stare czasy

  

Wczoraj przez pewna rozmowę na gadu- gadu przypomniały mi się dobre, stare czasy, gdy byłam

no powiedzmy jeszcze młoda ( ale już powiedzmy dosyć dojrzała) i przez dziwną pomyłkę

telefoniczną nawiązałam całkiem fajną znajomość, która trwała nawet powiedzmy dosyć długo,

potem jakoś tak całkiem naturalną drogą się sama rozwiązała. Ale coś po tej znajomości pozostało:

wspaniałe i wesołe wspomnienia, które przypominają miłe czasy, Pozostała mi jeszcze dracena,

którą dostałam od owego kolegi na moje imieniny, była wtedy malutkim krzaczkiem, dzisiaj jest już

całkiem dużym kwiatem.

Od czasu do czasu nasza znajomość na gadu gadu na moment znów na moment odżywa,

ale potem znów każdy w swoją stronę idzie, takie jest życie.

Z tymi czasami wiąże się na pewno w moich wspomnieniach  przebój tamtych lat  „Don’t wory, be

happy ” , bo właśnie on dodawał mi otuchy w chwilach zwątpienia ( a miewałam wtedy  czasami

takie dziwne stany psychologiczne), nawet pamiętam, że kupiłam wtedy od sąsiada zółtego

malucha, zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam i z radia oczywiście popłynęła wtedy ta

piosenka…. więc zaśpiewałam : kupiłaś sobie samochód? don’t wory be happy.

I byłam, chociaż żywot mojego malucha nie był zbyt długi, w niedługim czasie uległ

wypadkowi, co prawda ( na szczęście) nie ja byłam wtedy kierowcą, tylko mój kolega ( ale całkiem

inny kolega),który wziął moje autko do naprawy i już nigdy więcej kolegi nie zobaczyłam, niestety

dla niego była to już ostatnia podróż, dla  autka zresztą też ostatnia, pozostał tylko po niej złom.

Ale zanim mój maluszek dożył ostatnich swoich chwil kierowałam nim całkiem dziarsko, ba, nawet

potrafiłam nim na wstecznym biegu gonić biednego przechodnia, który w popłochu przed

niesfornym kierowcą uciekał zygzakiem. Nie, wcale się na owego przechodnia nie zawzięłam, tylko

tak jakoś dziwnie ciągle znajdował się na drodze mojego cofania się, by zmienić następnie kierunek

jazdy, całe szczęście, że krawężnik zatrzymał wreszcie to okropne polowanie, bo nie wiem, jakby

to się dla owego przechodnia  skończyło.

Takie to były czasy, jak je teraz z łezką w oku nie wspominać?

Wczoraj zaczął się trzydniowy bój o dobre liceum czyli egzamin kończący gimnazjum,

tzw mała matura. W mojej najbliższej rodzinie mam dwie takie gimnazjalistki, za które mocno

trzymam kciuki : Darię i Matyldę. I z tego co wiem,obydwie wczoraj zadowolone były

z przebiegu I-szego dnia egzaminów: zdawały język polski, historię, geografię i WOSP, dzisiaj

druga część  chyba trudniejsza) :fizyka, chemia,  biologia(?) i na pewno matematyka,

Znów trzeba trzymać kciuki… trzymajcie się moje Kochane Dziewczyny!!! Jestem z Wami myślami!

A jutro pozostanie im do wykazania się ze  zdolności językowych….. czyli same stresy

i dla dzieci i dla ich rodziców. Ale jak już wspominałam, jestem o o moje dziewczyny spokojna,

obie są i zdolne i b.dobrze się uczące, więc nad ich przyszłością żaden młot niepewności na

pewno nie wisi, dostaną się do swoich wymarzonych liceów.

A ja jak zwykle idę do pracy, cóż muszę, skoro znów w tego lotka miliona nie trafiłam, trochę mało

wyspana, chociaż nawet dosyć wcześnie jak na mnie spać poszłam. Ale kawka zrobiona w pracy

przez Magdusię na pewno mnie ożywi. 🙂

I  na koniec moje pytanie : KTO W KOŃCU WYGRYWA W TEGO TOTOLOTKA??????