Dzisiaj trzymam kciuki za dwie moje dziewczyny: za Darię i za Matyldę, bowiem dzisiaj przystępują obie do swojego ostatniego egzaminu, zwanego popularnie LEP, czyli Lekarski Egzamin Państwowy , po którym uzyskują pełne prawa wykonywania zawodu lekarza.
A to oznacza, że już definitywnie zakonczyły studiowanie, ale i tak jeszcze będa musiały w przyszłości zdawać egzaminy potrzebne do specjalizacji.
Na razie w październiku rozpoczynają swój 13- sto miesięczny staż w szpitalu, po którym będa starały się o rezydenturę, trwająca około 5- 6 lat, a po niej dopiero mogą przystąpić do egzaminu specjalistycznego.
Jak znam życie, Matylda na pewno pójdzie w ślady swojego Dziadka Krzysztofa (mojego Brata) i najpewniej bedzie robiła specjalizację z radiologii, podobnie jak te specjalizację mają już Jej Ciocia Monika i Wujek Łukasz i będzie tę Wyrobkowską tradycję podtrzymywać i tym samym będzie już czwartym pokoleniem Radiologów w naszej Rodzinie.
Natomiast Daria pójdzie najpewniej w ślady swojej Babci Ani (mojej Siostry), zostanie internistą i będzie dalej prowadziła Przychodnię, ktorą kiedyś właśnie moja Siostra w Krakowie założyła, czyli będzie kontynuowała internistyczną rodzinną nić.
Pamiętam, że marzeniem mojej Siostry było, by któreś z Jej dzieci zostało lekarzem, Maciek co prawda skończył Medyczne Studia Ratownictwa, ale nie został lekarzem, teraz właśnie Jej wnuczka Daria, a za trzy lata siostra Darii, Wiktoria, która studiuje Medycynę za Sląskiej Akademii Medycznej spełnią marzenia swojej Babci Ani.
Szkoda tylko, że ani Ania, ani Krzysztof nie doczekali się tej chwili, by być dumnym ze swoich Wnuczek.
Za to ja, jako Ich Ciocia Babcia jestem dumna z obu dziewczyn i zarazem jestem szczęśliwa, że podjęły trud utrzymania rodzinnej tradycji. A mój Tata, a ich Pradziadek, jako założyciel tych medycznych rodzinnych tradycji na pewno z Niebios patrzy na Obie swoje Prawnuczki z wielkim poczuciem zadowolenia i podziwia Ich mądrość i ich samozaparcie i odwagę, które pozwoliły Im te bardzo trudne studia ukończyć.
No to moje Kochane Panie Lekarki, życzę dzisiaj Wam na tej nowej Waszej drodze dużo siły, szczęścia i odwagi w odkrywaniu medycznych tajników i wykorzystanie swojej wiedzy, by nieść medyczną pomoc chorym .

