Przyjdzie, nie przyjdzie ???

Na pewno nie przyjdzie.
Bo niby dlaczego miałby do mnie przyjść?????

Nie zasłużyłam.

Nawet pisanie blogu zawiesiłam na kołku.
Ale mam już tego wszystkiego, co sie dzieje dookoła DOSYĆ !!!

jEST ZIMNO, PONURO, SENNIE…
Wczoraj na chwilkę miałam gości – Darkę i Maćka, to przynajmniej na ten moment miałam przerwę od marazmu, od zimowego snu, w który zapadłam.
Na politykę już nawet nie mam co się patrzeć, bo to co się dzieje jest jednym wielkim skandalem

Całkiem świadomie oddajemy się za już nawet nie w cichym, ale w całkiem jawnymjuż przyzwoleniu w ręce neofaszystów a potem w ręce Putina.
Czy to już jest zdrada Polski?????
A myślałam, że te złe czasy już nie powrócą, ale 30 procent durnowatych Polaków niestety decyduje, bo dają się przekupywać judaszowskiimi srebrnikami.

Idę dalej spać, przynajmniej wtedy śnię o tej wspaniałej Polsce, która już przeminęła.
Tylko najgorsze, że nic nie wskazuje na to, że znów powróci.

kosz róż

A dla Kogo???
Wiadomo, oczywiście, że dla Uli
Uleczko! Różami obsypuję Cię na poczatek najpiękniejszego i najbardziej rodzinnego miesiąca grudnia.
Chłodno coś niecoś się zrobiło i nawet dzisiaj z zimową czapką się przeprosiłam.
Dzisiaj miałam dzień pro – zdrowotny, Darka przyjechała rano po mnie i zabrała mnie do przychodni na badania krwi, bo pewnie sama nigdy bym tam nie dotarła, taka oporna się jakoś zrobiłam, nie lubię się leczyć, chociaz zdrowie ostatnio dość wyraźnie mi szwankuje.
O zgrozo! niektore skierowania na moje badania leżały tam od sierpia, a mi się wydawało, że dopiero co byłam na takich badaniach.
Na szczęście sprzęt do pobierania krwi jest na tyle nowoczesny (działa na zasadzie podciśnienia, )tak, że nie było z tym żadnego problemu. Ale jednak ukłuć i tak trzeba – nie ma zmiłuj się.
Fakt, że wiele dzisiejszej trasy spędziłam w auciew, wożona przez Darię, ale nawet te niedługie spacery, te kilka kroków sprawiały mi dzisiaj nieco trudu.
Strasznie zdziadziałam ostatnio !
Ale postanowiłam się nie dać i co chwlę powtarzałam sobie: Ewa trzymaj formę.
Jakoś się to nawet mi udało przeprowadzić, chociaż łatwo nie było. Ale może gdy wreszcie wezmę się za jakieś porządne leczenie moja forma wróci do normy?
Wszak przepowiednia mówi, że w Nowym Roku mam zostać milionerką, a co za tym idzie, nowe wyzwania przede mną????? Pomarzyć zawsze można, to akurat nic nie kosztuje.
Na wszelki wypadek nadałam dzisiaj Lotka, ano zobaczymy, czy przepowiednia i sny się spełnią.

