Raj_utracony

Wszystko pięknie pozałatwiane,będziemy się bawić w restauracyjce Raj_utracony.

Piękna nazwa,już za życia dostajemy się do Raju hehe

Już nie mówiąc,że ja Ewa,więc niejako z Raju wyszłam no i ten mój nik czatowy Ewelinka_x_ray,co wielu zamiast z promyczkami, kojarzy się właśnie z Rajem

Czyli tak musiało być,lepszego miejsca nie mogłyśmy znaleść.

Mam nadzieję tylko,że będzie wspaniale.

A na to się zanosi.

Musimy pokazać,że i my ,krakowiacy potrafimy wszystko wspaniale pourządzać.

Jest nas troje,a właściwie czworo,więc każdy coś od siebie nowego w pomysłach dorzuca.

A dzisiaj niedziela,nawet znośna pogoda…

Rano już byłam chwilkę popracowac,bo mam dyżur pod telefonem

A teraz ide do Olusi  ( córki mojej siostrzenicy) na urodziny

I znowu będzie uczta,i znowu z odchudzania nici

oh życie,życie       

chłodna sobota

Bardzo nawet chłodna,wieje silny całkiem lodowaty powiedziałabym wiatr.

Dzisiaj ide z Muchomorkiem i Kornelką złatwiać knajpkę  na czatowskie spotkanie,które odbędzie się 9 lipca w Krakowie

Tego tyle naooglądąłam w internecie,tak dużo propozycji,że aż ciężko będzie coś ciekawego wybrać.

Narazie, póki co, poszłam do sklepu kupować kurtkę dla mojej siostry, a wyszłam z nową śliczną żorżetową bluzką,będe miala jak znalazł na imprezkę.

A miałam szanować pieniadze i nie wydawać……:(((

Co jak co,ale oszczęności to już chyba się nie nauczę.

I dobrze,a po co mi będa potrzebne pieniadze na tamtym swiecie?

Teraz trzeba używać,a potem…….

drinknięta

Już po spotkaniu rodzinnym      Napoje:
Kieliszki z koniakiem

Dzisiaj u mojego brata było mini party na cześć naszego Kuzyna Toma ( from  USA),nie władającego naszym pięknym polskim językiem, niestety.

Oczywiście siedziałam na uboczu i pozwalałam innym chwalić się swoją angielszczyzną.

Ale jestem co?

Nie,przyznaję, szło to niektórym całkiem całkiem.

Ja tam się nie wyrywałam…. przy nich moja mowa byłaby bełkotem.

Zresztą i tak sie wygłupiłam,bo zaimek for pomylił mi się z from,co nie uszło uwadze Łukasza,no cóż błądzić nie grzech.

Ale przyszła pora,że zostałam z Tomem sam na sam i musiałam wysilać swój mózg,jako ,że i tak wiozłam go do mojego szpitala na wyjmowanie szwów,więc co nieco spędzilismy wspólnego czasu i wypadało coś niecoś porozmawiać.

Przyznaję,po dwóch drinkach szło mi to zdecydowanie o wiele lepiej niż wcześniej….. :)))

A taksówkarz,który nasz zwiózł był wręcz zdziwoiny,że tak szybko rozmawiam ,jak on to nazwał ,w innym języku.

Gdyby biedaczek( taksówkarz)  znał troszke tego angielskiego jego zachwyt byłby zdecydowanie mniejszy,ale cóż,najważniejesze,że jakoś się z Tomem dogadywaliśmy.

Dzięki temu dowiedziałam się na ten przykład,że ichniejsza (czytaj amerykańska) służba zdrowia tez nie pracuje tak całkiem bez zarzutu,a opieka pielęgniarska  nie zawsze tak wygląda jak na amerykańskim filmie.

Chyba przestanę mieć w tej przynajmniej materii kompleksy.

Ludzie:
Zastrzyk    

Już był w ogródku,juz witał się z gąską….

