Wielka ściema

 

Można było przewidzieć, że takie spotkanie to wielka ściema.

Ale od początku :Usiedliśmy sobie z Bardzo Ważną Osobą bliziutko stołu

prezydialnego i to był błąd wielki, bo byliśmy na widoku i nawet każde zamknięcie przez nas

oka na sekundę było od razu odnotowywane i.. karcone.

Prelegentem był jakiś Niemiec, który w swoim języku chciał nas namówić na matera,

oczywiście o cudownym działaniu, wypełnionym jakimś proszkiem ze specjalnych kamieni

sprowadzanych z Peru, a te kamienie  jakieś magnetyczno – uzdrowiskowe znaczenie mają.

Pan gadał i gadał, tłumacz tłumaczył i tłumaczył i robiło się coraz bardziej…nudno, a że było

gorąco oczko nieco mi się przymknęło, Ważnej Osobie zresztą też, co się prelegentowi nie

spodobało i ostro nam zwrócił uwagę, że śpię a nie słucham jego wywodów.

A Gdzie było napisane, że spać nie wolno, ważne, ze nie chrapałam, więc nie przeszkadzałam,

Zresztą przysnęłam  tylko na kilka sekund, potem już tylko walczyłam, żeby znów nie

przysnąć. Po wyjątkowo  nudnej niemiecko= polskiej prelekcji    było zapytanie

komu się towar spodobał, ale ja z moim „Mężem” chyba jako jedyni nie podnieśliśmy rąk, więc

znów podpadliśmy Ale w losowaniu już tylko kilka osób brało udział, bo kto chciał wydawać

taką sumę na byle jaki materac? Mało było chętnych, więc prowadzący zrobili się

całkiem nieprzyjemni, pan mnie znów obsztorcował, że przeszkadzam, bo chciałam dotknąć

tego „wspaniałego” materaca.

Potem Niemiec sobie już poszedł na jakieś ważne spotkanie z 200 innymi ludźmi ( to znaczyło,

że my byliśmy mało ważni), ten tłumacz usiłował nam jeszcze wsadzić kulki do prania

oraz krem przeciwzmarszczkowy i na tym na szczęście spotkanie się skończyło

Oczywiście o żadnym posiłku mowy nie było ( chociaż był taki wpis w zaproszeniu),bo ponoć

sponsor nie dowiózł …zupy ( czyli miała to być  prawdopodobnie zupa Knorr w kubku

jednorazowym, bo Knorr też był wypisany jako jeden ze sponsorów na tablicy) Ustawiliśmy

się więc w kolejce po  obiecane prezenty i każdy dostał jakieś tam perfumy, na których co

prawda pisało made in Paris, ale na obiecaną cenę 120 zł wcale nie wyglądały  Małżeństwa

dostawały obiecane noże, w pudełku, ja musiałam się upomnieć, bo pan doszedł do wniosku,

że skoro z mężem spaliśmy podczas prezentacji to noże nam się nie należą, ale popatrzyłam

na pana groźnym okiem i łaskawie jednym pudełkiem tych noży nas obdarował.

Nie cierpię prezentacji, bo zawsze człowiekowi ciemnotę usiłują wcisnąć, ale tu jeszcze

w dodatku spotkaliśmy się z normalnym chamskim traktowaniem, co mnie tak oburzyło,

że już wcześniej miałam ochotę ową prezentację opuścić, ale skoro już zadałam sobie

tyle trudu, że tam się znalazłam, nie mogłam narazić  Bardzo Ważnej Osoby na to, aby nie

dostać tych noży, więc wytrwałam  do końca.

Ale już więcej na żadną prezentację nie dam się namówić, szkoda czasu.

Chociaż przypominam sobie, że kiedyś tam, dawno temu, jakaś firma zaprosiła mnie

i osobę towarzyszącą ( i wcale nie musiał to być koniecznie mąż) na prezentację, która

odbywała się w restauracji obok mojej przychodni i wtedy ta firma częstowała nas po

pokazach swojego sprzętu  całkiem przyzwoitym obiadem i prezenty też jakieś były.

Już mi nie chodzi o ten poczęstunek, ale widziałam, że kilka osób było zawiedzionych, bo

nikt nie lubi być oszukany, po co pisali na zaproszeniach  o tym poczęstunku, skoro wiedzieli,

że nie wywiążą się z obiecanek.

Dobrze że jest sobota, bo mam bardzo ciekawą książkę autorstwa Artura Andrusa,

Każdy  szczyt ma swój Czubaszek, czyli rozmowy Artura Andrusa z Marią Czubaszek.

Rewelacyjna książka, pisana naprawdę z wielkim humorem, którym obie te osoby wprost

przecież tryskają.

To już tradycyjnie soboty wspaniałej życzę i idę oddać się…lekturze