Jak minął pierwszy dzień ŚWIĄT WIELKANOCNYCH?

 

                               

 

Ano pod znakiem śniegu i……. kapeli góralskiej, która dzielnie nam przygrywała do

Wielkanocnego, uroczystego śniadania.

Ponieważ jemy w  drugiej turze ( jest pełne obłożenie na tych świątecznych wczasach),

więc śniadanie, które dłużej niż normalne trwało, było dopiero o 10 rano.

Wcześniej z  Magdą wypiłyśmy zwyczajową poranną kawusię i czekałyśmy na te świąteczne

niespodzianki i smakołyki.

Trzeba przyznać, że chłopaki szwornie grały, przytupując  swoimi kierpcami w takt muzyki.

Jeden z tych góralskich grajków wpadł Madzi w oko (I wiem że ona jemu też), więc

 Jacek miał jednak nieco kwaśno – zazdrosną minę, bo Magda podobać się może.

Śniegiem duło cały dzień, więc o spacerowaniu raczej nie było mowy, nawet do kościoła

były uruchomione 2 auta, bo w sumie nas tu sporo.

Po obiedzie  obchodziliśmy tradycyjnie, jak w każde święta Wielkanocne, urodziny, Antosia,

był wspaniały, specjalnie na tą okazję przywieziony przez Babcię Irenkę tort, był szampan,

żółty dla dorosłych, czerwony dla dzieci i oczywiście śpiewaliśmy Sto Lat.

A po kolacji …….były balety, nawet Ciotka Ewa tańczyła…….jesteś szalona…… lalala…..

mówię ci, jesteś szalona…….

Ale stosowne zdjęcie wkleję już po świętach, musicie cierpliwie poczekać, obiecuj , że

wstawię. Najwyżej będzie trochę śmiechu…… ale przecież…….. jestem szalona!!!!!

A dzisiaj rano obudziło mnie słoneczko buszujące w śnieżnej, puchowej pierzynce.

Tak, tak, śniegu napadało tyle, że nie zdążył stopnieć, on tam ciągle leży.

I tylko zastanawiam się, czy mi się  święta nie pomyliły, czy aby nie  trzeba zapalić lampki na

choince i czy zamiast żajączka św Mikołaj  nie powinien znów rozdawać prezenty.

Wesołego Alleluja

             

                       

 

Niech ten dzisiejszy dzień Zmartwychwstania Pańskiego przyniesie wszystkim

wiosenną odnowę ducha i ciała, radość i miłość, nadzieję na lepszą przyszłość.

Życzę smacznego jajka i wiele rodzinnych, serdecznych wspólnych chwil, spędzonych zarówno

przy suto zastawionym stole, jak i na świątecznym spacerku w promieniach słońca i

uśmiechów, pośród wesołych żartów i  przekomarzań, wszak w naszym życiu jest tak

mało czasu na okazanie najbliższym, jak bardzo są kochani, jak bardzo nam na nich

zależy, jak bardzo są dla nas ważni. Niech ten dzisiejszy i jutrzejszy  wspólnie spędzony dzień

będzie świadectwem   naszej miłości dla  najbliższych

Dzisiaj  są Urodziny V.I.P-a i chociaż wiem, że dzisiaj nie uda Mu się  raczej zaglądnąć do

mojego bloga, ale wiem, że kiedyś przeczyta tą stronę i zapewne będzie Mu miło, że o Nim

dzisiaj w moim  blogu wspomniałam i tutaj też najlepsze moje życzenia Mu złożyłam.

WSZYSTKIEGO  NAJLEPSZEGO  KAZIKU!!!

A dzisiaj rano w Zakopanem  niespodzianka: SPADŁ  ŚNIEG

     

Dojechałam

     

 

I jest fajnie, mam pokój nomen omen numer 113, ale nie jestem przesądna,

gdyby to była sama trzynastka to kto wie, ale 113???

Mieszkam na trzecim piętrze ( z windą, a jakże), pokój duży z szerokim i wygodnym łóżkiem

i z wersalką, ale V.I.P a  na niej niestety nie ma.Oczywiście pokój ma mały balkonik z widokiem

na park,zgrabną łazienkę, TV z niektórymi satelitarnymi stacjami ( ale niestety nie ma TVN-24),

z niewielką lodówką, czajnikiem bezprzewodowym (+2 szklanki ze spodeczkami i) i co dla

Ewusi najważniejsze z dostępem do internetu i to nawet o mocy 10kb, czyli takim, jak

mam w domu. Czyli żyć nie umierać.

