pełnia relaksu

 

    krokusy Florka 

No to marzec mamy juz prawie z głowy.

Ale ostatni dzień tego miesiaca objawia się piekna słoneczną  pogodą.

Odpoczywam więc sobie całkiem wiosennie, okno na ościerz otwarte, wypadało by się gdzieś na jakis spacerek wybrać…

Nic tylko cieszyć się i weekendem i wiosną…..

SMUTKOM PRECZ !!!

Reklama

a dzisiaj piątkowy dzień.

Dzisiaj jeszcze normalny piątek, ostatni dzień pracy przed weekendem.

A ponieważ czas tak szybko leci, zanim się obrócimy, już będzie następny, Wielki Piątek, który zapowiedzią

 będzie rychłych świąt.

I znów czeka nas mnóstwo przygotowań, sprzątanie, kupowanie, gotowanie i pieczenie.

I znów wszyscy zasiądziemy rodzinnie za stołem, dzieląc się jajkiem, będziemy życzyć sobie wszystkiego najlepszego.

I wreszcie będziemy mieli dla siebie mnóstwo czasu na rozmowy…..

Ale to dopiero za tydzień.

Dzisiaj jeszcze trochę pracy u żabek, trochę u rybek i odpoczynek.

Nareszcie się wyśpię.

To jakaś moja chyba ostatnio obsesja to spanie, ale zauważyłam, że nie tylko ja cierpię na to

przedwiosenne zmęczenie, oby tylko szybko minęło.

A tak na marginesie mam pytanie: czy chodzenie co niedzielę do kościoła oznacza napewno, że ten

 człowiek jest wierzący????

Wczoraj dowiedziałam się, że nie koniecznie, co mnie nieco zdziwiło.

Przecież listy obecności tam się nie  podpisuje więc…..

OK, wiara jest indywidualną sprawą każdego człowieka, więc więcej na ten temat tu już się nie wypowiadam,

ja juz odpowiedź na to pytanie znam.

A teraz idę już czynić sowją powinność. Pa

 

 

charakterna

Taka mała, niby jeszcze szczeniak, ale charakterek toto ma…

Dzisiaj jechałyśmy razem autem.

Oczywiście Magda prowadziła samochód, a ja jechałam z Metaxą na kolanach.

Najpierw zachowywała się nad wyraz spokojnie, łasiła się, lizała mnie po nosie.

Potem widać nabrała większej odwagi. bo zaczynała podgryzki, najpierw obgryzała mi palce u rąk, potem zabrała się za mój nos.

Ale po jakimś czasie zabawa dziecku nie spodobała się i koniecznie chciała przejść na kolana swojej pani.

Było to dosyc nieporęczne,  jako, że Magda powinna mieć podczas prowadzenia auta kompletny spokój, ale jak to wytłumaczyć upartemu szczeniakowi?

Po kilku jej nieudanych próbach przedostania się na upragnione miejsce, poprostu zaczęła na mnie warczeć i odgryzać się ze złością, jakby była juz całkiem dorosłym psem.

Tą swoją złość wylewała na mnie przez kilka minut, aż obie z Magdą uległyśmy i mała przelazła na kolana Magdy, razem prowadziły już samochód.

Wiedziałam, że yorki to psy z charakterem, ale nigdy nie podejrzewałabym o to trzy miesięcznego szczeniaka.

Ale przyznam, podobam mi się  to , nie da sobie potem w swoim późniejszym dorosłym psim życiu w kaszę dmuchać.

Odrazu przypomniała mi się moja charakterna bokserka Tina, która też zawsze postawiła na swoim.

I chyba za to najwięcej ją kochałam, za tej jej czasami wredny, ale zdecydopwany charakterek.

 

 

o serialach

Czy praca i spanie to jedyna treść mojej codzienności?


Wygląda na to, że tak.


Nie wiem, czy to się nazywa przemęczeniem wiosennym, ale o 22 najpóźniej już muszę sobie smacznie spać w swoim łóżeczku i śpię snem sprawiedliwych aż do samego ranka.