Miłej srody

na ostatni dzien listopada

Wszystkim Andrzejom wszystkiego najlepszego życzę.
Na szczęście listopad dobiega konca.
Listopad zawsze kojarzy mi sie ze smutkiem, snem i depresją.
Od jutra nieco weselszy miesiąc, bo już w oczekiwaniu na same przyjemne dni, które mają nastąpić
I Imieniny naszych Barbórek i oczywiście wizyta św Mikołaja (ale w tymn roku na pewno mnie już nie odwiedzi) no i potem choina, bańki, prezenty i Rodzinna Kolacja Wigilijna…….
Może chociaż na ten czas smutek nas troszkę opuści, bo jak na razie naprawdę nie ma się z czego cieszyć., wiadomości o marastającej epidemmi i o coraz liczniejszych zgonach, i całkowitymj rozprężeniu w Pisie, który już nawet nie próbuje zakrywać swoich bezeceństw, tylko jednas szuja drugą szuję broni…..
A uwieńczeniem grudnia będzie Sylwester ze sztucznymi ogniami (znów biedne będą te nasze zwierzątka i poczucie, że znów naj jeden rok na kark przybył.
Ale co tam, jeden rok więcej, jeden miniej czy to w moim wieku ma jeszcze jakiś sens

No to czekamy

mimochodem

Niedzielę dzisiaj mamy, paskudną, mglistą, mokrą taką typowo listoopadową.
Ale do konca listopada pozostało nam na szczęście tylko jeszcze 2 dni.
A nie mówiłam, że listopad szybko minie?
Wczoraj była u mnie Darka i Maciek – złota rączka, przynajmniej miał mi kto drzwiczki do brodzika naprawić, a Darka zrobia porządek z moim komputerem, przynajmniej nic w nim nie wyrczy.
Maciek spytał się, czemu własciwie nic nie piszę w tym blogu.
Sama nie wiem, tak jakoś się zdarzyło, jakoś nie bardzo jest o czym pisać, bo wciąz to samo, czyli nic się nie dzieje, a może to jesienna nostalgia tak na mnie działa????
Rząd nadal ma się świetnie, moralność na słupki poparcia przemienili, tylko, że te ostatnie mimo wysiłków udawania, Polacy nic sie nie stało lecą na pysk, na szyję,
Ale jeszcze trochę tych nawiwniaków w Polsce pozostało, trzeba przyznać jednak, że jest ich co raz mniej.
Usiłowałam oglądac dzisiaj Kawę na ławę, ale nie da się, bo mi się nóż w kieszeni otwiera, gdy te wszystkie pisie tłumaczenia słyszę i pewnie będe nusiała podobnie jak Kowalski do Sądu lecieć i zgłosić, że nastają na moje zycie.

A jeszcze oczywiście była wczoraj u mnie Sisunia, piękna, prosto od fryzjera, czyli świąteczną fryzurkę ma już zapewnioną. Oczywiście zaraz zaprowadziła mnie do lodówki żądając poczestusnku i jak tu takiej pięknotce odmówić, skoro w gości przyszła????
Jak pisałam, jest ponuro i już niestety w dzień świecić światło muszę, by przy następnym rachunku z Elektrowni po głowie móc się podrapać.
A pomyśleć że emeryci na tym zgniłym Zachodzie nie martwią się jakimiś rachunkami i innymi finansowymi bzdurami, tylko swój czas jesieni życia podróżami po świecie wypełniają.
Ale ich stać na to, Polski emeryt niestety na Dziady zejść musi.
Z przerazeniem czekam na styczeń, gdy rachunki elektryczne znów skocza mniej więcej o 25 procent, kogo na takie kwoty stac będzie? A do stycznia co raz bliżej…
Ale przynajmniej będę miała okazję porządnie się wyspać, bo światło gasić trzeba będzie juz o 16-17, telewizor niestety pobiera za dużo energii, więc i jej oglądanie ograniczać trzeba będzie.
Życzę jednak miłej niedzieli, bo tak dobrze jak jest teraz już nam nie będzie.
No chyba, że wreszcie opozycja się zjednoczy i pogoni w ciemny, zimny las tych złodziei pogoni.

poprawię się

Wczoraj znów nie było wpisu w moim blogu, ale dzisiaj co innego, przecież jest środa.
A ponieważ już gdzie niegdzie śnieg nam spadł ( co się tu dziwić, wszak taki klimat mamy) dzisiejsze róże dla Uli są w kolorze białym.
Tylko nadal ta niechęć do mojego blogu mi dokucza.
Całkowity brak weny, tak źle chyba dotąd nigdy nie było?????
Ale nich no tylko zakwitną jabłonie….
Tylko kiedy to będzie?????
Na razie zimowa wizja przed nami
No i polityczny marazm nadal trwa

