czyli jestem szalona…… la…la…la, jestem szalona ( zwłaszcza w Kościelisku)

czyli jestem szalona…… la…la…la, jestem szalona ( zwłaszcza w Kościelisku)

Odczułam to szczególnie wczoraj, wróciłam niemiłosiernie zmęczona do domu, właściwie się ledwo
dowlokłam. Nie wiem czemu tak było, przecież wcześniej odpoczywałam 4 dni ( właściwie
to się leniłam), poszłam wyjątkowo wcześnie ( jak na mnie) spać i co prawda wstałam już o 5.30,
ale nie byłam wcale śpiąca. Więc mam prawo do zrzucenia winy na wiosnę, Fakt, zrobiło się
wczoraj znów gorąco, nie wiem tylko, jak wyglądała sytuacja baryczna. A może to znów „cukrowa
sprawa” zawiniła???. Bo wiosna niech sobie będzie, przecież na nią z takim utęsknieniem
czekałam…..
A może jakieś wstrętne i podstępne choróbsko toczy moje ciało? Nawet nie mogę iść do lekarza,
bo już dwie moje koleżanki są chore, a ktoś w rejestracji pracować przecież musi.
Ale to było wczoraj, już ten dzień ( i noc) przespałam i dzisiaj powinno być ok.
A może to była moja tęsknota za rześkim górskim powietrzem??? Co prawda górskich wypraw (
z powodu moich znanych Wam kłopotów z chodzeniem) nie uskuteczniałam, ale nawet wystarczyło
wyjść na balkon ( ach te widoki!!!), czy gdzieś niedaleczko i już górskie powietrze pozytywnie na
nas działało. Z „pamiątek” z Zakopanego pozostał mi tylko bundz, który sobie od górala kupiłam i
teraz z wielką radością wcinam, ale i ten niestety już się pomału kończy.
No i mam całą masę zdjęć wielkanocnych , mogę je sobie oglądać i wspominać.
A może za rok Babcia Irenka znów zorganizuje jakiś świąteczny wypad i może znów to będzie
Kościelisko?