I i już jest o wiele lepiej, biby troszkę mi jeszcze dokucza ten kręgosłup, ale ten drąg z niego już gdzieś został usunięty, przynajmniej mogę chodzić po mieszkaniu.
Jak to dobrze mieć swojego prywatnego lekarza. A wydawało mi się, że nigdy się nie doczekam.
Fakt, Daria naprawdę tę medyczną smykałkę (chyba po Babci Ani), bo nawet i niekcja, którą mi robi codziennie Olfenu prawie wcale nie boli.
Prócz tego mam jeszcze przeciwbólowe (i przeciwzapalne) tabletki Doreta.
Oczywiście trzeba przyznać, że to pani pani doktor Marysia, czyli prawdziwa moja pani doktor pierwszego kontaktu doskonale dobrała ten zestaw, Darka jeszcze wciąż się musi wdrażać w medyczne tajniki, ale wierzę, że niedługo Uczeń przerośnie Mistrza.
Najważniejsze, że ten ból ustąpił, zresztą i tak w takim stanie jak byłam nawet wizyta u pana Bartka nic by nie dała, bo nie można rehabilitować sie w czasie stamu zapalnego, jakim była moja RWA.
Ale nich już wszystko się uspokoi i wtedu oddam sie w zbawcze ręce pana Bartka, który na mój obolały płacz o ratunek zorganizował szybko pomoc.
Właściwie to mogę powiedzieć, że mam szczęście, że zawsze szybko na wszelaką medyczną pomoc mogę liczyć, bo sami wiecie, jak to jest z tą naszą Ochroną Zdrowia, zanim człowiek taką pomoc uzyska musi się nacierpieć, albo…….sięgnąć głeboko do swojej kieszeni, bo niby leczenie jest darmowe, ale niestety wciąż nie ma specjalistów i stąd są takie kłopoty z leczeniem i niestety nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie cokolwiek na lepsze się zmieniło.
Niby Mredycy strajkują upomijanąc się o większe nakłady na Ochronę Zdrowia, niestety nasz rzą dosyc lekceważąco się do tych protestów odnosi mówiąc znaną regułke „nie ma p[ieniędzy”
Tylko dlaczego te pieniądze są nas podwyżki dla posłów i senatorów, czemu dotacje są dla Rydzyka i dla TVP, a tam, gdzie sa one potrzebne zostają tylko puste słowa?????
Najgorsze jednak jest to, że nawet jeżeli zmieni się ten rząd (a nic na razie na to nie wskazuje, bo ludzie nie wiem czemu ciągle jeszcze złodziejom chca wierzyć) będą potrzebne tak wielkie zmiany, że pewnie znów ktoś uzna, że na Ochronie Zdrowia można zaoszczęśdzić i chwilowo odłoży sprawę do Lamusa.
Nie wiem, czy znajdzie się ktoś na tyle mądry, żeby ten węzeł gordyjski rozwiązać.
Bo niestety z pustego nawet Salomon nie naleje, a na razie nie można powiedziec, że mamy odpowiedniego ministra Zdrowia. Zresztą nigdy Służba Zdrowia nie miała szczęścia do odpowiednich dotacji, bo zawswze było coś, co wydawało soie dla kolejnych rządzących wazniejszym problemem i teraz mamy tegoi skutki
No nic, leczymy się sami tyle ile się da licząc na szczęście, że trafi się na odpowiednich lekarzy


























































z












niestety…

Mimo pomocy Darki, mimo codziennych zastrzyków i tabletek nadal boli kregodsłup i uniemozliwia mi chedzenie
Chyba całkowicie przestanę chodzić???
Czuję się, jakbym miała już na wpół paraliż i czuję się coraz bardziej niesamodzielna, czyli tak, czego zawsze się bałam.

szkoda naqwet pisać.
Pewnie to kara za grzechy, za moje „pyskowanie”, tylko dlaczego ta kara akurat mnie spotyka, a nie tych, których powinna sotknąć???
Bo niestety Ci mają się co raz lepiej.
KARMA NIE WRACA!!!!

