poniedziałek
Wreszcie wróciła z sanatorium Wierka . 
Ale się ucieszyłam,jak mogłam z nią sobie pogadać na gg,jak za starych dobrych czasów.
Pomału wszystko normalnieje,dzisiaj wieczorem powinna juz wrócić znad morza Ula,z tym,że znowu na kilka dni jeszcze gdzieś wyrusza,ale mam nadzieję,że chociaż na moment pokaże się w pokoiku.
A dla mnie niestety normalny i pracowity dzień.
Musze być dzisiaj cholernie punktualnie w pracy,jako,że otwieram przychodnię,zresztą tak będzie przez cały ten tydzień.
I żeby nie zaspać ,spałam okropnie nerwowo tej nocy i juz przed 5 rano byłam na nogach.
Ostatnio budzę się jakaś zaczadziała,głowę mam dużą i ciężką,dzisiaj również i zastanawiam się,czy już nie sięgnąć po apap,chyba się kurcze od niego uzależniłam czy co?
A do urlopu tak daleko….jak dobrze pójdzie pojadę nad morze, chyba w drugiej połowie sierpnia,o ile wogóle uda się to zorganizować….
Tylko pytanie,czy do tego czasu będę jeszcze w szpitalu kolejowym również pracowała?
W środę ostatecznie rozstrzygnie się nasze być albo nie być,
ale raczej w kierunku nie być.
Poczekamy co ten tydzień przyniesie.
A może to była jedna właśnie z metod,oddanie szpitala w niepewne ręce,komuś,kto nie ma mocy fizycznej na wykup szpitala, a przez to rozłożenia szpitala na łopatki ,aby potem móc sprzedać już to intratne w końcu miejsce w środku Krakowa komuś za czapkę gruszek,niekoniecznie na cele medyczne????
I chociaż teoretycznie nie powinnam tak bardzo sie przejmować,bo moja sytuacja w szpitalu jest całkiem klarowna ,czy tak,czy tak odchodzę na emeryturę ( w końcu wysłużoną),ale serce będzie bolało,gdzy ten szpital,z którym związana jestem w sumie od najmłodszych lat dziecinnych ( przychodziłam tam jako dziecko do mojego pracującego tam Ojca,a potem sama pracowałam w nim 21 lat) nie będzie juz spełniał dotychczasowej roli,będzie tylko budynkiem innej użyteczności.
Eh,łza się nieraz w oku zakręci……