                       

Sensacja w szpitalu wybuchła skoro świt.

Ta fundacja porozumienia polsko-żydowskiego nie okazała się do końca całkiem wiarygodna,i chociaż wygrali przetarg,może okazać się,ze zostaliśmy na lodzie………………..

Oczywiście chodzi o wykup naszego szpitala.

Wygrali,bo podbili dwukrotnie cene,którą ofiarowywała nasza spółka wraz z Mediciną.

Ofiarowali też sporą sumę na remont i wkład własny w rozwój szpitala.

Teraz tylko mały szpas,mają do środy wpłacić wadium w wysokości pół miliona złotych i szpital ich…

Tylko…właśnie,tylko nagle dzisiaj w Gazecie Wyborczej znalazł się artykuł mówiący o tym,że fundacja ta delikatnie mówiąc jest dziwna,nie wiadomo czy wypłacalna i w dodatku nie sprawdzona.

       
Czy znalazł się kupiec na Szpital Kolejowy?
Kto ma być nowym właścicielem Szpitala Kolejowego w Krakowie? Poważny inwestor, za którym stoi izraelski kapitał, czy mało wiarygodna osoba bez pieniędzy. Urząd marszałkowski przyznaje, że sprawdzał to tylko pobieżnie (16-06-2005 23:19) »

Dziwne z kim Marszałek w takim razie podpisał kontrakt?????

Nie mamy wyjścia,czekamy nadal.

Z tym,że wczoraj podniesieni na duchu dzisiaj zaś na ten pysk upadliśmy.

Oj nie tęgie mieliśmy dzisiaj miny,nie tęgie……..

Długi piątek

Po burzy zobiło się całkiem rześko za oknem.

Pogoda niewyraźna,nito ładna ni nie,nie wiadomo co się z tego wykluje.

A mnie czeka dzisiaj bardzo dłuuuugi piątek…

Najpierw praca w szpitalu,potem w przychodni, a na końcu dnia party urodzinowe u mojego brata,na którym będzie też obecny mój kuzym z USA Tom.

Wszystko bardzo dobrze,tylko jak mam to wszystko ze soba pogodzić??

Kończę pracę dopiero o 19-stej i zanim tam dojadę….

No nie wiem,co mam robić.

Wstałam wogóle jakaś "zaczadziała",z bólem głowy,która jest taka ciężka,jakbym już była po imprezie,a nie dopiero przed…

Zobaczymy,jakie  mi ten długi piątek dzisiaj przyniesie atrakcje  [Rozmiar: 12906 bajtów]

okropieństwo

Można dosyać niałej gorączki,znowu mam żółwia zamiast komputera

                                          

Wszystkie strony otwierają sie godzinami,poczta mi nie schodzi na incredimail,czyli dokładnie to samo,co już było,

I już nie mam pojęcia,czy to ja jestem taka do niczego i znowu coś naściągałam (ale skanowałam nodem i adware i wszystko   było ok),czy to znowu sieć jest dziadowska.

W każdym bądż razie jest źle,fatalnie,całkiem do…niczego.

I znowu będę musiała ściagnąc kogoś do pomocy i pewno znowy wydać na to kasę.

O K R O P I E Ń S T W O !!!!!!!!!!!

a w pracy…….

Jeden z tych cięższych dni

Pewnie dlatego,że duszno okropnie i burzowa atmosfera, pacjenci dzisiaj bardzo podenerwowani ,wręcz na mnie swoje frustracje wylewają

Ale tak to w pracy bywa.

Ponieważ siedzę w rejestracji , że tak powiem na czołowym miejscu, jako pierwsza muszę fale oburzenia przyjmować na siebie,a potem…fala gwałtownie opada,do gabinetu lekarza wchodzą już same aniołki same ….

Taka niestey rzeczywistość i bolączki kobiety pracującej

Piwo na Krakowskim Rynku

Piwo na Krakowskim Rynku smakuje wybornie.