Dobrej środy Uleczko, dobrej środy życze każdemu

jesienna nostalgia

Jesień, a szczególnie listopad działają na mnie deprymująco, po prostu nic mi się nie chce.
Najchętniej zanurzyłabym sie w jakiejś gawrze i tę porę przesała.
Na szczęście do końca listopada pozostało tylko kilka dni.
Tylko czy będę umiała cieszyć się nadchodzącymi świętami?
Tak wiele zła wokoło się się dzieje……….
A przed nami nowy tydzień…..

chrońmy się przed epidemią

Na szczęście jestem silnie uodporniona na tę epidemię.
Nawet te dobrodziejstwa, które Karuś każe wypłacać emerytom z pieniędzy innych podatników mnie nie rajcują.
Doskonale wiem, że po pierwsze żaden rząd nie ma swoich własnych pieniędzy, którymi może rozporadzac (już o tym wspominała pani premier Tatcher), a po drugie , że wiadomo, żeby mi dać jakiś marny ochłap muszą komuś innemu po prostu zabrać.
Taka jest prawda, bo tak działają prawa ekonomii i nikt mnie nie przekona, że czarne jest białe.
Owszem, rozumiem hasło WYSTARCZY NIE KRAŚĆ, tylko jakoś to prawo obecnie rzadzacych nie dotyczy, ani to, które powiedział kiedyś Kaczyński, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy.
Ależ to wierutne kłamstwo, do polityki idzie się głównie dla pieniędzy, co prawda nie jest to wcale żadna rewelacja przez Kaczyńskiego wymyślona, ale on akurat bardzo chętnie z tej maksymy korzysta.
A żeby mieć pieniądze trzeba się przy korycie utrzymać, czylo trzeba budowac swoje poparcie i dbać, żeby słupki takiego poparcia nie spadały, nawet kosztem kłamstw, bo tak jak reklama jest dźwignią handlu, tak propaganda jest dźwignią poparcia.
A do tego można stosować wszystkie, dokładnie wszystkie metody, nawet te najbrudniejsze, bo przecież i tak wszyscy wiedzą, że honorem wyborów się nie wygra.
No to wygodne gniazdko wymościł sobie w tej polityce Jaruś, przy okazji wymościł wygodne podaski i swoim poplecznikom, którzy pomagają mu w utrzymywaniu ideologii sukcesu PISU.
A za pieniądze są oni gotowi zrobić wszystko, nawet własne JA pogrześć.

