
Ano nic ciekawego, w Pisie się „tłuką” i walczą na szabelki, ciekawe czy już policzyli ile kto
tych szabelek ma. Ale to ich sprawa, Pis nie jest moją bajką i nawet jak się zdrowo
poharatają nic mi do tego.
W PO cisza, trochę podejrzane, bo rząd powoli powinien już się formować, a oni ciągle mają
czas.
U Palikota w miarę coś się dzieje, wczoraj wybierali przewodniczącego Klubu no i pewnie, że
sam wielki pan Janusz – założyciel został przewodniczącym Klubu.
W ogóle jest to bardzo dziwna partia, ciekawe jak się uformują, bo to chyba niełatwe będzie,
skoro każdy z posłów jest z innej strony świata poglądowego.
No, ale to, że do głosu doszła grupa dotąd w kącie siedząca nie ma nic w tym dziwnego,
skoro mamy demokrację każdy ma prawo swoje poglądy wygłaszać, tylko czy to będzie
zaakceptowane przez większość, nie wiadomo. Chrześcijańskie korzenie jednak w polskiej
mentalności bardzo głęboko siedzą i na pewno nie da się całkiem takich poglądów
z nich wykorzenić.
Za to w SLD po wyborach nowego przewodniczącego Klubu zapadła cisza, pewnie
zastanawiają się, z kim tu mądrą koalicję zawiązać, żeby znów wypłynąć na wierzch.
Czyli ogólnie mówiąc, jak to w polityce, nic do końca nie jest wiadomo, może i dobrze,
bo mniej nerwów trzeba zużywać na co dzień no i fora są bardziej „czytelne”, mniej
zdecydowanie w nich jadu nienawiści. którym to jadem poczytne fora w okresie wyborczym
wprost ociekały.
Przyznam się bez bicia, też na forach swoje uwagi zamieszczałam, ale nie obrażałam nikogo,
co najwyżej tylko zaznaczałam głupotę mojego przedmówcę, gdy według mnie na taką
krytykę zasługiwał. Ale to też jest tylko obiektywna uwaga, kto powiedział, że mam rację?
A co poza polityką?
Nic specjalnego na razie się nie dzieje, dzień, jak co dzień wstał nieco ponury, podobno
ma się potem rozjaśnić i bardzo dobrze by było, żebym w promieniach słonecznych do pracy
dzisiaj po południu poszła.
Chciałam przeszmuglować do domu kotka, małego, tego od Magdusi, ale okazało się, ze
Monika na koty jest uczulona, więc mój pomysł legł w gruzach, nic tylko grać w totolotka,
wygrać jakąś tam sumkę pozwalającą własne M kupić i wtedy kot może u mnie już
zamieszkać. No cóż, wspólne mieszkania skutkują niestety pewnymi wyrzeczeniami.
A poza tym, czy ja na tyle lubię koty, żeby taki osobnik u mnie zamieszkał?
Zawsze lubiłam psy i ubolewam, że nie mogę go ze względów technicznych posiadać, pies
wymaga spacerów, czego nie mogę zapewnić niestety, koty owszem dotąd tolerowałam,
ale zawsze coś fajnego „mojego” byłoby w domu i nie musiałabym przytulać się do
miśka, gdy mi smutno..
Ech, życie, życie…… w każdym człowieku zawsze jednak coś z dziecka drzemie.
P.S. Dzisiaj zaprosiłam do mojego blogu nowego czytelnika – Grzesia , ciekawe, czy tu zagości.