A pogoda?? no cóż wczoraj jechaliśmy w mżawce, a czasami mgła rozlewała się jak

mleko,widoczność była miejscami zerowa. Mimo to dojechaliśmy prawie na kolacje i co prawda

na talerzu prócz serka był i  plasterek szynki( widać dla tych niewierzących), ale osobno

podali też przepysznego śledzika w cebulce,oczywiście nie trzeba nadmieniać, że nasz stolik

podobnie jak i inne mięsiwa w Wielki Piątek nie jedliśmy.

A rano? Rano obudziło mnie słonko i ten piękny widok z mojego balkonu.

Cudnie wyglądają te zaśnieżone szczyty gór, skąpane w słonku, a pod nimi mgła chmur.

Zachwyciłam się…..

Świat jest po prostu piękny!!!

P.S. dziwne, z mojego laptopa zdjęcia jakoś wchodzą, widać coś na dużym  komputerze

coś sobie zablokowałam. I całe szczęście, ze wchodzą, bo odrazu skoro swit mogę się

 Wami tym pięknem gór podzielić

Ewusia potrafi !!!

 

Niestety coś zmajstrowałam w moim blogu i wszystkie zdjęcia, które mój blog zawierał, nawet

te najstarsze…zniknęły, a nowych też  nie mogę wkleić.

Nie wiem co zrobiłam, próbowałam raz jeszcze coś w tych ustawieniach pomajstrować i ………

nic.

Nie mogłam się dodzwonić do mojego pana Józia, pewnie już świętuje. on na pewno zaraz by się

zorientowałam gdzie co sobie zablokowałam i wszystko do normy przywrócił.

Trudno, muszę z tym do po świętach poczekać, mam nadzieję, że zdjęcia powrócą.

Ale Ewusia zawsze coś „wspaniałego” wymyśli, prawda?

Szkoda, bo wczoraj zrobiłam sesję filmową mojemu ulubieńcowi Felusiowi, czyli pielęgnicy

pawie oko Cezar. Trochę na początku się ze mną droczył i swój nos chował pod termometrem

umieszczonym w kącie akwarium, potem jednak się nieco rozbawił i pozwolił  się sfotografować.

Za to inne rybki od razu bardzo chętnie do zdjęć pozowały.

Niestety będziecie z wynikiem mojej sesji nieco poczekać, aż pan Józio ( a może i Matylda)

coś naprawią w tym blogu.

Wczoraj przygotowywałam swój aparat fotograficzny do wyjazdu i okazało się, że wciąż

w nim tkwiły jeszcze nie przesłane na komputer zdjęcia z ……….  Wigilii, tak z ostatniej

Wigilii, Szybko je więc przełożyłam do komputera, a baterie na nowo naładowałam, żeby

nie zabrakło energii przy robieniu następnych zdjęć już w Zakopanem.

Chyba mam troszkę  raisefiber przed podróżą ( jaka to podróż, zaledwie 2 godziny), bo dzisiaj

co jakiś czas się w nocy budziłam i patrzyłam, czy już za oknem jest jasno, czy już pora wstawać.

Oczywiście jeszcze nie jestem spakowana, ale to będzie moment, bo już wiem, co zabrać muszę,

a ze tego niewiele będzie to pakowanie będzie pewno kwadrans maksymalnie trwało.

Oczywiście musiałam kawusię poranną wypić ( a jakże), bo zaraz i ją zapakuję do walizy,

zawsze co swoje, to swoje.

No i pora na mnie!! Pewnie jeszcze przed świętami się tutaj spotkamy, bo biorę swój mały

laptopik,  tym bardziej, że podobno jest tam dostęp do internetu.

Ale gdyby mi się nie udało to miłe spotkanie z Wami, życzę wszystkim naprawdę pięknych i

wiosennych Świąt Wielkanocnych w miłej rodzinnej atmosferze, na spacerach i wspólnych

zabawach, a mało przy wspaniałym wielkanocnym stole zastawionym samymi smakołykami, chociaż

pewnie i tych  wszyscy sobie nie odmówią.

Kiedyś słyszałam, że samo wielkanocne śniadanie:  żurek z jajkiem, kawałek pasztetu, trochę

sałatki, kilka plasterków szynki, 2 jajka w majonezie  i i oczywiście plasterek mazurka czy sernika

to już jest około 1200 kalorii, a gdzie reszta świątecznych potraw?

