nasza złota medalistka

To dopiero początek, pierwszy  medal Pepy w życiu, mam nadzieję, że takich będzie więcej, chociaż rodzinka wraz z główną bohaterką dnia Pepą wrócili z wystawy bardzo zmęczeni, nie dziwota poszli o 9 rano, a do domu powrócili po godzinie 17.30
Oj pamiętam, pamiętam te czasy, gdy wyjeżdżało się np o 4  – 5 rano ( poza Kraków) i wracało późną nocą, lub nawet następnego dnia z takich bardziej oddalonych od Krakowa wystaw. Ale Tina uwielbiała wprost te wystawy, wydawałoby się, że nigdy się nimi nie męczyła, w przeciwieństwie do jej Pani, ale i ona wtedy jeszcze była przecież młoda, A na wystawie tyle ciekawych rzeczy się dzieje, tyle psich przyjaźni się zawiera…… Ot to były czasy.
Teraz tylko pozostało mi je powspominać i cieszyć się medalami Pepy.