Gwiazda telewizyjna

Dzisiaj byłam za gwiazdę telewizyjną he he.

Nie, na szczęście tylko mój głos w telewizji występował ( z wizją byłoby o wiele gorzej.

Dzisiaj w programie Kawa czy herbata  robili  paellę wg. mojego przepisu i w związku

z tym przeprowadzili ze mna kilkuminutowy wywiad.

Przyznam się, że się denerwowałam.

Wcześniej dostałam wiadomość z programu Kawa czy herbata , że mój przepis

będzie przygotowywany na ekranie,poinformowali mnie też, że będę przez

kilka minut na foni, więc żebym była przygotowana parę minut przed siódmą.

Oczywiście odrazu poinformowałam moją rodzinę  i oczywiście Ważną Osobę

o moim telewizyjnym występie.

Biedny miś Tweedy musiał wczoraj wieczorem wysłuchiwać moich tyrad, musiałam

wypróbować to, co będę mówiła,a miś cierpliwie słuchał…..

No i udało mi się, podobno wyszło to bardzo naturalnie.Ja siebie oczywiście nie

słyszałam, ale odrazu po programie dostałam telefony od Ważnej Osoby,

od Maćka i Magdy,że wszystko było ok.

I całe szczęście.

UFFF, mam to już za sobą, a miś Tweedy udał się teraz na zasłużony odpoczynek,

oczywiście mnie wspomagał siedząc koło mnie,ale podpowiadać nie chciał…..

Dzisiaj będę chyba miała dobry dzień, skoro od samego rana taka wielką

porcję adrealiny dostałam…..

 

Pierwszy śnieg

Niesamowite, jeszcze w zeszłym tygodniu z krótkimi rękawkami chodziłam,a dzisiaj

już pada śnieg.

Właściwie jest to deszcz ze śniegiem, ale…..

Jest przeraźliwie zimno i  całkiem niesympatycznie.

Dzisiaj do pracy idę na 14-stą. Co prawda nie mam pacjentów, bo aparat

nadal szwankuje,ale szef Emil kazał przyjść, to będę ,a co, w końcu za to

mi płacą,żebym do pracy chodziła.

Wskoczę w botki (!!!) i lecę do pracy

Będziemy się starać uruchamiać ten aparat, i tak z tego pewno nie wiele będzie,

bo to jednak musi fachowiec rozebrać komputer i zobaczyć, gdzie błąd tkwi.

Dzisiaj czekam na ważny telefon:

Kiedyś w programie Kawa czy herbata proponowali ludziom, by wysłać do nich mailem

przepis na moja ulubioną potrawę, a za kilka dni ktoś od nich będzie wybierał te potrawy,

które potem będą pokazywane w czasie programu.

Wysłałam mój przepis na ostatnią moją popisową paellę i…

Wczoraj dostałam maila,z prośbą bym podała swój numer telefonu , gdyż chcą się ze mną

skontaktować telefonicznie w sprawie mojego przepisu.

Podałam telefon i dostałam odpowiedź, że dzisiaj mam oczekiwać na ich telefon

No to czekam.

Program ma być  co prawda jutro, ale widać już dzisiaj go przygotowywać będą

Nie wiem, czy rzeczywiście do mnie zatalefonują, czy nie,ale jestem cała spięta,

gotowa do boju i chyba nawet pod prysznic z telefonem  pójdę.

Wreszcie spotkał mnie taki zaszczyt, takie wyróżnienie……

Pożyjemy, zobaczymy, co z tego wyniknie.

Byle do wiosny

 

 

i na nowo od poniedziałku

Po przemiłej niedzieli tylko  wspomnienia pozostały ( no i trochę paelli)

Jasiek rozrabiaka dostał lody i odrazu uznał, że już pora iść do domu, jak to

dziecko, mimo, że miał do dyspozycji dwie dziewczyny do zabawy.

Ale widać już teraz wyznaje maksymę: nie ma to, jak we własnym domku.

A tak wogóle to naprawdę było bardzo sympatycznie.

Olcia co prawda nieco wybrzydzała na ośmiornicę ( no cóż łapki jej , przyznaję

mało apetycznie wygladały w tej paeli), jadła na początku dosyć nawet z

apetytem, dopóki na te macki się nie nadziała, jakoś odrazu potem zaczęła

grzebać w talerzu i mało co na widelcu do buzi podnosić.

Trudno, dziecko ( sorry nawet mogłabym o niej powiedzieć już pannica) nie musi

się znać na wyfarinowanych potrawach.

Za to dwa dorosłe V-ipy doceniły smak mojej potrawy.