jest środa……

….to i są róże dla Ulki.
Dzisiaj późno, bo po niezbyt dobrze przespanej kolejnej noc,y musiałam odespać potem pół dzionka rano.
Przepraszam Uleczko za tak późny wpis dla Ciebie, ale wiesz, ze zawsze o Tobie pamiętam, zwłasszcza we środę.
Serdecznie Cię Uleczko pozdrawiam i te ostatnie już chyba promyki słonka do Poznania podsyłan.
Niestety czas szybko leci, więc i te wakacje jakoś gdzieś tam tylko przemknęły, pozostało tylko jeszcze 5 dni tego lata i Pani Jesień zapuka do naszych drzwi i okien.
Oby była dla nas łaskawa i nie straszyła nas chłodem i tymi nieznośnymi szarugami.
I bez tej koszmarnej pogody kręgosłup mi dokucza, a gdy jeszcze zacznie padać?
No właśnie, a propos mego kręgosłupa, wczoraj przyjechała do mnie Pani Doktor i sprawną rączką zrobiła mi zastrzyk przeciwbólowy w…mniejsza o to gdzie, wiadome jest chyba takie miejsce iniekcji.
Zawsze bałam sę zastrzyków, pamiętam raz nawet uciekałam przed koleżanką, pielęgniarką, która usiłowała zrobić mi przeciwbólowy zastrzyk. Chyba musiało to wyglądać dosyć zabawnie, gdy ganiałam po pielęgniarskim gabinecie, w końcu koleżanka mnie dorwała i udało jej się nawet bez kłopotów ów zastrzyk mi zrobić.
Wczoraj Darki wcale się nie bałam, posłusznie się położyłam i swoje czcigodne cztery litery wypięłasm, poddając się torturze, bo jednak taki zastrzyk jest nieco bolesny, ale na szczęście Darka podawała go powolutku i można powiedzieć, że zatrzyk prawie nic nie bolał. Za to chwilę później wyraźną poprawę poczułam, nie musiałam już trzymać się przynajmniej mebli przemieszczając się po mieszkaniu. Wypiłysmy wspólnie herbatę, rozmawiając o tym i o tamtym, po czym Darka wróciła do domu, bo musiała jeszcze przygotować się jeszcze do sobotniego egzaminu lekarskiego tak zwanego ostatecznego lekarskiego egzaminu LEP. który jest uwieńczającym ostatecznym studenckim egzaminem, potem już pozostaje tylko życie zawodowe.
A ja jeszcze zażyłam przeciwbólwe tabletki, które mi Darka przyniosła i wskoczyłam do łóżeczka, niestety nie udało mi się szybko zasnąc i jak już pisałam na początku znów zaliczyłam następną zarwaną noc.
Ale ból wyraźnie już odpuścił, nie jest taki nieznośny jak wczoraj, niestety jeszcze nie na tyle opanowan, bym mogła bezkarnie wyruszyć na podbój Parku.
Na szczęście mam całkiem nieźle zaopatrzoną lodówkę,a właściwie zamrażarkę, a wczoraj Daria doniosła mi chleb i jabłka. Do soboty jakoś bez wychodzenia wytrzymam, najgorzej, że konczy mi się już liqid do mego E papierrosa, a bez smoczka trudno będzie jakoś przeżyć to moje życie.
Dawniej nie było z tym problemu, bo można było zamówić bylo takie liquidy przez telefon, teraz podobno z troski o zdrowie społeczeństwa, można zamawiać tylko płyny bez domieszki nikotyny. To całkiem głupi pomysł – po co komuś taki papieros bez nikotyny, to tak, jakbym kupowała perfumy bez zapachu.
Ale w Polsce zawsze znajdzie sie ktoś taki, który decyduje, co jest dla mnie dobre, zdrowsze i niezbędne do życia i swoje „filozoficzne imaginacje” włącza w życie, nie licząć, czy mi się to podoba, czy nie podoba, nie mam prawa smodecydowania o sobie.
W takim razie będe musiała poprosić chyba Darię, by mi takie luqidy zakupiła, ale dopiero w następnym tygodniu będe mogła zawracać jej głowę, już gdy upora się ze swoimi egaminami.
Do tej pory…….musze oszczędzać palenie, a jeszcze lepiej postarać się porzucić ten zgubny nałóg, tylko niestety ciemno to widzę.
Tak bardzo się do tego smoczka przyzwyczaiłam………..zupełnie jakbym była niemowlaczkiem, który płacze, gdy swojego smoka nie dostaje.
Ale na razie jeszcze mam dwa małe opakowania, problem pozostawiam na potem, może znów zacznę normlnie po ulicy sama chodzić i sama będę mogła zrobić takie zakupy……

Ulce i Wszystkim moim Czytelników życzę dużo słonka na dzisiaj, bo tak jak pisałam, niestety nadciągają jesienne chmurzyska.
Wszystkiego dobrego zatem.

(ku)RWA kulszowa

I nie muszę nic chyba dodawać??
Boli jak cholera, nawet poruszanie po mieszkaniu jest bardzo bolesne.
Na szczęście pomoc dzisiaj wieczorem nadciąga.
Jak to dobrze, że Darka ukończyła te medyczne studia, dzisiaj przynajmniej zastrzyk przeciwbólowy może mi zrobić.
Biedniutka jestem, ale jakoś trzeba sie ratowac.
Czyżbym musiała już barchany zakładac?????

