A nic na to nie wskazywało, rano pochmurnie,a teraz lekki wiaterek i słonko, żyć nie umierać.
Dzisiaj spotkałam na psim spacerze Maxia , ponieważ miałam tylko dostępny aparat z komórki, zdjęcia są, jakie są.
Prawda, że sympatyczny??? ( to ten , który dwa dni temu tak mnie obszczekał)

No bo wogóle boksery to naprawdę super fantastyczne psy, mam do nich szczególny sentyment, miałam kiedyś kolejno trzy suczki-bokserki, niezapominane i najukochańsze : Atę, Tinę i Kaję.
Co prawda Kaja ( córka Tiny) była suczką mojej siostry, a właściwie to po prawdzie Maćka, ale wszyscy mieszkaliśmy razem, więc po części była i moja.
A jak się tak rozbestwiłam, to jeszcze dołączam zdjęcie sympatycznej Zuzi, którą zawsze nazywam Ksieżniczką….ona taka bardzo delikatna, ale bardzo żywiolowa:

Nawet nieźle zdjęcie Zuzi mi wyszło, zważywszy, że nie usiadła ani na moment, cały czas do mnie się wyrywała, a jej Pani twierdziła, że jeszcze nikomu dotąd nie udało się zrobić zdjęcia tej małej wiercipięcie.
Widać chyba, że tęsknię za jakimś czworonogiem, ale niestety, nie mam ku temu warunków.
Dlatego zawsze wracając z Żabińca zadaję się z zaprzyjaźnionymi pieskami.