to było bardzo miłe popołudnie

 

Odeszłam od swojej tradycji sobotniego lenistwa i  sobotniej śpiączki. Wczoraj spędziłam bardzo mile popołudnie z VIP – em.
Był bardzo dobry obiadek, żurek był nawet wprost wyborny, a biała kiełbasa ( przysmażana, a jakże inaczej) jako drugie danie miało stanowczo anty-cukrzycowy charakter, ale raz na jakiś czas trzeba od  dietetycznego reżimu odejść. Nie można przecież ciągle żyć tylko na białych serkach.
Oczywiście ta wczorajsza „uczta” odbiła się na dzisiejszym pomiarze cukru, ale od jutra znów wprowadzam  ścisły post: zielona sałata i woda mineralna 🙂
No może od czasu do czasu kawa z mlekiem i słodzikiem, przynajmniej on mi osłodzi te ciężkie chwile. Nie można przecież tak radykalnie do potrzeb własnego podniebienia podchodzić.
Telewizor gdzieś tam sobie grał w cieniu, a my słuchaliśmy wszystkich fajnych ckliwych i nie tylko, utworów muzycznych. Wolę taką  właśnie muzykę, może dlatego, że nie rozumiem tych obecnych i dudniących, w uszach i okropnie denerwujących rytmów. To jest dobre i łatwe do słuchania przez młodzież, a nie przez osoby starszych, dla których piosenka musi mieć i odpowiedni rytm i odpowiednią  sensowną treść , a nie takie łubu-dubu z bezsensownie powtarzającym się tekstem, z powtarzanymi słowami bez ładu i składu.
 Wczoraj było u mnie  bardzo miło i bardzo romantycznie, czyli tak jak lubię, mam poczucie dobrze spędzonej soboty.
Szkoda, że dzieciakom nie udała się wczoraj pogoda, nieco zmoknięte, ale szczęśliwe wróciły późnym popołudniem do domu.
Za to wczoraj nad Wisłą był pokaz przepięknych ogni sztucznych, ja oczywiście mogłam oglądać je tylko przez okno, ale strzelały tak wysoko, że ich piękno  mnie aż zachwycały. Oczywiście żal mi było tych moknących ludzi stojących u stóp Wawelu,  na pewno mieli lepsze widoki niż ja, ale mnie za to było i ciepło i sucho.
Coś za coś.
Dzisiaj znów smoki będą fruwały nad Krakowem, bo czerwiec jest miesiącem urodzin Krakowa, te pierwsze dni zawsze wiązane są jeszcze z świętem dziecka.
Pewnie i dzisiaj będą pokazy sztucznych ogni, biedne te nasze zwierzątka, co prawda Pepa się ich nie boi, ale wyobrażałam sobie jaki byłby nieszczęśliwy wczoraj Putek, gdyby mieszkał na ul. Smoleńsk,  czyli nieopodal Wisły, nieopodal Wawelskiego Wzgórza, świszczało, strzelało, huczało, a Putek taki odgłosów ogromnie się boi. Pewnie i wiele innych piesków też nie lubi takich huków, tym bardziej, że w ich uszach brzmią one bardziej głośno i bardziej groźnie niż w naszych.
Ale widać, że takie ” huczne” imprezy podobają się nie tylko dzieciakom, ale i dorosłym, skoro wczoraj, mimo deszczu,  tak licznie pod Wawel przybyli.
Jest czas pracy i czas relaksu i zawsze jakoś trzeba  go tak wyważyć , by mieć odrobinę tych szczęśliwych minut dla siebie , szczególnie w tym bardzo zabieganym i ze sterowanym czasie.

No a co z tą pogodą? Rozumiem, roślinki lubią wilgoć, ja trochę mniej, bo muszę wtedy  częściej zażywać  Nimesil, inaczej wszystkie moje kostki boleśnie o sobie dają znać. No cóż, SKS , nie da się tego ukryć !

Czekam, aż pogoda będzie nieco dla nas łaskawsza, tylko, żeby znów nie popadła w następną przeciwność i nie było zaraz takich ponad 30 stopniowych upałów, bo przy takim zaduchu dopiero jest ciężko żyć.
Zamawiam taką temperaturę około 25 stopni i oczywiście słoneczko, popadać może co najwyżej tylko kilka minut i to najlepiej w nocy, roślinkom też się coś od życia przecież należy  HOWGH !!!!!

Życzę przyjemnej niedzieli, to  przecież czas naładowania naszych akumulatorów na cały następny tydzień.