Dni Krakowa

Minęła jakos ta sobota,ale coś niezbyt się czułam dobrze,głowa,żołądek,no a rano obowiązkowo praca..

Byłam niemiła dla jednej mojej koleżanki,wiem.

Ponieważ w sumie dzień niezbyt mi się układał,postanowiłam się przynajmniej wyspać

Ale zapomniałam,ze obchodzone są Dni Krakowa,więc obudziły mnie ogromne wybuchy fajerwerków i jakaś niesamowicie rycząca melodia,płynąca aż do mnie znad Wisły.

W pierwszym momencie nie wiedziałam,burza to,czy co (trochę grzmiało jak zasypiałam),ale nie wstałam oglądać do okna,prześpię myślę sobie,ale gdzie tam ,za chwilę nowa eksplozja fajewerków postawiła mnie na prawie równe nogi.

Najwyraźniej wcześniejsza burza i padający deszcz( ale szumiało cały czas za oknem!!!) nie zepsuły imprezy plenerowej-ale to chyba zaczyna być tradycją,że w Dni Krakowa akurat pada.

Wytrzymało prawie cały dzień,było słonecznie i wręcz parno,a gdzy impreza z Błoń,gdzie hasały Lajkoniki i Smoki przeniosła sie nad Wisłę,pogoda sie załamała.smok, wg proj. Z.Stryjeńskiej, ok.1919

Wspominam jedną z takich imprez nad Wisłą,gdzie z kuzynką Marysią i kuzynem Andym ze Stanów własnie oglądaliśmy wianki nad Wisła i złapała nas ogromna ulewa,Z początku zaczęliśmy uciekać,ale ponieważ ulewa i tak nad dopadła stanęliśy na środku plant,wzięliśmy się za ręce i zaczęliśmy tańczyć nucąc  Deszczową piosenkę…

Byliśmy przemoczeni do suchej nitki,ale bardzo roześmiani i szczęśliwi.

Po wejsciu do bramy została po nas tylko ogromna kałuża,tak wiele wody po nas spływało.

Ach młodość,młodość……