Niedobra Angela zabrała jedną „zabaweczkę” Jarkowi i ponad ich głową doszła do porozumienia z Putinem i Łukaszenką w sprawie wycofania emigrantów znad polskiej granicy i teraz już Jaruś nie ma czym straszyć ciemny lud, pozostała mu jescze epidemia Covid, ale to może być zbyt błaha groźba chociaż coraz więcej osb niestety na Covid zachorowuje i umiera, więc przez krótki już czas będzie można jeszcze troszkę „porządzić” tym głupim ciemnym ludem, następne brednie im do łba wkładając, jak to niezwykle groźne są te szczepionki, bo potem może i z tym być coraz trudniej.
Pewnie, że to wszystko tylko do pewnego czasu będzie działało, bo jednak ci umierający na covidowym łózku już widzą, że zostali wyprowadzeni w pole i pomału ten elektorat też już im się covidowo wykrusza, ale zawsze jeszcze jakieś pieniądze można z czyjejś kieszeni wysłupłać i komuś je ofiarowa, chociaż tych pieniędzy przez tę niedobra Unię jest coraz mniej, bo się tem europekski bankomat zbiesił i wymogi jakieś stawia. A miało być tak pięknie, bo ciemny lud uwierzył w siłę polskiego banknota, a przede wszystkim w mądrość władzy, a tu się okazało, że bez tej pożyczki z Unii nie da się jednak gospodarki poprowadzić.
Na nic zaklęcia Glapińskiego. Ziobry, czy nawet samego Jarusia o potędze Polski, już cały swiat dawno zobaczył, że nie tylko nie wstaliśmy z kolan (cokolwiek miało by to oznaczać) ale całkowicie na ryj upadliśmy i kopiemy sobie coraz głębszy dół, mając za „przyjaciół” prawicowych radykałów, którym jesteśmy potrzebni tylko do rozgrywania ich własnych spraw, bo i oni już dojrzeli, że jestesmy tak głupim narodem, że łatwo instrumentaknie nas wykorzystać, a potem kopnąć w 4 litery.
Bo to nie oto chodzi, żebyśmy głośno krzyczeli jacy to jesteśmy wielcy, tylko sprawić, żeby z nami w świecie się liczyli, niestety z tym ostatnio całkowicie już sie rozminęłiśmy.
Miał pomóc Wielki Wuj Sam, ale i ten się od nas odwrócił, tylko Putin nam pozostaje.
Tylko mam pytanie: po jaką cholere nasi poprzedni polityce walczyli z komuny i po co ją pokonali, skoro teraz tak ochoczo do niej powracamy?
Przecież nie o to chodziło ludziom sierpnia lat osiemdziesiątych, oni chcieli naprawdę wolnej, niezależnej Polski, niestety popełnili jeden wielki grzech, w tej walce, zapomnieli, że prócz prawdziwych patriotów są w Polsce fałszowane lisy, które dla chorej choroby fiksum dyrdum zrobią wszystko, by zniszczyć to, co inni naprawiali. I wielkim błędem było to, że dopuściliśmy ich do władzy i nie potrafimy twraz ich przegonić.

Nie ważne, co chce 70 procent Polakóe, ważne to, co ciemny lud z łbami pełnymi siana, z bardzo zaniżonymIQ decyduje, jak ma wyglądać nasza Polska.
Wreszcie tak to jest, gdy z prostych ludzi PANY się zrobiły, teraz nareszcie mogą porządzić, głupio i prymitywnie, ale duma ich urosła ponad dopuszczalny pułap.

Dzisiaj Maciek i Darka zrobili mi porządek w moich opłatach za gaz, bo prztyszło wyrównanie, oczywiście tak wypisane, żeby trudno na num było sie wyznać, wszak nie każdy jest księgowym i tajemną plątninę dziwnych cyfr rozumie.
Ale przynajmniej mam teraz już prognocy do sierpnia zaolanowane i jeżeli nie przyjdzie nikomu z PGN nowe podwyżki zarządzić, będe miała przez nast epne pół roku spokój z opłatami, stosowne zlecenia sa przekazane do Banku PKO BP, niech oni tam teraz sobie tam łby moimi rachunkami łamią.
A swoją drogą, dobrze, że przynajmniej mam kogoś, kto w tej całej plątaninie umie się połapać i odpowiednio ją rozplatać, sama nie dałaqbym sobie rady.

Sobota za niedługo w ciemność się owinie, już o 16 robi się ciemno, teraz mamy przecież najkrótsze dni.

Nie cierpię tego miesiąca, ale na szczęście już niewiele dni listipada nam pozostało, potem przyjdzie grudzień, zima, śnieg, sanki, Mikołaj, choinka i gwiazdkowe rodzinne spotkanie.

