed godziną 22 spałam smacznie jak niemowlę. Co prawda o 2 pogoniło mnie na chwilkę do łazienki, ale zaraz natychmiast znowu zasnęłam i spałam prawie go 7.30.
Po takich przespanych nocach nareszcie czuję się wyspana i spokojniejsza.
Dostałam wreszcie od mojej pani doktor I-szego kontaktu fantastyczny środek antydepresyjny, który również reguluje sen, o nazwie Trittico, który jest niezawodny, bo nie dość, że pozwala szybko zasnąć na kilka godzin, to po nim budzę sie wypoczęta i nie mam tego uczucia, że dostałam obuchem po głowie.
Trochę dziwnie się go zażywa, bo przez pierwsze trzy dni zażywa sie po 1/3 tabletki, przez następne trzy dni 2/3 tabletki, dopiero potem już po całej tabletce.
No i uspakajająco też nieco działa, już nie jestem taka spięta i rozmamłana, chociaż ból nadal jednak mi dokucza. Ale staram sie wmówić w siebie, że jest już troszkę mniejszy ten ból i nawet dzisiaj pojeździłam trochę na miotle i zrobiłam porządek w kociej toalecie, co jeszcze dwa- trzy dni temu było niemożliwe.
Co ciekawe, mogę nawet się pomału schylać, gorzej jest później z wyprostowaniem się, bo wtedy ten nieznośny drąg bólu wbity we kręgosłup bardzo dokucza i muszę mieć chwilę czasu, zanim go opanuję.
No i niestety nie mogę się jeszcze wyprostować przy chodzeniu, nawet po domu, więc poruszam się jak stara babuleńka w pół zgięta, jakbym miała co najmniej 90 lat.
Ale mam nadzieję, że po tej kuracji lekowej no i po wizytach u pana Bartka wrócę do jako takiej normy
Muszę jeszcze w wybrać się do rtg zrobić sobie zdjęcie tego kręgosłupa, bo co prawda 2 lata temu miałam robiony tomograf, ale od tego czasu mogła tam jakieś złamanie się przyplątać. Co prawda nie pamiętam, bym miała ostatnio jakis uraz, ale niestety u osób w stosownym wieku bardzo często dochodzi do tak zwanych złamań zmęczeniowych, wtedy najmniejszy uraz przy występującej i częstej w moim wieku osteoporozie może doprowadzic do zlamania albo pęknięcia.
Mam nadzieję, że takie coś u mnie jednak nie nastąpiło, że jest to spowodowane stanem zapalnym mięśni, ponieważ było kilka takich chłodniejszych dni i wystarczy, że wtedy nieco zawieje w mój kręgosłup i juz wilka łapię. Teraz juz wiem, co to oznacza złapać wilka, bo przy wstawaniu własnie wyje się jak wilk z bólu właśnie.
Na całe szczęście jestem bardzo dobrze zaopiekowana i lekartwami, przez kilka dni zastrzykami w wykonaniu Darki i Wiki, no i przez te manualne naciągania przez Bartka, a nad lekarską opieką cały czas czuwa Maciek – przy takiej medycznej drużynie muszę być zdrowa.

To tyle zdrowotnych zwierzeń na dzień dzisiejszy.
Nudne, ale prawdziwe, tak teraźniejszość moja niestety wygląda, mi też sie to wcale nie podoba
Jutro ciąg dalszy nastąpi