
czyli nowa emisja Big Brother.
Chyba rzeczywiście nie wiedzą już biedaki, co nowego wymyśleć, żeby szeroką publikę przyciagnąć
do siebie. Mowa o twórcach nowej emisji Big Brother, która wczoraj ruszyła od nowa.
Ta nowa emisja podzielona jest na dwie części, pierwsza część dla Vipów, druga dla zwyczajnych,
szarych ludzi.
Co się wczoraj działo??. Publika szalała w takt piosenek Michała Wiśniewskiego ( ale on się postarzał,
już nie ten idol, co kiedyś, chociaż myślę, że wydaje mu się, że nadal nim jest) i jakiejś czeskiej kapeli
podwórkowej typu naszego Staszka Wielanka.
W domu zamieszkało dziewięć osób, w tym jeden aktor, kilka piosenkarek i piosenkarzy i
oczywiście prócz gwiazdy I-szej edycji Big Brothera – Gulczasa, weszła Jolka, która wygrała
ostatnią edycję.
Oczywiście Jolka weszła jako ostatnia i odrazu poruty w tym spokojnym i wydawałoby się sennym
domu narobiła.Jak to Jolka, no i oczywiście jej koń też razem z nia tam był., a jakże.
Pierwsze zadanie dostali typowo ekologiczne : dieta lekkostrawna, zainteresowanie recyklingiem,
oszczędność wody i prądu i hodowla kur.
Na początku musieli wybudować kurnik i umieścić tam ( co nie było łatwą sprawą) 3 kur i jednego
okropnie jurnego i dziobiącego koguta.
Było trochę z tym kłopotu,a dla publiki dobrej zabawy.
Edycja gwiazd skończy się 6 kwietnia i wtedy rozpocznie się ta prawdziwa edycja.
Oczywiście już rankingi trwają, a ja tak sobie wczoraj pomyślałam, że gdyby mi przyszło wypełniać
ankietę, dlaczego chcę startować do domu Wielkiego Brata (???) musiałabym chyba napisać, czemu
tam się nie nadaję:
1. jestem za stara ( chociaż Zosia i Marian z ostatniej edycji byli starsi i co, wylecieli za wiek właśnie)
2. jestem za gruba (!!!!), miałabym trudności w wykonaniu wielu zadań, ale może bym nieco straciła
tam na wadze akurat??
3.bolą mnie kolana ( vide powyższe uzasadnienie)
4.Okropnie chrapię ( no, kto by tam ze mną w tej wspólnej sypialni wytrzymał!!)
5. mam pracę, której wcale tracić nie chcę ( a kto by we sławetnym Centrum Żabiniec zdjęcia rtg
robił???)
Jednym słowem: całkowicie do domu Wielkiego Brata się nie nadaję i wcale tam nie startuję.
Chociaż przyznam, że kiedyś ( podczas jeszcze poprzedniej edycji) miałam taki sen, że byłam osobą odwiedzającą domu Brata i z ulgą potem z niego wychodziłam….
Teraz też odczuwam ulgę, że nie muszę startować i rywalizować z tymi laskami, które tam wejdą.
Niech żyje młodość , bo do nich świat należy.
A ja zajmę się szarą rzeczywistością. Właśnie umyłam moją główkę, nastawiłam sobie pranie
( ciekawe, czemu właśnie poniedziałek za dobry dzień do tej czynności wybrałam), trochę odkurzę mieszkanie ( po niedzieli okruchów mi się nieco zebrało), podleje moje biedne kwiatki i po mału do pracy będę wyruszała.
Plemiona zaopatrzone ( oj nie udał mi sie ostatni atak, a nawet dwa, miałam przejać wioskę, a ktoś
mi się tam wpakował), blog uzupełniony……….
Aaaaaa, oczywiście pozostała tradycja:
czyli wszystkiego najlepszego na następny tydzień i na poniedziałkowy dzień wszystkim życzę.
Samych pomyślności.
Grunt, że Emma wyniosła sie już na wschód. Niech teraz sobie tam powieje.