Smutna to będzie jednak Gwiazdka, onna niż ta, do której byliśmy przyzwyczajeni, zaznaczona niepokojem, śmiercią wielu osób, a także psychicznym obciązeniem tego, co jeszcze niedawno w naszych polskich lasach się działo
Pan Jezus też był uchodźcą i co roku siewamy Nie było miejsca dla Ciebem w Betlejem w z

żadnej zagrodfzie.
Dla wielu Uchodźców też tego miejsca zabrakło, chociaż trzeba przyznać, że wielu mieszkańców ziem przeklętych zrozumiało krzywdę osób, które zostały politycznie wykorzystani i postarali się o pomoc i chwała im za To, niech Nowonarodzone Dziecię im to wynagrodzi.


19 LISTOPADA 1960 ROK GODZ.19

Ś W I A T S I Ę Z A T R Z Y M A Ł !!!!!

I NIGDY POTEM NIE BYŁO JUŻ NIC TAKIE SAME

Dzisiaj mija już 61 lat od tej tragicznej dla mnie i dla moich Najbliższych daty.

Pamięć jak fotografia pozostaje w mej pamięci na zawsze.
Jaką Mamusię pamiętam?
Byłam zaledwie 10 letnim dzieckiem, nie do końca zdającym sobie sprawy z tego, co właśnie wtedy się stało.
Mamusia leżała w swoim pokoju, na swoim tapczanie, pięknie ubrana w różową balową sukienkę, którą przywiozła sobie z Paryża i wtedy właśnie zażyczyła sobie, by w tej sukni była pochowana, na szyi miała zarzucony moherowy, jasny szal, a na nich spoczywały pukle pięknie pofalowanywch jasnych włosów, Jej ciało tonęło w pięknych bukietach kwiatów, które rozłożone były wokoło Niej , a ja wraz ze swoimi lalkami i misiem siedziałam obok Niej i pokazywałam Jej swoje zabawki , trochę zadziwiona, że Mamusia nie chce się ze mną bawić.
Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że ten sen, który osiadł na Jej oczach już jest wieczny, nigdy z niego się Mama już nie obudzi.
Nie wiedziałam, bo nie znałam wtedy jeszcze słów : śmierć, ostateczność, wieczność……
Ale chciałam być koło Niej, bo gdzieś tam intstynktownie czułam, że niedługo nie będe już mogła być tak blisko.
I nikt z dorosłych nie miał sumienia odciągnąć mnie od tego łoża śmierci, mnie, małej dziewczynki, Ukochanej Ewuni, nie wiele rozumiejącej tragizm sytuacji.
Jeżeli rzeczywiście istnieje tam po drugiej stronie Nieba życie, na pewno i Mamie cięzko było rozstawać sie z najmłodszą córeczką, która potrzebowała Jej opieki, Jej serca, Jej obecności.
Krzysztof był już młodzieńcem, studentem, który wchodził w dorosłe życie i ta Jej opieka nad nim, jak i nad córką Anią nie wymagał aż takiej troskliwości, jak to wciąż jeszcze małe dziecko, dla którego świat był zagadką, trudną do samodzielnego rozwiązywania wielu problemów. Ona potrzebowała prowadzenie za rączkę i wynagała ciągłego tłumaczenia na czym ten świat i przebywanie w w nim polega, jak odróżnić dobro od zła, jak szukać prostych dróg, które prowadzić będą ją potem przez całe życie.
Miałam wspaniałego Ojca, ale te zadania, o których powyżej wspominałam w głównej mierze należą właśnie do Matki, ktora cierpliwie potrafi wiele rzeczy dziecko nauczyć.
Niestety, mi stanowczo za wcześnie zabrakło tej Najwspanialszej Nauczycieki życia i myślę, że Mama, która doskonale zdawała sobie sprawę ze swojego zdrowotnego stanu, w którym była i konieczności odejścia z tego świata, musiała bardzo ubolewać, że niestety nie mogła i tego swojego trzeciego dziecka przez ten czas beztroskietgo dzieciństwa i przez trudy dość burzliwego okresu młodzieńczego buntu bezpiecznie przeprowadzić.