TAMTAMAMA czyli Sagi Rodzinnej ciąg dalszy

Już nie raz o Niej wspominałam, ale dzisiaj jest szczególna okazja, bowiem dzisiaj mija 55 lat od Jej śmierci.
Była moją Ukochaną Babcią, Mamą mojej Mamy, która z nami mieszkała na Smoleńsk od śmierci Jej Męża – Dziadka Michała.
Zawsze była bardzo dumną i elegancką kobietą, ceniła sobie inteligencję swoich rozmówców i ten tak zwany Wielki Elegancki Świat, do którego była przyzwyczajona. Wszak obracała się w tak zwanym Vipowskim Towarzystwie, Jej mąż był podpułkownikiem Wojska Polskiego, adwokatem a także i Senatorem II RP.
Z tamtych dobrych, salonowych czasów pozostało Jej jeszcze poslugiwanie się językiem francuskim, który znała tak dobrze, jak swój rodzinnyy, polski i zawsze cieszyła się, gdy mogła sobie w tym języku porozmawiać z moim Tatą, czy z Jego kolegą, panem doktorem Słowikiem, który nas czasami odwiedzał, wtedy zawsze Tamtamama zamykała sie z nim w drugim pokoju by nikt im nie przeszkadzał w konwersacji w Jej ulubionym języku.
Tamtamama nigdy zawodowo nie pracowała, była prawdziwą Panią domu, swoje życie podporządkowała na wychowaniu swoich dzieci i na wyprowadzeniu jej w tak zwany wielki świat, co akurat Jej się udało, każde z Jej dzieci skończyło dobre szkoły, moja Mama na przykład studiowała w Paryżu, bo Dziadków stać było na łożenie na Jej dobre kształcenie, jeden z synów Witold poszedł w ślady swojego Ojca i jako mody chłopak wstąpił do Morskiej Szkoły Oficerskiej, niestety przyszła wojna, która odebrała mu życie, zginął w potyczce pod Kockiem.
Drugi syn, Zbigniew był podobnie jak tata prawnikiem, zresztą nigdy dłużej w Krakowie miejsca nie zagrzałł, bo po rozwodzie najpierw wyjechał na kontrakt do Libii, a po powrocie przeniósł się do Częstochowy, gdzie juź mieszkasł aż do śmierci. Najmłodsza córka, Danka, po ukończonym Gimnazjum śladami swojej mamy była głównie Panią swojej Rodziny, była przykładną i bardzo kochaną żoną Wujka Dziunka (Władysława) i pieczołowicie swoje macierzyństwo rozdzialała na dwie swoje córki Krystynę i Marię, zwaną Gugą, nawet nie pamiętam dokładnie, był chyba taki czas, że pracowała w jakimś biurze, ale dopiero gdy odchowala swoje dzieci na tyle, że mogły podjąć naukę w szkole, zresztą wtedy mieszkała z nimi jeszcze Niania, wspominana kiedyś przeze mnie Panna Anusia, czyli popularnie nazywany przez dzieci Adzik, która pomagała w opiece nad córkami Danki.
Tamtamama lubia brylować w towarzystwie i nigdy nie pogodziła się ze swoim wiekiem, może to i słusznie, dlatego nie pozwoliła nazywać się Babcią, a ponieważ z pełnym oddaniem opiekowała się potem swoimi wnuczkami, a nawet swoją małą prawnuczką Moniką (córką mego brata, Krzysztofa) uważała, że w zastępstwie słowa Babcia bardzo ładnie komponuje się słowo Tamtamama.
Jak dzisiaj pamiętam taki obraz , gdy stała przy oknie z zawinietą w kocyk małą Monisią, która miała dopiero kilka miesięcy, pokazywała jej, jak piękny jest swiat , mały zielony skwerek, nad którym fruwały gołąbki i pukając palcem o szybę wołała : Ptaszki, ptaszki, chodźcie do Monisi.
A potem przyszedł ten feralny wrzesień.
Tamtamama miala na imię Bronisława, więc obhodziła swoje imieniny 1 września, pamiętam, że poprzedniego dnia wróciliśmy z Tatą z Jastarni i w prezencie przywieźliśmy Jej ulubionego świeżo wędzonego węgorza.
Oczywiście była wspaniala uczta, ale niestety na drugi dzień Tamtamama zachorowała. Pierwotnie Tata przypuszcxał, że było to zwykłe zatrucie tym nieszczęsnym węgorzem, na co wskazywały wszystkie objawy.
Niestety sprawa okazała się o wiele bardziej poważna i juz kilka dni później Tatmamama wylądowała z ostrym niedomaganiem zdrowia w Szpitalu Kolejowym, gdzie pracował mój Tata.
Jednak mimo bardzo troskliwej opieki kilka dni później, właśnie 13 września Tamtamama odeszła z tego świata.
Pamiętam doskonale ten dzień jak dzisiaj i mój smutek, który mnie ogarnął, gdy przytulałam do siebie jej różową nocną koszulke z falbankami, która na nią czekała w szafie, oczywiście biłam sie z myślami, czy powinnam ją właśnie dzisiaj na siebie ubrać, przytulałam ją do swoich policzków i płakałam, czułam, że mimo, że Tamtamama odeszła, wciąz jest koło mnie, stoi tuż koło mnie i na mnie spogląda.
Nie była wcale starą kobietą, miała dopiero 76 lat, więc jeszcze mogłaby trochę z nami pozostać, ale Jej serce nie wytrzymało tego nawału tragicznychprzeżyć, wspomnień, najpierw bohaterska, wojenna śmierć syna, który właściwie dopiero zaczynał swoje dorosłe życie, potem śmierć ukochanego męża no i oczywiście ciężka, śmiertelna choroba i odejście na zawsze ukochanej córki, a mojej Mamy, którą przeżyła o całe 6 lat i w końcu to skołatane serce odmówikło Jej dalszego posłuszeństwa. Zawoalowany zawał serca skrył się pod obrazem niby zatrucia, może gdybyh był od razu rozpoznany, inaczej by się Jej losy potoczyły…….
Tyle lat od tamtych smutnych chwil już upłynęło, teraz już na Niebiańskich polanach Tamtamama znów przebywa wraz ze swoim Kochanym Mężem Michałem i wszystkimi dziećmi : z Ireną, Danką, Witkiem, Zbyszkiem, wraz z swoimi wnukami Anią, Krzysztofem, Kasią,Witkiem (synem Wujka Zbyszka), a tuż obok stoi uśmiechnięty Adzik, który cieszy się, że ma koło siebie co prawda przyszywaną, ale kochaną i oddaną sobie Rodzinę.
A mnie tylko pozostały wspomnienia, do których uśmiecham się przez łzy, bo chociaz Oni wszyscy są daleko ode mnie, czuję ich opiekę i dobre myśli, które mi tu na ziemię zsyłają.