A maksymalna dawka dorosłego, pracującego  mężczyzny to maksymalnie 2400 kalorii, kobiety coś

około 600 kalorii mniej.

No ale podejrzewam, że nikt nie jest jednak masochistą i nie zacznie odchudzania  właśnie w

Wielkanocną Niedzielę. W tych dniach można sobie  lekko (????) pofolgować w jedzonku,

ale z sensownym umiarem ( ha, ha i kto to mówi)

A propos: pięknie dziękuję Panie Kawusia za dowcipny wierszyk „Jedzonko” mam nadzieję, że

mój pan  żołądek  oraz pani śledziona i wątroba będą miały się jednak dobrze, zresztą zobaczymy

już po świętach, wszystko szczegółowo opiszę.

I znów pokazują w TVN – 24 śnieżną prognozę pogody na południu kraju, chyba wyłączę ten

telewizor!!!

Dzisiaj smutny dzień – Wielki Piątek, z pokorą schylamy głowę przed wydarzeniami sprzed

wieków, gdy  z powodów politycznych Chrystus został wydany na straszną śmierć.

Był zagrożeniem dla panujących, gdyż ogłosił się Królem, nikt jednak z Jego przeciwników  nie

usłyszał Jego słów: moje królestwo nie pochodzi z tego świata, było to dla wielu bluźnierstwem,

chociaż czekali na Mesjasza, nie zauważyli wcześniej  Jego narodzin, a potem nie usłyszeli 

posłania, które niósł od Boga. Ale Jezus mimo, że wiedział, co go czeka nauczał tych, którzy

chcieli go słuchać, próbował przekazać to, co miłe Bogu było.

A gdy panujący  już zauważyli swoją wielką pomyłkę, przestraszeni próbowali zatuszować swój

błąd , wiedząc, że wydając  wyrok śmierci na Jezusa sprzeniewierzyli się samemu Bogu.

Tylko Jego wierni uczniowie znający i pojmujący prawdę, przerażeni tym, co się wydarzyło  trwali

duchowo nadal przy swoim Nauczycielu, a ich wiara została trzy dni później nagrodzona

zmartwychwstaniem Pana Jezusa. I nam będzie dane w Wielką Niedzielę tą radość po raz kolejny

przeżywać, ale  dzisiaj należy na moment przystanąć i zastanowić się nad tym, jaka naprawdę

jest jakość naszego życia, czy kiedyś, gdy staniemy przed Tronem Boga z czystym sercem

potrafimy powiedzieć Bogu TAK.

Na dzień przed wyjazdem

 

To już jutro, to już jutro  !!!

Im bardzo człowiek czeka na taki wyjazd, tym szybciej te 4 dni mijają ( niestety).

Ale na razie tym się nie martwię, dzisiaj jestem w oczekiwaniu.

Najważniejsze, żebym  wszystko ze sobą co potrzeba  wzięła i wcale nie chodzi tu o ciuchy, ale

o takie „duperele” potrzebne w podróży jak ładowarka do telefonu, ładowarka do aparatu

fotograficznego no i  oczywiscie sam aparat, mam nadzieję, że kilka fajnych fotek uda mi się

zrobić, a potem tutaj zamieścić. Będę miała wspaniałą pamiątkę z tych miłych chwil, bo kto wie,

czy uda mi się gdzieś w lecie na trochę jeszcze wyjechać, muszę  więc teraz nabrać trochę siły

i świeżego powietrza już na zapas  do płuc, które nie są już na szczęście odymiane tytoniowymi

oparami, bo nadal palę swojego elektrona, ale co je napełniłam dymem przez te lata nałogu, nie da

się szybko  niestety usunąć. Więc każdy łyk świeżego powietrza  jest w moim przypadku prawie

na  cenę złota. A takie wiosenne (!!!!!) powietrze liczy się jeszcze podwójnie. Tylko że,

znów od rana straszą świątecznym deszczem i deszczem ze śniegiem.

Nic to i tak i tak jadę, nie mam innego wyjścia, byleby tylko droga do i z Zakopanego

była przejezdna, nie zaśnieżona i nie śliska.