Dla Jaśka był na szczęście kotlecik, bo odrazu wiedziałam, że paella nie

przypadnre mu do gustu.

Jak to dobrze, że miałam alternatywnie lody – odrazu dzieciakom humory

się poprawiły.

Dorośli humory mieli cały czas, ale lody też im smakowału,a jakże !

Modlniczanie już koło 17- stej zmyli się do domu ( napór Jaśka był coraz

większy i mimo przemiłej atmosfery Magda mu uległa) a My z Bardzo Ważną Osobą

siedzieliśmy jeszczew do godziny 20-stej

Magda dała wspaniałą propozycję ,żeby  te święta Bożego Narodzenia spędzić

poza domem, więc do póżnej nocy grzebałam po internecie.

Ale fakt, przy kilkuosobowej rodzinie takie wczasy wypadają raczej bardzo drogo,

chyba jednak z nich zrezygnujeny.

Oczywiście te nocne przesiadywanie wpłynęło na to, że bardzo późno rano wstałam,

więc i ten wpis tak późno  jest przezemnie zrobiony

Ale jeszcze zdążyłam życzyć miłego poiedziałku i miłego całego tygodnia.

Czarny kot

…..  Gdy Ci kot przebiegnie drogę, nie mów,że to pech

Kot ci szczęscie pryznieść może, jeśli tylko chcesz……

 

Wracam wczoraj po pracy do domu, patrzę, a spod stojącego przy chodniku

auta wychyla się łeb czarnego kota, który wyraźnie chce mi przebiec drogę.

No nie, ja jestem przesądna więc stanęłam i czekam, w którą stronę świata

ten kot się wybierze.

A ten wyszedł , stanął przedemną i powiedział mi „Miau”

Co chcesz kocie, odpowiedziałam, przez Ciebie znów będę musiała zmieniać

kierunek mojej drogi.

A on znów na to „miau”

Odpowiedziałam mu też „miau” i tak chwilkę sobie pomiauczaliśmy razem

Wreszcie ruszyłam przed siebie ( a co mi tam, moze tym razem pecha nie będzie),

a to czrne kocisko ciągle stoi mi na drodze i miauczy.

Pewnie jest głodny –  pomyślałam i podeszłam do murku, żeby wyjąć z moich

zakupów jakiś kawałek szyneczki ( a co tam, niech raz sobie to miauczące

kocisko użyje), a kot podszedł do moich nóg i miaucząc o nie się ociera.

Co jest, pomyślałam, bo kot wogóle nawet na ten kawałek szynki się nie popatrzył,

pewnie jednak głodny nie był.

Ruszam na przód,  miauczący kot za mną, wyraźnie chciał ze mną iść do domu.

Nie wiedziałam, co mam robić, bo przecież nie mogę z czarnym kotem, włóczęgą

do domu wrócić. Stanęłam i zaczęłam mu tłumaczyć, że nie mogę być jego panią,

kot się na mnie popatrzył i obrócił się na czterech piętach i poszedł do

swojej piwnicy.Oczywiscie poczęstunku nie przyjął,Wyraźnie na mnie się obraził.

Przykro mi bylo,ale cóz robić, takie jest życie, nie mogę przecież przybłędy

do domu przyprowadzić, zwłaszcza, że nie mieszkam sama, a w domu są

małe dzieci,w dodatku na wszystko uczulone.

I na tym kocia historia się kończy,ale niesmak pozostał…

Dzisiaj lejąca niedziela.

Najchętniej wlazłabym do łóżeczka i sobie pospała, ale….

Ale nie mogę, mam dzisiaj kilka Vipów na obiedzie:

Magdę, Olusię, Jaśka i Ważna Osobę.

I bardzo się z tego cieszę, naprawdę, chociaż może to wyglądać

podejrzanie, jako, że niektóre z wyżej wymienionych osób mój blog czyta,

he, he.

Oczywiście na stole będzie królowała paella.

Chyba ostatnio stała się ona moim popisowym daniem

he ,he.

No to do dzieła Ewusiu, pora rozpocząć wielkie gotowanie na nie ekranie.

Życzę pozostałym , czyli tym, co mojej wspaniałej paeli nie skosztują dzisiaj,

miłej niedzieli.

Bo dla dzisiejszych konsumentów tej wspaniałej potrawy na pewno będzie ona

miła, zwłaszcza w moim towarzystwie 🙂

 

Znowu wolne

Taka to ma szczęście.

Ale lekarze i Dyrekcja pojechała na zjazd radiologów do Wiednia, nie

miałabym nic do roboty,więc zostałam sobie w domu.

