Chcieliśmy mieć Zachód, to mamy,
Za oknem iście angielska pogoda, mglisto i całkiem nieprzyjemnie.
To znaczy nie jest nawet zimno, ale dżdżysto. a to wystarcza, by zacząć kichać.
Wbrew pozorom wcale nie poszłam wcześniej wczoraj spać, zajęły mnie
obowiązki plemienno – menelowskie, a że miałam jeszcze dodatkowo zastępstwo
i na plemionach i na menelgame za mojego kolegę Zbyszka, miałam co robić.
Szczególnie, że całą niedzielę byłam zajęta gościem, więc miałam pewne zaległości.
Poszłam spać coś wedle 1 szej w nocy, a może i 1.30-ści, nie pamiętam dokładnie
Zgasiłam już światło a tu patrzę ,nie ma mojego misia Tedego.Szukam i szukam
a tu nic, miś zaginął, więc muisiałam zapalić światło, aby go znaleźć, bo bez
mojego misia trudno zasnąć ( do kogoś w końcu trzeba się przytulić, co, nie?).
Okazało się, że miś Teddy chyba się na mnie obraził, że tak długo siedziałam
i poszedł sobie siedzieć koło komputera.
Na szczęście uciekiniera znalazłam i mogłam spokojnie zasnąć.
Dzisiaj już najwyższa pora isć do pracy, bo zapomną jak ja wyglądam, aparat
nareszcie podobno działa, więc trzeba za dzieło twórcze się zabierać.
Ten tydzień będzie dla mnie ciężki, dokładnie, to ciężki będzie weekend,z wizytami
na cmentarzach, czego wybitnie nie cierpię (MEMENTO MORI), a ten rok jest
szczególny, więc bardziej smutny.
Ale do weekendu jeszcze 5 dni, więc spokojnie narazie popracować mogę.
Będę sie martwiła dopiero za kilka dni.
Spokojnego tygodnia życzę.