A co z ciekawostek krajowych” Wczoraj znowu  pani Katarzyna  W. zagrała na nosie

i prokuratorom i policji, która ją szukała po  tajemniczym zniknięciu,  no i panu Rutkowskiemu, który

omalże głowę własną  za nią chciał dać, już nie wspominając o mężu owej Katarzyny, który nagle

medialnie został porzucony. Czemu medialnie? Albowiem owa pani pozostawiła dla męża

list pożegnalny, którego treść już wszyscy dzięki dziennikarzom znają.

Katarzyna do mamusi powróciła i nie, żeby specjalnie się z tym chowała, ale skąd, wszak jak

wspominała pani  rzecznik policji ,  jest ona osobą wolną i może jeździć sobie tam gdzie tylko chce,

tak jak ty, czy ja, bez żadnych wiszących nad naszymi głowami zarzutów, pojechała sobie do

swojej Mamusi i spotkała się z nią nie w domu, jak każdy normalny człowiek się spotyka, tylko

na działkach, pewnie Katarzyna za mało miała świeżego powietrza.

Widać owa „dama zbrodni” uznała, że ostatnio znów za mało się o niej mówi i pisze i w związku

z tym zrobiła następne show dla publiczki – zaiste ciekawa to kobieta, dobrze to określił

któryś z adwokatów, że jest to bardzo ciekawy przypadek dla psychiatrii. Tylko jakoś

psychiatrzy nie skorzy są nią się zajmować.

Jedno jest dla mnie wprost zdumiewające, dlaczego osoba, która już usłyszała 3 zarzuty

nadal się wolnością cieszy, podczas gdy inni za mniejsze  przewiny od razu są do ciupy

wsadzani. Widać u nas nie tylko Temida ale i prokuratora jest ślepa.

Ale co mi tam, jak znam życie pani Kasia jeszcze nie raz prokuraturą zakręci, ale już tylko

prokuraturą, bo z tych ostatnich zajść widać wyraźnie, że pan Rutkowski już się do

tej pani odnosi z niechęcią i wcale mu się nie należy dziwić, skoro zapewnił jej naprawdę

luksusy: i wspaniałe mieszkanie, i przejazdy drogim autem, nie wspominając o wczasach,

a ona z nudów zaczęła kręcić nosem. A może ma na oku jakiegoś nowego sponsora, który

zapewni  jej jeszcze większe luksusy?. Tylko gdzie teraz pan Rutkowski będzie się lansował?

Świat naprawdę zwariował.

Ale ja nie zwariowałam i do pracy idę, ostatni raz w tym tygodniu, bo jutro już przecież jadę

w świat.  No to cześć.

właściwie

                

 

Właściwie teraz dopiero rozumiem, co miała kiedyś moja nieżyjąca już przyjaciółka Majka  na myśli,

gdy mówiła: wiem, że już nic ciekawego nie czeka mnie w życiu. Kiedyś oponowałam, a dzisiaj….

Chyba teraz rozumiem, bo coraz częściej sama mam takie przeświadczenie.

Chociaż to dziwne, bo wiosna zawsze na mnie oddziaływała pozytywnie, zawsze nabierałam wtedy

wiele nowej pozytywnej energii, tym razem widzę, że jest raczej inaczej.

Może dlatego, że zdaje sobie sprawę z tego, że coraz gorzej chodzę, czego mało kto zrozumieć

może, wczoraj znów całkiem niewielki dystans pokonałam z wielkim trudem, dobrze, że było gdzie

po drodze przysiąść chociaż na chwilkę i udawać, że wystawiam buzię do słonka, a naprawdę….

naprawdę musiałam odpocząć. Nie wiem co bardziej mnie bolało, serce, brzuch, czy kolana albo

stopy ?  było mi źle iść  i już.

A może to już ta  pora na…….być  może……..

Dlatego należy cieszyć się sprawami małymi, ot chociażby właśnie wyjazdem na te 4 dni.

Tylko czasami ta bez moc w zmienianiu czegoś tam człowieka dobija…….

 A że potem nastąpi powrót do szarej rzeczywistości, każdy właściwie  tak ma.

Ale czym się tu cieszyć? : zdrowie nie dopisuje, kilogramy nie ubywają, to tylko komuś

łatwo powiedzieć: musisz zbić kilogramy i jeść marchewkę, sałatę i chude mięso gotowane, radzić

komuś łatwo, ja też tak potrafię poradzić, owszem nie będę jadła ale za to mój wrzód da mi tak do

wiwatu, że w końcu będę sięgała z musu po jedzenie.