Ale za to odpracuję ten piątek należycie, przyjeżdża bowiem pan doktór

od skoliozy, przemiły pan doktor zresztą, będę więc ciapała te zdjęcia

rentgenowskie biednym dzieciaczkom jutro.

Dzisiaj luz, więc trochę odkurzyłam pokój no i oczywiście urzędowałam na swoich

ukochanych plemionach, a także na nowej ullubionej grze menel.game.pl

Śmieszna ta gra, z żebraka mam przejść do wielkomajętnego Pana w pałacu.

Ale kiedy to będzie?

Narazie mieszkam sobie w kartonie, którego się dorobiłam na zbieraniu puszek

i na zebraniu u ludzi, mam też kota Mruka i worek na pieniadzę – wszystko

to musiałam sobie sama kupic za zarobione pieniądze.

Robię też przerózne kształcenia, za które dostaję punkty.

No i tak ta gra mniej więcej wygląda.

Zawsze jest zagrozenie, że ktoś na mnie napadnie i mnie obrabuje,ale i

ja też mogę napadać

Narazie tego nie robię, staram sie w zgodzie z innymi menelami żyć, bo na wzajem

możemy sobie datki dawać.

Pewnie do czasu,ale co się na zapas mam martwic?????

Jakby ktoś chciał mnie wspomóc finansowo w grze bedę bardzo wdzięczna:

http://change.menelgame.pl/change_please/2341853/

Pytasz co nowego??

A co nowego dziać się może?

Wstaję o 6 rano, bo na rano mam do pracy ( a na plemionach trzeba trochę

porządków po nocy porobić ),chodze spać  około 24 tej, bo oglądam

swoje ukochane seriale w Polsacie 2 – Rodzina zastępcza i Świat Kiepskich,

więc jestem cały czas mało co wyspana,ale od czego jest kawa?

1/5 rodziny czyli Monika i Tomek polecieli sobie na tydzień do

Hiszpani ( ale im dobrze!),a w domu zamieszkała Ciocia Basia i Wujek Remek,

jej mąż.

Dzięki temu w domu jest porządek i ład, a dzieci chodzą jak w w zegarku i spać

i do szkołu, już nie mówiąc o nauce, nie ma żadnego pobłażania.

Po godzinie 22 giej w domu cisza jak makiem zasiał, aż się boję kaszleć, by ich

nie pobudzić.

No i nie ma tych okropnych dzwoków do domofonu i do drzwi o byle jakiej bądź

porze dnia i nocy.

Myślę, że dziewczyny ten tydzień jakoś wytrzymają, a juz na pewno na dobre

im to wyjdzie.

Mnie też, bo jest o wiele spokojniej w domu.

 

 

paela i inne

Przepisu na zupę z dyni nie podam, bo nie ja ją w rezultacie robiłam i nie

chcę błędnie nic komuś sugerować.

Muszę przyznać tylko, że Monice wyszła ona supper – Ważna Osoba jadła ją,

aż mu się uszy  trzęsły.

Za to moja paella wcale w tyle nie pozostała, też wyborna była i także bardzo

Ważnej Osobie smakowała  i mnie też.

Była to typowo  tradycyjna , hiszpańska paella z owocami morza, chociaż bardzo

żałowałam, że nie miałam np. mięsa z małży, niestety tym razem „Alma”

nie dopisała, a raczej ja spóźniłam się ze złożeniem  zamówienia,  nie było już

transportu na weekend, niestety w poczciwym „Jubilacie” towar tego typu jest

bardzo ubogi.

Więc dodałam to, co z owoców miałam : krewetki, surimi, oraz z puszki

owoce morza.

Oto  ( mój } przepis:

obrałam całą główkę czosnku ( żeby łatwo ją obierać, trzeba obciąć jej

czubek z jednej strony, tej z wypustką i nacisnąć mocno nożem, wtedy

łupki same odskakują z łatwością), posiekałam średnio drobno, tak samo

zrobiłam z dwiema cebulami  i zeszkliłam na patelni.

Potem dodałam do tego 2 papryski drobno pokrojone, jedną zieloną, drugą czerwoną

i znów poddusiłam.

Do tej mieszanki dodałam moje krewetki, pokrojone surimi, mieszankę z puszki,

oliwki ,wszystko chwilę razem dusiłam, dodałam przyprawy: czerwona ostrą paprykę,

pieprz Chayana, czarny pieprz, kostkę cebuli i czosnku Knora, bazylię i jeszcze kilka

dziwnych  przypraw znalezionych w koszyku Moniki, powinien być jeszcze szafran,

niestety go nie miałam.

Kupiłam ryż Uncke Ben – risotto, lekko zeszkliłam na oliwie i zalałam bulionem,aż

będzie miękki ( po prawdzie dochodził mi z pół godzinki pod poduszką.).