Dzisiaj rozpoczynamy nowy tydzien, niech on będzie, mimo zapowiadanej nieszczególnej pogodzie, miły i efektywny w same dobre zdarzenia.





































zniechęcona

Napisałam wvczoraj olbrzymi wpis dotyczącey wczorajszej jakże smutnej rocznicy i….niestety Ambra cały wpis pożarła
No ro po co pisać cokolwiek,. skoro strona Word Press działa tak jak chce???
Dzisiaj się też nie wysilam.
Tylko zdam krótkie sprawozdanie z dnia wczorajszego, ktory spędziłam w przemiłym jak zawsze towarzystwie w Parku.
Cieplutko było i miło.
I już więcej nic nie piszę, bo po co mam sobie dzisiaj znów humor psuć tym, co usłyszałam na przykład w Kawie na ławę.? Niestety niektórze pisowcy są niereformowalni i ciągle im sie wydaje, że ich dolce vita trwać będzie wiecznie, więc mogą mówić wszystko, co im ślina na język przyniosła, niestety w większości są to same głupoty.
Ucieszyło mnie natomiast wczoraj spotkanie w Parku z jedną panią Doktór, która dłuższy czas nie widziałam i obawiałam się o jej zdrowie, które niestety przestało dopisywac po stracie jej ukochanego męża.
Ale pani doktor – ortopeda, która znam jeszcze ze wspólnej pracy w Szpitalu Kolejowym na szczęście żyje.
Na szczęście ma córkę, która się nią teraz opiekuję, bo pani już jest bardzo wiekowa
Ale na pewno jest bardzo smutna, bo bardzo kochali sie ze swoim mężem, który zawsze bardzo troskliwie sie nią opiekował. Przyjemnie było patrzeć, gdy oboje prowadzili się po Parku za rączkę trzymając – Ona niestety zawsze szła pomału, lekko kulejąc, bo ma spore kłopoty z chodzeniem, on zawsze szedł energicznym krokiwem, czasami na chwilkę zostawiał ją na ławce, by Ją nie męczyć i sam obchodził cały Park, po czym wydawało sie niezmęczony wracał po Nią.
Niestety stwarzał tylko pozory zdrowego, pełnego werwy człowieka, wylew krwi do mózgu go pokonał, pozostawiając ukochaną żonę w wielkim smutku samą.

Myślę, że takie małżeństwa, które tyle lat spędzili wspólnie ciężko taką rozłąkę muszą bardzo boleśnie przeżywać i często niestety zdarza się, że ten drugi współmałżonek w krótkim czasie dołącza do swojej zmarłej drugiej połowy, stąd pojawiały się obawy o Jej życie, na szczęście jakoś pozbierała się, pewnie ta Jej łagodność i wielka pogoda ducha pomogła przetrwać Jej ten trudny czas.

To tyle na niedzielę, moze tym razem uda mi się jednak ten wpis bez kłopotów umieścić.