Niech podniesie rękę ten, kto już na całe życie samowolnie  zrzeknie się smacznych potraw, ( no o

słodkim ciasteczku od czasu do czasu nie wspomnę) ,  na koszt bezsmakowego  wymienionego już

gotowanego mięska o smaku tektury i gotowanych na parze jarzyn.

Albo taki biały serek, owszem od czasu do czasu jest nawet smaczny, ale tak codziennie

na śniadanko kawał suchego, nietłustego sera wcinać – mała przyjemność, nawet gdy dodamy

do niego troszkę zieleniny, czy pomidorka ( teraz całkiem niesmacznego, o smaku wody).

Co prawda ( już, o tym kiedyś pisałam) moja ciocia Juta zadała mi kiedyś pytanie, czy ja żyję po

 to by jeść, czy ja jem po to, żeby  żyć, zdecydowanie bliższa jest mi ta pierwsza odpowiedź.

Zawsze lubiłam smacznie jeść, nie kryję tego wcale, ale podejrzewam, że to samo lubi około 80

procent ludzi. Dlaczego więc za życia mam się umartwiać? Czy tak, czy tak nieśmiertelności

nie osiągnę.

Ale dobrze, może i trochę przesadziłam ( trochę???). muszę się zdecydowanie ograniczyć

w tym temacie – dieta, ale mądrze, żadne serki i gotowane mięska i rybki i jarzynki, chociaż

rybki akurat lubię.

Ale to dopiero po świętach, przecież nie będę płaciła za wielkanocne pyszne jedzonko i samym

świeżym zakopiańskim powietrzem żyła, bo to się  finansowo całkiem nie opłaca.

Na początku zrzeknę się chyba pieczywa , no ewentualnie zjem jedną kromkę chleba bez omasty

raz na 2 tygodnie jako swoisty deserek. nad tą. reszta muszę popracować jeszcze.

A tak  w ogóle jestem po koszmarnej nocy, dobrze spało mi się tylko do godziny trzeciej w nocy,

potem już się obudziłam , ot tak, nawet nie przez ból czegokolwiek i więcej drzemałam, niż

spałam, bp co chwilę oczy otwierałam, w końcu wstałam o pół godziny wcześniej niż planowałam

i od 5.30 jestem na nogach, oczywiście po obowiązkowej kawusi, bo jak tak wcześnie rano

bez kawusi się obejść,

Eee, do niczego dzisiejszy mój wpis, więc na koniec  drobina politycznej pikanterii:

Wczoraj pani Gosiewska grzmiała z pisiej mównicy, że w trakcie ekshumacji zwłok wyszło

na jaw, ze Rosjanie podczas sekcji ( a jednak, to była sekcja, czy nie ???) sprofanowali zwłoki

jej męża, bo wątroba jej męża leżała sobie w trumnie obok ciała a nie w ciele.

Dziwne, może powinni byli i zaszyć, ale czy to naprawdę aż taka straszna profanacja?

Przecież nie rzucili tej nieszczęsnej wątroby psu na pożarcie, tylko położyli obok zwłok.

Przecież oprócz pana Gosiewskiego Rosjanie mieli jeszcze w krótkim czasie obejrzeć od

wewnątrz zwłoki  95 innych osób, pewno się spieszyli i niedokładnie wykonywali swoją pracę.

Co ta kobieta chce jeszcze ugrać dla siebie? Odszkodowanie  spore dostała,( nie jedna wdowa

po śmierci w nieszczęśliwym wypadku  chciałaby chociaż cząstkę takiego odszkodowania dostać),

do sejmu się dostała, może to jeszcze wciąż za mało? Boże widzisz, a nie grzmisz!!!

To miało być na koniec mego wpisu, przechytrzyłam niektórych, bo już słyszałam głosy, śe

gdy piszę na początku o polityce, niektórzy w ogóle całego wpisu nie czytają.

A teraz tradycyjnie miłego dnia życzę  i zbieram się pomału do pracy

coraz bliżej…..

                                   

 

Wiosny?, ale skąd ,meteorolodzy wcale się nie wstydzą, że się pomylili, ba nawet wyliczyli, że

przy długodystansowej prognozie pogody, sprawdza się ona tylko w około 60 procentach.

No dobra, zawsze jakiś front skądś tam może niespodziewanie do nas napływać, ale w takim

razie po co robią takie długodystansowce, skoro wiadomo, że nic nie wiadomo na pewno?.

