Konkluzja

 

                                           58 D D M W D B – Z

 

Czasami zastanawiam się, jak to jest : w tym nieco juz starszym ciele tkwi całkiem młody jeszcze duch.

Tyle fajnych rzeczy możnaby jeszcze robić, tylko…czy wypada???

Patrzę w lustro i mówie, Ewa opamiętaj się, jesteś już przecież blisko sześćdziesiątki i….sama temu nie wierzę.

Co prawda do  tej sześćdziesiątki jeszcze nieco mi brakuje, ale już jest niestety  bliżej niż dalej.

Nie żeby o jakieś ekscesy mi chodziło, ale na ten przykład  taka gra w Plemiona, zasadniczo napewno grają tam same młode osoby.

Mój "plemienny mąż" ma cale…19 lat, Boże, gdyby on wiedział, z kim się zadaje.

Obojętne, jak to się nazywa, mąż, czy partner, ale warto mieć na podorędziu kogoś z dobrą ilością punktów, szczególnie, że jego wioska jest tuż niedaleko mojej, zawsze w razie potrzeby mogę liczyć na jego pomoc.

Jadę autobusem, obserwuję kobiety mniej więcej w moim wieku i zawsze (dla otuchy) sobie mówię : nie, ja tak staro przecież nie wyglądam.

Niestety……..lustro nie klamie……

Ech, szkoda gadać, szkoda pisać.

ŻAL, ŻE TYLE ŻYCIA JUŻ ZA MNĄ !!!, a ile jeszcze przedemną???

Przez moment

Przez moment myślałam, że dzisiaj już piątek i nawet bardzo się ucieszyłam.

Rozczarowanie przyszło chwilkę później.

No cóż. Czasami człowiek na kalendarzu się nie zna.Daty mi się pomyrdały.

Ale co tam jeden dzień w tą, jeden w tamtą, wszak  piątek już przecież jutro!

Zapowiadali dzisiaj burzę, jakoś Kraków (szczęsliwie) ominęła , ciekawe, jak jest w innych regionach.

o porannej kawie

 

                             5 9  D  D  M  W  D  B  –  Z

       

Poranna kawa smakuje wyśmienicie, powinna być  czarna, gorąca i gorzka.

Teoretycznie, bo ja piję kawę rozpuszczalną, z niewielką ilością mleka ( czasami bywa, że śmietanki) i z  odrobiną cukru.

Jaka by ona nie była ( a ja pijam naogół Nescaffe Gold) jest moim pierwszym śniadaniem, podstawą mojego poranka, bez której nie mogłabym wyruszać na podbój świata……

Ot, takie jedno z moich porannych przywyczajeń.

Specjalnie wstaję pół godziny wcześniej, aby mieć czas spokojnie wypić moją kawę, oczywiście przy akompaniamencie komputera i programu "kawa czy herbata" – z niego dowiaduję się  przynajmniej, jak należy ubrać się na dzisiejszy dzień, ich prognoza pogody  rzadko kiedy się myli..

Dzisiejszy program "Kawy i herbaty" jest transmitowany z Mrzeżyna, miejsca, w którym  kilka lat temu spędziłam swoje wakacje,wspomnienia, wspomnienia…

A teraz już pora  przerwać ten poranny relaksik i do pracy się czas zbierać

no to jeszcze "coś" ma wesoło:

Trzej naukowcy spierają się, czy lepiej mieć żonę, czy kochankę.

pierwszy twierdzi, że lepiej mieć żonę, bo zawsze wszystko na czas ma się przygotowane i pod nos podłożone, drugi twierdzi, że dla relaksu psychicznego dobrze mieć kochankę, bo zawsze jest jakieś urozmaicenie w tym monotonnie  ułożonym życiu, a trzeci …..stwierdził : dobrze mieć i żonę i kochankę, bo żona myśli,że jestem u kochanki, kochanka, myśli, że jestem u żony, a ja sobie tup tup szybciutko do biblioteki….

Miłego dnia

o tak sobie tylko troszke popiszę

 

 

Że minął następny gorący dzień, że nawet nic przykrego mnie nie spotkało, że jestem o godzinę wcześniej w domu, niż w pozostałe dni  tego tygodnia, w sumie, że jest COOL.

Wracając dzisiaj z pracy minęłam młodą kobietę, rozmawiającą tak głośno przez komórkę, że  chociaż już dawno jej nie widziałam, a jeszcze słyszałam jej okropnie piskliwy krzyk.

Rozumiem, że była bardzo zaaferowana swoją rozmową, ale cała ulica i jeszcze kilka przyległych były poinformowane o jej nowyh zamierzeniach zmiany pracy i planach na nowe możliwości zarobkowe.

Biedna była też pewnie  ta osoba po drugiej stronie telefonu, pewnie jej ucho odpadło z tego wrzasku.

No cóż, wieczór niechybnie naschodzi i pewno niedługo spać wypada się położyć, by jutro znów  radośnie nowy dzień przywitać.

Jeszcze chwilę posiedzę przy komputerze (acha, jednak wróciłam na "Plemiona", ale teraz spokojnie, bezstresowo prowadzę sobie dwie wioski, przyrzekając sobie,że pod żadnym pozorem nie dam się wyprowadzić nikomu z równowagi, najwyżej znowu  z gry zrezygnuję).

