nie ma jak w domu?

całkiem możliwie, bo w domu podobno najlepiej,

Ale jest taki upał z kolei, że popadłam w zupełny bezruch, nic mi się

robić nie chce, ledwo zrobiłam sobie pranie powakacyjne.

A takie plany miałam

narazie ciagle się adoptuje do nowych warunków.

Już nie wiele czasu mi pozostało…..

 

przedłużone wakacje

No i nie dojechałam prosto do domu.

Zboczxyłam do Modlnicy, do Magdy.

Było bardzo sympatycznie ( a czy mogę inaczej napisać????)

Znów grill, ale tym razem pod kontrolą ( Ciociu stop,za dużo jesz)

no i bez wina.

Trudno, wakacje się skończyły……

Dzisiaj definitywnie wracam na Smoleńsk, w domowe pielesze.

Koniec z rozjazdami…

Trzeba wrocić do rzeczywistości.

wyjazd z Mszany Dolnej

Kiedyś ten dzień nastąpić musiał.

Dzisiaj sobie jadę do domu,a może nie do domu, kto to wie?

Wczoraj był bardzo przyjemny wieczór, siedzieliśmy do 22 godziny na grilu.

Było sporo osób : letnicy i domownicy,zupełnie rodzinna atmosfera,

pyszne kielbaski i krupniaki z grila ( takie moja siostra lubiła) i inne mięska,

no i oczywiście winko do wyboru białe lub czerwone, piwo dla lubiących

a także żubróweczka….

Podsumowanie  urlopu : bardzo miło spędziłam czas w oddali od miastowego gwaru.

Może za mało spacerkowałam, ale przykładnie chodziłam na zabiegi.

Myślę, że urlop spędziłam owocnie ( dla zdrowia).

Życie pokaże na ile mi pomogło….

Na pewno jednak odpoczęłam i  gotowa jestem na nowe zawodowe wyzwania

 

Koniec mordęgi

Dzisiaj ostatni dzień ćwiczeń.

Wzięłam ich w sumie 10

10 wymchiwań nogami, 10 krio i prądów, 10 masaży oraz 10 innych ćwiczeń.

A czy pomogło?

Dopiero zobaczę po przyjeździe do Krakowa.

Narazie wszystko jest rozruszane i boli.

Reakcja przychodzi dopiero po pewnym czasie.

Przedemną teraz tylko ( no prócz dzisiejszego dnia jeszcze ćwiczeń)

same ozkosze delektowaniem się wiejskim klimatem.

W niedziele niestety wyjazd.

Szybko to zlecało.

Ale jeszze nie, jeszcze trochę pooddycham tym świeżym  powietrzem

Jeszcze też i żołądek tymi dobrociami stołu napełnię.

Bo kto mi potem będzie takie pysznosci gotow ł, no kto????

Wzystko ma swój pocątek i koniec

Acha, dzisiaj śniło mi się, że dostałam podwyżkę w pracy i to aż 400 zł.

Niestety, to tylko mi ię śniło…..

a niech będzie komuś żal

przykładowy obiad, który podali dzisiaj w moim pensjonacie

 

przystawka : szparaga w szynce na pomidorze

 I- sze danie: zupa pomidorowa z makaronem

drugie danie: polędwiczki z kurczaka w sosie curro – winnym,

ryż podawany na  krążkach ananasa.

czerwone buraczki, fasolka szparagowa z bułeczką

deser: lody z galaretką

soki,

 herbata,kawa do wyboru.

 

Gdzie tak karmią??

ano w Pensjonacie Zagórzanka w Mszanie Dolnej.

Naprawdę ,  nie kłamię……..

Idę na śniadanko

Nie lubię trzynastek.

Może dlatego, że jestem przesądna.

Na szczęście dzisiaj jest czwartek,a nie piątek.

Przesądna? przeciez u Darki większość kotów jest czarnych.

Muszę się przyzwyczaić.

Dzisiaj Maćki lecą na Teneryfę – przynajmniej pogodę mieć będą.

Bo u nads lee, regularnie leje.

Ale nic to i tak rano mam zjęcia sportowe.

A pogoda pewno się zrobi doiero w poniedziałek, gdy już wrócę do Krakowa.

I to pewno znów tropikalne upały wrócą.

Ech szkoda nawet pisać.

Lecę na śniadanko

 

już po śniadaniu

Miałam zrobić wpis skoro świt, ale niestety tutaj net działa w kratkę, raz jest, raz go

nie ma…

Dzisiaj mija już 10 ty dzień mojego pobytu w Mszanie Dolnej.

Muszę dodać, że owocnego, bo ćwiczę bardzo solennie i nawet  są

jakieś rezultaty, wczoraj już schodziłam po schodach w miarę normalnie, a nie

po jednym schodku.

Ale niestety nie jest to trwałe zjawisko, musiałabym codziennie ćwiczyć.

Dostałam już parę cwiczeń,które mogę w domu bez przyrządów ćwiczyć.

Ale  czy starczy mi na to cierpliwości??

Ja jestem z tych, których trzeba na muszce trzymać hi hi.

Pogoda barowo- łóżkowa,ale nic z tego, bo sala gimnastyczna już na mne czeka.

No to lecę……

11 sierpnia 2005

Dzisiejsze blogowanie zaczęłam od przeglądania  mojego wpisu sprzed 4 lat.

Tak ; dzisiaj mija 4 lata od dnia śmierci mojego Brata Krzysztofa.

Przeczytalam dokładnie – wtedy pisałam, że zostalyśmy tylko we dwie z Anią.

To było 4 lata temu – dzisiaj rocznicę śmierci Krzysztofa muszę spędzić sama.

Nie ma Brata,nie ma Siostry……..

Może to powinien być dzień refleksji nad sobą, nad tym co czynię????

Wtedy pisałam, ze Ania nagle poczuła się zagrożona swoim wiekiem, jakby czuła, że

też niedługo odejdzie……..a ja????

Wszak do magicznej liczby 65 lat brakuje mi tylko, a może aż 6 lat………

Pomodlę się dzisiaj za Krzysztofa, za Anię, za moich Rodziców i wszystkich moich krewnych.

Niech odpoczywają w spokoju

 

 

 

miesięcznica

dzisiaj mija 2 miesiące od śmierci mojej Ani.

Dwa miesiące już Jej z nami nie ma……..

A życie płynie do przodu.

Ćóż, tak to już jest, jedni odchodzą inni parają się codziennością,

a czas nieubłaganie idzie swoimi torami.

Życie jest dla żywych, dla tych ,którzy odeszli pozostaje tylko pamięć