Zapraszam na golonkę

  

 

adres: GOLONKARNIA, Kraków ul,Tadeusza Kościuszki 42

A zaczęło się wszystko tak niewinnie : jadę sobie autobusem z pracy i gadam przez telefon z

Darią  (omawiamy wczorajszy egzamin gimnazjalny), na przeciwko mnie siada śliczna młoda

dziewczyna, rejestruję ją okiem i dalej sobie gadam, gdy nagle dziewczyna rzuca się w moja stronę

i całuje mnie w policzek  wołając dzień dobry Ciociu. Patrzę, patrzę i oczom nie wierzę, ta piękna

dziewczyna to Gabrysia, córka mojego siostrzeńca Marcina. Dawno Gabrysi nie widziałam i na

pewno na ulicy bym ją nie poznała,no na pewno, skoro i w autobusie ledwo poznałam w tej ślicznej

dziewczynie Gabrysię, chyba głównie po głosie,który na szczęście tak się bardzo nie zmienia.

Gabrysia jechała właśnie do Golonkarni swojego Ojca, więc i mnie namówiła na odwiedziny.

Czemu nie, dość dawno się tam wybierałam.…..

Zostałam poczęstowana przez Asię ( żonę Marcina) olbrzymią pieczoną golonką ( jak na

zdjęciu), do tego dodatki: chrzan  tarty,musztarda, pasta z grochu , ogórek kiszony i chrupiący

chlebuś.

Uwielbiam golonkę, ale przyznaję, ze z wielkim trudem ją zjadłam, jeszcze dzisiaj jestem nią

nasycona

Lokalik niewielki, ale bardzo gustownie umeblowany,  właśnie ostatnio zmieniono w niej

wnętrze na takie bardziej „krakowsko – mieszczańskie”. Prócz golonka pieczonego, lub gotowanego

można zjeść i inne specjały: zioberko w różnej postaci, kotlet z wieprza, różne pierogi, żurek z

kiełbasą, barszcz z uszkami lub solo i kiełbasę pieczoną, czyli to wszystko, czego właściwie ze

względu na ten cholesterol w potrawach zawarty jeść się nie powinno.

Ale raz na jakiś czas można sobie w końcu pozwolić na taką rozpustę.A co, raz się

żyje. Oczywiście ten kto lubi może zamówić sobie piwko, ja niestety nigdy za tym płynem

nie przepadałam

Dzisiaj to już wspomnienie, które ciągle jeszcze w żołądku czuję, przynajmniej do wieczora nie

będę na pewno głodna.

A dzisiaj zapowiadają dosyć sporą temperaturę powietrza i sporo słońca, ale spokojnie, weekend

też będzie ładny. Wszak przed niektórymi bardzo długi weekend, można rzec prawie

mały urlopik. Ja jednak postanowiłam, ze będę pracowała, bo praca uszlachetnia.

No cóż na koniec muszę ze smutkiem spostrzec, ze poczytność mojego blogu na łeb i szyję spada,

czego można się było i nawet spodziewać, bo jest tyle  fajnych innych blogów.

Tylko o czym tu pisać ?  O polityce – źle, bez polityki – nudno……ech, pozostanę sobą i nadal

będę pisała to co mam w projekcie blogu czyli o wszystkim.