To była długa i ciężka noc…

           

 

… i nastał poniedziałek. Jeszcze trudno określić jaki on będzie, bo jest na to za wczesna pora.

Ale za to wiem, że dla mnie była okropnie ciężka: jak nie budził mnie kaszel to za chwilę całkowicie

przytkany nos – nawet „wtyczka” słabo działała, trudno nawet policzyć ile tej nocy spałam, a ile

minut było bezsennych. Ale  na pewno trudno dzisiaj  powiedzieć. że wstałam wyspana i rześka

po weekendzie. Jeszcze  kilka dni by mi się przydało  na  polegiwanie w ciepłym łóżeczku i na

zwalczanie tego choróbska, ale niestety, nie ma mnie kto zastąpić, więc idę do pracy, będę

rozdawała swoje wirusy, może ktoś mnie od nich wyzwoli?????

I już nie chce mi się dzisiaj dłużej pisać, wszystko jest do …………. niczego ( a miało być

użyte bardziej dosadne słowo), w głowie mi huczy, katar przeszkadza, w klatce piersiowej

siedzi jakiś „potwór”…………. jak ja wytrzymam w tej pracy…….