
Właściwie teraz dopiero rozumiem, co miała kiedyś moja nieżyjąca już przyjaciółka Majka na myśli,
gdy mówiła: wiem, że już nic ciekawego nie czeka mnie w życiu. Kiedyś oponowałam, a dzisiaj….
Chyba teraz rozumiem, bo coraz częściej sama mam takie przeświadczenie.
Chociaż to dziwne, bo wiosna zawsze na mnie oddziaływała pozytywnie, zawsze nabierałam wtedy
wiele nowej pozytywnej energii, tym razem widzę, że jest raczej inaczej.
Może dlatego, że zdaje sobie sprawę z tego, że coraz gorzej chodzę, czego mało kto zrozumieć
może, wczoraj znów całkiem niewielki dystans pokonałam z wielkim trudem, dobrze, że było gdzie
po drodze przysiąść chociaż na chwilkę i udawać, że wystawiam buzię do słonka, a naprawdę….
naprawdę musiałam odpocząć. Nie wiem co bardziej mnie bolało, serce, brzuch, czy kolana albo
stopy ? było mi źle iść i już.
A może to już ta pora na…….być może……..
Dlatego należy cieszyć się sprawami małymi, ot chociażby właśnie wyjazdem na te 4 dni.
Tylko czasami ta bez moc w zmienianiu czegoś tam człowieka dobija…….
A że potem nastąpi powrót do szarej rzeczywistości, każdy właściwie tak ma.
Ale czym się tu cieszyć? : zdrowie nie dopisuje, kilogramy nie ubywają, to tylko komuś
łatwo powiedzieć: musisz zbić kilogramy i jeść marchewkę, sałatę i chude mięso gotowane, radzić
komuś łatwo, ja też tak potrafię poradzić, owszem nie będę jadła ale za to mój wrzód da mi tak do
wiwatu, że w końcu będę sięgała z musu po jedzenie.
Niech podniesie rękę ten, kto już na całe życie samowolnie zrzeknie się smacznych potraw, ( no o
słodkim ciasteczku od czasu do czasu nie wspomnę) , na koszt bezsmakowego wymienionego już
gotowanego mięska o smaku tektury i gotowanych na parze jarzyn.
Albo taki biały serek, owszem od czasu do czasu jest nawet smaczny, ale tak codziennie
na śniadanko kawał suchego, nietłustego sera wcinać – mała przyjemność, nawet gdy dodamy
do niego troszkę zieleniny, czy pomidorka ( teraz całkiem niesmacznego, o smaku wody).
Co prawda ( już, o tym kiedyś pisałam) moja ciocia Juta zadała mi kiedyś pytanie, czy ja żyję po
to by jeść, czy ja jem po to, żeby żyć, zdecydowanie bliższa jest mi ta pierwsza odpowiedź.
Zawsze lubiłam smacznie jeść, nie kryję tego wcale, ale podejrzewam, że to samo lubi około 80
procent ludzi. Dlaczego więc za życia mam się umartwiać? Czy tak, czy tak nieśmiertelności
nie osiągnę.
Ale dobrze, może i trochę przesadziłam ( trochę???). muszę się zdecydowanie ograniczyć
w tym temacie – dieta, ale mądrze, żadne serki i gotowane mięska i rybki i jarzynki, chociaż
rybki akurat lubię.
Ale to dopiero po świętach, przecież nie będę płaciła za wielkanocne pyszne jedzonko i samym
świeżym zakopiańskim powietrzem żyła, bo to się finansowo całkiem nie opłaca.
Na początku zrzeknę się chyba pieczywa , no ewentualnie zjem jedną kromkę chleba bez omasty
raz na 2 tygodnie jako swoisty deserek. nad tą. reszta muszę popracować jeszcze.
A tak w ogóle jestem po koszmarnej nocy, dobrze spało mi się tylko do godziny trzeciej w nocy,
potem już się obudziłam , ot tak, nawet nie przez ból czegokolwiek i więcej drzemałam, niż
spałam, bp co chwilę oczy otwierałam, w końcu wstałam o pół godziny wcześniej niż planowałam
i od 5.30 jestem na nogach, oczywiście po obowiązkowej kawusi, bo jak tak wcześnie rano
bez kawusi się obejść,
Eee, do niczego dzisiejszy mój wpis, więc na koniec drobina politycznej pikanterii:
Wczoraj pani Gosiewska grzmiała z pisiej mównicy, że w trakcie ekshumacji zwłok wyszło
na jaw, ze Rosjanie podczas sekcji ( a jednak, to była sekcja, czy nie ???) sprofanowali zwłoki
jej męża, bo wątroba jej męża leżała sobie w trumnie obok ciała a nie w ciele.
Dziwne, może powinni byli i zaszyć, ale czy to naprawdę aż taka straszna profanacja?
Przecież nie rzucili tej nieszczęsnej wątroby psu na pożarcie, tylko położyli obok zwłok.
Przecież oprócz pana Gosiewskiego Rosjanie mieli jeszcze w krótkim czasie obejrzeć od
wewnątrz zwłoki 95 innych osób, pewno się spieszyli i niedokładnie wykonywali swoją pracę.
Co ta kobieta chce jeszcze ugrać dla siebie? Odszkodowanie spore dostała,( nie jedna wdowa
po śmierci w nieszczęśliwym wypadku chciałaby chociaż cząstkę takiego odszkodowania dostać),
do sejmu się dostała, może to jeszcze wciąż za mało? Boże widzisz, a nie grzmisz!!!
To miało być na koniec mego wpisu, przechytrzyłam niektórych, bo już słyszałam głosy, śe
gdy piszę na początku o polityce, niektórzy w ogóle całego wpisu nie czytają.
A teraz tradycyjnie miłego dnia życzę i zbieram się pomału do pracy