W związku z tym mam  zaległości w oglądaniu np. Klanu, który mi się coprawda  nagrywa codziennie, ale


 ja nie mam siły nawet go oglądać.


Jeszcze niedawno byłoby to nie do pomyślenia, każdy odcinek tego serialu musiałam ogladnąć, teraz


nagrywam  na Video i zostawiam sobie na sobotnie oglądanie i przeważnie  na to  i tak nie mam na to czasu .


Tak więc nawet nie bardzo wiem co u pańswta Lubiczów słychać nowego..


Dobrze, że dwa moje pozostałe ublubione seriale są tak rzadko, przynajmniej ich losy mogę spokojnie sobie śledzić.


A tak wogóle serial to następne uzależnienie się od  przymusowego oglądania telewizji.


Człowiek robi się nerwowy, niespokojnie patrzy na zegarek, a gdy coś mu akurat innego w porze oglądania wypadnie, jest wręcz wściekły.


Kupiłam kiedyś gazetę świat seriali i aż mnie zadziwiło ile ich nasza TV emituje.


Wszystkie możliwe kanały wręcz są nimi oblężone,  są to wspaniałe zapychacze programów.


A człowiek ( o ile oczywiście ma na to czas, bo jest np. niepracujący) siedzi z pilotem w ręku ( ach, teraz widać jakie to jest bardzo pożytczne urządzenie – bez niego tyle gimnastyki z siadaniem i wstawaniem cżłowiek musiałby zrobić) i przerzuca te kanały tam i spowrotem…..


Na szczęście  ja nie mam na to czasu i coraz bardziej się oduzależniam od seriali, praktycznie od telewizji.


Co prawda codziennie rano puszczam sobie TVN-24 lub program pierwszy kawa czy herbata, ale


oglądam go tylko jednym okiem pisząc np bloga, wieczorem podobnie, przeglądając pocztę tez ledwo na telewizor spozieram, a gdy chcę już oglądnąć


jakiś film, wygodnie rozkładam się na moim tapczaniku i już po chwili smacznie chrapię….


A teraz już jasno jest za oknem, więc szykuję się do następnego pracowitego mojego dzionka,


Cześć
 


PAPIEROS

 


 


Papieros – wyrób tytoniowy składający się z rurki z cienkiej bibułki (gilzy) o średnicy do 1 cm i długości do 12 cm (zwykle 85 mm), wewnątrz której znajduje się mieszanka tytoniowa zawierająca spreparowane liście różnych odmian tytoniu (lub rzadziej marihuany, cracku czy innych substancji działających narkotycznie).



 

papieros


 

gilzownica – urządzenie do ręcznej produkcji papierosów

Podczas palenia papierosa zawarta w dymie papierosowym nikotyna, czynnik powodujący uzależnienie, dostaje się do krwi i wywiera swoje działanie na organizm palacza. Oprócz nikotyny dym tytoniowy zawiera tysiące innych szkodliwych, także rakotwórczych, substancji chemicznych.


Podobną rolę spełnia fajka (zamiast w papierze, który spala się wraz z tytoniem, spreparowane liście umieszczone są w niepalnym, najczęściej drewnianym cybuchu) oraz cygaro (tu zamiast papieru jest wysuszony, ale nierozdrobniony, liść tytoniu. Małe cygaro, zbliżone wyglądem do papierosa, to cygaretka)


 


Następny mój nałóg z którym nie potrafię walczyć.


Nie potrafię…….. czy nie chcę?


Największą ilość tytoniu pochłaniam w domu przed komputerem.


Wiem, że przeszkadza to mojej rodzinie, mimo otwartego okna w moim pokoju, dym papierosowy wydostaje się przez szparę drzwi do przedpokoju.


Często muszą wietrzyć więc, otwierając drzwi na klatkę schodową i


robiąc przeciągi, otwierając drzwi balkonowe w kuchni.


No, wiem i…. palę.


W przychodni muszę wychodzić na zewnątrz.