No to Wielkanoc będziemy mieć pod znakiem śniegu, szczególnie w górach, szczególnie w

Zakopanem, który, jak widziałam ostatnio całe jest w śniegu.

No i nic nie  będzie z wiosennych spacerków po Dolinie Kościeliskiej, no chyba, że niektórzy

zaopatrzą się w narty!!!

To czego tyczy to coraz bliżej? Oczywiście, że mojego wyjazdu, już szykuję te tiule, o których

Magda mówi, że szykować trzeba, bo tam sami generałowie będą, ale niestety właśnie z

tymi wyfioczonymi w piórka i tiule żonami, a może jakiś  generał – emeryt się akurat znajdzie,

bez towarzystwa , no bo gdzie taki samotnik ma spędzić święta, skoro nie ma rodziny,

oczywiście, że na wczasach w Kościelisku 🙂

Tiuli co prawda nie mam, piórek zresztą też nie mam, ale dwie srebrzące się bluzki może

wystarczą, aby omamić owego  biedaczka – samotnego nieboraczka?

Kto wie, co może się zdarzyć, rok temu  w Ustroniu miałam  takiego miłego towarzysza do

zdjęć bynajmniej nie rentgenowskich, otóż zamówił sobie u mnie sesję zdjęciową, wykonałam

mu kilka takowych, wysłałam mailem do jego syna ( biedak nawet konta pocztowego nie

posiadał) i…….znajomość, co było do przewidzenia, ustała

I bardzo dobrze, po cholerę mi taka znajomość na odległość, przecież w Krakowie mam

swojego V.I.P.a!!!!!!!

Ale to miłe by było, gdyby jakiś generał mnie emablował przez te 4 dni, a zresztą,  racja, po

co ci to kobito?

Ale na pewno rywalizować w strojach  z tymi generałowymi nie zamierzam i na pewno pół

szafy nie zapakuję, przecież  zresztą Jacek nie wpuścił by mojej wypasionej walizy do auta,

nie zmieściła by się, Magda musi też  gdzieś zapakować jakby nie było 4 osoby.

A swoją drogą ciekawe, jak Magda w  tych tiulach będzie wyglądała???

No to koniec moich  świątecznych dywagacji, bo zegar bezlitośnie wskazuje, że niebawem

do pracy wyruszyć muszę. Przecież na taki  ekskluzywny, świąteczny wyjazd zapracować

trzeba!!! Miłego dnia, podobno gdzieniegdzie ma się dzisiaj pokazać słonko, w Sopocie już

się pomału budzi i pięknie nad molo wschodzi, co właśnie pokazywało Tvn- 24.

Oni  ( to znaczy ci mieszkańcy Sopotu i okolic ) to  już od rana mają szczęście!!!!

PAMIĘTACIE???

                    

TAK Ojcze Święty , pamiętamy, ale niestety nie wszyscy!!!

To Ty nas uczyłeś miłości do  Boga, miłości drugiej osoby, do naszej Ojczyzny.

Może niektórzy  do końca nie   rozumieją, jakie to ważne były dla nas nauki.

Jakbyś przeczuwał wtedy, że Polska stanie w tak niedługim czasie na rozdrożu i mimo, że tak

uroczyście ślubowaliśmy Ci wierność w wytrwaniu w Twoich naukach, tak szybko  pogubimy

ścieżki, które nam wskazywałeś.

Przestrzegałeś nas: pamiętajcie o Krzyżu a niestety ten sam Krzyż często wykorzystywany

był w zupełnie niestosownym do tego  celu – jako symbol walki, a nie jako  symbol miłości.

Mówiłeś nam o miłości bliźniego, tym czasem  nie tylko, że tej miłości nie ma, ale ludzie

są dla siebie wrogami, opluwają się wzajemnie, oskarżają, rzucają na siebie okropne kalumnie.

Nie spodobało by Ci się to na pewno Ojcze Św. Na pewno zasmucony patrzysz na nas

z domu Ojca i zastanawiasz się, co można zrobić, aby znów wróciły te czasy, gdy Ty

byłeś pośród nas i tak pięknie potrafiłeś łączyć serca wszystkich Polaków. Kiedyś Bóg mówił

nam: strzeżcie się fałszywych proroków, tym czasem takich fałszywych proroków i ich

wyznawców jest coraz więcej, nie przebierają w środkach, by osiągnąć swój własny cel

tak daleki od Bożych zamiarów, a jednak tak chętnie kryjących się właśnie pod osłoną

Kościoła.

