Po przemiłej niedzieli tylko wspomnienia pozostały ( no i trochę paelli)
Jasiek rozrabiaka dostał lody i odrazu uznał, że już pora iść do domu, jak to
dziecko, mimo, że miał do dyspozycji dwie dziewczyny do zabawy.
Ale widać już teraz wyznaje maksymę: nie ma to, jak we własnym domku.
A tak wogóle to naprawdę było bardzo sympatycznie.
Olcia co prawda nieco wybrzydzała na ośmiornicę ( no cóż łapki jej , przyznaję
mało apetycznie wygladały w tej paeli), jadła na początku dosyć nawet z
apetytem, dopóki na te macki się nie nadziała, jakoś odrazu potem zaczęła
grzebać w talerzu i mało co na widelcu do buzi podnosić.
Trudno, dziecko ( sorry nawet mogłabym o niej powiedzieć już pannica) nie musi
się znać na wyfarinowanych potrawach.
Za to dwa dorosłe V-ipy doceniły smak mojej potrawy.
Dla Jaśka był na szczęście kotlecik, bo odrazu wiedziałam, że paella nie
przypadnre mu do gustu.
Jak to dobrze, że miałam alternatywnie lody – odrazu dzieciakom humory
się poprawiły.
Dorośli humory mieli cały czas, ale lody też im smakowału,a jakże !
Modlniczanie już koło 17- stej zmyli się do domu ( napór Jaśka był coraz
większy i mimo przemiłej atmosfery Magda mu uległa) a My z Bardzo Ważną Osobą
siedzieliśmy jeszczew do godziny 20-stej
Magda dała wspaniałą propozycję ,żeby te święta Bożego Narodzenia spędzić
poza domem, więc do póżnej nocy grzebałam po internecie.
Ale fakt, przy kilkuosobowej rodzinie takie wczasy wypadają raczej bardzo drogo,
chyba jednak z nich zrezygnujeny.
Oczywiście te nocne przesiadywanie wpłynęło na to, że bardzo późno rano wstałam,
więc i ten wpis tak późno jest przezemnie zrobiony
Ale jeszcze zdążyłam życzyć miłego poiedziałku i miłego całego tygodnia.