W związku z tym już moje palenie jest bardziej ograniczone, czasami pogoda nie dopisuje, czasami jest tak wielki ruch pacjentów, że  nie mam czasu na papierosowe przerwy.


Wystarczy mi wtedy wyjść na sekundę za drzwi, kilka „sztachów” i już organizm mój jest nasycony nikotynową trucizną.


Jeszcze gorzej jest w Kalmarze, tam niestety obowiązuje też zakaz palenia,więc żeby zadowoilić swoje płuca, muszę zejść po schodach na dół , potem znów wracać do góry do biura- te małe  utrudnienia też pewnie ograniczają mój dostęp do owej trucizny.


Tup tup w dół, tup tup w górę – kilka razy na dzień –  koszmar……


Ale przy okazji ćwiczę swoje nogi, więc niby  z innej strony wychodzi mi taka gimnastyka na dobre.


Oczywiście po powrocie do domu wszystkie dzienne nikotynowe straty


rekompensuję sobie przy komputerze.


A dlaczego o tym piszę??


Jak już wspominałam, byłam wczoraj z wizytą u Kazia.


Jest on osobą niepalącą i mimo, że pozwala mi zapalić u siebie w domu papieroska, wiem, że z tego powodu szczęsliwy nie jest.


Gdy kiedyś tam pół nocy graliśmy w karty wiem, że zdecydowanie przesadziłam z tym paleniem, nadużylam tym  jego gościnności,więc postanowiłam się poprawić.


No i wczoraj całkiem mi się to udało, podczas mojego prawie dwugodzinnego pobytu, udało mi się nie zapalić ani jednego papierosa.


Powie ktoś: widać można.


Można, ale tylko ja wiem, jak okropnie się męczyłam……


Oczywiście ledwo opuściłam gościnne progi, sięgnęłam po swojego „smoczka”, nareszcie poczułam wolność w…płucach.


Jakby tak człowiek dobrze pomyślał, to może uzmysłowił by sobie, że taki mały, nic nie warty zwitek nikotyny rządzi takim dużym i pozornie mądrym człowiekiem.


Tak, rządzi, nawet powiedziałabym, że terroryzuje, a człowiek bezwolnie mu się poddaje……..


I to jest właśnie najbardziej deprymujące, wręcz powiedziałabym


wnerwiające zjawisko…uzależnienie, następne moje uzaleznienie.


Właściwie całe życie składa się z jakiś większych, czy mniejszych uzależnień od…………


Ale niektóre z nich może warto ukrócić?


Dla własnej zdrowotności, dla zdrowotności współlokatorów, współpracowników,wspólników ziemskiej doli i niedoli……



Trzeba by nad tym sobie dobrze  pomyśleć.


Ostatnie takie moje „papierosowe zwycięstwo” trwało pięć lat.


Wystarczyło jedno sięgnięcie rączką…….


Ale jest inne poważne zagrożenie…


Niestety rzucanie palenia  papierosów łączy się z nadmiernym apetytem.


Żeby można było bezboleśnie oba te problemy rozwiązać…


Ale narazie  teraz, już, muszę  rozwiązywać codzienne inne małe i większe problemy.


Gdybać na blogu będę sobie  nieco później.


Miłego dnia.  







 


.

nawet całkiem miły dzień

Okazuje się, że nawet wtorek w pracy może być bardzo miły.

Dzisiaj  na milej rozmowie przy kawie i herbacie spędziłam  późne popołudnie  z dwoma "moimi chłopakami", czyl z Rafciem i Romkiem.

Oczywiście nie zaniedbałam swoich pracowniczych obowiązków, skądże znowu.

Ale taka rozmowa z dwoma naszymi przedstawicielami, wymiana poglądów na pracę i wzajemne rowiązywanie niektórych problemów jest bardzo potrzebne.

Może do jakichś konstukcyjnych wniosków  nie doszliśmy ( od tego jest przecież wyższa instancja), ale nasze rozmowy sięgały "naszego pułapu" pracy, czyli tego, co nam potrzebne jest do codziennej naszej działalności

na lini biuro-przedstawiciel-klient.