Mogła co najwyżej z wysokiego Nieba czuwać nademną i wiem, że to robiła, co odczuwałam to wtedy, gdy Mama przychodziła do mnie w moich snach, które byly tak realne, jakby się działy na jawie.
Kiedyś już pisałam o Mamie – Kwiatku, który wyrósł na pustym polu i przemienił się w moją Mamusię, która wraz ze mną przyszła do mojego domu, a ja byłam taka szczęśliwa, że znów mam Ją koło siebie. Nigdy tego snu nie zapomnę, ani tego, gdy pytałam się Jej: Mamusiu jak Ci tam jest, a Ona na to odpowiedziała, że jest Jej bardzo dobrze, że jest szczęśliwa, ale nie może mi nic więcej o tym opowiedzieć, ani wtedy, gdy znów w tym śnie obie znalazłyśmy się ponownie na tyn samym polu, a Ona ode mnie się oddaliła i przemieniła w Kwiatek, który znikł, znów pozostawiając mnie samą na tym pustym, szarym polu, a ja chwilę potem się obudziłam.
Zresztą pamiętam też i inny sen, gdy spotkałam Ją na jakiejś ścieżce i chciałam się do Niej przytulić, niestety Ona była tak trochę nieobecna ciałem, nie mogłam się do Niej przytulić, bo rozdzielała nas jakaś niewidoczna ściana, mogłam Jej tylko powiedzieć wtedy: Mamusiu, jak ja bardzo Ciebie Kocham Mamusiu.
Tyle razy potem na jawie te słowa Jej powtarzałam i dzisiaj, chociaz już jestem starszą osobą, też w moich myślach często Jej powtarzam: Mamusiu, jak ja Ciebie bardzo kocham Mamusiu.
I tak ciągle mi Ciebie brakuje……….
I to nie są wcale puste słowa, one tkwią w moim sercu, jak pewnego rodzaju zadra, że mogę tylko Jej powiedzieć, a nie mogę do mojej Kochanej Mamy się przytulić, bo Ona już jest bardzo daleko odemnie.
Ile bym dała, żebym znów chociaż na chwilę mogła poczuć Jej ciepło, usłyszeć bicie Jej serca…………..
Życie odebrało mi najpiękniejszy SKARB, jaki mogłam dostać przy urodzeniu, MIŁOŚĆ NAJUKOCHAŃSZEJ MATULI i przez całe swoje życie ten ból niestety mi towarzyszy.
Dlatego nigdy nie zrozumiem osób, które wypierają się swoich Rodziców, z wygody życia porzucają swoich Rodziców, którzy przecież całe swoje serce na nas przelali.
Ten szacunek do Rodziców, a zwłaszcza do Matki powinien być drogowskazem naszego życia, bo nigdy później nikt nas tak szczerze aż do bólu nie pokocha.
Nawet najlepsza żona, najlepszy mąż nie jest w stanie zastąpić tej pięknej rodzicielskiej miłości.
ONA JEST PO PROSTU NIEPOWTARZALNA !!!!!
Żałuję tylko, że nie dane było mi samej zostać Mamą, tak niestety to życie mi się ułożyło, czyli czuję się trochę podwójną sierotą, bez mojej Mamy i bez mojego macierzyństwa, często nad tym właśnie rozmyślam, dlaczego tak bardzo to życie mnie smutnie doświadczyło.
Miałam i mam nadal w sobie tyle ciepła i dobra, którym mogłabym własne dziecko napełnić, na szczęście są Dzieci i Wnuki a nawet prawnuczka mojego Kochanego Rodzeństwa, które przez całe moje życie swoją prawdziwą szczerą miłością obdarowywałam i wiem, że Oni wszyscy doskonale to wiedzą.
I chociaż każde z nich mają już swoje własne życie, swoje własne problemy, ale wiedzą, że są dla mnie Najważniejsi, wszyscy, od najstarszej wiekowo Moniki, poprzez jej Rodzeństwo i Kuzynowstwo,czyli przez dzieci i wnuki Krzysztofa i Ani, aż po najmłodszą naszą rodzinną Latorośl – Zeldę.
I że moje serce zawsze będzie przy Nich, bo Ich radości są moimi radościami, a Ich smutki równiez i mnie zawsze boleśnie dotykają.
A kiedyś, gdy Bóg pozwoli, usiądę na chmurce koło mojej Mamusi, koło Taty, koło Ani i Krzysztofa i Kasi i z wysokiego Nieba będziemy wszystkich Najbliższych i najukochańszych, pozostałych na Ziemii swoją opieką otaczać.

