
Pewnie, że każda dieta się w końcu nudzi, mi po prawdzie już to wcinanie
kapusty nieco wychodzi uszami, ale….
Dzisiaj zmierzyłam sobie cukier i…….. no proszę znów zleciał w dół.
W sumie mam już go około 1/4 mniej niż na początku, chociaż do doskonałości
ciągle jeszcze mi troszkę brakuje.
Więc zaraz ubieram się i pędzę po tą zbawienną kapuchę do pobliskiej budki.
A co mi ta, czego dla zdrowia się nie robi?????
Chyba jednak ( jak wytrzymam w tych postanowieniac} zadziwię pod koniec lipca
moją panią doktor.
Zasłużyła sobie na to, bo trzeba przyznać, że wielką cierpliwością i wyrozumiałością
wobec mnie się wykazała na ostatniej wizycie, nie krzyczała, nie wywaliła mnie za
drzwi, chociaż pewno powinna była.
Ale tak po prawdzie tylko sobie samej krzywdę robiłam nie stosując się
do jej rad.
Mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa.
Czy to ma oznaczać, ze już nigdy nic pysznego np. torcika nie skosztuję?????