GDYBY ………

Nie wiem, czy taka gruba gołębica jak Towarzysz Marek Suski oderwałaby się od ziemi, ale na pewno on oderwał się od rzeczywistości.
Ostatnio stwierdził, że jesteśmy pod okupacją brukselską i trzeba z nią tak samo walczyć, jak kiedyś walczylismy z okupacją niemiecką, a potem sowiecką.
Panie Suski, ja tylko przypominam, że wstąpiliśmy od Unii dobrowolnie, bez przymusu, przeszło 70 procent Polaków zadecydowało o tym w referendum i o żadnej okupacji nie może być mowy!!!!!!
Wystarczy tylko przestrzegać tego, co podpisaliśmy, gdy do Unii nas przyjmowano.
I nadal większość Polaków chce pozostać w Unii, tylko wam w Pisie poprzewracało się we łbach, bo chcecie mieć władzę absolutną, bez żadnych ograniczeń z żadnej strony, a taka dla nas, Polaków, najpewniej skończy sie tragicznie, wtedy na pewno będziemy pod prawdziwą okupacją, tylko, że na pewno nie Unii, a rosyjską, sierożną, putinowską..
Nie rozumiem dlaczego takie lizusowskie miernoty jak Suski piastują w Polsce takie wysokie stanowiska i plotąto, co im do głowy jakaś głupota przyjdzie i dlaczego Minister Sprawiedliwości a razacem Generalny Prokurator Zbigniew Ziobro rozgrywa swoje własne karty naszym kosztem, tylko dlatego, że chce swoje chore ambicje zadowolić?????
Dzisiaj na Face jedna z Koleanek spytała: ddokąd to będzie trwało?
Nie wiem, bo sondaże pokazują wzrost poparcia dla Pisu, tylko do końca nie wiadomo, czy nie są to kupione sondaże, by nadal trzymać w niewiedzy biedne społeczeństwo i dalej zapewnić sobie dostęp do koryta.
A jak Wy uważacie?
Bo jednak wczorajsze głosowanie w Senacie w sprawie Lex TVN Pis przegrał popisowo, z kretesem.
I to nie o punkt, czy nawet nie o kilkas punktów, ale prawie połowa senatorów (w tym nawet tych z Pisu, ktorzy świadomie wstrzymali się od głosu)
To może aż takiego poparcia rzeczywiście nie mają???

Przed nami weekend, pewnie na chwilę, aż do poniedziałku będzie spokój od polityki (no chyba że Hrabia Suski, ten od Carycy Katarzyny, znów coś „mądrego” wymyśli), więc cieszmy się przynajmniej słonecznym weekendem, bo od poniedziałku niestety nie będzie już tak wesoło, ani za oknem, ani z polityką.

Dzisiaj się nieco przestraszyłam, że mam zablokowany dostęp do mojego blogu, ale na szczęście jeszcze na razie cenzura nie zadziałała. Tylko teraz wszystko nie jest pewne, nawet taką cenzurę Pis może wprowadzić.
Ach ten mój niewyparzony pysk!!!!

POWODZENIA !!!!!

P.S. Czy wiecie że metr sześcienny używanej wody kosztuje już 11 zł?
To moze lepiej kupowac tę wodę mineralną w butelkach?????

moja refleksja po ostatniej wypowiedzi Terleckiego

PIS już nawet nie kryje się z tym, że ich celem jest wyprowadzenie Polski z Unii.
Mówią o tym wprost.

TO JUŻ JEST ZAMACH STANU, ZDRADA INTERESÓW POLSKI, ZDRADA STANU !!!!
ZA TO JEST JEDEN WYROK!!!!!

JAWNIE SPRZEDAJEMY SIĘ PUTINOWI.
NA KREMLU JUŻ OTWIERAJĄ SZAMPANY

Kiedy przyjdą podpalić dom,
ten, w którym mieszkasz – Polskę,
kiedy rzucą przed siebie grom,
kiedy runą żelaznym wojskiem
i pod drzwiami staną, i nocą
kolbami w drzwi załomocą –
ty, ze snu podnosząc skroń,
stań u drzwi.
Bagnet na broń!
Trzeba krwi!
Są w ojczyźnie rachunki krzywd,
obca dłoń ich też nie przekreśli,
ale krwi nie odmówi nikt:
wysączymy ją z piersi i z pieśni.
Cóż, że nieraz smakował gorzko
na tej ziemi więzienny chleb?
Za tę dłoń podniesioną nad Polską –
kula w łeb!

Ogniomistrzu i serc, i słów,
poeto, nie w pieśni troska.
Dzisiaj wiersz – to strzelecki rów,
okrzyk i rozkaz:
Bagnet na broń!
Bagnet na broń!
A gdyby umierać przyszło,
przypomnimy, co rzekł Cambronne,
i powiemy to samo nad Wisłą.