I na zakończenie tego dzisiejszego smutnego, wspominkowego wpisu muszę raz jeszcze powtórzyć te słowa, które jako dziecko i wiele razy jeszcze później wypowiedziałam:
MAMUSIU!! JAK JA BARDZO CIEBIE KOCHAM MAMUSIU !!!
I TAK BARDZO ZA TOBĄ TĘSKNIĘ !!!!!


sprzatanie

Dzisiaj było generalne sprzątzanie, czyli wizyta Reni.
Lubię, gdy Ona przychodzi, bo wtedy czuję się taka zaopiekowana.
I to nie tylko pod względem sprzątania, ale zawsze Renia przygotowuje mi taką pyszną kawkę, mnie aż taka wcale dobra nie wychodzi, nie wiem czemu, bo robię ją w odobny sposób jak Renia, może trochę własnego serca tam Renia dodaje.
No i oczywiście zawsze robi mi pyszne śniadanko, przynosi swoją władnej roboty pastę jajeczną, do tego dzisiaj była pyszna buła – palauch z nasionkami, mówię Wan pycha.
Chyba rację ma Magda, że ja bardzo lubię, gdy coś koło mnie ktoś robi, ale czy to jest grzech?
Kto nie lubiłby być dopieszczany????

Przynajmniej przez te kilka godzin czuję się mniej samotna…..

Ponieważ dzisiaj miała przyjśc Renia, niestety musiałam wczoraj pożegnać się z Kotem Boguniłem, który panicznie boi się odkurzacza, przyznam było mi smutno, bo zdążyłam się do niego przyzwyczaić, ale tylko do niego, żaden inny kot nie wchodzi w rachubę.
Były znów zakusy w namówieniu mnie na kota, ale jednak oparłam się pokusom, bo jakby nie było, czułabym, że w pewnym sensie zdradziłam pieski, które jecnak o wiele wiecej lubię niz koty.;
No fakt, akurat Bogumił jest wyjątkiem, ale może własnie dlatego, że jest tylko gościnnym, a nie domowym zwierzakiem???

No i mam nadzieję, że kiedyś znów na kilka dni Bogumił mnie odwiedzi, bo on chyba też trochę do mnie się przyzwyczaił.

Dzisiaj przyszła wypłata z ZUS-u, powiększona o czternastą pensję.
Pieniądze przyjęłan, czemuż by nie, ale i tak na pewno nie będe na tych szkodników z Pisu głosowała.
Co prawda znów obiecują jakieś podwyżki emerytury, łaski nie robią, dająć te pienieżne ochłapy, bo one i tak nie pokryją wzmożonych wydatków, które w związku z niebotycznymi podwyżkami wszelakiego gatunku dóbr materialnych, do życia jednak koniecznych ostatnio, ponosimy.
Niech się więc wypchają sianem, niech dają te podwyżki i spadają na drzewo!!!!!
Te podwyżki i tak nie zmienią moich politycznych poglądów, NIGDY – PRZENIGDY I JUŻ!!!!

No i już jest po poniedziałku!!!!!!
Przed nami nowy tydzień.
ZIMA PODOBNO NADCHODZI I TO DOSYĆ SROGA!!!!!! z temperaturami ponizej minus 10 stopni Celzjusza