Do podduszonych owoców morza dodałam mój ryż i lekko podlałam bulionem tak,

by wszystkie składniki dobrze się wymieszały ze sobą. Wszystko jeszcze dusiłam do

czasu, aż bulion całkowicie wyparuje, dodałam jeszcze do smaku papryki i pieprzu

czarnego .

Potrawa naprawdę wyszła mi wyborna, ale jej smak bardzo dużo zależy od

dodanych przypraw.

Nie jest trudna do wykonania, więc polecam, bo naprawdę można nią

zadziwić gości, a również nie jest tucząca ( chyba) a jednak bardzo

sycąca.

Za to napewno tuczący był  deser :  ciasto z borówkami , z gałkami lodów,

ale musiałam przecież postawić kropkę nad ” i ” na proszonym obiedzie.

Ciasto było też nie mojej roboty co prawda,ale bardzo smakowite,

a lody Stratacella  firmy Grycan  same w sobie są pychotką

Było jeszcze podane do obiadu piwo ( pewnie  czerwone wino lepiej by pasowało,

ale Ważna Osoba lubi piwko właśnie, ja niestety nie, więc zadowoliłam się

wodą mineralną, a potem kawusią z mlekiem.

A teraz po tych przysmakach pozostało tylko wspomnienie… i …..

Ale ( od czasu do czasu) poszaleć można, zwłaszcza, gdy Ważna Osoba

po dłużym pobycie  nad polskim Bałtykiem do Krakowa powraca.

Przyznać muszę, że lubięte przygotowywane obiadki, szczególne, że Ważna Osoba

zawsze moje popisy kulinarne chwali ( przyznałam się, że zupa była dziełem Moniki),

a ja z kolei staram się, aby nigdy nie powtarzać swoich kulinarnych dzieł na takich

obiadkach i za każdym razem wymyślam coś innego i bardzo ekscytującego.

Jak to dobrze, że przynajmniej na tej kanwie jestem doceniana……

Ale to już było i nie wróci więcej…

Może i wróci, ale dzisiaj trzeba myśleć już  i nowozaczętym tygodniu, o pracy..

Właśnie, o pracy, co mnie dzisiaj w niej czeka?

Czy mój aparat już się ze mną przeprosił????

Lepiej, żeby tak było, bo jest sporo dzisiaj zarejestrowanych pacjentów.

Zobaczymy.

 

 

 

niedzielny gość

Dzisiaj króciutko, bo muszę lecieć jeszcze na zakupy i potem oddać

się gotowaniu – mam na obiedzie Ważna Osobę.

A tak po prawdzie nie bardzo na to mam humor, już zdązył mi się

od wczoraj nieco skwasić.

Cóż, kocham wszystkie dzieci mojej siostry,a oni siebie niekoniecznie, co

mnie boli – najlepiej się nie wtrącać, prawda?

Tylko czasami trudno udawać, że nic się nie dzieje.

Jaka jest prawda ja wiem.

Na tym kończę dewagacje (Rodzina czyta mój blog!!!)

Obojętnie co kto do mnie mówi, ja słucham, wyciągam wnioski, ale swoje

wiem i nikogo skrzywdzić nie dam

Idę na zakupy.

cicha sobota

Nadeszła cicha, spokojna i szarobura sobota.

Dzień wypoczynku po stresach w pracy – ten aparat wyraźnie

mnie nie lubi,Jarkowi działa, mnie psikusy czyni.

Czy zna ktoś jakąś metodę, by tą bezduszną maszynę przemienić

na przyjazną dla mnie?

Nawet pomyślałam, czy nie podlać ją pół litrą wódki, byleby by potem

jakiegoś spięcia krótkiego tym nie zrobić.

Już się boję poniedziałku, na szczęście mam jeszcze przed sobą 2 dni.

Dzisiaj muszę poszukać dyni…. będę jutro gotowała przy pomocy Moniki

zupę z dyni na ostro.

Przepis podam póżniej.ale naprawdę ta zupa jest super.

Jutro (chyba, o ile uda mi się ją kupić) podam ją na uroczysty, powitalny

obiad dla Ważnej Osoby.

Wczoraj wieczorem kaloryferyi były nawet ciepłe, dzisiaj znów są zimne.

Nie wiem o co chodzi z tym grzaniem, już się okres grzewczy

rozpoczął przecież!!!!!! a płacimy za ogrzewanie przez cały rok,

nawet w te niegrzewcze miesiące, więc łaski nie nierobią,

wszysko opłacone przecież z góry.

A czy u Was kaloryfery już są ciepłe?

Miłej soboty.