Taki duży, jasny Żywiec ,oczywiście obowiązkowo ze sokiem imbirowym,

Spotkanie przebiegało w bardzo fajnej atmosferze.

To znaczy początek był dla mnie nieco nerwowy,ale po krótkim mea culpa

wszystko powróciło do normy.

Siedzieliśmy więc w miłej atmosferze,w kawiarnianym ogródku ,my cztery kobiety i jeden chłop-rodzynek i paplaliśmy o wszystkim w coraz bardziej żywiołowej atmosferze,wprost proporcjonalnie do ilości wypitych piw.Napoje:
Szklanka piwa

Czas uciekał nam bardzo szybko,odmierzany krakowskim hejnałem z Wieży Mariackiej  mieszającym sie z gwarem rozmów i cygańskimi melodiami …

Rodzina moja,nieprzywyczajona widac do moich wieczornych eskapad usilnie poszukiwała mnie telefonami,na szczęście nie było ich słychać,więc nie czułam się zbyt nękana.

A swoją drogą,co by powiedzili,gdybym się tak zawieruszyła na całą noc,albo i dłużej???

.

Napad…..hahaha

Pięcioletni Patryk wraz z koleżanką Grażynką  wpadł do mojej przychodni i sepleniac "Lęce do góly" zrobił na mnie napad…

Mamy obu dzieci siedziały w ogródku obok popijając soczek,a nudzący się Patryś (całkiem dla mnie obcy,co jest właśnie dziwne) uznał,że ze mną będzie wspaniała zabawa i nie chciał odejśc jak mama go odwoływała,twierdząc "nie bo my sie telaz bawimy"…

Hahaha mam w sobie coś z dobrej cioci a może babci???

Tylko inna sprawa, co te dzieciaki w TV ogladają,jak tylko w napady potrafią się bawić???

Ale i tak był słodki,a jego seplenienie wręcz mnie rozczuliło…..

              

pracowity poniedziałek

Koniec lenistwa,powracam do prawdziwej pracy !!!!!!

                                          

Co prawda dzisiaj trzynasty dzień czerwca,ale na szczęście poniedziałek,więc może nie będzie tak źle???

Chociaż sennik mi obwieszcza,że plama na sukience,która mi się nad ranem śniła przynosi smutek i troski,ale kto ich nie ma??

Z drugiej strony kiedys śniła mi sie koza na bogactwo i jakoś bogata nie zostałam do tej pory ( no fakt,nie dałam sobie szansy nie wstępując do punktu Totolotka,a może trzeba było???)

W Każdym razie jest ok,pełna nadziei na dobry tydzień wkraczam w poniedziałkowy blady poranek.

Bez przesady,już nie blady,bo nawet słonko świeci na niebie,ptaszki wesoło świergolą,zapowiada sie cieply dzionek.

Więc czym tu się smucić???

Wracam do szpitalnej rzeczywistości ( jakie szczęście,że nie jako pacjent),a potem popołudniu do przychodni,calutki dzień poza domem,jak dawno juz nie.

A może te smutne wiadomości mają tyczyć się właśnie dalszych losów naszego szpitala???.

W sumie ma się właśnie teraz okazać, jaki jest  ostateczny werdykt szanownej Komisji co do być albo nie być naszego szpitala.

To dla mnie ważne chyba jednak,tym bardziej,że jakieś czarne chmury rozwijają się nad nasza przychodnią,niby ma być jej dalszy jej  rozwój,ale czy tam sie utrzymam z etatem??

Czyżby to ta plama zaważya? juz się zaczynam martwić!!

Stop smutkom!!!

Nie od poniedziałku.

Jak to pięknie Scarllet mawiała:Jutro jest tez dzień,pomyślę o tym jutro.

Zanurzam się w piękny świat marzeń i…obowiązków.