
Dzisiaj jest 2 września, dzisiaj mija już 36 lat o śmierci mojego kochanego Ojczulka.
To był naprawdę wspaniały człowiek. Miał swoje wielkie ideały, którym zawsze był
wierny,aż do końca, chociaż przyznać muszę, że na pewno poniósł przez to
duże straty, nie, nie finansowe, ale moralne,….
Przez to, że nie chciał być zwolennikiem jednej jedynej słusznej wtedy partii niestety stracił
posadę dyrektora Instytutu Onkologicznego, mimo, że by wybitnym specjalistą, który
kontynuował kiecdyś swoją specjalizację radiologa- onkologa w Instytutach Onkologicznych
w Sztokolmie i w Paryżu, juz nie wspominając o tym, że wydatnie przyczynił się do budowy
owego Instytutu w Krakowie. No cóż, takie to czasy były.
A jakim był człowiekiem dla pacjentów: wspaniałym, dla niego pacjent był świętością,
co dla każdego lekarza powinno być pierwszym przykazaniem.
A jakim był dla rodziny: wspaniałym, bardzo opiekuńczym Ojcem, który starał się
wypełnić puste miejsce po śmierci naszej ukochanej Mamy, szczególnie mi, która
zostałam osierocona w wieku 10 lat, a więc bardzo wcześnie.Miał w sobie tyle ciepła
i dobroci,nie znał złości, czasami powiedziałabym był nader wręcz uległy.
Też swoje ciepło chętnie rozdawał ludziom z którymi pracował, chociaż trzeba
przyznać, że czuli przed nim wielki respekt.Był bardzo mądrym człowiekiem, znał się tak
samo świetnie na histori,na literaturze czy chociażby na biologii i innych dziedzinach życia.
To był naprawdę bardzo dobry, ba wspaniały człowiek I chociaż tyle lat minęło ciągle tak
samo mi go brakuje.
Dzisiaj wspominam jego życie, jego pracę i dzień, w którym przyszedł do mnie rano i
powiedział: Ewa, mam zawał serca, to już koniec, ja już nie będę żył – to było 36 lat temu.
Kocham Cię Ojczulku i nigdy nie zapomnę