Armagedon, dążymy wielkimi krokami do samozagłady.

Dzisiaj jest siódma rocznica, gdy nasz ukochany Ojciec Św Jan Paweł II nas opuścił

na zawsze, gdy poszedł tam, gdzie Bóg dla Niego przygotował miejsce obok siebie

Swoim świętym, nieskazitelnym życiem zasłużył sobie na taką nagrodę.

I na pewno wielu pójdzie pomodlić się za Ciebie, wiele osób spotka się pod Kurią Krakowską, a

potem….znów….. zapomnimy,  niestety. Znów górę wezmą osobiste rozgrywki i tak

będzie trwało w nieskończoność, tacy niestety są Polacy.

PRIMA APRILIS……….

 

…….NIE WIERZ NIKOMU,BO SIĘ POMYLISZ

A za oknem piękna pogoda, słonko świeci od samego ranka radośnie, kwiatki pięknie rosną, trawka

się zieleni, temperatura dobiega 30 stopni….. no właśnie, to jest PRIMA APRILIS.

A tak na serio rano dzisiaj ze zdumieniem śnieg padający z nieba zobaczyłam, nie wiele go co

prawda, ale trawka na plantach i  dachy stojących pod domem samochodów są lekko białe.

Śnieg na szczęście szybko topnieje, tak wiec pani Zima na pewno już na dobre się u nas

nie rozgości. I całe szczęście, bo jeszcze tylko  5 dni (z dzisiejszym) do mojego wyjazdu do

Zakopanego ( a właściwie do Kościeliska) pozostało. W tam mam zarezerwowaną już wiosnę

w całej swojej pełni.

Jutro będzie  dla Polaków bardzo smutna, siódma rocznica śmierci naszego Papieża Jana Pawła II.

No i dziwne, w kraju w pełni katolickim, gdzie symbole katolickie ( przynajmniej dla pewnej

partii) są tak ważne, Polacy zapomnieli chyba o tej rocznicy – przynajmniej nie wspominano

o niej w TV, ale za to tyle już się gada ( i krzyczy) o rocznicy katastrofy smoleńskiej, która

będzie dopiero za 9 dni.

I tu mam pytanie: czy istotnie Polska jest krajem katolickim, czy tylko udaje, że nim jest?

Jakie wartości katolickie są dla Polaków najważniejsze?

Czy postać Jana Pawła II- go, któremu tak głośno wyrażaliśmy nasze przywiązanie, naszą miłość

jest mniej ważna, niż postać ( miernego) prezydenta, który tuż przed  katastrofą samolotową

miał zaledwie 10 procent poparcia i na pewno i tak  nie byłby teraz prezydentem !

Gdzie podziały się nasze zobowiązania, które 2 kwietnia 2005 roku składaliśmy w każdym

polskim mieście, w każdej wsi, wierności słowom naszego Ukochanego Papieża.

Zapomnieliśmy o tym wszystkim, dzisiaj nie ważne jest to, co wtedy głosiliśmy udając

wielki ból, dzisiaj inne ideały są w głowach ludzi, a nienawiść, gniew, które zawsze Ojcu św były

obce są naszą myślą przewodnia każdego dnia.

Nie miłe Bogu bieganie do kościoła i udawanie wiary, ważne, by to co wiara głosi

były wprowadzane w życie. A jeżeli ktoś przyjmuje Komunie św a chwilę potem ślinę toczy

ze złości i bluźni drugiemu człowiekowi, to oznacza, że jest katolikiem?????

Mam nadzieję, że przynajmniej 2 kwietnia chociaż na chwilę wspomnimy tego naprawdę

Wielkiego Polaka, który nigdy drugiemu krzywdy nie zrobił, który nas wszystkich naprawdę

Bożą miłością kochał, który kochał swoją Ojczyznę i był jej oddany całym swoim sercem

i na pewno z wielką troską i z bólem patrzy na nas z niebiosów , nie mogąc uwierzyć, jak bardzo

Polska się  na niekorzyść zmieniła, jak bardzo zmieniły się w Polsce priorytety, ile jadu

złości siedzi w jego ukochanych Polakach.

Czy Polacy naprawdę mają taką krótką  i wybiórczą pamięć????????

I z tym pytaniem pozostawiam Was na niedzielny dzionek