A’la Mniszkówna

 


Polsat 2 serwuje nam następne dzieje losów „Trędowatej”.


Już poprzedni odcinek, który wg. oryginału powinien być ostatnim ,skończył się conajmniej inaczej,


niż w oryginale, bo co prawda Stefcia umiera, ale Waldemar strzela sobie z pistoletu w głowę


i pada omalże nieżywy.


Dzielna (podkochująca się beznadziejnie i bez cienia pomyślności) w nim stale Rita wytrąca


co prawda pistolet z rąk ordynata, ale ten traci przytomnośc, a kula szczęśliwie przechodzi tuż


obok umęczonego żalem i tesknotą za Stefcią ordynackiego mózgu.


Na domiar złego, czy raczej dobrego , Stefcia nagle otwiera swoje oczęta i okazuje się, że żyć


będzie nadal.


I dalszy ciąg afery misłosno – tragicznej pewnie by i sama mistrzyni pióra, imć panna Mniszówna ,


nie przewidziała.


Teraz następuje zmiana sytuacji .


Waldemar nadal jest przekonany, że jego Stefcia była zmarła, koło jego łoża boleści stoi co


prawda oprawione w ramkę zdjęcie jego ukochanej, ale on, nieco wydobrzawszy po swojej


chorobie i po szoku z związanym z niedalekimi tragicznymi dla niego faktami spogląda jakoś


łaskawszym okiem na Ritę, która u jego boku czuwa  dzielnie, sama bijąca się z myślami,


jak ma postąpić dalej.


Otóż okazuje się, że pod namową lekarza Stefci i księdza, który był przy niej podczas jej choroby,


rodzice ukrywają przed rodzina Michorowskich fakt, że Stefcia jest jednak żywa, tylko nadal jest


poddawana rekowalescensji .Sprytna Rita odkrywa prawdę, ale zmuszona szantażem przez ojca


Stefci, który obiecuje jej za milczenie pomoc w odzyskaniu łask i matrymonialnych planów u


Waldemara oczywiście, a teraz przeżywa rozterki , czy zdradzić prawdę ordynatowi, czy milczeć.


Ech, a kiedyś niektórzy twierdzili, że moja twórczość literacka przerasta Mniszkównę.


Jak widać, nie jest to prawda, są lepsi odemnie.


Zresztą ja już dawno z literacką twórczościa zerwałam, co prawda zdarza mi się że czasami jakieś rymowane myśli do głowy


mi przychodzą……


Ale powieści miłosnych już nie piszę….


A pisało się za młodzińczych czasów, oj pisało, znajomi spod ręki wyrywali mi moją twórczość,


żeby nasycić nią swoją ciekawość. 


A niektóre powiedzienia typu „duchy duchami, ale  kolacje zjeść trzeba”, które to wypowiedziała


moja bohaterka, która z koleżankami znalazła się w dworze, w którym duchy straszyły, przeszły


już do histori….. 


Nie będę się dalej chwaliła, niech inni się męczą, a ja poczekam do przyszłej niedzieli na dalszy


ciąg losów ordynata i jego ukochanej  Stefci.


 

Emma

 




Taka słodka nazwa. Powinna oznaczać drobną , śliczną kobietę, a tu oznacza zniszczenie i tragedie.


Orkan Emma przywędrował do nas z Niemiec, z Autsrii, gdzie porobil wiele szkód, u nas niestety


też kilka osób zginęło pod jego działaniem. Straszne.


A dotychczas wydawałoby się, że wszelkie orkany są domeną zamorskich krajów.


Chcieliśmy się zamerykanizować? to mamy, nawet te negatywne ich cechy.


Pewno, że Ameryka akurat nic do tego nie ma, poprostu klimat jest teraz tak przedziwny, że nie można przewidzieć jej


zawirowań i zmienności.


Wiosna – zimą,  zima – wiosną……… 


Jasne, pogoda jest rodzaju zeńskiego, więc jak i kobieta zmienną jest…..


….. i potrafi czynić destrukcje.


