Przepisu na zupę z dyni nie podam, bo nie ja ją w rezultacie robiłam i nie
chcę błędnie nic komuś sugerować.
Muszę przyznać tylko, że Monice wyszła ona supper – Ważna Osoba jadła ją,
aż mu się uszy trzęsły.
Za to moja paella wcale w tyle nie pozostała, też wyborna była i także bardzo
Ważnej Osobie smakowała i mnie też.
Była to typowo tradycyjna , hiszpańska paella z owocami morza, chociaż bardzo
żałowałam, że nie miałam np. mięsa z małży, niestety tym razem „Alma”
nie dopisała, a raczej ja spóźniłam się ze złożeniem zamówienia, nie było już
transportu na weekend, niestety w poczciwym „Jubilacie” towar tego typu jest
bardzo ubogi.
Więc dodałam to, co z owoców miałam : krewetki, surimi, oraz z puszki
owoce morza.
Oto ( mój } przepis:
obrałam całą główkę czosnku ( żeby łatwo ją obierać, trzeba obciąć jej
czubek z jednej strony, tej z wypustką i nacisnąć mocno nożem, wtedy
łupki same odskakują z łatwością), posiekałam średnio drobno, tak samo
zrobiłam z dwiema cebulami i zeszkliłam na patelni.
Potem dodałam do tego 2 papryski drobno pokrojone, jedną zieloną, drugą czerwoną
i znów poddusiłam.
Do tej mieszanki dodałam moje krewetki, pokrojone surimi, mieszankę z puszki,
oliwki ,wszystko chwilę razem dusiłam, dodałam przyprawy: czerwona ostrą paprykę,
pieprz Chayana, czarny pieprz, kostkę cebuli i czosnku Knora, bazylię i jeszcze kilka
dziwnych przypraw znalezionych w koszyku Moniki, powinien być jeszcze szafran,
niestety go nie miałam.
Kupiłam ryż Uncke Ben – risotto, lekko zeszkliłam na oliwie i zalałam bulionem,aż
będzie miękki ( po prawdzie dochodził mi z pół godzinki pod poduszką.).
Do podduszonych owoców morza dodałam mój ryż i lekko podlałam bulionem tak,
by wszystkie składniki dobrze się wymieszały ze sobą. Wszystko jeszcze dusiłam do
czasu, aż bulion całkowicie wyparuje, dodałam jeszcze do smaku papryki i pieprzu
czarnego .
Potrawa naprawdę wyszła mi wyborna, ale jej smak bardzo dużo zależy od
dodanych przypraw.
Nie jest trudna do wykonania, więc polecam, bo naprawdę można nią
zadziwić gości, a również nie jest tucząca ( chyba) a jednak bardzo
sycąca.
Za to napewno tuczący był deser : ciasto z borówkami , z gałkami lodów,
ale musiałam przecież postawić kropkę nad ” i ” na proszonym obiedzie.
Ciasto było też nie mojej roboty co prawda,ale bardzo smakowite,
a lody Stratacella firmy Grycan same w sobie są pychotką
Było jeszcze podane do obiadu piwo ( pewnie czerwone wino lepiej by pasowało,
ale Ważna Osoba lubi piwko właśnie, ja niestety nie, więc zadowoliłam się
wodą mineralną, a potem kawusią z mlekiem.
A teraz po tych przysmakach pozostało tylko wspomnienie… i …..
Ale ( od czasu do czasu) poszaleć można, zwłaszcza, gdy Ważna Osoba
po dłużym pobycie nad polskim Bałtykiem do Krakowa powraca.
Przyznać muszę, że lubięte przygotowywane obiadki, szczególne, że Ważna Osoba
zawsze moje popisy kulinarne chwali ( przyznałam się, że zupa była dziełem Moniki),
a ja z kolei staram się, aby nigdy nie powtarzać swoich kulinarnych dzieł na takich
obiadkach i za każdym razem wymyślam coś innego i bardzo ekscytującego.
Jak to dobrze, że przynajmniej na tej kanwie jestem doceniana……
Ale to już było i nie wróci więcej…
Może i wróci, ale dzisiaj trzeba myśleć już i nowozaczętym tygodniu, o pracy..
Właśnie, o pracy, co mnie dzisiaj w niej czeka?
Czy mój aparat już się ze mną przeprosił????
Lepiej, żeby tak było, bo jest sporo dzisiaj zarejestrowanych pacjentów.
Zobaczymy.