Wyszłam z firmy nieco wcześniej ( 19.20), gdyż trafiła mi się "podwózka" i…

miłe rozczarowanie, jeszcze było całkiem jasno na polu.

Kiedy to ja nie po ciemku z firmy wychodziłam ostatnio?

Chyba wiele miesięcy temu…..

A że pora była jeszcze całkiem, całkiem przyzwoita, wskoczyłam na herbatkkę i na wspólne oglądanie serialu do Kazia.

No proszę, jaki to był  niespodziewanie miły dzionek?????

 

Uzależnienie…. od…

Zostawiłam wczoraj w przychodni niechcący swoja komórkę,

Poprostu spieszyłam się, bo chciałam kawałek podjechać z Magdą autem i pozostawiłam moją ukochaną komóreczke na blacie rejestracji.

Oczywiście już po drodze zorientowałam się, że jej nie mam i…

poczułam sie autentycznie nieszczęśliwa.

Nawet miałam taki moment wahania, czy po nią się nie wrócić?

Opanowałam jednak swoje żądze i spokojnie, jak gdyby nigdy nic, wsiadłam do busiku.

Na szczęście po drodze przypomniałam sobie, że popołudniu Aśka wybiera się na Żabiniec, więc poprosiłam ją, żeby

mi podwiozła do rybek komórkę.

Odzyskałam więc  już  wczoraj swoją  zgubę i…wewnętrny spokój.

Już nie wiem, czy bardziej jestem uzależnona od samego aparatu, czy od tych otrzymywanych codziennie miłych smsików???

Jednak wczoraj odpowiednia porcję tych smsików zdążyłam otrzymać   i moja niespokojna dusza została usatysfakcjonowana.

Ale swoja drogą okropne jest to, że uzmysłowiłam sobie swoje uzależnienia.

Od komórki, od komputera, od programów TV.

Bo……

Nie przestawiłam przedwczoraj timera w TV i niestety moje seriale nie nagrały się w odpowiednim czasie.

I znowu ból…..

A czy powinnam z tymi niewielkimi uzależniami walczyć?

A po cholerę!!!!!

Tak mało człowiek w końcu ma tych przyjemności w życiu……..

 

 

a dzień coraz dłuższy……

Bardzo długi już ten dzień nam się zrobił.

O godzinie 18 jeszcze świeciło słonko, o 19 jeszcze całkiem jasno…..

Pewnie, że do domu wracam jeszcze " po nocy", lecz to nie to samo, co jeszcze całkiem niedawno.

Najgorzej budzić się rano, bo jestem okropnie pogubiona, która to moż byc godzina.

Dawniej poznawłam  godzinę  po rozwidlaniu się, teraz, po przesunięciu czasu, niestety jeszcze nie bardzo

mam  to poranne rozeznanie.

Niby zapowiadali wielkie ocieplenie, niestety kolejny  raz dałam się  nabrać i okrutnie zmarzłam, zwłaszcza rano.

Nie byłoby  tak wcale źle, bo i słonko wyszło zza chmur, tylko ten lodowaty podmuch……..

Ale takie są prawa przedwiośnia

 

 

Wiosna zadomowiła się na dobre

Wczoraj dostałam  od Florka zdjęcie  ślicznych  stokrotek z jego działki.

Znak, że rzeczywiście już mamy wiosnę….

Teraz muszę pomyśleć o swoich własnych wiosennych zdjęciach.

Najwyższa pora…..

A ja dzisiaj rano, przed szóstą, zostałam po raz osiemnasty Ciocią Babcią.

Emilowi, mojemu bratankowi, urodziła się  córeczka – pewnie Emilka.

A dopiero co, jakby mi się wydawało, zmieniałam Emilowi w Zawoji pieluchy.

Dopiero co?

Ale ten czas leci….

Tradycyjnie miłego  poniedziałku i miłego całego tygodnia życzę