Ewusia potrafi !!!

 

Niestety coś zmajstrowałam w moim blogu i wszystkie zdjęcia, które mój blog zawierał, nawet

te najstarsze…zniknęły, a nowych też  nie mogę wkleić.

Nie wiem co zrobiłam, próbowałam raz jeszcze coś w tych ustawieniach pomajstrować i ………

nic.

Nie mogłam się dodzwonić do mojego pana Józia, pewnie już świętuje. on na pewno zaraz by się

zorientowałam gdzie co sobie zablokowałam i wszystko do normy przywrócił.

Trudno, muszę z tym do po świętach poczekać, mam nadzieję, że zdjęcia powrócą.

Ale Ewusia zawsze coś „wspaniałego” wymyśli, prawda?

Szkoda, bo wczoraj zrobiłam sesję filmową mojemu ulubieńcowi Felusiowi, czyli pielęgnicy

pawie oko Cezar. Trochę na początku się ze mną droczył i swój nos chował pod termometrem

umieszczonym w kącie akwarium, potem jednak się nieco rozbawił i pozwolił  się sfotografować.

Za to inne rybki od razu bardzo chętnie do zdjęć pozowały.

Niestety będziecie z wynikiem mojej sesji nieco poczekać, aż pan Józio ( a może i Matylda)

coś naprawią w tym blogu.

Wczoraj przygotowywałam swój aparat fotograficzny do wyjazdu i okazało się, że wciąż

w nim tkwiły jeszcze nie przesłane na komputer zdjęcia z ……….  Wigilii, tak z ostatniej

Wigilii, Szybko je więc przełożyłam do komputera, a baterie na nowo naładowałam, żeby

nie zabrakło energii przy robieniu następnych zdjęć już w Zakopanem.

Chyba mam troszkę  raisefiber przed podróżą ( jaka to podróż, zaledwie 2 godziny), bo dzisiaj

co jakiś czas się w nocy budziłam i patrzyłam, czy już za oknem jest jasno, czy już pora wstawać.

Oczywiście jeszcze nie jestem spakowana, ale to będzie moment, bo już wiem, co zabrać muszę,

a ze tego niewiele będzie to pakowanie będzie pewno kwadrans maksymalnie trwało.

Oczywiście musiałam kawusię poranną wypić ( a jakże), bo zaraz i ją zapakuję do walizy,

zawsze co swoje, to swoje.

No i pora na mnie!! Pewnie jeszcze przed świętami się tutaj spotkamy, bo biorę swój mały

laptopik,  tym bardziej, że podobno jest tam dostęp do internetu.

Ale gdyby mi się nie udało to miłe spotkanie z Wami, życzę wszystkim naprawdę pięknych i

wiosennych Świąt Wielkanocnych w miłej rodzinnej atmosferze, na spacerach i wspólnych

zabawach, a mało przy wspaniałym wielkanocnym stole zastawionym samymi smakołykami, chociaż

pewnie i tych  wszyscy sobie nie odmówią.

Kiedyś słyszałam, że samo wielkanocne śniadanie:  żurek z jajkiem, kawałek pasztetu, trochę

sałatki, kilka plasterków szynki, 2 jajka w majonezie  i i oczywiście plasterek mazurka czy sernika

to już jest około 1200 kalorii, a gdzie reszta świątecznych potraw?

A maksymalna dawka dorosłego, pracującego  mężczyzny to maksymalnie 2400 kalorii, kobiety coś

około 600 kalorii mniej.

No ale podejrzewam, że nikt nie jest jednak masochistą i nie zacznie odchudzania  właśnie w

Wielkanocną Niedzielę. W tych dniach można sobie  lekko (????) pofolgować w jedzonku,

ale z sensownym umiarem ( ha, ha i kto to mówi)

A propos: pięknie dziękuję Panie Kawusia za dowcipny wierszyk „Jedzonko” mam nadzieję, że

mój pan  żołądek  oraz pani śledziona i wątroba będą miały się jednak dobrze, zresztą zobaczymy

już po świętach, wszystko szczegółowo opiszę.

I znów pokazują w TVN – 24 śnieżną prognozę pogody na południu kraju, chyba wyłączę ten

telewizor!!!

Dzisiaj smutny dzień – Wielki Piątek, z pokorą schylamy głowę przed wydarzeniami sprzed

wieków, gdy  z powodów politycznych Chrystus został wydany na straszną śmierć.

Był zagrożeniem dla panujących, gdyż ogłosił się Królem, nikt jednak z Jego przeciwników  nie

usłyszał Jego słów: moje królestwo nie pochodzi z tego świata, było to dla wielu bluźnierstwem,

chociaż czekali na Mesjasza, nie zauważyli wcześniej  Jego narodzin, a potem nie usłyszeli 

posłania, które niósł od Boga. Ale Jezus mimo, że wiedział, co go czeka nauczał tych, którzy

chcieli go słuchać, próbował przekazać to, co miłe Bogu było.

A gdy panujący  już zauważyli swoją wielką pomyłkę, przestraszeni próbowali zatuszować swój

błąd , wiedząc, że wydając  wyrok śmierci na Jezusa sprzeniewierzyli się samemu Bogu.

Tylko Jego wierni uczniowie znający i pojmujący prawdę, przerażeni tym, co się wydarzyło  trwali

duchowo nadal przy swoim Nauczycielu, a ich wiara została trzy dni później nagrodzona

zmartwychwstaniem Pana Jezusa. I nam będzie dane w Wielką Niedzielę tą radość po raz kolejny

przeżywać, ale  dzisiaj należy na moment przystanąć i zastanowić się nad tym, jaka naprawdę

jest jakość naszego życia, czy kiedyś, gdy staniemy przed Tronem Boga z czystym sercem

potrafimy powiedzieć Bogu TAK.