A jutro już czwartek, potem piątek i………..

apropos banku

 

Do banku szwajcarskiego wchodzi klient z walizką i ściszonym głosem mówi do bankiera :

– Chciałbym  wpłacić pieniądze, w tej walizce jest cztery miliony euro.

Na to bankier uśmiechnięty:

– Proszę nie ściszać głosu, bieda to żaden wstyd.

 

UŚMIECHNIJ SIĘ !!!!!!

Finanse i marzenia

 


                                61  D  D  M  W  D  B  –  Z



Nareszcie uporałam się ze wszystkimi bankowymi rozliczeniami.


Niestety, w tym miesiącu muszę ponieść karę za opieszałość Zakladu Energetycznego i wnieść podwójną opłatę za elektrykę : do 14.08 za miesiąc lipiec (??!!) i potem około 23 sierpnia za miesiąc sierpień.


I znów zrobiła mi się dziura budżetowa…… straszne, jak ktoś nie urodzi się w rodzie Carringhtonów, zawsze ma pod górkę…….


Widać nawet moja praca od rana do wieczora nie przynosi zdecydowanych efektów ( matko, a co Ty robisz z taką ilością pieniędzy- słyszę wokoło), widać w nieodpowiednich firmach się zatrudniłam :-).


A może rzeczywiście jestem zbyt rozrzutna???


Jeszcze dwa miesiące i skończę spłacać mój telewizor ( a jednak szybko to zleciało, jakby na to nie patrzeć) i wtedy….. będę mogła pomyśleć o jakiejś nowej inwestycji, a w kolejce jeszcze mam kilka propozycji…..


Na przykład niewielki domek z bali drewnianych, który mogłabym postawić na działce u mojej siostry……


Nawet przydział numerowy na tym niewielkim placyku juz „mam”…….


Co prawda narazie mieszkają tam ….kury, ale zawsze coś zmienić by można było……..


Pomysł nawet całkiem fajny, tylko…finanse, finanse…..


Eh, szkoda nawet marzyć, więc zbieram się do pracy.Cześć


 


 

wieczorny spacerek

Dzisiaj po pracy ( czyli około 21.00) zrobiłam sobie miły spacerek po wieczorowym Krakowie.

Ruch na Krakowskim Rynku ( mimo ciemnej już pory), jak na Marszałkowskiej w samo południe.

Wszystkie ogródki wokół kawiarenek ( a jest ich całe mnóstwo, jeden ściśle przy drugim) wypełnione wesołym gwarem rozbawionej gawiedzi.

Kelnerzy uwijają się ze smakowitymi daniami i kuflami piwa……..

Jak ja to lubię…..widać, że Kraków żyje całą parą

I PO CO DO PARYŻA WYJEŻDŻAĆ?????????

KOLEJNY PONIEDZIAŁEK

 

                                           62 D  D  M  W  D  B – Z

 

I ZNOWU NADSZEDŁ NIESPOSTRZEŻENIE PONIEDZIAŁEK.

Kolejny, ale za to coraz bliższy do wymarzonego i wyczekiwanego urlopu.

Dwa dni spędzone na wsi to dla mojego organizmu potężna porcja relaksu, takiego, jakiego mi właśnie potrzeba.

No może niezbyt to korzystnie odbiło się na miom procesie odchudzania ( jak tu się oprzeć  grilowanym smakowitościom, tudziez ambasadorowi w  wykonaniu mamy Eli – pyszności nad pysznościami, czy serniczkowi na gorąco, który sam rozpływa sie w ustach, upieczonego przez Olę – sąsiadkę.

No dobra, jestem łakomczuch i basta!!!!!

Czasami człowiek musi, inaczej się udusi…….. U……………………

To co ja na początku pisałam, acha nowy tydzień zaczynamy i w tym nowym tygodniu samych pomyślności życzę.

No cóż, znów to nie ja trafiłam tą szóstkę w Totolotka, a szkoda……

NIEDZIELA NA WSI

 

                                                           63 D  D  M  W  D  B – Z

 

Tego kurczaka jeszcze nie zdążyliśmy wczoraj zgrilować……ten ma jeszcze darowane życie….

Wczorajszy urodzinowy grill przeciągął się omalże do połnocy.

Owszem, udało mi się odczynić deszcz, bo nie padał, ale za to zimne wietrzysko dokuczało okropnie.

Musiałam zimne stópki pod kołderką potem długo rozgrzewać…… niestety, sama.

Dzisiejsze przedpodłudnie choiaż słoneczne, też niebyt ciepłe, ten sam wietrzyk chłodny wyraźnie przeszkadza.

Ale wcale nie narzekam, cieszę się, że jestem z daleko od miastowego zgiełku i specyficznego smrodziku.

Miłej niedzieli wszystkim życzę

 

odczynianie?

No to za godzinę jadę na tą wieś.

Przygotowania już tam podobno poczynione,  urodzinowy grill rozpalony, a pogoda robi psikusy- pada.

A  miało być pogodnie i słonecznie.

I jak tu wierzyć tym synoptykom od siedmiu boleści??

 Chyba sama muszę się zabrać za ten deszcz i zacząć go od odczyniać.

Deszczu idź sobie precz, najlepiej daleko, prosto na podwórko tych synoptyków ( gdzie indziej też nie padaj). 🙂