Trawa też potrafi zniszczyć kamień ( patrz zdjęcie), silne korzenie rozratsają się pod ziemią i rozpychają wydawało by się


silny kamień  ( bo on jest rodzaju męskiego).


Czyli jednym słowem kobiety górą !!!!


A ja rozpocząłam miłą niedzielę od przyjemnych rozmów z Darusią i Wikusią.


Co prawda telefoniczną, ale zawsze.


Moje kochane dziewczynki, tęsknię za nimi bardzo.


Ale jak się nie ma co się lubi………


To wcale nie znaczy, że resztę dziciaków z mojej rodziny nie lubię, nic takiego nie napisałam.


Ale z Darią i Wiką jestem szczególnie związana, przecież najmłodsze ich lata dzieciństwa


były pod moim okiem. To ja je usypaiłam w łożeczku, opowiadałam im bajki na dobranoc, śpiewałam kołysanki……..


No i komu ja tu się tłumaczę , no komu????


Już czuję, co jedna rodzinna zazdrośnica o tym sobie pomyśli i co najgorsze potem mi wygarnie.


Nie szkodzi, piszę to co myślę, a zazdrośnicę też bardzo  kocham, ha ha.


Też kiedyś jej kołysnaki śpiewałam, tylko kiedy to było??????? 


No dobra, dosyć tych  moich miłosno – rodzinnych wynurzeń, wracam do rzeczywistości.


Milusiej niedzieli wszystim życzę.


P.S.A jednak to miłe uczucie, gdy rodzina rywalizuje o moje uczucia wobec nich !!!


 

cd soboty

 

           
 

Nadal pada, dalej nudno.

Wyspałam się nieco przez to, nawet fajnie się śpi, jak za oknem szum deszczu.

Trochę ogladam program TV i stwierdzam, że straszne nudy nam telewizja serwuje.

Przed chwilą skończył się film Żandarm z Santa Trope, chyba już dziesięc razy ten film oglądałam.

Progam filmowy wędruje po poszczególnych stacjach, w ten sposób zapychają sobie program, a widz, który, bądź co bądź,płaci za abonamernt, nie ma co oglądać.

Na całe szczęście pozostał mi mój ukochany komputer. Bez niego zanudziłabym się jak ten mops.

A właśnie ciekawe, skąd się to powiedzenie bierze.
Fakt mops ciekawej miny nie ma, ale……… czy ja wiem, czy się bardziej nudzi, niż każdy inny pies???

Oglądałam też dzisiaj krótki film, wykonany przez mojego bratanka Łukasza, historia najmłodszych chwil życia jego dwóch pociech.Ładna pamiątkę będą kiedyś dzieciaczki miały.

Tak sobie pomyślałam, że z mojego dzieciństwa niewielki slad w zdjęciach jest zapisany, ale tych zdjęć jest tak niewiele….. 

Zmów sentymentalna sie robię, więc kończę ten wpis i idę zobaczyć, co tam w moich wioskach się zmieniło. 

Miałaś nie grać  –  powie pewno Magda.

A co niby innego,   ciekawszego  miałabym robić?????? 

Niestety czytać książek nie mogę, bo po przeczytaniu kilku kartek oczy bolą a tekst całkiem sie zamazuje. 

Co??, że komputer też oczy psuje??

Możliwe, ale go jeszcze widzę.

No to cześć 

już marzec

 

               
 

No to ładnie nam się marzec zapowiada…….

Zaczął się całliem deszczowo.

A może to i dobrze, bo po pierwsze i tak z chałupy  nigdzie wychodzić nie muszę, a po drugie

niech trochę tej wody z nieba  na te malutkie dzrewne pączusie popada, szybciej rozwijać

się będą.

Dzisiejszą noc miałam nieszczególnie bogatą w spanko, więc przynajmniej pogoda sprzyja łóżkowej

propozycji….oczywiście mam na myśli troche sobie pospać.Tylko to. 

I jak się już porządnie wyśpię ( może coś fajnego mi się przyśni??) dokonam dłuższego wpisu

do mojego blogu.

Narazie idę spać.pa